Dlaczego biedni stają się jeszcze biedniejsi, a bogaci stają się jeszcze bogatsi?
Jestem właśnie po lekturze pierwszej książki Roberta Kiyosakiego, znanego inwestora i biznesmena. Postać tak samo sławna jak i kontrowersyjna. Wydał kilkanaście książek o inwestowaniu pieniędzy, stworzył grę planszową, która uczy inwestowania (Cashflow). Niektórzy uważają, że dorobił się nie na inwestycjach, ale na sprzedawaniu książek biznesowych, a przedstawiony w książce bogaty ojciec nigdy nie istniał. Inni uważają, że Kiyosaki kompletnie nie zna się na inwestowaniu, czego dowodem są jego wpadki w artykułach finansowych. Nie wiem na ile to jest prawdziwe, ale wiem, że Robert potrafi w przystępny sposób przekazywać wiedzę finansową i motywować do działania.
Po przeczytaniu jego pierwszej książki „Bogaty ojciec, biedny ojciec” chcę się z Wami podzielić kilkoma przemyśleniami. Z racji, że jeden wpis mógłby być zbyt obszerny, podzielę go na dwa.
W tej części na podstawie tego, czego dowiedziałem się w książce, odpowiem na pytanie zadane w tytule – „dlaczego biedni stają się jeszcze biedniejsi, a bogaci stają się jeszcze bogatsi?”.
Jak to się mówi „obraz mówi więcej niż tysiąc słów”, więc przedstawię to na rysunkach, które pochodzą z książki.
Żeby wszystko było jasne przyjmuję tutaj nazewnictwo Kiyosakiego – aktywa to wszystko to, co wkłada pieniądze do naszego portfela, natomiast pasywa to wszystko to, co wyjmuje z niego pieniądze.
Zacznijmy od analizy młodej osoby, może studenta, a może już pracownika etatowego. Tak wygląda sytuacja początkowa:

Strzałki wskazują przepływ pieniędzy.
Jak widać wszystkie zarobione z pensji pieniądze są na bieżąco wydawane.
Z czasem, gdy rosną przychody…

…rozchody również zaczynają wzrastać (większe podatki, kupowanie droższych rzeczy).

Gdy dochody rosną, osoba decyduje się na kupno na kredyt domu czy wymarzonego samochodu.
Rosną więc pasywa:

I rosną rozchody (bo trzeba spłacić kredyt, ale dochodzą także koszty bieżące takie jak np. dodatkowe podatki czy konserwacja).

Ostatecznie stosunek aktywa/pasywa wygląda tak:

Pasywa dominują nad aktywami i osoba daje się złapać w pułapkę finansową.
Spójrzmy teraz jak działa osoba bogata. Inwestuje ona w aktywa, a zatem sytuacja przedstawia się np. tak:

Aktywa generują przychody:

Aby zmaksymalizować przychody i zminimalizować rozchody nasz stosunek aktywa/pasywa powinien więc wyglądać tak:

Aktywa generują więcej przychodu niż potrzeba na pokrycie rozchodów. Nadwyżka jest więc reinwestowana i aktywa dalej rosną. Pamiętamy także o minimalizacji pasywów.
Wtedy wchodzimy w bardzo pozytywny cykl, w którego wyniku stajemy się coraz bogatsi:

Hołduję regule KISS (Keep It Simple, Stupid – nie komplikuj, głupku), więc Kiyosaki tym bardziej przypadł mi do gustu. Mam nadzieję, że i Wam podoba się takie podejście.
Książkę “Bogaty ojciec, biedny ojciec” można kupić na stronie http://bogatyojciec.pl/?A=47089&B=137.
Na koniec tej części chciałem podziękować osobie, która na dodajdo skomentowała mój drugi wpis jako „michal”. Napisał on – „moim zdaniem nierealne”. Spotęgowało to tylko moją motywację. Dzięki!
Część 1 | Część 2
Podobne wpisy:
Jeśli spodobał Ci się ten wpis, możesz go skomentować lub zasubskrybować RSS i otrzymywać nowe artykuły na swój czytnik RSS.


Widzę, że lektura Ci się spodobała
Wpis również trzyma poziom – teraz do roboty buduj swoją piramidę dochodów
Oczywiście, że mi się spodobała, dzięki za polecenie. Piramida dochodów się buduje, hehe.
Ja też czytałam Kyosakiego i Ekera, oraz taką fajną opowiastkę “Kto zabrał mój ser” http://www.zosia.piasta.pl/rozne/kto-zabral.htm znajduje się on na tej stronce. jestem na dokończeniu Olbrzyma – Robbinsa
a przde mną Kaizen – droga małych kroków. Schafera znam z wykladów – firma w której pracuję robi nam zawodowe wykłady, a w czerwcu mamy zlot w Warszawie z Brianem Tracym
Warto się uczyć!!! ja też zabieram się za swoją wolność finansową. Życzę Tobie i sobie sukcesów na tej drodze!!!
Dzięki.
Świetnie, że masz takie wykłady w firmie i będziesz mogła wysłuchać Tracy’ego, nie każdy ma taką możliwość. Ekera nie czytałem, muszę sprawdzić.
Przykłady Kiyosakiego mają to do siebie, że jako akademickie przykłady są poprawne. Nawet niekiedy wzbogacone o studium przypadków, czyli jakiś kontekst.
Zasada wydaje się banalna. Wręcz można ją sprowadzić do wynikania logicznego, którego studenci muszą się uczyć. Ale czy jest moment, w którym będąc “biednym” nie można pozwolić sobie na pójście drogą, która jest wspomniana powyżej? Myślę, że nie. Ot urok takich recept. Są tak proste, a zarazem nie dostępne dla każdego (zresztą nie każdy może być milionerem, bo kto by wykonywał inne prace?). Szablonowy Jan Kowalski, który ma 25 lat, jest świeżo po studiach, ma żonę i mieszka w wynajmowanej kawalerce, jak wielu innych szablonowych Kowalskich będzie zdeterminowany okolicznościami. Kontekstem szeregu okoliczności, które będą blokowały przed nim “drogę do miliona” bo będzie ona obciążona takimi kosztami, którym nie sprosta – co z rozwojem komórki społecznej jaką jest rodzina? Co z widmem, co miesiąc ściąganego czynszu? Itd.
Dlatego choć te prostokąciki i strzałki mogą kryć za sobą banalną zależność jaka idzie za rozsądnym operowaniem środkami, to nie tylko brak wiedzy o niej, ale i czynniki ściśle nas wiążące z tu i teraz są takim “hamulcowym”.
Kiyosaki zawsze stosuje uproszczenia i czasami wręcz banalne tłumaczenia, ale chyba właśnie w tym jest urok – każdy może to zrozumieć i chociaż część wprowadzić do życia. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że jeden kredyt może doprowadzić do ubóstwa.
“25 lat, jest świeżo po studiach, ma żonę i mieszka w wynajmowanej kawalerce. ”
). Powinien pójść na staż a potem robić specjalizację ,po jej ukończeniu w wieku 30 lat jego zarobki znacznie wzrosną. Jeśli żona jest stomatologiem to w praktyce są już “ustawieni” .
Z tego wynika że jest lekarzem (19+6 =25
Cały system finansowy to wielki przekręt. Polecam pozycje zawarte w nick’u.
Banki posługują się nieistniejącymi pieniędzmi, wygenerowanymi w systemie bankowym i sztucznie wprowadzonymi do gospodarki. Wszystko jest ukonstytuowane prawnie więc pozornie jest wszystko w najlepszym porządku. A największy absurd to to, że rządy pożyczają własne pieniądze od banków płacąc im za to odsetki.
Pieniądze to tak naprawdę dług, dług który aby utrzymać gospodarkę w miarę stabilną, musi nieustannie rosnąć aż do granic wytrzymałości. A wówczas – domyślcie się! W dodatku dług, którego nie sposób spłacić, gdyż ilość pieniędzy realnie wydrukowanych i wybitych jest zaledwie ułamkiem w stosunku do pieniędzy w gospodarce w ogóle w proporcji ok. 1do 20. Ta różnica wciąż się powiększa. Najwięksi ekonomiści świata już u zarania tego systemu byli jego wielkimi krytykami. Niestety i oni musieli pogodzić się z istniejącą sytuacją.
Dziś mamy o wiele większe możliwości, mamy media, w tym i internet. Na początek powinniśmy uświadomić sobie zagrożenie jakie niesie ignorancja. Jesteśmy wszyscy odpowiedzialni za siebie nawzajem. Życie w społeczeństwie zobowiązuje do troski o wspólne dobro – prawda w kapitalizmie już dawno zapomniana. Czas ją odkurzyć i zacząć stosować. Jeśli nie zatroszczymy się o naszą przyszłość, to nikt tego za nas nie zrobi. A pieniądze, które są głównym celem egzystencji większości ludzi w dzisiejszych czasach, zakryły naszą moralność i zdrową hierarchię wartości. Bez nich z kolei nie jesteśmy godni miana Ludzi i o tym powinniśmy pamiętać.
Widziałem Money As Debt i generalnie ma sens, ale jest trochę wyolbrzymione jak wszystkie teorie spiskowe. Cechą wszystkich tzw. “ekspertów” jest czekanie aż będzie za późno – i na to nie mamy żadnego wpływu tak długo jak nie jesteśmy kimś ważnym w polityce…
Cześć Marcinie to mój pierwszy komentarz na Twoim blogu. Dzięki, że tworzysz ten blog dużo się z niego można dowiedzieć.
Co do komentarza Mauro po części się zgodzę. Większość ludzi i tak będzie przeciętnych, będzie spłacać i zaciągać nowe kredyty, mieć przeciętną pracę itd. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt jak niewielu ludzi interesuje się samorozwojem i bezkompromisowo dąży do niezależności finansowej. Robert Krol (mam nadzieję, że tak się pisze jego nazwisko) mówi w swoich szkoleniach, że właśnie dzięki takim ludziom, czyli ludziom godzącym się na rzeczywistość, wierzącym, że ich aktualny stan posiadania i pozycja to wszytko na co ich stać, osiągnął sukces.
Nawet jeżeli ktoś się nie stanie milionerem warto walczyć. Najlepiej oddaje to cytat:
“Kieruj się na księżyc. Nawet jeśli nie trafisz, wylądujesz wśród gwiazd.”
- Brian Littrell
Dzięki za miłe słowa. Bardzo dużo ludzi chciałoby być bogatymi, ale rzeczywiście niewielka część z nich cokolwiek robi w tym kierunku. Tak będzie zawsze, ale jeżeli mój blog pomoże choć 10% czytelnikom znacząco poprawić swoje życie, to będzie wspaniale.
Witam
Od wczoraj zacząłem czytać Twojego bloga i mam nadzieję, że pomoże mi uwierzyć w niezależność finansową. Przeczytałem rok temu wszystkie książki Kiyosakiego i ogarnęła mnie wtedy ogromna chęć założenia biznesu i inwestowania. Emocje opadły i nic z tego jak dotąd nie zrealizowałem. Podobnie wyglądało to u mojego znajomego, któremu pożyczyłem książkę Kiyosakiego. Mam nadzieję, że dzięki temu blogowi poznam więcej ludzi, którzy dążą do finansowej niezależności i razem będzie łatwiej. Zawsze lepiej widzieć, że nie jest się w odosobnieniu:) Pozdrawiam i zaczynam lekturę bloga od początku:)
Jeżeli po przeczytaniu książki nie zaczniesz działać, to rzeczywiście emocje opadną i wszystko wróci do “normy”. Najważniejsze jest działanie.
Od kilku tygodni twojego bloga i zajrzałam do paru książek polecanych przez Ciebie. Wszystkie są bardzo fajne, ale zgadzam sie z poprzednikami, że człowiek się podnieca, emocje rosną, a potem…powietrze uchodzi jak z dziurawego balona i nic się nie dzieje. Ostatnio jednak znalazłam książkę niedawno wydaną przez Polaków, którzy uczą krok po kroku jak zainwestować w nieruchomości i to w dodatku tak, żeby już później nie musieć pracować “dla pieniędzy”. Autorzy są zdania, że każdy może osiągnąć ”wolność finansową” w ten sposób, choć nie obiecują, że będzie łatwo. Jestem ciekawa, co o tym sądzisz, bo to przecież też ważny sposób inwestowania, ale Ciebie jakoś ten temat nie pociąga. Napisz, co o tym myślisz. Książka “Wolność finansowa dzięki inwestowaniu w nieruchomości”, autorzy Muturi i Zduńczyk
Kupiłem tę książkę i nawet planowałem przed przeczytaniem wywiad z autorami (może jeszcze pomyślę o tym, ale ich pogląd nie zgadza się w pełni z tematyką tego bloga). Jednak po przeczytaniu byłem trochę rozczarowany, specjalnie do mnie nie przemówiła. Nieruchomości mają tę wadę, że najpierw trzeba te sugerowane przez autorów 25 tysięcy jakoś zebrać, a potem wszystko zainwestować w jedną nieruchomość, czyli generalnie pozbawiamy się majątku. Ich rozwiązanie ma taką wadę, że jest adresowane głównie do osób, które mają stałe źródło dochodów z pracy na etacie, a mnie to nie pociąga. Dodatkową trudnością jest to, że tym portfelem nieruchomości trzeba zarządzać, czyli stale trzeba być na miejscu. Bo oddanie opieki jakiejś firmie na początku raczej nie wchodzi w grę z powodów finansowych. I największa wada to dla mnie przyjmowanie na barki kredytu hipotecznego. Jestem bardzo negatywnie nastawiony do kredytów i nie chciałbym naruszać swojego codziennego spokoju przyjmując takie obciążenie – nigdy nie wiemy czy na pewno uda się to spłacić, czy nic nie wypadnie i tak dalej.