Zarób zanim wydasz

(autor: http://www.flickr.com/photos/stuartpilbrow/)
Żeby zostać bogatym należy wydawać mniej niż się zarabia. To podstawowa zasada – nie da się zostać bogatym, jeżeli stale trwonimy swój majątek.
Zbliża się zima, a co za tym idzie zbliżają się wydatki na zimową odzież i obuwie. Od kilku tygodni zwlekałem z takimi zakupami, bo wyznaję zasadę, że lepiej kupić raz dużo, ale dobrze.
Ale istniała też druga, ważniejsza przyczyna. Październik zamknąłem dużą stratą pieniędzy, a co za tym idzie najpierw należało odrobić stratę, a dopiero potem wydać część pieniędzy. Dzięki temu, że skupiłem się na zarabianiu i uwzględniłem, że będę musiał wydać co najmniej kilkaset zł (tak jak pisałem wyżej wolę kupić raz na rok/dwa niż co kilka miesięcy) osiągnąłem lepsze wyniki niż gdybym najpierw je wydał, a dopiero potem zastanawiał się jak je odzyskać.
Zasada jest bardzo prosta: chcesz coś kupić? OK, ale najpierw na to zarób/zaoszczędź. Na grudzień, oprócz wydatków na odzież, zaplanowałem wyjazd i również postanowiłem na niego najpierw zarobić zamiast obniżać stan swojego majątku, a dopiero potem odrabiać wydane pieniądze.
Dzięki orientacji na cel w ciągu miesiąca zarobiłem tyle pieniędzy, że wróciłem do kwoty, jaką posiadałem jeszcze na początku października, czyli około 3170 zł. Ba, nawet zarobiłem więcej, bo przed zakupami mój majątek wynosił około 3250 zł.
Jaki z tego wniosek? Krótkoterminowy cel materialny wzmacnia motywację, a w efekcie poprawia nasz stan finansowy. Co by było, gdybym najpierw zrobił zakupy, a potem zaczął zarabiać na ich pokrycie?
Wątpię, żebym był wtedy tak skupiony na zarobieniu pieniędzy, bo miałbym już to, co jest mi potrzebne. A jak narzucam sobie twarde warunki, to nie ma odwrotu. Gdybym nie zarobił pieniędzy, to chodziłbym po śniegu w trampkach do czasu, aż zarobiłbym na nowe buty.
Gdyby ktoś nam zaproponował, że będzie płacił nam z góry, tzn. na początku każdego miesiąca płaci za pracę, którą będziemy wykonywać później, mocno osłabiłby naszą motywację, bo wynagrodzenie już dostaliśmy i nie musimy się o nie starać.
Podobnie rzecz ma się z zarabianiem – najpierw na coś zarób, a dopiero potem to kup. Tylko w ten sposób można bardziej docenić wartość nagrody (przekładając jej cenę na pracę), a i chroni nas to przed zrujnowaniem budżetu – jeżeli na coś nie zarobimy, to tego po prostu nie kupimy. Żadnych pożyczek, żadnego finansowania zachcianki z oszczędności – nie ma i już.
Nie ma darmowych obiadów. Najpierw zarób.
Na przyszłe spodziewane wydatki można sobie stworzyć coś takiego jak fundusz planowy. Oszczędzanie opłaca się o wiele bardziej niż zadłużanie.
A poniżej filmik, który świetnie skomentuje dzisiejszy wpis, czyli Robert Kiyosaki, jego pojęcia aktywów i pasywów znienawidzone przez finansistów oraz dlaczego nie musimy żyć skromnie:
A Ty, czy zarabiasz zanim wydasz?
Kliknij i przeczytaj także:
Jeśli spodobał Ci się ten wpis, skomentuj go. Zasubskrybuj RSS, żeby nie przegapić żadnego wpisu. Jeżeli nie wiesz czym jest RSS, poczytaj o nim tutaj. Śledź mnie także na Twitterze, a otrzymasz dodatkowe informacje.
Trackbacki
Komentarze
Komentarzy: 24 do “Zarób zanim wydasz”- Zasady komentowania: traktuj innych jak ludzi, nie obrażaj i nie wyśmiewaj. Konstruktywna krytyka jest w porządku, ale niegrzeczne i niedojrzałe komentarze są kasowane. Komentarze, które mają na celu jedynie reklamowanie jakiejś strony również są kasowane. Jeżeli piszesz dłuższy komentarz, kopiuj go do schowka w czasie pisania. Dzięki temu nie utracisz go, jeżeli wystąpi jakiś błąd. Miłej dyskusji.
-
Osobiście preferuję regularne odkładanie malutkich sumek na fundusze celowe.
Spójrz np. na reklamę kredytu w Pekao, tam stosują mechanizm małej dziennej kwoty. Ale lepiej jest te drobniaki codziennie odkładać zamiast spłacać nimi kredyt.
I tak, np. zamiast brać telefon za 1zł i wielokrotnie przepłacać w abonamencie, lepiej jest odkładać 4zł tygodniowo na koncie oszczędnościowym i raz na 2 lata kupić telefon za gotówkę. Inna kwestia, czy rzeczywiście zmiana telefonu jest konieczna… To przecież tylko przykład. -
Zarób zanim wydasz – oczywiście bardzo słuszne i zgadzam się w stu procentach. Szkoda tylko że większość ludzi wciąż (mimo kryzysu) twierdzi że ciągle można żyć na kredytach… spłacić jeden i zaciągnąć następny, niby mają pieniądze a tak naprawdę do niczego to nie prowadzi …
-
Marcin, kredyt na konsumpcje oczywiście to strzał w finansowe kolano, ale trzeba też myśleć w taki sposób, że Twoja zdolność kredytowa to jest kolejne narzędzie inwestycyjne. Począwszy od kredytu na akcje aż po kredyt na nadanie biznesowi rozpędu
-
Począwszy od kredytu na akcje aż po kredyt na nadanie biznesowi rozpędu - znam osoby, które musiały sprzedać dom, samochód i żyją teraz ponizej średniego poziomu, bo brały kredyt na rozwój firmy i na inwestycje giełdowe.
-
Ja odniosę się do tego, że jak masz cel, na który w krótkim czasie musisz odłożyć pieniądze, motywacja wzrasta. Miałem ostatnio podobnie – musiałem na szybko znaleźć dodatkowe pieniądze (po za tymi, które miałem ze stałych dochodów). W związku z tym, że czas miałem naprawdę krótki, miałem strasznie wielką motywację. Udało mi się zebrać kwotę dwa razy większą niż potrzebowałem.
Ogólnie myślę, że wyznaczanie sobie celów (nawet konsumpcyjnych) na bardzo krótki termin, zwiększa w sposób drastyczny motywację. I tyle.
A przy okazji to gratuluję bloga
-
Kredyt hipoteczny, niskooprocentowany to dobre wspomaganie inwestycji. Np kupno mieszkania na wynajem, gdzie dlug jest splacany przez najemce. Kredyt jest oprocentowany w tej chwili okolo 1.5%, gdy tymczasem moja gotowka rozmnaza sie w znacznie szybszym tempie.
Leasing samochodu tez moze byc dobrym rozwiazaniem dla niektorych. Jezdze nowym autem, ale nie musialam zamrazac jego rownowartosci w gotowce. W miedzyczasie odkladam sobie co miesiac odpowiednia kwote na jego wykup z leasingu, a reszta gotowki obracam.
-
Kredyt jest oprocentowany w tej chwili okolo 1.5%, gdy tymczasem moja gotowka rozmnaza sie w znacznie szybszym tempie – pewnie, pewnie, a perpetum mobile też jest prawdą.
Ludzie ! nie ma obiadków za darmo. Jeżeli ktoś jest zamieszany w spawę (pośrednik, bank, firma leasingowa) musi zarabiać, a zarabia na Tobie. Znam „doradców” którzy twierdzą „weż dom na kredyt, a gotówkę zainwestuj w funduszu. Ta strategia to jest dobra dla pośrednika: ma prowizję z obu produktów sprzedawanych „cross-sellingiem”
-
Tylko jak tu cokolwiek zaoszczędzić, jak płaca nie najlepsza, a wydatki nie najmniejsze :/
-
A kto mowil o obiadach za darmo? Kazdy ma swoje metody. Po co mam zamrazac kilkaset tysiecy zlotych w mieszkaniu skoro moglam tanio sfinansowac to przez bank? W pewnym sensie jest to finansowe perpetum mobile. Byly koszty poczatkowe, wplata wlasna, ale najemca splaca mi kredyt, cos tam zostaje, a po splacie kredytu bede miala mieszkanie, ktore moge potem sprzedac lub moge zostawic je i czerpac dochod pasywny. Wszystko zalezy od tego jaka byla cena nieruchomosci, jakie byly koszty kredytu i inne dodatkowe koszty. Trzeba to wszystko na poczatku przeliczyc i zastanowic sie nad oplacalnoscia tego interesu. Sama dbam o swoje finanse i jesli cos pojdzie nie tak, to bedzie to tylko i wylaczenia moja wina.
Jasne, ze firma leasingowa na mnie zarabia, ale ja dzieki niewielkiemu kosztowi zachowalam gotowke w kieszeni i zainwestowalam ja w tym czasie. Oni zarabiaja na mnie, ja zarabiam na innych. Grunt to umiec liczyc i nie przeliczyc sie przy tym.
Co innego wysokooprocentowane kredyty konsumpcyjne, teraz nalezy unikac.
-
Aga ma racje. Jeżeli ma się lepszy zwrot z inwestycji niż koszty kredytu to jest to po prostu zarabianie nie swoimi pieniędzmi. W biznesie jeżeli firma ma nadpłynność (czyli za dużo pieniędzy własnych pieniędzy lub za mało kredytu) to jest oznaka złego zarządzania, bo firma mogłaby poprzez zadłużenie przynosić większy zwrot z własnego zainwestowanego kapitału. Oczywiście zbyt duże obciążenie kredytowe też nie jest dobre. Może ktoś z szacownych kolegów lub koleżanek finansistów mógłby bliżej określić te wskaźniki.
-
Staram się zarobić zanim wydam. Jedynie przy zakupie mieszkania zrobiłam odwrotnie, ale nie mogę powiedzieć, że żałuję
-
Fascynująca jest ta „filozofia Bogatego Ojca”. Mam tylko jeden mały problem. Zarabiam niecałego tysiąca. Dlatego mam pytanie czy są jakieś aktywa na moją kieszeń?
-
Zawsze są. Trzeba tylko ruszyć głową.
-
Zgadzam sie co do Forexa, tylko nie wszyscy pamiętają, że dźwignia działa w dwie strony

Zarządzanie ryzykiem jest kluczowe na tym rynku …





Bardzo ciekawe podejście do sprawy. Sprawdza się jeśli chodzi o rzeczy konsumpcyjne, bo w innych przypadkach, kredytowanie oraz zadłużanie jest jak najbardziej uzasadnione i potrzebne.
Mam na myśli inwestycje, zakup maszyn do firmy, sprzętu. Trzeba zaciagnąc kredyt, zeby jak najszybciej zacząc zarabiać.
Podsumowując oszczędzajmy na konsumpcję, nowe buty, wyjazdy i rozrywkę – na takie rzeczy nie warto pożyczać, trzeba odłożyć i po prostu mieć.