Potęga filantropii

(autor: http://www.flickr.com/photos/usnationalarchives/)
Dzisiaj nieco odchodzimy od tematów biznesowych na rzecz kwestii, którą chciałem poruszyć już wcześniej. Uwaga: wpis porusza tematykę religijną i jest mocno filozoficzny. Niemniej odmiana jest odświeżająca i zachęcam do lektury i dyskusji.
Według badań Stowarzyszenia Klon/Jawor przeprowadzonych przez firmę Millward Brown SMG/KRC w 2008 roku 28,6% Polaków wspomogło materialnie organizacje pozarządowe, ruchy społeczne lub religijne.
Dlaczego ludzie bezinteresownie pomagają innym?
Z punktu widzenia biologii w obecnych czasach altruizm jest pomyłką.
Nasi przodkowie żyli w małych, zwartych grupach. Darczyńca mógł więc liczyć na wzajemność. Wsparcie kogoś z grupy jednocześnie wzmacniało całą grupę. Grupa, która była bardziej spójna, miała większe szanse na przetrwanie.
Obecnie jednak większości ludzi nie znamy albo nawet nie spotkamy ponownie, a mimo to mamy skłonność im pomagać. Dlaczego?
Według cytowanych wcześniej badań 60% Polaków pomaga ze względów religijnych. Dobroczynność nakazuje chrześcijańska charytatywność, muzułmański zakat, judaistyczna cdaka. Odsuwając jednak religijność, jakie mogą być inne, niekoniecznie ujęte w badaniach statystycznych, przyczyny?
Myślę, że jednym z najważniejszych powodów jest po prostu… egoizm. Dawanie poprawia nastrój. Nie od dziś wiadomo, że akt dawania jest przyjemniejszy niż akt otrzymywania. Dając czujemy się lepsi, wspaniałomyślni.
Drugim powodem, mimo to, że pomagamy zazwyczaj obcym ludziom (np. wpłacając na konta fundacji), jest szansa na wzajemność. Niekoniecznie ze strony osoby, która odebrała dar, ale z zupełnie innej strony, w myśl zasady „what goes around comes around” (po polsku można to rozumieć jako „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”). To co dajemy, wraca do nas.
I trzecia przyczyna: pieniądze dajemy zazwyczaj na konkretny cel. Popieramy jakąś ideę – chcemy, żeby się rozprzestrzeniła. Jeżeli wesprzesz fundację praw zwierząt, przyczyniasz się do polepszenia ich losu. Jeżeli wesprzesz fundację, która ułatwia dostęp do edukacji, polepszasz poziom życia innych ludzi. Jeżeli ofiarujesz pieniądze na budowę nowego kościoła, stajesz się jednym z fundatorów, jednym z budowniczych.
Większość ludzi chce po sobie zostawić coś więcej niż tylko pamięć. Filantropia daje taką szansę. Dzięki temu budujesz lepszą przyszłość (wiem, że to brzmi jak zdanie z ulotki wyborczej hehe).
Myślę, że nie ma co się wstydzić swoich ambicji – sporo ludzi chciałoby zostać zapamiętanymi za jakiś wkład w rozwój świata. Perspektywa szarego życia nie jest kusząca.
No dobra, ale jaki to ma związek z niezależnością finansową? Otóż bardzo duży.
Skoro coś komuś dajemy, to znaczy, że możemy sobie pozwolić na stratę. To uczy zdrowego podejścia do pieniędzy i naszego stanu finansowego – jeżeli potrafisz dać, to znaczy, że po pierwsze nie jesteś skąpcem, a po drugie jesteś bogaty. Niekoniecznie bogaty według miar Kowalski–Bill Gates i w pojęciu finansowym, ale głównie w pojęciu duchowym rozpatrywanym jako hojność. Jeżeli dajesz, to wiesz, że i tak to odzyskasz, bo potrafisz zdobywać pieniądze. Pieniądze nie są czymś, co ma dla Ciebie jakąś olbrzymią wartość. Ty robisz pieniądze, a nie pieniądze Ciebie.
Misja bogatych
John D. Rockefeller senior był znany ze swojej religijności. Cenił sobie wartości purytańskie – ciężką pracę, moralność. Od pierwszej wypłaty oddawał około 6% dochodów na cele dobroczynne, w wieku 20 lat zwiększył kwotę do 10%. Robił tak przez całe życie, a zwieńczeniem była fundacja jego imienia, która dzisiaj należy do jednych z największych na świecie.
Wystarczy zresztą spojrzeć na listę największych fundacji na świecie – w pierwszej dziesiątce znajduje się osiem fundacji, które powstały dzięki bogatym. Nawet po ich śmierci dzięki ich pieniądzom można polepszać życie wielu ludzi.
Nie ma co ukrywać, że powodem hojności Rockefellera była właśnie religia. Jak powiedział: „Bóg dał mi te pieniądze”. Rockefeller wierzył, że otrzymał od Boga pieniądze, ponieważ potrafi się nimi dobrze zająć. Uznał bogactwo za misję społeczną. Pieniądze nie należały do niego, on tylko był ich „opiekunem”. Uważało tak zresztą wielu bogatych i religijnych ludzi w tamtych czasach. Ich bogactwo było darem. Jeżeli więc Bóg dał im 1000 dolarów, to nie mieli żadnych oporów oddać Mu (poprzez dobroczynność) sto.
Zdaję sobie sprawę, że wytłumaczenie religijne nie przemawia do wszystkich i może być uznane za naciągane. Istnieje jednak taka dosyć logiczna, choć oczywiście nienaukowa zasada wzajemności (którą przedstawiono w mniejszym stopniu w filmie The Secret) – dając, otrzymujesz. Można to przełożyć na wszystkie dziedziny życia i wiąże się to z ludzką psychiką: „przysługa za przysługę”. Jeżeli ktoś wyświadczy Tobie przysługę, Ty będziesz chciał wyświadczyć przysługę jemu. Szerzej tę zasadę opisał Robert Cialdini w przełomowej książce „Wywieranie wpływu na ludzi”.
Przekładając to na dobroczynność: jeżeli komuś dasz pieniądze, wesprzesz jakąś fundację, popracujesz za darmo, to w jakiś sposób to do Ciebie wróci – pod różną postacią. Może premii w pracy, może wygranej w loterii, może spełni się jakieś Twoje skryte marzenie. Zdaję sobie sprawę, że dla „racjonalistów” jest to dziwaczne, ale ja wierzę w taką zasadę, bo wiele razy doświadczyłem jej efektów.
Najprostszy przykład: lubię linkować w moich wpisach do innych blogów, bo po pierwsze chodzi mi o samo polecenie czegoś dobrego lub uzupełniającego wpis, a po drugie to do mnie wraca. Linkuję do innego bloga, na tym innym blogu jest więcej odwiedzin, więcej odwiedzin przekłada się na większą siłę w wyszukiwarce, link z tamtego bloga do mojego pozycjonuje i przyciąga nowych czytelników również do mnie. Efekty są widoczne gołym okiem.
Ta sama zasada sprawdza się w każdej codziennej sytuacji. Jeżeli jestem dla kogoś uprzejmy, on jest uprzejmy dla mnie (zazwyczaj, bo przecież każdy może mieć akurat zły dzień). Lubię żegnać się z ludźmi oprócz „do widzenia” słowami „miłego dnia”. To takie proste, ale jest bardzo pozytywnie przyjmowane przez ludzi. Poprawia im nastrój, a mi również, właśnie dlatego, że poprawiłem go komuś innemu.
To działa też z innej strony: jeżeli ktoś kogoś oszuka, to później sam zostanie oszukany. Kary nie da się uniknąć. Sklep, który nie rozpatrzy pozytywnie zasadnej reklamacji klienta straci go, a on powie wszystkim swoim znajomym, żeby nie kupowali w tym sklepie. Kary nie da się uniknąć.
Jeżeli oddaję część dochodów na cele dobroczynne, to czuję, że mam jakiś wkład w rozwój czegoś dobrego. Dzięki zasadzie oddawania 10% dochodów rozwijam w sobie także najzdrowsze podejście do pieniędzy: „gotówka nie należy do mnie, ale do całego społeczeństwa”; „daję pieniądze, bo bez problemu potrafię je zarobić”. Nadejdzie dzień, kiedy cały majątek nie da Ci ani minuty życia więcej. Ale przed tą chwilą masz wystarczająco dużo czasu, żeby coś zmienić na tym świecie i pozostawić coś po sobie. Wykorzystaj to. Przeciętność jest nudna.
PS. Wpis częściowo zainspirowany artykułem Roberta G. Allena „God And Money”.
Kliknij i przeczytaj także:
Jeśli spodobał Ci się ten wpis, skomentuj go. Zasubskrybuj RSS, żeby nie przegapić żadnego wpisu. Jeżeli nie wiesz czym jest RSS, poczytaj o nim tutaj. Śledź mnie także na Twitterze, a otrzymasz dodatkowe informacje.
Trackbacki
Komentarze
Komentarzy: 11 do “Potęga filantropii”- Zasady komentowania: traktuj innych jak ludzi, nie obrażaj i nie wyśmiewaj. Konstruktywna krytyka jest w porządku, ale niegrzeczne i niedojrzałe komentarze są kasowane. Komentarze, które mają na celu jedynie reklamowanie jakiejś strony również są kasowane. Jeżeli piszesz dłuższy komentarz, kopiuj go do schowka w czasie pisania. Dzięki temu nie utracisz go, jeżeli wystąpi jakiś błąd. Miłej dyskusji.
-
Próbowałem wyczytać między wersami, ale mi się nie udało czy Ty osobiście wierzysz w bezinteresowność?
Zasada wzajemności istnieje, przynajmniej też tak uważam. Za to nie wierzę w bezinteresowność – zawsze jest jakaś interesowność. Chyba, że wykonujemy coś wg prawa, które np. nakazuje „bądź dobry” i nie interesuje nas bycie dobrym dla konkretnego człowieka, jedynie chcemy wykonać imperatyw, a że przy okazji kogoś uszczęśliwiamy, to jest już bezinteresowność – to tak a propos filozofowania (etyka deontologiczna).
Myślę, że nawyk dzielenia się owocami ciężkiej pracy z innymi uczy jakiejś pokory, uwrażliwia ludzi. I jeżeli ktoś z takim nawykiem dochodzi do dużych pieniędzy to super. Inaczej się sprawa ma, kiedy robi się to ze względów PR. A tak postępują wielkie korporacje, które bardzo chętnie zakładają fundacje czy uczestniczą w akcjach charytatywnych. Nie uwierzę, że wynika to z dobrej woli i nie jest wkalkulowane w robienie dobrego wizerunku. -
Istnieje jednak taka dosyć logiczna, choć oczywiście nienaukowa zasada przyciągania (którą przedstawiono w filmie The Secret) – dając, otrzymujesz.
Hmmm… wydaje mi się, że w Sekrecie bodajże Bob Proctor tłumaczy naukową zasadę prawa przyciągania. Jak dla mnie jest to wystarczająco logicznie i naukowo wytłumaczone.
A druga sprawa, w prawie przyciągania chodzi o coś innego, niż piszesz. Prawo głosi, że dostajesz to lub stajesz się tym, o czym najwięcej myślisz. Myśleniem przyciągasz te rzeczy do siebie. Jak dla mnie nie ma ono nic wspólnego z dawaniem i otrzymywaniem.
A poza tym to spoko wpis. Już dawno (tak z 6-7 lat) temu czytałem o tej zasadzie w jakimśtam darmowym ebooku Joego Vitale. Uważam jednak, że jeżeli coś się daje i oczekuje, żeby do niego wróciło, to trzeba to robić absolutnie bezinteresownie. Najlepiej o tym zapomnieć zaraz po fakcie lub zautomatyzować proces, żeby dział się bez naszego udziału. -
Trochę namieszałem w ostatnim akapicie, więc wyjaśnienie: imho należy dawać bezinteresownie, bez oczekiwania na cokolwiek. Jeżeli się oczekuje, to nie jest to bezinteresowne i ta zasada raczej nie zadziała, dlatego trzeba albo zapomnieć że się dało albo zautomatyzować dawanie.
Ufff
-
To tłumaczenie Proctora czy kogokolwiek innego jest maksymalnie nagięte do filmu, więc aż tak bym w to nie wierzył, bo zapewne każdy “poważny” naukowiec by to obalił jako tezę bez dowodów.
No nie wiem… prawo przyciągania wyjaśnione jest na bazie fizyki kwantowej, która choć dla wielu trąci myszką, to jednak stanowi dziedzinę akademicką. Nie będę offtopował, bo to nie blog naukowy, ale zachęcam do obejrzenia filmu What the *blip* do we know? – AFAIR tam jest to dokładniej wyjaśnione.
No i pytanie: Twoim zdaniem warto przeczytać Złam kod milionerów? Pytam, bo im więcej czytam o finansach osobistych, tym mniej znajduję dla siebie w tych książkach, a żal mi pieniędzy na kolejne „płać sobie najpierw”, w dodatku dopasowane do amerykańskich realiów
-
Wartosciowy wpis, jak i blog. Autorowi zycze duzo sukcesow i wytrwalosci.
Blazej -
„Wielkie korporacje otwierają fundacje z uwagi na PR i z tym się zgodzę. Ale skoro robią przy tym coś dobrego to jest ok.
Nie wierzę też w pełną bezinteresowność głośnych fundacji typu WOŚP.”
,Polecam lekturę: http://tygodnik.onet.pl/30,0,6388,wdowi_grosz_i_zlote_kule,artykul.html To trochę poszerzy wiedzę o filantropii ogólnie i o WOŚPie
No mnie nie da się przekonać, że istnieje bezwzględna bezinteresowność, inaczej prawo przyciągania nie byłoby poruszane
Myślę, że taką konkluzją niezależnie od tego czy uznajemy bezinteresowność, czy nie powinno być stwierdzenie, że kiedy chcemy czynić dobrze, powinniśmy robić to uczciwie.





[...] 15%. Można zadać pytanie: a po co oddawać innym swoje pieniądze? Odpowiedź zawarłem we wpisie Potęga filantropii. Cieszę się, że aż 15% czytelników zmienia świat na lepsze, nawet i w skali [...]