Słownik slangu jako dobry przykład e-biznesu

(autor: http://www.flickr.com/photos/novecentino/)
Z racji, że mocno interesuję się językiem angielskim używanym potocznie często odwiedzam stronę www.urbandictionary.com. Jest to słownik amerykańskiego slangu. Strona działa już naprawdę długo, bo 10 lat. Time Magazine uznał Urban Dictionary za jedną z 50 najlepszych stron 2008 roku. Statystyki serwisu są porażające – w 2008 roku stronę odwiedziło 185 milionów ludzi, co oznacza, że w ciągu jednego miesiąca wchodziło na nią około 15,5 miliona ludzi, a dziennie około pół miliona.
3 lata temu powstała polska kalka tego serwisu – www.miejski.pl.
Serwisy tego typu działają prosto – użytkownicy wchodzą i dodają słowa stosowane w slangu wraz z definicją i zastosowaniem. Dla każdego wpisu można zagłosować na plus lub na minus. Rola właściciela serwisu i jego pracowników ogranicza się do kontrolowania spamu, np. przez sprawdzanie wpisów nowych użytkowników oraz bieżącego wsparcia użytkowników. W przypadku tak olbrzymiego serwisu jak Urbandictionary zapewne nie może się także obejść bez stałego dozoru informatyka.
Początkowo nie widziałem wielkiego potencjału polskiego serwisu z uwagi na same reklamy Google AdSense, które niekoniecznie są zbyt efektywne dla serwisów z takiej tematyki (niski CTR [procent kliknięć na liczbę wyświetleń], niskie stawki, nieciekawi reklamodawcy).
Takie rozwiązanie stosuje amerykańska wersja, jednak trzeba zauważyć, że w Stanach Zjednoczonych jest znacznie więcej reklamodawców, a co za tym idzie także znacznie więcej reklam, w tym takich, za które płaci się od liczby wyświetleń. Jeżeli więc nawet CTR będzie niski, to zrekompensuje to olbrzymia liczba wyświetleń. Urbandictionary jest zresztą tak popularnym serwisem, że reklamodawcy sami kierują swoje reklamy tylko na ten serwis (Google udostępnia usługę, dzięki której można swoje reklamy wyświetlać tylko na określonej stronie). Serwis oferuje także codzienną wysyłkę nowego słowa na maila. Zapewne i w newsletterze kryją się kolejne pieniądze.
Jak napisałem wyżej polska wersja przez dłuższy czas korzystała jedynie z reklam Google AdSense. Ostatnio jednak zauważyłem, że pojawiły się także reklamy AdTaily, nowej sieci reklamowej oferującej wstawienie reklamy graficznej w rozmiarze 125×125. Są to reklamy wyświetlane przez określony przez reklamodawcę czas. Wynagrodzenie otrzymuje się takie samo jak ustaliliśmy, jest ono niezależne od liczby kliknięć.
Dzienna liczba odwiedzin miejski.pl to około 16 tysięcy osób. Taka liczba pozwala na dosyć wysoką stawkę. W chwili publikacji tego wpisu wynosi ona 19 zł za dzień. Z tego do właściciela strony trafia 13,30 zł. W chwili publikacji tego wpisu na stronie są 4 reklamy. Przy średnim obłożeniu na poziomie 4 reklam przez 30 dni właściciel zarabia na samym Adtaily netto 1596 zł (jeżeli rozlicza się jako osoba fizyczna, to otrzymuje pełną kwotę). Do tego dodajmy wynagrodzenie z Google AdSense (na stronie znajduje się wyszukiwarka), które może być różne, ale zapewne jest to kilkaset złotych miesięcznie.
A jak mogą wyglądać koszty?
Głównym wydatkiem jest serwer – zapewne wymagany jest serwer dedykowany. Nie znam się dokładnie na tej kwestii, ale powiedzmy, że miesięcznie kosztuje 300 zł. Do tego można dorzucić koszt przedłużenia domeny – jakieś 100 zł rocznie. Pozycjonowanie raczej nie jest koniecznie, bo w Polsce nie ma żadnych innych stron tego typu, a frazy są unikalne. Ostatecznie więc właściciel zarabia netto zapewne około 1500 zł i to na jednej stronie. Myślę, że nawet w przypadku o wiele bardziej pesymistycznych szacunków kwota oscyluje wokół 1000 zł.
Miejski.pl nie jest tak rozwiniętą stroną jak Urbandictionary i nie wymaga tyle pracy, co zresztą widać przy datach newsów – pojawiają się one co kilka lub kilkanaście miesięcy. Wydaje się więc, że aż tak dużo pracy nad portalem nie ma.
Właśnie taki biznes uznaję za realizację podstawowych założeń idei Timothy’ego Ferrissa. Mało pracy, a dochód regularnie spływa na konto. Gdyby do strony dorzucić jeszcze newsletter, właściciel mógłby dodatkowo zwiększyć swoje dochody wysyłając co jakiś czas oferty reklamowe.
Największym ułatwieniem na takich serwisach jest to, że treść „tworzy się sama”, bo stronę redagują użytkownicy. Moderacja strony musi tylko co jakiś czas usuwać śmieciowe wpisy.
Kluczem znowu jest pomysł – myślę, że warto obserwować zagraniczne internetowe start-upy i przenosić je do Polski – dlaczego nie korzystać z gotowych rozwiązań? W tym celu polecam śledzić niedawno odkrytego przeze mnie polskiego bloga o internetowych start-upach – Anyidea.pl.
Sam Timothy Ferriss jest teraz aniołem biznesu i wspiera internetowe projekty. Tkwi w nich naprawdę olbrzymi potencjał.
Jeden świetny pomysł lub kilka czy kilkanaście dobrych stron może przynieść solidny dochód i możliwość szybkiego kumulowania kapitału. Dalej możemy go przeznaczyć na różnego rodzaju inwestycje, a później pracować w takich warunkach jak to przedstawiono na zdjęciu, czego sobie i Wam życzę.
DZIAŁANIE1. Przeanalizuj działanie kilku wybranych internetowych pomysłów. Ile zarabiają, ile wymagają wkładu pracy? 2. Poszukaj stron, które sprawdziły się na amerykańskim rynku i pomyśl, czy można i czy będzie opłacalne wprowadzić je do Polski. Jeżeli tak – do dzieła! |
Kliknij i przeczytaj także:
- Nowa strona: g-funk
- Najważniejsza lekcja e-biznesu – 6 case study
- Easy AdSenser
- Ministrony jako sposób na programy partnerskie
- Artelis.pl – świetny sposób na promocję bloga
Jeśli spodobał Ci się ten wpis, skomentuj go. Zasubskrybuj RSS, żeby nie przegapić żadnego wpisu. Jeżeli nie wiesz czym jest RSS, poczytaj o nim tutaj. Kliknij tutaj i dołącz do grupy na Facebooku, a otrzymasz dodatkowe artykuły i aktualizacje. Śledź mnie także na Twitterze.
Trackbacki
Komentarze
Komentarzy: 17 do “Słownik slangu jako dobry przykład e-biznesu”- Zasady komentowania: traktuj innych jak ludzi, nie obrażaj i nie wyśmiewaj. Konstruktywna krytyka jest w porządku, ale niegrzeczne i niedojrzałe komentarze są kasowane. Komentarze, które mają na celu jedynie reklamowanie jakiejś strony również są kasowane. Masz wątpliwości? Przeczytaj zasady użytkowania. Jeżeli piszesz dłuższy komentarz, kopiuj go do schowka w czasie pisania. Dzięki temu nie utracisz go, jeżeli wystąpi jakiś błąd. Miłej dyskusji.
-
Też poluję na ten idealny pomysł:) W tej chwili jestem na etapie robienia wielu stronek z których każda zarabia jakieś grosze. Ale ziarnko do ziarnka…
-
Ja właśnie realizuję projekt, który będzie działał na podobnych zasadach – „zrób raz, korzystaj cały czas”. Żeby spotęgować efekt i dotrzeć do szerszej publiczności, od samego początku zaimplementowałem obsługę wielu języków, możliwość łatwego rozszerzenia funkcjonalności i możliwość dzielenia się zawartością mojego serwisu z innymi użytkownikami.
A czy pomysł wypali, to się okaże w praktyce. Tak czy inaczej, dużo mam przy tym zabawy
-
Co do zdjęcia – praca z laptopem na leżaku jest strasznie niewygodna. Po jakimś czasie boli kark i trzeba zmienić pozycję. Wiem bo sam sprawdziłem.
Poza tym patrząc, tak jak ten pan, na wyświetlacz LCD w pełnym słońcu z założonymi okularami przeciwsłonecznymi, chyba za dużo tam nie zobaczymy
-
Mauro, nie masz racji – język jest żywy i ciągle powstają nowe słowa (niedawno angole świętowali milionowe słowo w oficjalnym słowniku). A w slangu na pewno powstają najszybciej nowe słowa i to często inne w Wawie a inne w Gd dla tego samego pojęcia. W dodatku sam rozwój techniki/nauki zmusza do tworzenia nowych słów. Zawsze będzie ktoś z innego pokolenia, który nie zrozumie słów np. wnuczka itp itd.
-
Bartek, ale stan konta zdążysz sprawdzić zanim Cię kark rozboli;).
-
E-biznes to jeden z najwygodniejszych wariantów – zwykle pracuje się w domu i wymaga dużo pracy tylko z początku. Jednak większość pomysłów jest już wykorzystywana i wpadnięcie na coś nowego, graniczy z cudem
. Smutny jest przymus zgapienia od kogoś innego. Rynek brutalny jak każdy inny (popraw mnie Marcinie, jeśli źle to określiłem. Uczę się dopiero pojęć ekonomicznych
). -
@Wawer
Faktycznie moja wypowiedź może być odbierana jako stanowisko, że język się nie rozwija. Oczywiście, że się rozwija, ale w ciągu roku powstaje wiele znaków, wyrazów, które się nie ostają i robiąc roczny bilans systemu języka wychodzi na to, że dużo się nie zmieniło przez taką cezurę czasową. Czyli ewolucja języka nie charakteryzuje się postępem geometrycznym, ani nie jest oszałamiająco bogata po roku. Dlatego myślę, że ludzie szybko nadrobią braki w wiedzy, a potem nie będzie taki serwis miał rzeszy odwiedzających.
@Bartek
Spostrzegawcze
ja mam obrazki i reklamy powyłączane, ale aż włączyłem by to zobaczyć
-
@Marcin:
Projekt Aktywnie.org.pl musiałem na chwilę zapauzować, bo okazał się organizacyjnie trochę za duży jak na mnie jednego i zacząłem w nim za bardzo kombinować.
W ramach odpoczynku od Aktywnie.org.pl i w celu nabrania obiektywnego spojrzenia realizuję aktualnie jeszcze inny projekt, o którym na razie cicho sza
Mam nadzieję, że dzięki niemu nauczę się trochę zarządzania projektami i doprowadzania ich do szczęśliwego końca.
Co do zdjęcia to można i tak
Ja tam wolałbym odwrócić leżak w kierunku morza i popijać jakiegoś dobrego drinka. U mnie na blogu zresztą takie zdjęcie już jest – u samej góry
-
A jak myślicie, czy jakikolwiek projekt ma szanse prześcignąć Google ? ja szczerze w to wątpię , bo Google to Coca-Cola internetu. Chyba, że Marcin rozbuduje swój blog
-
Nie ma szans
. Google za dobrze zakorzeniło się w rynku. Może kiedyś powstania jakaś „Pepsi”, ale to nigdy nie będzie Coca Cola ;P. -
Pojawią się nowe możliwości, to i będą nowe biznesy. Google by nie istniał gdyby nie internet, a coca-cola gdyby nie globalizacja i środki masowego przekazu. Wniosek z tego taki, że wraz z pojawieniem się nowych gruntów, uwarunkowań (jak zwał tak zwał) jest szansa na wejście z czymś nowatorskim.
-
Co do Google, w Chinach wygrywa z gigantem Baidu, za którym stoi Robin Li.
Więcej:
http://www.forbes.com/forbes/2009/1005/technology-baidu-robin-li-man-whos-beating-google.html
Nie ma rzeczy niemożliwych








Wychodzi na to, że wraz z rozwojem technologii, kultury i mentalności pojawiają się nowe możliwości. Tzn. że z każdym rokiem można tworzyć produkty, które plasowałyby się na półce „perpetuum mobile”. Co prawda ciężko na tę półkę wskoczyć, bo trzeba mieć dobry pomysł. W chwili obecnej od kilku lat przeżywamy grad takich pomysłów, które bazują na internecie i póki nie wyczerpią jego możliwości (a jak wspomniałem, wraz z rozwojem ich przybywa, a internet się przecie rozwija!). Pytanie tylko czy wszystkie tego typu realizacje zachowają ciągłość? N-k, grona itp. choć będą przeżywały odwilż userów znudzonych, którzy wyrosną z tego albo przestaną mieć na to czas, to na ich miejsce przyjdzie kolejna generacja. Mało prawdopodobne, że pojawi się trend na nie posiadanie profilu w portalu społecznościowym (jest podobno zasada, że jak się nie ma jakiejś społecznościówki, to tak jakby się nie istniało – na marginesie, ja nie mam
).
Coś jest wspólnego w takich projektach.
Co do takiego słownika, to już prędzej może kiedyś się przejeść. Bo filozofią takiego projektu jest informować ludzi, dawać jakąś wiedzę. Jeżeli nie będzie ona się powiększała, a język nie jest systemem, który naturalnie rozwija się z roku na rok, to jest ryzyko, że za czas jakiś zmniejszy się odwiedzalność.
BTW. anyidea.pl – to bardzo ciekawy projekt. To najbliższe jest takiemu pomysłowi, który ma rację bytu jeżeli inni mają pomysły. Tzn. że realizuje on założenie, że można zrobić pożytek z innych. Vide pośrednictwo pracy – można zarabiać na tym, że inni szukają pracy i do tego mieć dofinansowanie na taką działalność