Na czym polega geoarbitraż?

(autor: http://www.flickr.com/photos/michaeltflickrpics/)

Wyobraź sobie, że zarabiasz przeciętne polskie wynagrodzenie i żyjesz na wysokim poziomie. Nierealne? Nic bardziej mylnego!

Ideę geoarbitrażu przedstawia w swojej książce 4-Hour Workweek Timothy Ferriss. Za geoarbitraż uznaje się głównie outsourcing biznesowy i personalny do tańszych krajów, czyli zlecanie zadań asystentom np. z Indii. Dzięki temu ktoś może za nas wykonać pracę za 5 dolarów za godzinę, kiedy my możemy wykonywać pracę np. za 10 dolarów za godzinę albo po prostu odpoczywać. Oryginalna definicja brzmi dokładnie tak:

Geoarbitrage – to leverage global pricing and currency differences for profit or lifestyle purposes.

(Timothy Ferriss, The 4-Hour Workweek)

Ale w geoarbitrażu kryje się coś więcej niż outsourcing i nie o zlecaniu pracy będzie dzisiejszy wpis.

Drugą definicją, a raczej możliwością wykorzystania geoarbitrażu, o której dzisiaj mowa, jest zarabianie w kraju o wyższym standardzie życia i mieszkanie w kraju o niższym standardzie życia. Np. zarabiasz w Polsce, ale mieszkasz w Panamie. Albo zarabiasz w euro, a wydajesz w bahtach. Kraje uznawane za kraje o niższym standardzie życia to głównie kraje południowo-wschodniej Azji (np. Tajlandia czy Filipiny), wschodnia Europa oraz kraje Ameryki Południowej i Środkowej (np. Argentyna, Panama, Kostaryka). Niższe koszty życia są też w krajach Afryki lub Bliskiego Wschodu.

No dobra, i co w tym takiego?

Chatka pod palmą za 800 zł

Najprościej przedstawić to na przykładzie. Wyobraź sobie samotną osobę, która zarabia w Polsce 2000 zł netto miesięcznie. Z tego na wynajem i utrzymanie 40-metrowego mieszkania (wszystkie rachunki) wyda przeciętnie w granicach 1000 zł miesięcznie (czyste szacunki na potrzeby przykładu). Do tego należy dodać koszty żywności, komunikacji, rozrywek i tak dalej. W tym samym czasie utrzymanie mieszkania w podobnym standardzie np. w Tajlandii będzie prawdopodobnie o 30–50% niższe.

A to same koszty mieszkania, do tego należy dodać tańszą żywność, tańsze rozrywki i tańszą komunikację. Dzięki temu możemy żyć na znacznie wyższym poziomie wydając tyle samo co w Polsce albo żyć na podobnym poziomie wydając kilkadziesiąt procent mniej.

Przykładowo 54-metrowy domek na wyspie Phuket (która jest jednym z najdroższych miejsc w Tajlandii) z łazienką, kuchnią, jadalnią, sypialną, balkonem TV i Internetem kosztuje miesięcznie (zazwyczaj pod warunkiem wynajmu na min. 3 miesiące) 9000 bahtów, czyli… 800 zł. Najprościej samemu wejść na strony agencji nieruchomości np. w Tajlandii i przekonać się na własne oczy. A ceny wynajmu bez pośredników są jeszcze niższe i możliwe jest wynajęcie domku na jakiejś mniejszej wyspie przy plaży w cenie 600 czy 700 zł miesięcznie.

Oszczędzanie przez podróżowanie

Dodatkowo należy uwzględnić fakt, że takie państwa jak Tajlandia, Filipiny czy na przykład Kostaryka są dla Polaka bardzo atrakcyjne turystycznie. Możesz mieszkać w Polsce w kawalerce na przeciętnym osiedlu wydając 1000 zł miesięcznie, a możesz mieszkać w Tajlandii w domku przy plaży na którejś z wysp za kilkadziesiąt procent mniej. Do tego temperatury np. w Tajlandii przez cały rok wynoszą minimum 20 stopni Celsjusza. Część zaoszczędzonych pieniędzy możesz wydać na dodatkowe atrakcje, np. kurs nurkowania, który również będzie tam tańszy niż w Polsce.

Dzięki temu paradoksalnie nawet podróż do takich krajów może być sposobem na oszczędzanie, pod warunkiem, że będzie to długoterminowa podróż, np. trzymiesięczna. W ten sposób niższe koszty życia zdążą pokryć koszty lotu do danego miejsca i wygenerować nadwyżkę.

Trzeba jednak uwzględnić takie czynniki jak sytuacja polityczna i ogólne bezpieczeństwo danego kraju. Warto jednak pamiętać, że często powtarza się mit, że kraje o niższym poziomie rozwoju są znacznie bardziej niebezpieczne. Najczęściej jest to nieprawda – wielu ludzi, którzy wyprowadzili się z USA (ale wciąż czerpią stamtąd dochody) i przeprowadzili do tańszych krajów, np. do Kolumbii, czuje się tam bezpieczniej niż w swoim poprzednim miejscu zamieszkania. Mimo wszystko zawsze przed decyzją dotyczącą wyjazdu warto dokładniej przyjrzeć się co się dzieje w docelowym kraju.

Dodatkowe kwestie do przemyślenia

Geoarbitraż daje oczywiście najwięcej korzyści mieszkańcom najbogatszych krajów, np. Amerykanom, Kanadyjczykom, Australijczykom czy mieszkańcom zachodniej części Europy, bo ich waluta może kupić znacznie więcej niż polski złoty. Co nie znaczy, że geoarbitraż nie ma sensu dla Polaka. Nie trzeba być uzależnionym od dochodów w złotówkach. W erze Internetu nie ma problemu, żeby uzyskać dochody w euro (np. Google AdSense) czy w dolarach (np. programy partnerskie amerykańskich sklepów).

Ceny lotów są zróżnicowane, ale do wielu miejsc da się upolować bilety za 1000 zł w jedną stronę. A przy oszczędnościach rzędu kilkuset zł miesięcznie cena biletu szybko się zwróci. Tam, gdzie latają tanie linie lotnicze, podróż będzie o wiele tańsza. Ryanair lata na przykład do Maroko i można tam się dostać z jedną przesiadką za 100 zł.

Należy także pamiętać o kwestii wiz – przykładowo do Tajlandii Polak może pojechać na maksymalnie 3 miesiące, a potem musi opuścić kraj. W niektórych krajach nie trzeba w ogóle wcześniej występować o wizę (np. w Maroko, gdzie wizę otrzymuje się po wylądowaniu i można tam przebywać 3 miesiące), w innych można przebywać tylko miesiąc (np. na Malediwach), w innych można przebywać nawet pół roku (Mauritius).

Geoarbitraż to kolejna zaleta mobilnego stylu życia. Nawet jeżeli nie chcesz podróżować przez kilka lat, przeprowadzka np. na rok do tańszego kraju może przynieść bardzo duże oszczędności, a do tego przynieść wiele nowych doświadczeń. Co myślisz o tej idei?

Kliknij i przeczytaj także:

  1. Na czym polega article marketing i co to są long taile?
  2. Poznaj 7 osób, które żyją nieszablonowo

Lifestyle design, Mobilny styl życia, Podróżowanie

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, skomentuj go. Zasubskrybuj RSS, żeby nie przegapić żadnego wpisu. Jeżeli nie wiesz czym jest RSS, poczytaj o nim tutaj. Śledź mnie także na Twitterze, a otrzymasz dodatkowe informacje.

Trackbacki

  1. [...] Na czym polega geoarbitraż? – Wyobraź sobie, że zarabiasz przeciętne polskie wynagrodzenie i żyjesz na wysokim poziomie. Nierealne? Nic bardziej mylnego! Ideę geoarbitrażu przedstawia w swojej książce 4-Hour Workweek Timothy Ferriss. Za geoarbitraż uznaje się głównie outsourcing biznesowy i personalny do tańszych krajów, czyli zlecanie zadań asystentom np. z Indii. Dzięki temu ktoś może za nas wykonać pracę za 5 dolarów za godzinę, kiedy my możemy wykonywać pracę np. za 10 dolarów za godzinę albo po prostu odpoczywać. Ale w geoarbitrażu kryje się coś więcej niż outsourcing i nie o zlecaniu pracy będzie dzisiejszy wpis. (…) [...]

  2. [...] idealny styl życia: począwszy od automatyzacji, przez outsourcing, dochód relatywnie pasywny, geoarbitraż, minimalizm, niezależność od lokalizacji, do podróżowania, lifehackingu, samorozwoju i wielu [...]

  3. [...] temu, że Ben nie mieszka w takich miastach, ale podróżuje po świecie, w pełni korzysta z zalet geoarbitażu. Może żyć na wyższym poziomie niż żyłby w swoim kraju pracując tyle samo ile pracuje lub [...]

  4. [...] Średnia cena ebooka w Polsce to 20–40 zł, średnia cena anglojęzycznego ebooka – 20–40 dolarów/euro. Podobnie z kosztem kliknięcia w reklamę AdSense czy kosztem wyświetlania bannera w sieci typu AdTaily – są kilka razy wyższe. A żyjąc w Polsce i zarabiając w euro albo dolarach można w pełni korzystać z potęgi geoarbitrażu. [...]

  5. [...] to kwota mniejsza niż średnie dochody w Ameryce w 2005 roku ($42,028). Korzystam po prostu z geoarbitrażu i działam według definicji przedsiębiorcy Jeana Baptiste [...]

  6. [...] jest to ten sam artykuł co wpis Na czym polega geoarbitraż?. W nowym artykule pokrótce przedstawiłem koncepcję geoarbitrażu, rozwijający się trend pracy [...]


Komentarze

Komentarzy: 43 do “Na czym polega geoarbitraż?”

Zostaw komentarz

(wymagany)

(wymagany)


Zasady komentowania: traktuj innych jak ludzi, nie obrażaj i nie wyśmiewaj. Konstruktywna krytyka jest w porządku, ale niegrzeczne i niedojrzałe komentarze są kasowane. Komentarze, które mają na celu jedynie reklamowanie jakiejś strony również są kasowane. Jeżeli piszesz dłuższy komentarz, kopiuj go do schowka w czasie pisania. Dzięki temu nie utracisz go, jeżeli wystąpi jakiś błąd. Miłej dyskusji.