Podsumowanie: styczeń 2010

(autor: http://www.flickr.com/photos/tmab2003/)
Styczeń za nami, a więc czas na kolejne podsumowanie. Zacznę od tego, co wydarzyło się w styczniu, a potem przejdę do planów na luty.
Styczeń
Styczeń był całkiem dobrym miesiącem, który przybliżył mnie do kilku mniejszych celów. Kupiłem kilka bardzo ciekawych książek, których zakup planowałem już od dawna i teraz je czytam. Przeczytałem nowe wydanie „The 4-Hour Workweek”, które na nowo mnie zmotywowało. Aktualnie czytam świetną książkę o jednej z głównych zasad, jakie stosuję w życiu, czyli zasadzie Pareto. Do tego natrafiłem na kilka ciekawych anglojęzycznych blogów osób z podobnym poglądem na życie jak ja. To wszystko daje mi dodatkową motywację i inspirację.
Styczeń był miesiącem zwiększania mojej produktywności. Jestem na dobrej drodze do osiągnięcia wysokiej efektywności. Główne zmiany, jakie wprowadziłem w życiu to dieta informacyjna oraz zmiana nawyków dotyczących organizacji dnia. Pod tym drugim mam na myśli to, że staram się najpierw wykonać dwa kluczowe zadania na dany dzień, a dopiero potem robić mniej ważne rzeczy. Do tego ograniczam bezsensowne surfowanie po sieci.
Z kwestii finansowej najbardziej zabolały mnie dosyć spore wydatki na przedłużenie kilku hostingów i domen, które wykorzystuję. W lutym będę musiał opłacić kolejne dwie faktury za takie usługi. Dobrze, że płaci się tylko raz w roku…
Realizacja celów na styczeń
Miesiąc temu postawiłem sobie kilka celów. Oto one.
- Przygotować newsletter/kurs dla bloga – kurs przygotowałem, ale nie będę go jednak publikował. Zdecydowałem, że jeżeli mam przygotowywać coś w tym stylu, to musi to być w pełni unikalne i rewolucyjne, a kurs o podstawach niezależności finansowej do takiej kategorii niekoniecznie należy. Tak czy inaczej cel spełniony.
- Dokończyć stronę o płatnościach bezstykowych – strona dokończona, artykuły zostały napisane przez specjalistę. Muszę tylko zmienić szatę graficzną na ładniejszą i zająć się promowaniem strony.
- Napisać nowe wpisy na http://www.lokata.nstrona.pl i http://www.rachunek-oszczednosciowy.nstrona.pl – wpisy napisane. Zrobiłem to sam, bo nie zajmuje mi to dużo czasu, a zarabiam na tym przez długi czas nawet jak nic nowego nie publikuję.
- Zwiększyć przychody z AdTaily za styczeń o co najmniej 20% – nie udało się. W AdTaily naliczanie wynagrodzeń jest po skończeniu kampanii, a mam na swoich stronach parę kampanii, które kończą się w lutym i w związku z tym nie zebrałem założonej kwoty.
- Zwiększyć przychody z AdSense za styczeń o co najmniej 20% – też się nie udało. Wzrost był o połowę mniejszy.
- Przeprowadzić wywiad z milionerem – na razie zrezygnowałem z pomysłu. Jeżeli będę miał przeprowadzać z kimś wywiad, to będzie to przykład ciekawej osoby pasującej do tematyki tego bloga, ale niekoniecznie milioner.
Podsumowanie blogowania
W styczniu powstały 392 komentarze. Jest to duży, 86% wzrost w porównaniu do grudnia, kiedy powstało ich 211.
Najczęściej komentowanym wpisem w styczniu był wpis „Czy programy partnerskie zapewniają dochód pasywny?”, do którego powstało 57 komentarzy.
Wpisem, który był najczęściej wyświetlany w styczniu, był gościnny wpis Bartka Popiela „Jakie wymówki Cię powstrzymują?”.
Ankiety
Przez ostatnie dwa miesiące na blogu trwała ankieta z pytaniem: „Ile blogów o tematyce finansowej/samorozwojowej/biznesowej czytasz regularnie?”. Oto jej wyniki:

Jak widać przeważająca większość czytelników czyta maksymalnie kilka blogów. Bardzo mała część, bo zaledwie nieco ponad 17% czytelników, czyta więcej niż 10 blogów. W moim czytniku RSS znajduje się nieco ponad 20 blogów z tej tematyki. Na części z tych blogów prawie zawsze pojawia się coś ciekawego, na niektórych pojawiają się takie tylko czasami. Dzięki czytnikowi RSS mogę szybko przeskanować nowe wpisy i zdecydować czy je czytam, czy nie.
Nowa ankieta będzie związana z tym blogiem. Otóż chcę się dowiedzieć od czytelników, jaka częstotliwość publikowania wpisów jest dla nich optymalna. Obecna częstotliwość to nowy wpis co 3 dni, jednak zastanawiam się, czy trochę jej nie zmniejszyć. Paradoksalnie więcej osób przestaje czytać blogi, nad którymi nie nadąża niż takie, które są nieco rzadziej aktualizowane. Być może lepiej będzie publikować nowy wpis co 4 albo 5 dni – czekam na opinie. Ankieta poniżej i w panelu po prawej.
Jaka powinna być częstotliwość publikowania wpisów na tym blogu?
- Co 3 dni (bez zmian) (77%, 121 Głosów)
- Co 4 dni (6%, 10 Głosów)
- Co tydzień (6%, 9 Głosów)
- Rzadziej niż co tydzień (6%, 9 Głosów)
- Co 5 dni (5%, 8 Głosów)
- Co 6 dni (0%, 1 Głosów)
Głosujących: 158
Plany na luty
Zacznę od wyjaśnienia pewnej kwestii. Mój najnowszy średnioterminowy plan to stworzenie do końca września 2011 roku takich źródeł dochodów, które po pierwsze są zarządzane przez Internet (mobilność), a po drugie pozwolą mi na normalne utrzymywanie się. Mam plan po skończeniu licencjatu wyjechać do bardziej atrakcyjnego (czytaj ciepłego) kraju o podobnych lub niższych kosztach życia niż Polska i łączyć pobyt tam z dalszą pracą, wypoczynkiem i samorozwojem. Nie jest to więc plan marzyciela, ale realisty. W ten sposób będę jednocześnie oszczędzał (w kraju o niższych kosztach życia), dalej pracował nad swoją niezależnością finansową (przez Internet) i zajmował się w wolnych chwilach różnymi ciekawymi rzeczami. Inspiracją jest dla mnie Cody McKibben.
Aby to zrobić, muszę teraz szczególnie skupić się nad dwoma nowymi projektami, zbudować większy fundusz bezpieczeństwa i rozpocząć odkładanie pieniędzy na porządnego laptopa do pracy (jakieś sugestie za jakim się rozglądać?).
Na luty planuję skupić się bardziej na samorozwoju. Sesja egzaminacyjna zawsze przynosi ze sobą stres, ale i tak czuję, że jestem momentami zbyt nerwowy. Zaraz jak skończę książkę o zasadzie 80/20 to zabieram się za „The Power of Positive Thinking” Normana Vincenta Peale’a. Ta książka to podobno klasyk. Sam jeszcze nie miałem przyjemności jej czytać. Trzeba walczyć ze swoimi wadami i mam nadzieję, że pomoże mi ona trochę się wyciszyć. Zastanawiałem się też ostatnio nad filozofią zen i nauką medytacji – czy ktoś ma z tym jakieś doświadczenia i mógłby coś polecić?
Na luty, po sesji, planowałem jakiś wyjazd. Zdecydowałem się jednak z niego zrezygnować, a zaoszczędzone pieniądze pomnożyć.
Nie będę tym razem wypisywał wszystkich celów na luty, lepiej skupić się na tych najważniejszych. Główne cele na luty są dwa:
- skończyć najważniejszy projekt, którym się teraz zajmuję i powoli z nim wystartować
- przeczytać „The Power of Positive Thinking” i wprowadzić rady w życie
Wpis miesiąca
W tym miesiącu zdecydowanie najlepszy wpis, jaki przeczytałem, to wpis Darrena Rowse’a, autora bloga Problogger i paru innych.
Lessons about Blogging from a 90’s Road Trip
We wpisie Darren opowiada bardzo ciekawą historię ze swojego życia, a później przekłada ją na blogowanie. Największą wartość ma jednak właśnie ta początkowa historia, która opowiada o tym jak niekonwencjonalny pomysł stał się doświadczeniem zmieniającym życie.
Historia świetnie została podsumowana słowami:
(…) people started to treat me differently when I started to be myself, stopped pretending to be someone else and allowed myself to be a little unique.
Historia tym bardziej przypadła mi do gustu, bo jest podobna w pewnych kwestiach do mojego życia i co ciekawe i moją i jego historię łączą… włosy.
Bardzo inspirujący wpis. Zachęcam do lektury!
A co u Ciebie ciekawego? Jak przebiegł styczeń?
Podobne wpisy:
- Podsumowanie: luty 2010
- Podsumowanie: styczeń 2009
- Podsumowanie 2009 roku i plany na 2010
- Podsumowanie: grudzień 2009
Jeśli spodobał Ci się ten wpis, możesz go skomentować lub zasubskrybować RSS i otrzymywać nowe artykuły na swój czytnik RSS.

Dzięki pańskiemu blogowi właśnie zamówiłem książkę o 4-godzinnym tygodniu pracy
Tylko nie “pańskiemu” hehe. Życzę miłej lektury.
Zauwazylam, ze na wielu blogach ludzie lubuja sie w co miesiecznych podsumowaniach. Moze to pomaga w motywacji. Moj blog nie ma charakteru motywacyjnego, wiec zupelnie nie odczuwam potrzeby robic takich podsumowan.
A, jak dla mnie to moglby byc nowy wpis nawet codziennie. Skanuje tematy wpisow i czytam tylko wybrane, wiec nawet jak na kazdym sledzonym blogu bylby jeden wpis dziennie to i tak wybiore te intersujace dla siebie i nie bede czula przeciazenia. Oczywiscie rozumiem, ze przygotowanie dobrych wpisow wymaga wiekszej ilosci czasu i przemyslenia tematu. W koncu sama borykam sie z tym problemem
To nic, że nie udało Ci się osiągnąć zakładanego 20 % progresu. Ważne, że się rozwijasz zarówno osobiście jak i w sieci. Powodzenia!
Częstotliwość wpisów masz optymalną. Skoro zrobiłeś treść mailingu, ale mimo wszystko nie chcesz tego rozsyłać to pomyśl czy nie dałoby się tej treści jakoś wykorzystać, choćby udostępnić czytelnikom tutaj. Ja sam pracuje obecnie nad podstroną bloga pomagającą szybko wbić się w tematykę bez długiego szperania po blogach.
“Zastanawiałem się też ostatnio nad filozofią zen i nauką medytacji – czy ktoś ma z tym jakieś doświadczenia i mógłby coś polecić?”
Silva supermind – autoryzowane kursy są w Polsce organizowane, polecam zwłaszcza profesora Z. Królickiego i A. Wójcikiewicza. Sam byłem na kursie pierwszego poziomu.
Ważne – NIE czytaj książek, to jak nauka karate z pdfów – strata czasu. Jak myślisz o tym poważnie to idź na kurs-kosztuje coś koło 200zł, trawa 3 dni po 10h.
Część z rzeczy tam uczonych nie trafiło do mnie kompletnie, część mi się bardzo spodobała i przydaje. Podstawa jest wizualizacja i uspokajanie mózgu poprzez medytacje do stany alfa, czyli by zejść na określone niskie taktownie -osiąga się czystość myśli i maksimum kreatywności.
Polecam i podkreślam – NIE książki i NIE audiobooki itp, bo to nie działa – iść na kurs
http://www.silva.alpha.pl/
hmmm jeżeli chodzi o tą stronkę z lokatami, to chyba ci się zapomniało przedstawić ofertę z open finance, gdzie nadal jest najlepsza oferta jeżeli chodzi o depozyty…
Richmond – takie podsumowania są bardzo dobre przynajmniej z mojej perspektywy, bo wiem co zrobiłem, co mi nie wyszło i co muszę zrobić. Tak jak piszesz grają rolę motywacyjną. Zależy od bloga – na blogu o zupełnie innym temacie też można robić podsumowania miesiąca – np. co się wydarzyło w branży i tak dalej.
A co do wpisów to tak jak piszesz skoro blogujesz to wiesz, że dobrze jest napisać wpis wcześniej, dać mu trochę odleżeć, a potem dopracować. A z tym przeciążeniem – śledzę te dwadzieścia kilka blogów i te blogi, które mają 1-2 wpisy dziennie najczęściej przeglądam pobieżniej niż te, gdzie wpisy są rzadziej. A te blogi, gdzie wpisy są naprawdę rzadko (np. Steve Pavlina – raz na tydzień/dwa tygodnie) z reguły zawsze uważnie obserwuję.
Adam – cel comiesięcznego zwiększania chociaż o 1% dochodów jest stały, także nie będę go dalej wypisywał na blogu. Rzeczywiście najważniejszy jest sam fakt rozwoju, ale lepiej jakby był jak najszybszy i jak najlepszy hehe.
Adam W. – myślałem, żeby to jakoś zedytować i puścić może w formie ebooka. Pomyślę o tym.
obserwator – na tamtym blogu publikuję tylko oferty prosto ze stron banków. Open Finance nie pasuje do tej kategorii i dlatego go nie publikuję. Tym bardziej, że u nich te lokaty zmieniają się bardzo często, a w bankach tak nie ma.
No ale jednak lokaty w open to też są lokaty bankowe – Oferuje je noble bank. Oferta wcale nie zmienia się bardzo często, raz na kilka miesięcy.
To następnym razem je dodam. Widziałem często na blogach, że coś ciągle się zmienia w OF i dlatego myślałem, że ich oferta jest bardzo płynna.
A jeżeli chodzi o rachunki, to być może nie ma to znaczenia w twoim rankingu, ale np. taki Polbank nie jest objęty gwarancjami BFG …
Polbank jest objęty gwarancją chyba w Grecji i skoro nie jest objęty przez BFG, to znaczy, że oferują tam albo takie same albo lepsze warunki niż w Polsce (jeżeli dobrze pamiętam przepisy). Tak czy inaczej tak jak piszesz nie ma to znaczenia w rankingu, patrzę tylko na oprocentowanie.
Np. lokata optymalna jest niezmienionej postaci od paru miesięcy. OF ma politkę przedłuzania oferty co 2 tygodnie i wtedy wszyscy składają dzień wcześniej wnioski i podniecają się tym czy oferta się zmieni czy nie.
Astakos - Twój komentarz wpadł do spamu, dlatego nie pojawił się od razu.
Słyszałem o tej metodzie kiedyś, ale raczej niezbyt pozytywne opinie. Może zależy od osoby. Pomyślę nad tym, na razie nigdzie w pobliżu mnie nie ma kursu.
U mnie nie najlepiej, choć mogło być gorzej, więc zachowuję pozytywne podejście

Dzięki za namiar na wpis Darrena – bardzo fajna historia.
A co do zarobków na AdTaily czy AdSense, to życie nauczyło mnie, że wyznaczanie takich celów (+20% więcej, niż ostatnio) na dłuższą metę nie ma sensu. Powód jest prosty:
AdTaily: tu dochody zależą od reklamodawców – komuś akurat potrzebny jest dany blog, bo reprezentuje niszę w której działa, to skorzysta z Twojej ramki AdTaily i w danym miesiącu zarabiasz więcej. Jak nie, to nie – i zarabiasz mniej. Właściciel bloga ma wpływ tylko na cenę za dzień reklamy + kosmetykę (położenie, kolorystykę itp.). Jak obniży cenę, żeby zachęcić reklamodawców, to będzie mu trudniej wycisnąć założony przyrost. Ogólnie, nie ma bata, żeby można było to dokładnie oszacować czy planować. Wyjątkiem od tego jest pozyskanie sponsorów.
AdSense: Tutaj zarobki zależą od tematyki, reklamodawców i trafficu. Zakładam, że reklamy są już w najbardziej “dochodowych” miejscach serwisu.
Tematyka jest ustalona, więc nie ma za bardzo pola do zabawy. Owszem, można zakładać 50 blogów i kombinować z badaniami, ale jest to IMHO skórka za wyprawkę jak na stawki w polskich realiach.
Ruch na stronie znikąd się nie bierze: trzeba stronę promować, pisać więcej wpisów, więcej się udzielać, dbać o seo itp. Może i +20% jest możliwe do osiągnięcia, ale czas, systematycznie poświęcany na uzyskanie tego przyrostu, niekoniecznie musi być tego wart.
Reklamodawcy też nie są permanentni i zarabia się nieco więcej, gdy ruszają duże kampanie, i mniej, gdy ich nie ma.
Również, skoro reklamy są dopasowywane do treści, to chcąc maksymalizować zarobki można by pisać na tematy o najdroższych reklamach, ale ucierpi na tym blog, o ile nie jest maksymalnie skoncentrowany na danej niszy, lub nawet niszy w niszy, czytelnicy to wyczują i pójdą gdzieś indziej.
Poza tym są wtyczki, z których korzysta masa Internautów, a które niekoniecznie przyczyniają się do poprawy klikalności
Reasumując, ja te zarobki traktuję bardziej jako bonusik i zapewnienie opłat na utrzymanie stron, bo na mojej tematyce (finanse i inwestowanie) kokosów się niestety nie zarabia. Poważne pieniądze zarabiać w ten sposób można, ale IMHO tylko na blogach pisanych po angielsku i stargetowanych na rynek anglojęzyczny. No, chyba, że się ma kilkumilionową widownię, jak np. Nasza Klasa.
Co do AdTaily zgadzam się, ciężko na to wpływać w jakimś większym stopniu, strona musi mieć masę wyświetleń, żeby przekonać reklamodawcę. Co do AdSense niekoniecznie – w Polsce też zdarzają się naprawdę dobrze (jak na polskie warunki) kliki (2-3 zł), trzeba tylko złapać odpowiednią niszę i jak na razie mi się to udaje. Nie bawię się w robienie stron, które muszę ciągle aktualizować – wolę zrobić bloga z kilkoma świetnymi artykułami, wypromować go i pozostawić samemu sobie. Rób raz, korzystaj cały czas – od Ciebie się tego nauczyłem hehe.
“Również, skoro reklamy są dopasowywane do treści, to chcąc maksymalizować zarobki można by pisać na tematy o najdroższych reklamach” - no właśnie, i dlatego rozdzielam blogowanie od takich stron. Na tym blogu w ogóle nie patrzę na to jakie reklamy przyciągnie dany wpis, ale jak robię strony konkretnie pod zarobki to wszystko jest optymalizowane pod frazy.
“na mojej tematyce (finanse i inwestowanie) kokosów się niestety nie zarabia” - zależy dokładnie o co chodzi, bo w dobrej niszy można notować nawet kliki za 4-5 zł, sam takie miałem.
“Poważne pieniądze zarabiać w ten sposób można, ale IMHO tylko na blogach pisanych po angielsku” - na pewno Amerykanie i Anglicy mają o wiele łatwiej ze stawkami, ale o wiele trudniej przebić im się w wyszukiwarce. Po angielsku znajdziesz informacje na o wiele więcej tematów niż po polsku, dlatego w Polsce jest miejsce na zagospodarowanie tego – użytkownik znajduje to, czego szuka, a Ty zarabiasz.
Za optimum uważam 2-3 wpisy w tygodniu, z których jeden może być “linkujący” dalej. U siebie przy takiej częstotliwości pisania mogę utrzymać jako taką (jak na początkującego) ilość odwiedzin i notować jakiś postęp, jeżeli dotrzymamy zadeklarowanej częstotliwości wpisów. Przy dużej popularności to “publiczność” może niejako wymusić większą ilość postów.
Jak dla mnie ilość wpisów jest bardzo optymalna. Co zresztą potwierdzają wyniki ankiety.
Także tak trzymać
Naokoło wieży – niekoniecznie czytelnicy muszą wymuszać większą ilość wpisów. Są blogi aktualizowane raz na tydzień albo dwa, a rozwijają się bardzo szybko. Najczęściej dlatego, że każdy wpis wywołuje setki komentarzy (im rzadziej pojawiają się wpisy na popularnym blogu, tym więcej jest komentarzy pod ostatnim wpisem).
MaciekG - hehe tak szybko wniosków bym nie wyciągał. Jeżeli łączna liczba głosów na wpisy rzadziej niż co 3 dni będzie wyższa niż opcja 3 dni, to pewnie zmienię częstotliwość.
Ciekawe podsumowanie. Ja właśnie czytam Ferrissa i ksiażka bardzo mnie zainteresowanała. Co do “Mocy pozytywnego myślenia” Normana V. Pale to jest zdecydowanie książka dla ludzi wierzących gdyż jest w niej wiele odniesień do Boga i czerpania siły i motywacji z wiary. Mi się podobała chociaż zdaję sobie sprawę, że nie jest dla każdego
Pozdrawiam i liczę na nowe ciekawe wpisy
Piotrek
Wybacz moj podwojny komentarz ale zapomniałem napisać o częstotliwości wpisów. Myślę, że powinieneś pisać wtedy gdy masz ochotę i wenę (wpisy lepszej jakości), ewentualnie napisać kilka tekstów wcześniej i publikować zgodnie z ustalonym harmonorgamem. Powodzenia
Dzięki za opinię. Tak czy inaczej przeczytam tego Normana, zobaczymy co tam takiego ciekawego jest.
Z silva właśnie tak jest że IMO niepotrzebnie są tam te bajery typu leczenie bólu głowy, tamowanie krwii, znieczulenia itp. Wszystko się robi po prostu własnym umysłem – nie jest to tak że do jakiegoś guru się modlisz-sam wierze że takie rzeczy sa możliwe ale nie w takim celu tam poszedłem.
Fantastyczne są ćwiczenia na tworzenie pokoi w umyśle-coś jak rzymski pokój z metody zapamiętywania, ale tam np stwiasz sobie televizor i oglądasz przd snem jak Ci dzień minął i wyciągasz wnioski-to przykład jeden z wielu.
Baaardzo przydatną sprawą są tzw. doradcy wewnętrzni (na bank byś wybrał Ferrisa hehe).
Naprawdę warto za te parez złotych – ja na slive jechałem do Katowic mimo że jestem spod Wrocławia.
PS:Niby taniej jak pisałes w poprzednim wpisie jest na prowincji a sam widzisz jakie ograniczenia.
“Baaardzo przydatną sprawą są tzw. doradcy wewnętrzni (na bank byś wybrał Ferrisa hehe)” - haha. Z tego co piszesz to znam chyba wszystkie te metody. Np. z tym doradcą to pewnie chodzi o to, żeby stworzyć sobie w głowie takiego mentora i jak się podejmuje decyzję to konsultować ją z nim. Takie rzeczy znam i są dosyć powszechne.
Odnośnie częstotliwości publikowania postów. Nie ma większego znaczenia, czy to będzie co 3 czy 4 dni. Ważne aby odbywało się to systematycznie, i aby artykuły były na poziomie
Pozdrawiam
Dzięki za opinię. Na razie wpisy będą co 3 dni, a ankieta niech trwa i później się zdecyduję.
“Np. z tym doradcą to pewnie chodzi o to, żeby stworzyć sobie w głowie takiego mentora i jak się podejmuje decyzję to konsultować ją z nim. Takie rzeczy znam i są dosyć powszechne”
Bez umiejętności medytacji nie są warte nic te metody.
Trudno się dziwić że są powszechne skoro metoda ma już 60lat i sprawdza się. Tym bardziej lepiej poznać ją w całości niż na wyrywki
Najważniejsze co tam się można nauczyć stan medytacji na poziomie alfa – bo takie bajery jak doradcy, ekrany, panele itp to można sobie samemu poczytać, a wykonać to druga sprawa.
Przykładowo kazdy słyszał że jak boli głowa to trzeba się zrelaksowac i pomyśleć o białych piaskach na Maledivach itp – najczęściej efekt tego jest taki że po 5 minutach bierzemy apap
PS: Jak tam siłownia Marcin? Bo raczej bieganie odpuściłeś w taką pogodę, chociaż ja zastanwiałem się przez chwilę nad specjalnym obuwiem na bieg po śniegu ale szybko odpuściłem na korzyść stacjonarnego rowerka,hehe.
A myślisz, że medytacji da się nauczyć np. z dobrego DVD? Takie czyste pytanie z ciekawości, skoro tyle tego jest na rynku to może jednak da się?
Co do siłki – ćwiczę ćwiczę, teraz klasycznego splita. Trochę bez celu, bo chciałbym uciąć z 10 kg tłuszczu przed nowym cyklem na masę, ale warunki nie pozwalają ani na bieganie ani na klasyczny rower. Może spróbuję HIIT’a na rowerku stacjonarnym, ale to najlepiej działa jednak przy bieganiu. No i na stacjonarnym za bardzo nie lubię jeździć.
Hehe a z tym specjalnym obuwiem na śnieg to nie wiem czy to by się sprawdzało w miejscach, gdzie śnieg ma się ponad kostki. Chyba, że biegałbyś po mieście. Ja tego nie lubię za bardzo, bo bieganie po asfalcie i chodnikach za mocno obciąża stawy. Wolę las, ale póki nie stopnieje śnieg to jest ciężko.
Te obuwie na śnieg przy obecnych warunkach to rakiety od tenisa przymocowane
Mój zestaw nike+ już się zakurzył i pewnie wyleciałem na koniec rankingu online przez tą zime.
10 kg tłuszczu chcesz zrzucić? To ile Ty ważysz, hehe?
Z medytacją na dvd jest jak z sztuką w teatralną – mona ją obejrzeć w TV a można w teatrze, różnica kolosalna. Polecałbym jednak się przejść na kurs bo niewiele kosztuje, a DVD w przypadku jakiś super guru którzy do Polski nie przyjeżdżają.
Możesz sie wykładowcy zawsze coś spytac, powiedziec np. że nie wierzysz w takie bajki jakie on opowiada,hehe, poznać nowych ludzi itp.
Hehe teraz już mniej ważę niż przed poprzednią redukcją, ale przy moim wzroście za optimum uznaję gdzieś 80-85 kg, do których trochę mi brakuje (licząc od góry hehe).
Z tą medytacją jeszcze pomyślę.
Co do medytacji, to jest masa tutoriali w sieci jak się za to zabrać. Nie ma potrzeby inwestować w jakiekolwiek płatne materiały. Swoją drogą warto wprawić się w medytacji – jest z tego wiele korzyści.
No właśnie jest taka masa, że nie wiadomo co jest dobre a co nie hehe.
Nie ma potrzeby inwestować w jakiekolwiek płatne materiały
Może się podzielisz wiedzą czego sam się nauczyłeś w dziedzinie medytacji z “tutoriali z sieci” bo nie znam żadnej osoby której by one pomogły?
Może się podzielisz wiedzą czego sam się nauczyłeś w dziedzinie medytacji z “tutoriali z sieci” bo nie znam żadnej osoby której by one pomogły?
Nie, nie podzielę się. Za to z chęcią posłucham o płatnych materiałach, z którymi – jak mniemam – miałeś do czynienia.
Ja się nauczyłem z darmowych, że wystarczy wygodnie usiąść i albo skupić się na oddechu albo na jednej myśli, byle nie dopuszczać bałaganu w głowie.
Ja się nauczyłem z darmowych, że wystarczy wygodnie usiąść i albo skupić się na oddechu albo na jednej myśli, byle nie dopuszczać bałaganu w głowie.
No chyba sam przyznasz że to niewiele. Silva daje taką możliwość że jak raz pójdziesz na kurs to potem możesz go powtarzać do końca życia ile razy chcesz i gdzie chcesz na świecie za darmo (chyba 20zł tylko się płaci jako administracyjna opłata). Mówią tam co robić dokładnie, ale bez codziennych ćwiczeń po min.20min efekt będzie żadnych.
(chyba do nich napisze by mi odpalili za robienie im reklamy hehe)
Haha zapytaj ich o program partnerski. Tak jak pisałem wyżej na razie pomyślę, te podstawowe metody też działają (niekoniecznie medytacja, ale ogólnie myślenie).