Jeśli chcesz być bogaty szybciej niż na starość… (cz. 2)

(autor: http://www.flickr.com/photos/sektordua/)
Życie jest zbyt krótkie, by było małe.
Benjamin Disraeli
To druga część wpisu „Jeśli chcesz być bogaty szybciej niż na starość…”. W pierwszej części zajmowaliśmy się poglądem Ferrissa na biznes – automatyzacja, automatyzacja i jeszcze raz automatyzacja. W dzisiejszym wpisie przyjrzymy się dokładniej stylu życia zaprojektowanym przez autora. Co robić, kiedy osiągamy wymarzone dochody? Czym są miniemerytury i dlaczego warto je sobie organizować?
Styl życia to właśnie to, co najbardziej odróżnia Ferrissa od innych autorów książek tego typu. Otóż nie zaleca on ani pracowania 100 godzin tygodniowo, nie opowiada historii czego to go nie nauczył jego ojciec, ani nie każe wspinać się po szczeblach kariery w korporacji. Nic z tego.
Oto cała koncepcja. Poznaj kim jest NR, zrozum, czym emerytura nie powinna być i dlaczego życie NR-a jest takie atrakcyjne.
Zaprojektuj swoje życie
NR to skrót od „new rich”, przetłumaczone na polski jako „bogaty w nowy sposób”. Kwestię tłumaczenia pominę i będę posługiwał się angielskim skrótem. Od początku mojego zainteresowania niezależnością finansową szukałem autora, który będzie podchodził do tej kwestii podobnie jak ja. Większość obiecuje nagrodę za kilkadziesiąt lat. To mnie nie przekonywało i błądziłem. Timothy Ferriss to pierwszy autor, z którym prawie w pełni się zgadzam, który tak mocno na mnie wpłynął. Tak mocno, na ile może to zrobić słowo pisane.
Na pierwszych kartach książki autor prezentuje różnice między NR-ami a ludźmi, którzy „oszczędzają wszystko na później tylko po to, by na końcu przekonać się, że życie przepłynęło obok nich”. Uważam to za strzał w dziesiątkę. Wiele, naprawdę wiele książek, przekazuje taki model – pracuj, pracuj, pracuj + oszczędzaj, oszczędzaj, oszczędzaj aż do emerytury (na przykład do 65 roku życia) i korzystaj z tego, co zarobiłeś przez całe życie. Powiedzmy, że to niezbyt atrakcyjna wizja.
Nie chodzi mi jednak o wiek – uważam, że tak długo jak człowiek jest aktywny i rozwija się, tak długo nie jest stary. Przykładem może być Tsutomo Tosaka, 74-letni kulturysta, który w tym wieku jest w lepszej formie niż niektórzy 50- czy 60-latkowie.
Myśląc o efektach w wieku emerytalnym mowa tylko i wyłącznie o tak długim oczekiwaniu – dla 20- czy 30-latka oczekiwanie 30 czy 40 lat na nagrodę po prostu zniechęca go do działania. Ferriss patrzy na wszystko bardziej praktycznie – wypisz, jakie marzenia chcesz zrealizować w ciągu najbliższych miesięcy, oblicz ile Cię będą kosztować i zarób na nie. To bardzo ważne – jeżeli pracujemy, ale tak naprawdę nie wiemy na co (oprócz utrzymania), to życie przecieka nam przez palce.
To jest właśnie bogactwo według Ferrissa – posiadasz tyle źródeł dochodów, że opłacają wszystkie Twoje aktualne marzenia.
Należy jednak pamiętać, co podkreśla sam autor, żeby ubezpieczyć się i odkładać pieniądze na emeryturę. To na wypadek czarnego scenariusza. To nie jest filozofia, która nakazuje odrzucenie tradycyjnych zasad – wydawać mniej niż zarabiasz, odkładać na emeryturę i tak dalej. Tych reguł warto przestrzegać, ale są inne, o których w myśl Ferrissa trzeba zapomnieć.
10 najważniejszych cech NR-a
1. NR nie pracuje, NR ma ludzi, którzy pracują na niego.
2. NR unika pracy dla samego pracowania. NR ogranicza czas pracy w celu maksymalizacji efektów (zasada 80/20).
3. NR zapewnia sobie emeryturę regularnie przez całe życie robiąc coś, co go ekscytuje, na przykład podróżując.
4. NR wie, że emerytura nie może oznaczać braku aktywności. NR ciągle się rozwija.
5. NR robi, co chce robić i jest tym, kim chce być. Kwestię „mieć” sprowadza do środków umożliwiających zrealizowanie marzenia, ale nie do celu. Przykład: milion nie jest celem, milion jest środkiem umożliwiającym zbudowanie wymarzonego domu.
6. NR nie jest ani szefem, ani pracownikiem. Jest właścicielem i ma pod sobą kierownika, który wszystko kontroluje. NR jest w przedsiębiorstwie duchem.
7. NR zarabia pieniądze, aby zrealizować swoje marzenia (patrz punkt 5). Zawsze ma powód, dla którego pracuje.
8. NR nie skupia się na tym, by mieć więcej, ale by życie miało lepszą jakość. By mieć cel życia, by dawać coś światu, a nie wieść życie przeciętniaka, który od poniedziałku do piątku haruje, a w weekendy imprezuje.
9. NR myśli o wielkich rzeczach, ale pamięta o tym, by każdy dzień był dniem wypłaty. Przykład: NR buduje biznes, który przynosi mu dochody, ale jego prawdziwym celem jest sprzedać biznes za upragnioną kwotę.
10. NR nie tylko eliminuje to, czego nie lubi robić, ale i poszukuje i przeżywa to, co daje mu największą satysfakcję, co czyni jego życie pełnym.
Emerytura
Ciągła praca i przekonanie „będę robił co chcę jak zarobię x złotych” prowadzi do tego, że nigdy nie zrealizujemy swoich celów. Co chcesz robić jak zarobisz x złotych? Takie pytanie zadaje autor. Jeżeli nie określimy tych zajęć, to ciągle będziemy pracować, żeby nie czuć się bezproduktywnymi i rozminiemy się z naszym wyobrażeniem niezależności finansowej.
Często można zaobserwować, że ludzie, którzy przechodzą na emeryturę, stają się apatyczni, tracą sens życia albo chcą znów pracować. To wszystko dlatego, że emerytura nie jest celem. Na emeryturze nie odkujesz się za to, co straciłeś w ciągu kilkudziesięciu lat. Jeżeli nie znajdziesz alternatywy dla pracy, to całe życie spędzisz pracując, nawet na emeryturze, którą wyobrażałeś sobie jako odpoczynek. Po prostu nie będziesz umiał inaczej funkcjonować.
Podróże

(autor: http://www.flickr.com/photos/fabriceribet/)
Zanim rozwinęła się turystyka, podróżowanie było niczym studiowanie, a owoce podróży były ozdobą umysłu i podstawą osądu.
Paul Fussell, Abroad
Docieramy do podstawy filozofii życia Ferrissa – miniemerytur. W 2004 roku Tim był przeciążony pracą i zmęczony prowadzeniem swojego biznesu, który przynosił mu kilkadziesiąt tysięcy dolarów miesięcznie. Pracował po 12 godzin dziennie siedem dni w tygodniu. Zdecydował się wyjechać na czterotygodniowy urlop do Hiszpanii. Z 4 tygodni zrobiły się trzy miesiące, a z trzech miesięcy aż piętnaście. Dopiero po tym czasie wrócił do kraju, po odwiedzeniu siedmiu krajów. W międzyczasie przeżył załamanie nerwowe myśląc, że jego firma bez niego upadnie. On też jest człowiekiem.
Co w tym czasie działo się z jego biznesem? Otóż okazało się, że nie zbankrutował. Ferriss pisał maile przez godzinę w tygodniu, niczym nie zajmował się osobiście, a mimo to zyski wzrosły o 40%. Wtedy doszedł do wniosku, że zamiast czekać do wieku emerytalnego, lepiej jest rozłożyć emeryturę na całe życie.
Wyobrażasz to sobie? Podróżujesz po świecie, pracujesz kilka godzin w tygodniu i niczym nie musisz się martwić. To jest dopiero życie!
Ferriss pisze, że na takich podróżach można nawet oszczędzić w porównaniu do życia w kraju. Są to jednak dane dla Amerykanów, dla Polaka życie w większości krajów jest droższe.
Przykładowo autor pisze, że w Buenos Aires prawdziwy apartament z serwisem sprzątającym i ochroną (w to wliczone koszty telefonu, energii, Internetu) kosztował go 550 dolarów miesięcznie. W Berlinie za apartament płacił 300 dolarów miesięcznie. Jeżeli były to rzeczywiście takie luksusowe miejsca, to kwoty były naprawdę niskie.
Należy się jednak liczyć z tym, że dla przeciętnego Amerykanina życie w wielu europejskich krajach jest tańsze niż w USA.
Myślę, że kwestia wynajmu to także w dużej mierze po pierwsze nasze umiejętności negocjacji, a po drugie doświadczenie w szukaniu mieszkania.
Początkowo możemy spróbować z krótkimi wyjazdami, aby w końcu pokonać obawy i przemóc się do dłuższego, miesięcznego, półrocznego czy rocznego wyjazdu.
Jest pewna rzecz, dzięki której możemy zwiedzić Europę za naprawdę małe pieniądze – tanie linie lotnicze. Wydaje się, że to żadne odkrycie, ale jak mówię ludziom, że można latać po całej Europie za kilkanaście złotych to nie chcą wierzyć.
Linie lotnicze oferują naprawdę niesamowite zniżki do wielu miejsc w Europie, na przykład Niemiec, Wielkiej Brytanii, Belgii, Finlandii, Norwegii, Holandii, Szwecji, Włoch czy Hiszpanii. Wystarczy trochę pokombinować i możemy dosłownie za grosze polecieć za granicę. Sam mam zakupiony za 2 grosze (nie pomyliłem się, 2 grosze – to nie żart) bilet z Wrocławia do Sztokholmu, w obie strony. Bilet był kupowany na początku września, lot jest w listopadzie. Nie był to więc bilet typu „first minute” ani „last minute”. Takie okazje zdarzają się raz na pewien czas.
Nie chcę teraz rozwijać tego tematu, bo na to potrzeba nowego wpisu, pewnych wymagających czasu zmian w moim życiu i doświadczeń. Podzielę się przemyśleniami zapewne w ciągu najbliższych dwóch-trzech miesięcy. Dopiero przy powrocie do książki Ferrissa trafiło do mnie kilka ważnych kwestii, a mój pogląd na niezależność finansową (i nie tylko) legł w gruzach.
Zadajmy sobie jeszcze ostatnie pytanie: po co w ogóle podróżować? Najprostsza odpowiedź brzmi: „bo podróże kształcą”. Tim Ferriss przed każdą podróżą podejmuje decyzję, czego będzie się uczył lub co chce poznać w danym miejscu. Można się rozwijać we własnym kraju, ale zmiana otoczenia przyspiesza nasz rozwój, zmienia nasz pogląd na świat, poszerza horyzonty. To proces ciągłego ulepszania. To coś, co pozwala nam w pełni cieszyć się z życia. Nie jest to jednak żaden wymóg – jak to pisze autor: „celem jest zyskanie wolności i korzystanie z czasu i miejsca w taki sposób, jaki nam się podoba”.
Styl życia Timothy’ego Ferrissa jest możliwy do zaimplementowania przez Polaka. To nie są bajki, które miło się czyta, ale nie da się ich wprowadzić w życie. Możesz mało pracować i robić to, co chcesz. To zależy tylko od Ciebie. Wymówki w stylu „w Polsce nie można tyle zarobić”, „w USA jest inaczej” to tylko małe przeszkody. Jeżeli jesteś zdeterminowany, by być prawdziwie niezależnym, pokonasz je. Wcale nie trzeba zgadzać się na przeciętność. Zanim odniesiesz się krytycznie do teorii autora, polecam przeczytać całą książkę. Wtedy i tylko wtedy można w pełni zrozumieć o co w tym chodzi.
Sam podążam właśnie w tym kierunku, choć harmonogram milionera dalej obowiązuje.
Sam Tim Ferriss na początku 2009 roku sprzedał swój prowadzony przez kilka lat biznes. Obecnie jest aniołem biznesu, inwestuje w młode spółki internetowe typu Twitter. Prowadzi także bloga, którego polecam sprawdzić.
Aktualizacja 24.09.09
Śmiesznie to teraz wyjdzie, ale właśnie dostałem maila o odwołaniu lotów w tamtym kierunku (Sztokholm) od 1 listopada do 27 marca. Nie podano konkretnej przyczyny. W takim razie poszukam sobie innego lotu gdzieś indziej.
Żeby jednak nie wyszło, że piszę bajki spójrzcie na screeny, przykład na październik:
Kliknij, aby powiększyć.
To są wszystkie opłaty – można ze sobą zabrać 10 kg bagażu podręcznego. Opłata manipulacyjna nie ma zastosowania, bo to promocja.
Jeśli chcesz być bogaty szybciej niż na starość… (cz. 1) | Jeśli chcesz być bogaty szybciej niż na starość… (cz. 2)
autorzy fotografii:
człowiek w pociągu: http://www.flickr.com/photos/maessive/
samolot: http://www.flickr.com/photos/albertopveiga/
Kliknij i przeczytaj także:
- Jeśli chcesz być bogaty szybciej niż na starość… (cz. 1)
- Dlaczego chcesz być bogaty? (cz. 2)
- Dlaczego chcesz być bogaty? (cz.1)
- Czy chcesz żyć za 1606 zł miesięcznie?
- Chcesz osiągnąć cel? Upublicznij go
Jeśli spodobał Ci się ten wpis, skomentuj go. Zasubskrybuj RSS, żeby nie przegapić żadnego wpisu. Jeżeli nie wiesz czym jest RSS, poczytaj o nim tutaj. Kliknij tutaj i dołącz do grupy na Facebooku, a otrzymasz dodatkowe artykuły i aktualizacje. Śledź mnie także na Twitterze.
Trackbacki
Komentarze
Komentarzy: 62 do “Jeśli chcesz być bogaty szybciej niż na starość… (cz. 2)”- Zasady komentowania: traktuj innych jak ludzi, nie obrażaj i nie wyśmiewaj. Konstruktywna krytyka jest w porządku, ale niegrzeczne i niedojrzałe komentarze są kasowane. Komentarze, które mają na celu jedynie reklamowanie jakiejś strony również są kasowane. Masz wątpliwości? Przeczytaj zasady użytkowania. Jeżeli piszesz dłuższy komentarz, kopiuj go do schowka w czasie pisania. Dzięki temu nie utracisz go, jeżeli wystąpi jakiś błąd. Miłej dyskusji.
-
Tia. A propos podróży – polecieć gdzieś to nie problem. Prawdziwy koszt to utrzymać się tam przez kilka czy kilkanaście dni…
-
Praksizm i utylitaryzm wypływa z tego Ferriss’a
Marcinie, napisałeś co następuje:
„To nie są bajki, które miło się czyta, ale nie da się ich wprowadzić w życie. Możesz mało pracować i robić to, co chcesz. To zależy tylko od Ciebie. Wymówki w stylu „w Polsce nie można tyle zarobić”, „w USA jest inaczej” to tylko małe przeszkody. Jeżeli jesteś zdeterminowany, by być prawdziwie niezależnym, pokonasz je. Wcale nie trzeba zgadzać się na przeciętność.”Prawda, bajki zazwyczaj inaczej brzmią, a wymówki faktycznie są pustosłowiem, lecz.. no właśnie, zgoda na przeciętność to niekoniecznie postawa pozbawiona determinacji. Można być zdeterminowanym i odnieść sukces w postaci pensji 4000zł do ręki miesięcznie. Chodzi o coś co jest nagminnie pomijane w takich przykładach, a ma znaczenie dla realności takich pomysłów. Otóż czy to Polska, czy USA, czy Mołdawia to rozwijając jakikolwiek interes z perspektywą bycia baaardzo bogatym (bo niezależnym finansowo można być będąc względnie nie-bogatym, zarabiając kilka tys. zł miesięcznie) trzeba mieć a) dobre uwarunkowania b) dobry pomysł. Bo mogę w jednej chwili otworzyć produkcję mydełek korzystając z olejków eterycznych i handlować dajmy na to, serią „Polskie kwiaty” i jak Francuzi mają lawendę, tak ja coś tam mieć będę
Albo multum innych interesów (sam jestem w trakcie otwierania jednego). Ale to dopiero pierwsze kroki na Czomolungmę postawione.. gdzieś właśnie w Polsce, więc droga daleka.Jestem trochę hamulcowym, który sieje pesymizm teraz, ale to o czym rozmawiamy, to głównie „marzenia”, co będzie potem itd. a jak mówimy o tym co „przed” to poruszamy kwestie treningów, samodyscypliny, racjonalności. A gdzieś pośrodku znajduje się zagadnienie dotyczące struktury samego biznesu. Czy dany biznes w ogóle kwalifikuje się do bycia dochodowym w skalach milionów obrotów? Czy aby był konkurencyjny wystarczy słać maile do zarządu by przekazywał podwładnym instrukcje?
-
Na wstępie mała dygresja – pisząc posta mam świadomość, że Marcin już śpi, wdrażając swój plan 30 dniowego wczesnego wstawania
Zatem potencjalna odpowiedź – jutro rano.Wpis jest dość długi i wg mnie porusza 2 sprawy – oprócz głównego nurtu także sprawę tanich wycieczek – odniosę się tu tylko do tematu bogacenia się i planów.
Czytając Twoje wpisy ma się wrażenie, jakbyś był pochłonięty ideami przekazywanymi przez autorów, którzy definiują plan na bogacenie się. Wiem, że to kwestia wieku, doświadczenia, ale wg mnie brak jest tutaj praktyki. Nasuwa się pytanie – skoro to wszystko takie proste, to dlaczego nie jesteś już milionerem. Oczywiście, czytaj to proszę z nutą ironii.
Ferris pisze o rzeczach oczywistych. Zarządzanie 20 osobową firmą produkcyjną powoduje, że jesteś jeszcze zaangażowany w pracę u samych podstaw i często zakasujesz rękawy robiąc elementarne rzeczy. Zarządzanie 100 osobową firmą powoduje, że zaczynasz podejmować tylko kluczowe decyzje i faktycznie
W innym przypadku – zarządzanie 20 osobową firmą konsultingową może już powodować tylko podejmowanie decyzji.Tu i tu ważne jest jedno – to jaka Twoja firma jest, jaką ma renomę, jakich ma klientów, referencje. To, na czym bazuje dzięki doświadczeniu. Doświadczeniu zyskanemu w czasie. Dzięki wytrwałej i ciężkiej pracy (bo komu w tym czasie najbardziej zależy na sukcesie? Tobie, jako właścicielowi).
Zastosowanie zasady Pareto jest możliwe, kiedy masz z czego wybierać. Życie, jak nazywasz ludzi NR, można praktykować dopiero kiedy włożysz duży wkład w to co robisz. Wszystko w Twoich dwóch ostatnich wpisach, z mojego punktu widzenia, opiera się na posiadaniu już pewnego zakresu bazowego, na którym możesz operować. I stąd moje stwierdzenie, że brakuje praktyki. Gdybyś prowadził poważniejszy biznes, zależny od wielu czynników, wkładał w niego kawałek siebie, zauważyłbyś dwie rzeczy:
1. Że skoro tyle osiągasz, dzięki pracy, to nie jest takim łatwym odpuszczenie i założenie, że będzie dobrze. Wymaga to czasu i właśnie tej ciężkiej pracy.
2. Życie NR może być dopiero możliwe wtedy, kiedy Twój biznes jest faktycznie stabilny.Podsumowując, opisywane przez Ciebie metody są dobrą motywacją do działania, ale na chwilę obecną, patrząc na Ciebie jako przyszłego milionera, nie mają nic wspólnego z praktyką.
Cały wpis ma być oczywiście zachęta do dalszego działania, ale jednocześnie trochę zimnym prysznicem – zamiast myśleć co bym zrobił gdybym miał milion, pomyślmy jak ten milion zarobić – realnie, od zera, a nie z założenia że mam firmę dobrze już prosperującą i zaczynam pracować 4 godziny. Blog – być może, za 3-4 lata, o ile Ci się nie znudzi i będziesz miał conajmniej 100x tyle odwiedzających (wg statystyk bloggerów, którzy faktycznie na tym zarabiają, a Ci są jednak związani z mediami, PR, etc).
I wtedy będziesz mógł mówić, że „jest to możliwe do zrealizowania” – w co oczywiście wierzę, ale nie do końca w sposób jaki opisujesz
PS. Właśnie doczytałem wpis Mauro i widzę, że mój post ma podobny wydźwięk jak jego. W każdym razie nie zniechęcaj się
-
W ten bilet za 2 gr to sorry ale nie wierze. Gdzieś musi być haczyk. Trzeba pewnie było kupić 10 innych biletów żeby ten jeden kupić za 2 gr czy coś w tym rodzaju. No i oczywiście należy doliczyć opłatę lotniskową i pewnie coś jeszcze.
Są tanie linie i tanie bilety ale za 2 grosze to ci nikt nawet po ryju nie da.
-
Nakreślona przez Ciebie wizja jest trochę utopijna, ale jednak piękna bo to dzięki marzeniom i ciężkiej pracy ludzie dochodzą do celu.
Książki o dochodzeniu do niezależności finansowej staram się traktować z ostrożnością, bo Amerykanie (oni przede wszystkim są autorami takich poradników) lubią pisać o swoich sukcesach – oni są wychowywani z nastawieniem na sukces w przeciwieństwie do Polaków. Książkowe historie rzadko przedstawiają faktyczne problemy i koncentrują się na pozytywnych aspektach bogactwa – uczą raczej jak korzystać z dobrodziejstw posiadania odpowiedniej ilości pieniędzy niż sztuki dochodzenia do „bogactwa”. -
Marcinie, piszesz, że podziwiasz Ferrisa. On doszedł do takich wniosków i możliwości, dlatego, że tyle pracował. A Ty to negujesz. Stąd też mógł wprowadzać swoje reguły NR.
Niestety, nie dasz rady zarobić w tak krótkim czasie dużych pieniędzy pracując pasywnie. Realnie na to popatrz. Rozkręcenie jakiegokolwiek biznesu wymaga czasu, środków, itp. Praca na wysokim stanowisku – doświadczenia i kontaktów, zdobywanych w czasie. Chcesz jak Ferris, a pomijasz jego istotną część życia
Co do Pawła, utrzymywanie się, a bycie milionerem, to dwie zupełnie różne rzeczy. Ale abstrahując od Twoich słów, a opierając się na jego wypowiedziach z poprzedniego postu (Pawle, pozwolisz że się do nich odniosę), każdy biznes wymaga pielęgnacji i doglądania, inaczej jego przychód mizernieje. Czy to jeden wielki biznes, czy też 8 innych jak w przypadku Pawła, wymagają pracy (jeśli nawet na każdy z nich poświęca 4h tygodniowo, to łącznie wychodzi 32h. Sęk w tym, że tak jak pisał robi to dla siebie i w swój sposób, a to jest w tym wszystkim najfajniejsze).
Czytasz, motywujesz, myślisz co będzie po, ale nic z tego nie wynika na chwilę obecną. Zacznij myśleć co tu zrobić aby zarobić, weź kalkulator, napisz biznesplan i zacznij działać
Sekret, który tak na Ciebie wpłynął, faktycznie mówi o tym, że aby coś osiągnąć, trzeba w to wierzyć. Ale wiara to jeden (z głównych) czynników. Do reszty potrzeba działania. -
Co do tych biletów to jak polecisz i zapłacisz tylko te 2 grosze. To uwierzę. Daj znać czy się uda bo aż jestem ciekaw. Wiem że są promocje i że można polecieć za naprawdę małe pieniądze ale na pewno nie za darmo. Nikt do tego dokładać nie będzie.
-
„Nie będę pisał na blogu, że pracuję nad nową stroną, które powinna mi dorzucić kilka-kilkanaście złotych dziennie dochodu”
Czy to nie jest rozdrabnianie się? Jakiś czas temu zrezygnowałeś z projektu blogdevelpment żeby się nie rozdrabniać a teraz zaczynasz nowy projekt, który prawdopodobnie da ci podobne pieniądze przy podobnym nakładzie pracy. Widzę tu pewną nie konsekwentność..
-
Marcin
Dobry wpis , w Polsce panuje jeszcze stereotyp ze musisz skończyć szkole , później znaleźć dobrze płatna prace itd ..
Myślę ze „nowa fala” ludzi mlodych może to zmienić
3mam kciuki
-
I tutaj dochodzimy do sedna. Kapitał to możliwości, możliwości to kapitał. Jedno jest dość mocno powiązane z drugim. Ale aby którekolwiek osiągnąć, trzeba najpierw włożyć w to trochę pracy. Stąd moja negacja co do Twojej inspiracji tego typu książkami
Są one pewnym motywatorem, ale powinny być także czymś w rodzaju przerywnika pomiędzy faktycznymi działaniami.
Na blogu przyszłego potencjalnego milionera chciałbym czytać o jego kreatywności, pomysłach, innowacyjności, a nie o tym jak cytuje co rusz jakieś książkowe pomysły, które nie do końca mają odzwierciedlenie w jego życiu. Natomiast stwierdzenie Twoje stwierdzenie w komentarzu „w Polsce studentowi…”, nie wiem czemu, ale kojarzy mi się z negacją tego co piszesz we wpisie:
”
Wymówki w stylu „w Polsce nie można tyle zarobić”, „w USA jest inaczej” to tylko małe przeszkody.
”
Zatem cytując, to tylko mała przeszkoda, studencie
Nowa strona internetowa to malutki biznesik, który być może przyniesie jakiś dochód, a być może nie. Blog to samo. Na razie nie widać żadnych pomysłów, które faktycznie przybliżyły by Cię do bycia milionerem, tudzież cytowanym NR. A Twoje wpisy właśnie sugerują, że wszystko jest proste i da się zrobić z dnia na dzień, pracując 4 godziny, delegując i ogólnie w międzyczasie zwiedzając Europę.
Także na koniec – przydałoby się trochę więcej realizmu, a mniej utopijności z książek (oczywiście nadal tyle samo motywacji).
-
Trochę źle interpretujesz moje słowa. Nie mam tutaj na myśli, że co 3 dni rzucisz pomysłem na milion. Opisujesz wyrzeczenia, książki, motywacje, co robić z pieniędzmi, jak życ/nie żyć jak bogacz, itp. Dając jednocześnie miesięcznie informacje na temat stanu Twoich inwestycji. Ale co robisz aby je podnieść, co dzisiaj wykonałeś, co jutro zamierzasz, jaki jest dokładnie plan, krok po kroku, a nie tylko jego potencjalny wynik, itp. O tym tutaj bardziej mówię. Przebojowość Twoja, a nie Ferrisa, Forda, czy też innych motywatorów.
Ja zakładając firmę byłem i studentem i pracującym na etacie
nie dostałem dofinansowania, bo musiałbym być niepracującym studentem. Jednakże nie zniechęciło mnie to. Denerwuje mnie to że co miesiąc oddaje 22% vatu, 19% dochodowego (czyli 40%), a do tego płace ZUSy, ubezpieczenia, pracownicze składki, etc, etc, etc. Co nie znaczy, że z tym sobie nie radzę. Ty też na pewno sobie poradzisz z takimi drobnostkami.Cytujesz Ferrisa który ma około 30, prawda? To, wbrew pozorom, nie tak duża różnica. Odwołując się znowu do Twoich wpisów – działaj dzisiaj, a nie jutro
Realizm – bo dopiero on postawi przed Tobą prawdziwe cele. A studia, nawet jeśli ich nie chcesz, nie są w niczym przeszkodą – i mogę tak powiedzieć, bo sam studiowałem dziennie jednocześnie pracując na etat i robiąc dodatkowo jako freelancer. To pozwoliło mi na zgromadzenie kapitału i otworzenie firmy. Zatem, przestań marudzić oraz szukać sobie wymówek i zabierz się do realizacji zasada o których sam piszesz.
-
Marcinie, czytając komentarze robi mi się po prostu smutno. Wyziewa z nich pesymizm, brak wiary i zakorzenione wzorce, których widocznie nie można zmienić. Podążaj wytrwale obraną drogą, a efekty na pewno się pojawią. Ja za Ciebie trzymam kciuki.
-
Pawle, to nie brak wiary, a doping
Gdybym nie trzymał za niego kciuków, to zapewne bym tutaj nie pisał. Podejrzewam, że na kilku płaszczyznach mam więcej doświadczenia niż Marcin, więc staram mu się przekazać realia, ale jednocześnie nie zniechęcając go do dalszej pracy. Ciebie także zachęcam do kreatywnego opiniowania i przekazywania Marcinowi swojego doświadczenia i uwag, a nie tylko klepania po ramieniu kiedy ktoś przedstawia trochę odmienny pogląd na jego wpisy.
-
Marcinie, być może tego typu wpisy nie, ale wpisy typu:
1. Dzisiaj odkryłem mikroblogi, dają one to i to, wymyśliłem jak można na nich robić dodatkową promocję bloga, sklepu, cokolwiek
2. Dzisiaj zauważyłem na flakerze (to nie reklama), że skarpetkowo.pl nieźle wykorzystało społeczności bloggerów do zwiększenia sprzedaży. Chcę zrealizować to i to
3. Dzisiaj pomyślałem o wprowadzeniu giftów do mojego sklepu, powinno to pomóc tak i tak, stąd i stąd moje założenia
4. Zastanawiam się nad otwarciem sklepu/zmianą, szukam komercyjnego rozwiązania spełniającego moje potrzeby
5. Chyba zacznę reselling ze stanów. Myślę o tym i o tym, biznesplan przedstawia się tak
6. Ostatnio zaciekawił mnie ePR, mój sklep zacznę tak i tak promować.… już brzmią inaczej.
Wymyśliłem kilka pomysłów na wpisy na cały tydzień, myśląc tylko o sklepie
To tylko sugestia. Oczywiście Marcinie, patrząc trochę realnie na moje wypociny dzisiejsze, Twój argument mógłby być:
a. To nie Twój blog, piszę to co uważam, regulamin brzmi że ja mam rację
b. Skoro tu do tej pory przychodziłeś, dyskutujesz, to znaczy że moje wpisy są jak najbardziej adekwatne, zwiększaj liczbę ludziTo też są argumenty, których mógłbyś użyć w dyskusji. I się z nimi jak najbardziej zgodzę. Ważne, abyś był przekonany do tego co piszesz, robisz i wiedział w jakim kierunku podążał.
Odpowiadając na Twoje pytanie – informatynczą.
-
Marcin, powodzenia z Twoim biznesem… ale… jesli zostawisz go TERAZ na 15 miesięcy to nie wydaje mi sie by się dalej sam rozwijał.
Trzeba najpierw ZAISTNIEĆ, zbudować bazę klientów, wyrobić sobie markę… to nie jest coś co przychodzi od razu.
Żona nie mogła znależć pracy – założyła salon kosmetyczny. Przez rok czasu nic w nim nie zarobiła – wszystko było inwestowane, szło w kapitał. W tej chwili mamy dość pieniędzy by zatrudnić tam pracowniczkę. Ale nadal jest tak, że to nie MY jesteśmy osobami, które na tym zarabiają. My mamy „biznes” ale to nasza pracownica ma wypłatę.
Jeśli byśmy teraz zniknęli szczerze watpię by ten biznes się sam utrzymał. Za mała baza klientów. Za mała swiadomość potencjalnych klientów nt. naszego istnienia. Nad tym trzeba nieustannie pracować… nieustannie pokrywać przychodzące rachunki…A co do biletów – jest jeszcze opłata za kartę kredytową. O ile nie masz VISY electron z Intelligo płacisz 10e za transakcję.
-
No, no.. to się posypały komentarze
ja tylko zapytam, studiujesz zaocznie czy dziennie?Podzielę się z Tobą moim pomysłem na rozwiązanie impasu student – brak środków. Niebawem, bo za tydzień rejestruję się jako bezrobotny (studenci zaoczni mogą) i planuję wykorzystać ten czas na dodatkowe szkolenia finansowane przez UP jak i.. po miesiącu zarejestrować DG ubiegając się o środki finansowe do wysokości bodajże sześciokrotnego średniego wynagrodzenia.
-
Znalazłem taką zachętę:
http://www.mtbiznes.pl/doc/mtbiznes.pl-mit-przedsiebiorczosci.pdfJeszcze jedna ksiązka do kolejki…
Wiemy do czego dążymy. I chyba dobrą drogę obraliśmy.
Czy tak jest, dowiem się po czytance
Tytuł oryginału:
THE E-MYTH REVISITED
Why Most Small Businesses Don’t Work and What to Do About It -
Późno, bo późno ale włącze się też do dyskusji.
Przede wszystkim Marcinie dzięki za tego bloga. Super, że nie piszesz odtwórczo tylko dodajesz swoje opinie i probujesz pomysły na sobie. Tak dalej. A poza tym jestem pod wrażeniem zdjęć, którymi przeplatasz z treścią tekstu – bardzo często idealnie pasują z tekstem.
Jednak przyłącze się ponownie do zdania Marka Nowickiego. Bez pracy nie ma kołaczy jak brzmi ludowe przysłowie, co w cale nie znaczy, że masz pracować na etacie. Uważam, że ulegasz złudnej idei, że kilka jeszcze dochodów pasywnych i będziesz miał wystarczająco pieniądzy aby już tak na prawdę nie pracować. Była już o tym dyskusja przy poprzednim wpisie i nie chciałbym jej tutaj ponownie wzniecać.
Piszesz, że nie chcesz kontynuować studiów. Moim zdaniem to błąd. W moim przypadku bardzo sobie cenie studia bo może nie dały mi gruntownej wiedzy jaką można byłoby oczekiwać, ale jednak pewną wiedze mi dały, która dopiero później była podstawą do jej zwiększania. Druga sprawa to praca na etacie – oczywiście dużo lepiej jest pracować na siebie, ale praca na etacie szczególnie na początku ma swoje zalety. Ferriss przecież też najpierw pracował na etacie, czyż nie ? Dało mu to przecież jakieś doświadczenie i kapitał na początek. Tak jest mimo wszystko łatwiej niż startować zupełnie od zera. A doświadczenie jakie wyniesiesz to jest już twoje.
-
Marcin,
Przemyśl jeszcze raz. Nie odrzucałbym z góry pracy na etacie. To nie pracodawca decyduje ile będziesz zarabiał, ale rynek pracy i twoje umiejętności na nim. W każdym razie jest to wymiana, czy fair to już inna sprawa, tym bardziej że i tak 50 % bierze Państwo.
„Nikt nie będzie decydował ….” – czy to hardość czy samozaparcie ? Bo jeżeli to pierwsze to może to być problemem.
-
Ja natomiast w przeciwieństwie do przeciwników wierzę w bilet za 2 grosze
Do zapłacenia wystarczy zwykła debetówka z mBanku, wystarczy w serwisie transakcyjnym zmienić limit dla obciążeniowych transakcji internetowych kartą. Nie trzeba mieć nie wiadomo czego, nie trzeba dzwonić na mLinie itd…
Odwołano loty, a czy kasę oddali? -
Marcinie, studia są o tyle ważne, że możesz to zawsze traktować jako pewien backup. Jeśli coś pójdzie nie tak – zawsze masz możliwość gdzieś pracy, co jest potwierdzone papierkiem. Ba, gdybyś kiedyś jednak stwierdził, że np. jesteś zwierzęciem korporacyjnym, to brak papieru może spowodować, że będziesz widział sufit. Skoro i tak już jesteś w trakcie, a w międzyczasie nic innego nie robisz, co by pochłaniało Twój cały czas, to je skończ
Praca na etacie to nie jest niewolnictwo, tylko wspólne dzielenie się obowiązkami. Ktoś pracuje na Ciebie, bo Ty masz więcej kontaktów, dłuzej pracujesz, lepsze możliwości, jesteś bardziej kreatywny. Stąd więcej zarabiasz
A to i czy zarabiasz zawsze jest zależne od Ciebie, a nie od innych. Jak będziesz na tyle super, że będziesz potrafił przynieść na etacie do firmy 40k pln, to zapewne będą chętni Ci zapłacić 20k
To tylko rachunek kosztów w stosunku do zysków. I, nawet jak jesteś nie na etacie – to jednak ktoś Ci płaci pieniądze za coś, czyli jesteś od niego zależny, zazwyczaj od klientów. Praca na etacie daje rozwój, możliwość spotkania ciekawych ludzi, robienia rzeczy, które być może nie będziesz w stanie robić mając własny biznes, kontakty, etc. Nie neguj jej tak do końca. Bo kiedyś, jeśli zrealizujesz swoje marzenia, będziesz miał pracowników – to będziesz musiał trochę myśleć jak oni – w przeciwnym razie odejdą od Ciebie i zgodnie z Twoją doktryną, założą własny biznes
-
„A to i czy zarabiasz zawsze jest zależne od Ciebie, a nie od innych. Jak będziesz na tyle super, że będziesz potrafił przynieść na etacie do firmy 40k pln, to zapewne będą chętni Ci zapłacić 20k
”To już zależy na jaką firmę trafisz. Ja w mojej pierwszej pracy robiłem projekty za które szef kasował po kilkadziesiąt tysięcy zł mi płacąc marne 2000zł miesięcznie. (W miesiącu robiłem od 2 do 4 projektów) Jak się upomniałem o podwyżkę to stwierdził że mi nie da bo nie zarabiam na siebie. Oczywiście tego samego dnia dałem wypowiedzenie. Teraz nadal pracuję na etacie i to nawet za przyzwoitą kasę ale strasznie mnie to męczy i cały czas kombinuje jak się od tego etatu uwolnić. To po prostu nie dla mnie. Mam nadzieje że w końcu na tyle się wzmocnie że rzucę ten etat.
-
Tanie bilety lotnicze to teraz naprawdę powszechność – za dwa grosze, czy kilka złotych udaje się polecieć wprawdzie tylko nielicznym, niemniej jednak 200 złotych za lot w dwie strony to rozsądna i powszechna cena za promocyjne kierunki.
Zapraszam na http://tanieloty.blip.pl – tam codziennie pojawiają się wyszukane oferty z najniższymi cenami. Na http://tanie-loty.com.pl można znaleźć natomiast mnóstwo destynacji i korzystne połączenia lotnicze na całym świecie.
Podróże w zasięgu ręki – zapraszam serdecznie…
-
Zaczną świadczyć B2B i przestaniesz zarabiać
Bo będziesz im płacił 5k jako pracownik, ale 15k jako B2B, bo będzie miał 10 innych klientów, więc i stawki się zmienią.A co do drugiego, to rozwinięcie własnego biznesu spowoduje, że będziesz jeszcze więcej pracował i dopiero pewnego dnia działał jak Ferris
Ale do tego czasu dużo więcej pracy niż na etacie w to włożysz – fakt, że z innym podejściem. -
mógłbym ten czas chociażby przemęczyć za granicą “gdzieś” pracując Jako osoba będąca czwarty rok w Irlandii – na pewno byś się męczył, szczególnie przyjeżdżając teraz. Na poczatku swej przygody szukałbyś jakiejkowiek pracy. Najgorsze, że te jakiekolwiek już się skończyły. Zresztą co za różnica „męczyć się” na studiach i dostawać stypę a łapać się czegokolwiek by starczyło na zapłacenie za mieszkanie?
rozwinięcie własnego biznesu spowoduje, że będziesz jeszcze więcej pracował a to Ci mogę gwarantować
Myślę, że nie sztuką jest stworzyć biznes, który będzie dla nas tak jak etat – będziesz musiał codziennie pracować nawet więcej niż pracownicy gdy jest mowa o finansach osobistych – o oszczędzeniu i zainwestowaniu – mowimy o wyrzeczeniach teraz by móc skorzystać później, tak? A gdy chodzi o pracę na własny rachunek to efekty chcemy miec juz od pierwszego dnia?
-
Możesz stworzyć biznes, wkładać pracę na początku, a potem, po rozwinięciu i automatyzacji, korzystać z niego.
Do „4-hour week” jeszcze nie doszedłem. Czy Ferris napisał ile czasu mu zajęło zorganizowanie wszystkiego?
Od pomysłu do zarejestrowania firmy do pierwszych wakacji? -
Marek Nowicki: Marcinie, studia są o tyle ważne, że możesz to zawsze traktować jako pewien backup. Jeśli coś pójdzie nie tak – zawsze masz możliwość gdzieś pracy, co jest potwierdzone papierkiem.
Marku, a jak wytłumaczysz to, że mamy w kraju tylu bezrobotnych studentów? Jak odniesiesz się do sytuacji, w której tylko około 1/5 pracujących studentów pracuje w zawodzie, natomiast pozostali parają się zajęciami zupełnie nie związanymi z ich tokiem studiów lub są zmuszeni wyjechać za granicę? Pytam dlatego, ponieważ mam koleżankę polonistkę, która z braku laku w 3 miesiące się przeszkoliła i teraz pracuje jako technik optyk w Vision Express i zupełnie nie rozumiem jakim „backupem” miałyby w tym wypadku być jej studia.
Darek: Ja w mojej pierwszej pracy robiłem projekty za które szef kasował po kilkadziesiąt tysięcy zł mi płacąc marne 2000zł miesięcznie.
Walnę prosto z mostu: gdybym był prywaciarzem, robiłbym dokładnie to samo. To chyba normalne, że każda praca jest warta tylko tyle, ile ktoś jest gotów za nią zapłacić, a nie ile by się chciało mieć zapłacone. Żeby dyktować warunki, trzeba być naprawdę znanym ekspertem i znawcą tematu. Same studia tego nie dadzą. Na to trzeba poświęcić większość życia.
Poza tym postawcie się w sytuacji pracodawcy: po co ma płacić 5000 złotych, skoro znajdzie się ktoś, kto zrobi to samo za 2500?
Gdy sam na siebie zarabiasz, znika problem niedocenienia. Ma się dokładnie tyle, na ile potrafi się swoją wiedzę i umiejętności przekuwać na „polish zloty”.
Marcin: Nie chcę zmarnować najlepszych lat życia na coś takiego. (…) Sztuką jest stworzyć taki biznes, który uwolni Cię od problemów finansowych, a jednocześnie da niezależność czasową. Do tak pojmowanego “rentierstwa” dążę.
Brawo, Marcin!
Marcin: sukces = ciężka praca
IMHO: sukces = mądra praca.
Czy będzie ciężka czy nie zależy od samego człowieka i od tego, czym się zajmuje.
-
„A jeszcze co do studiów – jest jedna rzecz, która mnie na nich trzyma – darmowy dostęp do jednej z największych bibliotek w regionie w czasie studiów i po ich skończeniu. Z tego powodu nie opłaca mi się rezygnować.”
No to jest jakiś argument. Mi po studiach zabrali kartę biblioteczną i już nie mogę korzystać. Z resztą moja biblioteka była raczej marna. Wartościowe książki były dostępne tylko w czytelni. Studiowałem na Politechnice Gdańskiej jakby się ktoś pytał.
Przy okazji to chyba twój najbardziej komentowany wpis. Nowy rekord na blogu
-
@ Paweł Kata
To są żadne argumenty przeciwko studiom. Studia dają wiedze i jeżeli studiujesz dziennie na uczelni państwowej jest to wiedza za darmo. Czy tą wiedze się później wykorzystuje w życiu to już inna sprawa. To jest problem edukacji w naszym kraju, ale również w innych krajach.Jak już bawimy się w statystyki to chciałbym zauważyć, że około 80 % nowych firm upada w pierwszym roku, a z tych których pozostają większość nie przetrwa kolejnych 5 lat. Czy to jest argument przeciwko zakładaniu własnej firmy – oczywiście nie. Ale należy się zastanowić dlaczego tak się dzieje. Dla mnie głównymi powodami są:
- złe rozeznanie rynku (wejście w branże z dużą konkurencją, złe oszacowanie wielkości rynku, nieprawidłowe odczytanie potrzeb konsumentów),
- złe zarządzanie (zła organizacja pracy, brak umiejętności zarządzania ludźmi)
- brak kapitału (w tym również słabe zarządzanie finansami firmy).Trzeba mieć o tym świadomość, że jak się rusza bez wiedzy i doświadczenia w biznes to tak jak by się szło bez zbroji i broni do bitwy z wyszkolonymi i uzbrojonymi po zęby przeciwnikami. Jak by to było takie łatwe to statystyki byłyby inne.
-
Gratuluję. Twój blog jest coraz ciekawszy. Z notki na notkę.
-
Marcinie, skoro studia Ciebie nie kręcą, to zostawanie na nich tylko dla dostępu do biblioteki jest IMHO nierozsądne. Nie dlatego, że książki stamtąd mogliby dla Ciebie wypożyczać znajomi, ale dlatego, że przez 3-5 lat będziesz się męczył i żył ze świadomością, że codziennie się uginasz. Po co? O czasie, który mógłbyś wykorzystać inaczej, nie wspomnę
Nie kwestionuję tu celowości studiów. Chodzi mi o Twoją argumentację.
Krzyśku, jak dla mnie za bardzo gloryfikujesz wiedzę akademicką.
Po pierwsze, nie jest ona za darmo – ze studiowaniem wiążą się ogromne koszty, pomimo tego, że wiedzę wyłożą Ci za free.
Po drugie, sugerujesz poświęcać 5 lat życia na zdobywanie wiedzy, z której nie skorzystasz? Sugerujesz użerać się tyle czasu po coś, co jest Ci niepotrzebne? Hmmm. Studiowanie wyłącznie na kierunkach zamawianych cokolwiek gwarantuje po zakończeniu edukacji. Na innych, nie bardzo.
Po trzecie, Krzyśku, nawet na studiach zdasz sobie sprawę z tego, że są dwa rodzaje wiedzy: albo się coś wie, albo się wie, w czym o tym poczytać. Tego uczą studia, a praca końcowa to nic, jak tylko popis parafrazy plus pomniejszy wysiłek, gdy praca ma charakter doświadczalny lub inżynierski.
Jak pisałem wyżej, nie neguję samego studiowania. Neguję studiowanie byle czego, dla papieru. Neguję postrzeganie studiów jako „skarbnicy” wiedzy, bo takową jest KAŻDA biblioteka.
A co do prowadzenia działalności… jak słusznie zauważyłeś, 80% firm pada w pierwszym roku, bo nikt właścicieli nie nauczył jak założyć i prowadzić własny biznes. I tego, niestety, nie uczą żadne studia. To jest wiedza praktyczna, do której PAPIER nie jest potrzebny. Jedni łapią szybciej, inni za późno. Life is life.
-
zostawanie na nich tylko dla dostępu do biblioteki jest IMHO nierozsądne. Nie dlatego, że książki stamtąd mogliby dla Ciebie wypożyczać znajomi,
Biblioeka Uniwersytecka w Poznaniu to to czego mi najbardziej brakuje. Głównie za sprawą testowanych e-źródeł. Miałeś dostęp do najświeższych, opublikowanych wyników dla jakiegokolwiek zagadnienia. Zamiast „amerykańscy naukowcy w badaniach… stwierdzili…” znajdowanego w googlach dostawałeś z Blackwell Synegry listę publikacji, warunki przeprowadzena badań, zauważone nieściśłości… To było lepsze niż czytanie Focusa, Wiedzy i Życia czy NewScientist, a dodatkowo szkoliłeś język. Niestety – bezpłatny dotęp był limitowany do placówek naukowych, a te limitowały go do posiadaczy konta pracowniczego czy studenckiego. A kilka lat po studiach cięzko znaleźć znajomych, którzy udostępnią kartę biblioteczną i swój kod PIN.
Po studiach pracy w PL nie znalazłem. Ale znalazłem ją tu gdzie jestem. Wiedza, którą zdobyłem zaprocentowała. Choć kierunek wybrałem swiadomie, łudząc się, że wejście do EU cokolwiek zmieni, samo studiowanie nie było wymuszone przez rodzinę.
-
Dzięki wielkie za cynk z tymi tanimi przelotami.
Właśnie znalazłem bilet z Wrocławia do Rzymu i z powrotem, za 50zł w dwie strony
Muszę jeszcze zorientować się jak jest z hostelami czy couchsurfingiem, zanim polecę zwiedzać Europę
Tak czy inaczej, jeszcze raz dzięki za cynk ;-]










[...] Jeśli chcesz być bogaty szybciej niż na starość… (cz. 1) | Jeśli chcesz być bogaty szybciej niż na starość… (cz. 2) [...]
[...] poprzednim wpisie rozwinęła się dość obszerna dyskusja na temat studiów – czy dają szansę na sukces, czy [...]
[...] zainspirowane tą książką (Jeśli chcesz być bogaty szybciej niż na starość… (cz. 1), Jeśli chcesz być bogaty szybciej niż na starość… (cz. 2)) wywołały rekordową pod względem komentarzy dyskusję – pod drugą częścią pojawiło się [...]