Jeśli chcesz być bogaty szybciej niż na starość… (cz. 1)

(autor: http://www.flickr.com/photos/drbeachvacation/)
…to przeczytaj książkę „4-godzinny tydzień pracy” Timothy’ego Ferrissa. Taki wniosek nasunął mi się po przeczytaniu tego dzieła. Pomimo, że z wielu komentarzy na amazon.com wynika, że to rzekomo mierna książka, nie wierzcie w to. Ja ją określam jako „dzieło”, bo jest rewolucyjna. Nareszcie ktoś napisał książkę, w której nie mówi ludziom, że muszą czekać do emerytury, żeby być bogaci, że muszą sobie wszystkiego odmawiać, żeby za 20, 30, 40 albo 50 lat być niezależni finansowo. Nikt nie chce tyle czekać. To naturalne. Życie jest zbyt krótkie.
Chcesz być bogaty? Chcesz, inaczej byś nie czytał tego bloga. Chcesz być bogaty na emeryturze czy szybciej? Głupie pytanie, oczywiście, że szybciej. Dzisiejszy wpis adresuję do ludzi, którzy pragną czegoś więcej od życia już teraz. Na pierwszą część rezerwuję głównie informacje o biznesie i zarządzaniu czasem, w kolejnej części będzie więcej o stylu życia.
Nie, nie chodzi o zadłużanie się, nie chodzi o rozrzutne życie, nie zaprezentuję tutaj metody na milion w ciągu roku. To, co przeczytasz, to streszczenie i przemyślenia po przeczytaniu książki „4-godzinny tydzień pracy” autorstwa Timothy’ego Ferrissa, młodego, bo zaledwie trzydziestojednoletniego, człowieka. Jego pomysły są niesamowicie inspirujące i pozwalają na zmianę spojrzenia na kwestię niezależności finansowej.
Wydanie oryginalne a polskie
Na początek spójrzcie na okładkę polskiego i amerykańskiego wydania:

Od razu widać, że coś tu nie gra. W USA najczęściej praca na etat oznacza pracę od 9 do 17. W Polsce jest podobnie. Dlaczego więc przetłumaczono to na “od 8:00 do 17:00″? Nie potrafię zrozumieć jak można było przeoczyć taki błąd. W Polsce dzień pracy na etacie to podobnie jak w USA 8 godzin, a nie 9! Jeżeli już na okładce jest błąd, to zapewne i w treści można spotkać jakieś błędy. Szkoda, bo uważam MT Biznes za jedno z najlepszych wydawnictw biznesowych w Polsce, a tu taka wpadka. Nie miałem jeszcze przyjemności czytać tej książki po angielsku, ale zapewne zakupię sobie amerykańskie wydanie, aby przeczytać wszystko tak, jak życzył sobie tego autor. Przejdźmy do wpisu.
Bogate życie autora
W momencie publikacji książki w 2007 roku miał 29 lat. W tym wieku między innymi: władał sześcioma językami, prowadził bardzo rentowny biznes, który doglądał zaledwie przez kilka godzin w tygodniu, został wpisany do księgi rekordów Guinnessa za najwięcej obrotów w tango w minutę, miał tytuł mistrza Chin w kick boxingu, doradzał 30 profesjonalnym sportowcom – olimpijczykom i rekordzistom świata, grał w nadawanym w Chinach i Hong Kongu serialu telewizyjnym, prowadził wykład w elitarnym amerykańskim uniwersytecie Princeton. Całkiem dziwaczna kolekcja doświadczeń, prawda? A to wszystko jest efektem jego rewolucyjnego podejścia do życia, które polega głównie na wykorzystaniu zasady Pareto, automatyzacji oraz podróżowaniu.
80/20
Zasada 80/20 mówi, że 80% efektów przychodzi z 20% pracy. Potwierdzeniem tej zasady jest historia Ferrissa, który napisał, że miał 120 klientów. Przestał kontaktować się z większością z nich i skupił się na ośmiu najbardziej dochodowych klientach. Jego zarobki wzrosły dwukrotnie. Mniej pracy i większe zarobki. A to wszystko dlatego, że wykorzystał powszechnie znaną, ale mimo to rzadko stosowaną zasadę. Tę zasadę Ferriss stosuje na co dzień do każdego elementu życia. Po prostu ogranicz to, co daje Ci mało i skup się na tym, co daje Ci dużo. Wyjdziesz na tym znacznie lepiej.
Automatyzacja
Przejdźmy dalej. Co rozumiem przez automatyzację? Po pierwsze – biznes. Timothy Ferriss poleca, żeby stworzyć taki biznes, który będzie generował przychód bez poświęcania mu czasu, przy czym domyślnie mowa o sprzedaży internetowej. Łatwo napisać, trudniej zrobić. W jaki sposób stworzyć taki strumień dochodów? Oto wyłożone przez autora zasady, skomentowane przeze mnie.
1. Główna korzyść jest prosta
O co w tym chodzi – powinieneś umieć w jednym zdaniu wytłumaczyć, dlaczego posiadanie Twojego produktu jest korzystne dla klienta. Doskonały przykład: iPod – tysiąc utworów w Twojej kieszeni. Proste i skuteczne. Każdy od razu wie o co chodzi.
2. Cena
Ferriss zaleca, aby produkt kosztował klienta od pięćdziesięciu do 200 dolarów. Na polskie warunki wystarczy zamienić to na złotówki. Dlaczego aż tak wysoka cena? Ponieważ dla niskiej ceny zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał sprzedawać jeszcze taniej. Przy średniej cenie zawsze jest najsilniejsza konkurencja. Należy pamiętać, aby wyższą cenę dokładnie uzasadnić i rzeczywiście taką jakość zaoferować. Przy wysokiej cenie tworzymy luksusowy wizerunek, który oznacza dla nas same zalety:
a. sprzedajemy mniej towaru mniejszej liczbie klientów – poświęcamy biznesowi mniej czasu.
b. wyższa cena przyciąga lepszych klientów – mniej narzekają, mniej reklamują i rzadziej zwracają towar, nie zadają pytań – znowu mniej czasu.
c. wyższa cena to wyższa marża – i wyższy zysk. Ferriss zaleca ustalenie marży na poziomie 8-10-krotności kosztów poniesionych przy produkcji (tak wysoka marża chroni przed sytuacjami losowymi).
3. Krótki czas produkcji
Ferriss zaleca, żeby były to maksymalnie trzy-cztery tygodnie. To wszystko po to, żeby dostosować się do popytu bez gromadzenia dużych zapasów – magazynowanie kosztuje.
4. Wyczerpujące informacje
Wszystko należy wytłumaczyć na podstronie „najczęściej zadawane pytania”. To po to, żebyś nie musiał poświęcać całego dnia pracy na odpowiedzi na pytania klientów.
Skąd wziąć produkt?
Znamy zasady, ale nie wiemy skąd taki produkt wziąć. Ferriss podsuwa trzy rozwiązania:
1. Odsprzedaż czyjegoś produktu
Najprostsza, ale najmniej zyskowna opcja – kontaktujemy się z producentem i prosimy o cennik hurtowy. W uproszczeniu: testujemy zainteresowanie, jak jest optymalne, to zamawiamy i sprzedajemy. Proste, ale niezbyt atrakcyjne i kreatywne.
2. Licencjonowanie produktu
Wymyślamy coś, po czym sprzedajemy prawo do wytwarzania, używania lub sprzedawania swojego produktu. Jak myślisz, dlaczego Disney tyle zarabia? Mimo to uważam, że ta opcja jest trudna – nie wystarczy stworzyć coś ciekawego, trzeba to jeszcze wypromować, żeby ktoś chciał kupić od nas licencję.
3. Stworzenie produktu
Docieramy do ulubionego rozwiązania autora. “Tworzenie produktu” brzmi jakby to było bardzo skomplikowane działanie, ale to mylne wrażenie. Poza tym właśnie tutaj kryje się największy zysk. Fundamentem tej metody, jak i całego życia skonstruowanego na pomyśle Ferrissa jest outsourcing, zlecanie zadań zewnętrznym firmom. Tak więc wykonanie produktu zlecamy na stronie typu http://www.elance.com (polskie strony – http://www.zlecenia.przez.net, http://www.myneed.pl).
Testujemy go, a następnie zajmujemy się projektowaniem strony internetowej. Po przygotowaniu strony poświęcamy trochę czasu sprzedaży produktu, żeby poznać najczęściej zadawane pytania i na bieżąco umieszczamy je na stronie. Po zwiększeniu wysyłek do dwudziestu tygodniowo zlecamy obsługę zamówień zewnętrznej firmie, podajemy maila (żeby raz na jakiś czas nadzorować działanie biznesu) i ustalamy, na które konto mają wpływać zyski. To tyle, możemy jechać na wakacje.
Brzmi łatwo i przyjemnie, ale tylko tak brzmi. Ta metoda zdecydowanie wymaga sporej kreatywności i ciężkiej pracy w trakcie projektowania produktu. Im bardziej przyłożymy się na początku, tym większe zyski później wyciągniemy. To jest proste, ale nie jest łatwe. Ale czy ktoś mówił, że łatwo stworzyć pasywny dochód?
Warto także uwzględnić, że w Polsce nieco trudniej odnaleźć firmy zajmujące się outsourcingiem. Wyzwaniem jest także rynek, który jest znacznie mniejszy, chociaż nic nie stoi na przeszkodzie, żeby stworzyć międzynarodowy biznes, szczególnie, jeżeli sprzedajemy informacje (ebooki) lub tworzymy programy.
To pierwsza część ogólnych przemyśleń na temat koncepcji Ferrissa. W drugiej między innymi o automatyzacji własnego życia i podróżowaniu. Dowiesz się jak wycisnąć ze swojego życia to, co najlepsze.
Jeśli chcesz być bogaty szybciej niż na starość… (cz. 1) | Jeśli chcesz być bogaty szybciej niż na starość… (cz. 2)
autorzy fotografii:
robot – http://www.flickr.com/photos/peyri/
iPod – http://www.flickr.com/photos/nez/
Podobne wpisy:
- Jeśli chcesz być bogaty szybciej niż na starość… (cz. 2)
- Dlaczego chcesz być bogaty? (cz. 2)
- Dlaczego chcesz być bogaty? (cz.1)
Jeśli spodobał Ci się ten wpis, możesz go skomentować lub zasubskrybować RSS i otrzymywać nowe artykuły na swój czytnik RSS.

Książkę Ferrissa czytałem w parę tygodni temu (przyznaję, że raczej “po łebkach”) i muszę powiedzieć, że jest całkiem niezła. Sam nie miałbym nic przeciwko kilku godzinkom spędzonym przed komputerem i kilku tysiączkom wynagrodzenia za te kilka godzinek
Prawda jednak jest taka, że nawet najprostszy biznes wymaga dużo więcej pracy. I tak naprawdę, nie ma w tym nic złego. Jeśli miałbym napisać książkę i poświęcić jej jeden miesiąc, byłaby zapewne kiepska. Jeśli natomiast przeznaczę na pisanie – powiedzmy – dwa miesiące, będzie bardziej dopracowana i lepiej napisana. Tak samo jest z każdym innym biznesem. Mogę sprzedawać na Allegro jakiś towar i starać się poświęcać tej działalności jakieś dwie-trzy godzinki dziennie. Mogę też zająć się aktywnym promowaniem swoich aukcji i zarobić jeszcze więcej. Im więcej zainwestujemy siebie w naszą pracę, tym więcej na tym zyskamy.
Sięgnąłem po tą książkę bo mój znajomy bardzo ją zjechał, a co dziwo sam jest autorem podobnej publikacji (mowa o Kamilu Cebulskim) postanowiłem więc na opak ją przeczytać i … super lektura warta polecenia!
Osobiście większość motywujących książek mnie nudzi (każdy czytał bogatego ojca ale przyznajcie że w kolejnych edycjach bogatych synów, kobiet, wujków i babć było powielanie tego samego) ale ta jest naprawdę inna.
Polskiego wydania w ogóle nie miałem w rekach, książkę słyszałem w angielskim audiobooku, bardzo dobrze im tak wyszła, prócz żmudnego literowania masy adresów www. Poza tym książka w Polsce jest od niedawna-a w USA już od naprawdę dłuższego czasu.
Rady w książce są bardzo praktyczne i życiowe (no może prócz asystenta w Indiach) i zawierają w sobie dużo z idei lifehack’u (ekstremalny przykład to patent Ferrisa na wygranie zawodów w kick boxingu,hehe).
Przyznam się nawet że postanowiłem z chwilowego nadmiaru czasu i wolnych środków wypuścić jakiś produkt na rynek zgodnie ze sposobem opisanym przez Ferrissa
PS: Marcin na prośbę mój mail podałem.
Wojciech P. P. Zieliński – oczywiście, że im większy wkład, tym lepsza jakość. Są jednak takie osoby, które mogą ten wkład i czas skrócić – np. okazuje się, że dla największych amerykańskich firm produkuje kilka tych samych chińskich fabryk.
Warto jednak zauważyć, że Ferriss wyznaje taką koncepcję:
- zbiera wszystkie marzenia i wylicza ile będą kosztowały (w przypadku kupna np. auta bierze go na kredyt i ustala ratę miesięczną)
- oblicza ile musi mieć dochodów, żeby mógł spełnić swoje marzenia i do tego oczywiście utrzymywać się
- rozwija taki biznes, który spełni te warunki
Jemu już jakby nie chodziło o ciągłe parcie naprzód, o kumulowanie kapitału, ale o opłacenie tego, co aktualnie chce robić.
Dla mnie brakuje w tej filozofii myślenia o przyszłości i uważam, że najzdrowsze podejście to Ferriss + tradycyjne wydawanie mniej niż zarabiamy, oszczędzanie i reinwestowanie.
Astakos – rzeczywiście, motywujące książki często się powtarzają, stąd od Kiyosakiego przeczytałem tylko ten pierwszy tytuł i wolę czytać bardziej twórcze książki innych autorów.
W Polsce wyszła w 2008 roku, tam wyszła w 2007, także taka duża różnica to nie jest.
Ten asystent w Indiach to też całkiem zabawna sprawa, ale niestety przekładając to na naszą walutę wyjdzie znacznie drożej. Hehe pomysł na mistrzostwo Chin rzeczywiście był mistrzowski. W cztery tygodnie treningu osiągnąć więcej niż inni po kilku albo kilkunastu latach.
Zdradzisz, z jakiego gatunku jest ten produkt? Informacja, program, nowy towar?
Dzięki za maila, wysłałem wiadomość.
9-5 to ogólne określenie dnia pracy w Ameryce (nawet jeśli pracuje się np. 8-18). To coś jakby weekday, przynajmniej z tego co pamiętam – stąd zapewne takie tłumaczenie. Na pewno polscy spece od marketingu też maczali w tym palce (ileż to tytułów amerykańskich brzmi po Polsku inaczej, tylko po to, aby była większa sprzedaż biletów
)
Co do samej książki – nie czytałem, ale po Twoim opisie zamierzam – dlaczego dopiero teraz robisz jej recenzję, skoro pamiętam, że już kilka razy o niej wspominałeś
? Dopiero skończyłeś czytać?
Same idee nie są niczym nowym i można je wymyślić samemu, oczywiście miło, że gdzieś zostały spisane. Czytając Twój opis ma się wrażenie, że robienie biznesu to 0 pracy, a maksimum zysku. Niestety, nie zgodzę się z tym. Każdy biznes to ludzie, a ludzie wymagają monitorowania, szkolenia, weryfikacji, poprawiania. Nie wiem czy miałeś kiedyś możliwość doświadczyć zasady “gdybym to zrobił sam zrobiłbym to lepiej”. Niestety, w biznesie, zwłaszcza w kontekście podwładnych, ta metoda bardzo często się sprawdza. Dodatkowo, ludzie którzy dla Ciebie pracują mają po prostu wynagrodzenie, a to Ty masz na tym zarabiać, więc to w Twojej gestii jest utrzymanie wszystkiego. Dlatego, zazwyczaj, to właściciele firm najwięcej pracują, bo im najbardziej zależy. Oczywiście, można zatrudnić innych – zazwyczaj droższych, wtedy lepszych. Większe koszty (dolicz początkowe inwestycje), wymagają zwiększonych przychodów, jeszcze większej troski o ludzi, bo stawka zaczyna być wyższa.
Widziałem już sporo przypadku ludzi którzy puszczali w ten sposób biznes i tylko go “doglądali” – po niedługim czasie biznes się kończył, klienci odeszli, a pozostały długi i brak pomysłu co dalej.
Klienci najlepsi, także się nie biorą z powietrza. Najpierw musisz mieć dużo małych, potem średnich, potem dopiero dużych, a potem możesz zacząć odrzucać
To samo z ceną. Konkurencyjność wymaga jej optymalnej weryfikacji. Narzucisz duża marże i nikt nie kupi. Masz markę – możesz działać. Marka? Czas. Czas? Praca. Praca? Wydajna i owocna, zapewne ciężka
Reasumując – wszystko pięknie jak się czyta i nie doświadcza, jak się już doświadczy, to wymaga to dużo pracy i być może, kiedyś, raz szybciej raz wolniej (często wcale) dojdzie się do metody zarabiania jaką opisuje autor książki.
Tak, nine to five to określenie na etat, jednak jak sama nazwa wskazuje najczęściej jest to tryb 9-17, czyli osiem godzin. W Polsce etat to też 8 godzin dziennie, stąd według mnie to ewidentny błąd.
“dlaczego dopiero teraz robisz jej recenzję, skoro pamiętam, że już kilka razy o niej wspominałeś?” – miałem kilka innych pomysłów na wpis, a poza tym nauczyłem się, żeby zawsze jakiś czas odczekać po przeczytaniu książki, żeby napisać to “na chłodno”. Książki tego typu inspirują i motywują, ale uważam, że wpis nie byłby w pełni obiektywny, gdybym pisał go “na gorąco”.
“Czytając Twój opis ma się wrażenie, że robienie biznesu to 0 pracy, a maksimum zysku. Niestety, nie zgodzę się z tym” – starałem się podkreślić, że tak nie jest w kilku zdaniach, ale skoro masz takie wrażenie, to chyba za słabo to zrobiłem. Oczywiście, że mocno uprościłem jak to wygląda i doświadczam na co dzień “gdybym zrobił to sam, zrobiłbym to lepiej” – mam takie naturalne pragnienie kontrolowania wszystkiego, stąd zawsze po kimś muszę coś sprawdzić. Sam jednak chcę dążyć właśnie do takiego “skromnego” biznesu, który przy małym nakładzie pracy daje duży zysk. Niektórych ludzi kręci zarządzanie wielką korporacją, ale sam nie mógłbym czegoś takiego robić, bo chciałbym mieć coś więcej od życia niż pracę 100 godzin tygodniowo.
“Widziałem już sporo przypadku ludzi którzy puszczali w ten sposób biznes” – jak jednak widać Ferriss stworzył taki model, który działa. Pominąłem we wpisie informację, że początkowo on też harował po 100 godzin tygodniowo i bał się jechać na urlop, ale zauważył, że nie tędy droga.
“być może, kiedyś, raz szybciej raz wolniej (często wcale) dojdzie się do metody zarabiania jaką opisuje autor książki” – myślę, że z każdej takiej książki trzeba wyciągnąć najlepsze dla nas rozwiązania i dostosować je do swojej sytuacji. Wiadomo, że prowadzenie biznesu w Polsce jest o wiele trudniejsze od prowadzenia biznesu w Ameryce, jednak to nie znaczy, że nie da się tego robić.
Zgadzam sie z “Pan” chociaż też nie czytałem tej książki. Dochód pasywny jest obecnie znacznie przereklamowany. Jeżeli nie pakujesz węgla do kotła lokomotywy to przez chwile wydaje ci się, że w sumie to już nie musisz bo przecież to samo jedzie. Nic bardziej błędnego. Dochód pasywny ma po prostu tendencje do zmniejszania się wraz z czasem. Ten cały dochód pasywny to zamydlanie oczu ludziom, którzy marzą, że trochę popracują a potem to się już samo będzie się kręcić bez nich a oni będą spijać śmietankę.
“Czterogodzinny” to moja osobista biblia mentalnego podejścia do życia. Książkę czytałem 3 razy i dwa razy przesłuchałem audiobooka. Osobiście, znającym język, gorąco polecam wersję angielską. Polskiej brak polotu i siły motywacyjnej, głównie przez to, że niektórych spraw nie da się łatwo przetłumaczyć (new rich != bogaty w zupełnie nowy sposób), ale też z powodu specyficznego poczucia humoru Ferrisa.
Co do tytułu… w moim mniemaniu w Polsce powinno być “7 do 15″ (przynajmniej do tego przyzwyczaili mnie rodzice za komuny), albo “8 do 16″. Podejrzewam, że po prostu wzięli drugi przypadek i dodali godzinę lunchu, stąd “8 do 17″.
Co do Automatyzacji, którą opisujesz, dla wielu sprawa może być dość trudna do ogarnięcia bez zapoznania się z książką. Tim w książce zawarł dwa praktyczne przykłady w jaki sposób zbudować taki biznes-bez-nadzoru (afaik: kurs jogi dla osób uprawiających wspinaczkę i francuskie koszulki w paski). Doskonale pokazują one praktyczny przepis jak się za to zabrać i dopiero wtedy widać, jak prosty jest to sposób na biznes.
Moim zdaniem, jak na polskie warunki najtrudniejszą do ogarnięcia koncepcją opisaną w książce, którą można by zastosować, jest outsourcing. Cała reszta jest równocześnie “łatwa” i “prosta”
“Gdzie jest wola, jest i sposób”, panowie
PS. Marcinie, byłbym ogromnie wdzięczny za opcję mailowej subskrypcji do komentarzy. Napiszę coś nie raz i zapominam, a ciekaw jestem wypowiedzi zarówno Twoich, jak i pozostałych dyskutantów.
PS.2. Sorry za offtopa. Jak coś, to proszę zmoderuj. Dzięki.
Krzysiek G. – raczej nie ma czegoś takiego jak w pełni pasywny dochód, zawsze trzeba to doglądać, ale dla uproszczenia można tak określać każdą pracę, która daje zyski przy małym nakładzie.
Paweł Kata – dokładnie, we wpisie nie będę przecież opisywał dokładnie całej książki. Przykłady Ferrissa są ciekawe i ostatnio sam wpadłem na pewne pomysły oparte na jego idei. Postaram się je wprowadzić w życie wg jego zasad.
Szukałem w Polsce takiej firmy obsługującej wysyłki i jest co najmniej jedna. Da się więc coś takiego zrobić, choć według mnie znacznie bardziej atrakcyjna jest sprzedaż produktu niefizycznego – z automatyczną wysyłką mailem. To by było najlepsze rozwiązanie.
“Czterogodzinny” to moja osobista biblia mentalnego podejścia do życia. – to również dla mnie jedna z najważniejszych książek, jakie przeczytałem i zamierzam kupić sobie amerykańską wersję, tylko muszę wysłać pieniądze na PayPal. Przy obecnym kursie można ją kupić za zaledwie 55 zł (koszty wysyłki już wliczone).
Dodałem wtyczkę, która umożliwia wysyłanie powiadomień. Daj znać, czy działa.
Marcinie, rozumiem, że przepisywanie książki nie ma sensu, ale w tym szczególnym przypadku brak przykładów powoduje prawie natychmiastowy negatywny odbiór tego podejścia, bo w polskich realiach ludziom po prostu trudno sobie to wszystko wyobrazić. Rzeczywistość jest jednak inna – i wiedzą o tym ci, którzy przeczytali te przykłady.
Co do produktu niefizycznego – totalnie się z Tobą zgadzam. Sprawa jest i wygodna i banalna w realizacji.
No i na koniec: wielkie, serdeczne dzięki za to, że tak szybko dodałeś obsługę powiadomień o wpisach. Przetestuję ją przy okazji tego komentarza i dam znać
Rzeczywiście mogłem przytoczyć te przykłady, ale są dość rozbudowane i bez przeczytania książki i tak nie zrozumie się ich w pełni.
W drugiej części dopiszę, że aby w pełni zrozumieć o co chodzi autorowi należy przeczytać książkę.
Marcinie, osobiście lubię czytać książki pisane przez wielkich motywatorów typu Robins czy Kiyosaki. Nawet jak więcej szkodzą niż pomagają (tak moim zdaniem jest w przypadku Kiyosakiego) to jednak “pompują” człowieka. Faktycznie sprawiają, że człowiekowi się chce i zaczyna wierzyć, że można. Ferrisa nie czytałem, ale jest gdzieś na mojej liście “do przeczytania”, zwróć jednak uwagę, że cechą wspólną tych ludzi jest to, że oni zarabiają na biznesie sprzedaży marzeń. Kiyosaki kasę zarabia na swoich książkach i grze “Cash FloW”. Jakby tak wyciągnąć esencję z książek pana K.to może by z tego dało się poskładać 2-3 rozdziały. U tych wszystkich autorów chodzi o jedno – jak zarobić i się nie narobić. I oni faktycznie zarabiają! Tylko czy stosując ich metody w życiu i biznesie do czegoś dojdziemy? Sądzę, że szanse są marne:)
Myślę, że to zależy. Zauważ, że Ferriss wydał tylko jedną książkę i nawet jeśli była bestsellerem to nie zarobił na niej tyle, żeby czuć się milionerem. Kiyosaki ciągle wydaje nowe książki, gry, prowadzi seminaria i tak dalej – uczynił z tego zwykły biznes. Stąd bardziej wierzę Ferrissowi niż Kiyosakiemu. Oczywiście, że i jeden i drugi chcą zarobić na książce, jednak Ferriss wytłumaczył, że jego marzeniem było napisać bestseller. Szczere i wiarygodne.
Książka czeka na mnie w Bibliotece Jagiellońskiej. Ten kto ją trzyma przez całe wakacje niech ją w końcu odda!
Nie mogę się doczekać, kiedy ją będę miał w swoich rękach!
“Nie mogę się doczekać, kiedy ją będę miał w swoich rękach!” – i prawidłowo hehe.
Za yossarian, książki którymi się zachwycacie uczą jednego na pewno: napisz taką samą książkę tylko z ciekawszym polotem, językiem, urozmaić i sprzedawaj. Wtedy będzie tip top. A tak.. ja bym np. chciał poznać takie zestawienie, dajmy ok. stu milionerów, którzy zarobili pracując. I zróbmy studium przypadków w jakim czasie, jak do tego doszedł i ile pracy musi wkładać w to po przekroczeniu magicznego miliona? To dopiero bardziej życiowy przykład.
Nie jestem pesymistą, jak wspominałem, tego typu publikacje zwracają moje zainteresowanie bo chcę na części pierwsze poznawać mechanizmy retoryki motywującej. A miłe są takie ładnie brzmiące, zwięzłe porady. Prawdziwe jak najbardziej, ale równie prawdziwe jak niekiedy rada, że być szczęśliwym to czynić w życiu zawsze dobrze. Niby takie proste i oczywiste
Marcinie, powiadomienia działają, że aż miło. Raz jeszcze serdeczne dzięki
Krzysiek G., masz rację i nie masz racji. Pasywny dochód faktycznie mizernieje, jeżeli nie doglądać go. Podobnie dzieje się, gdy ktoś opiera się wyłącznie na jednym-dwóch źródłach PD. Ale gdy masz ich kilkanaście – sprawa wygląda zupełnie inaczej.
Yossarian, może i zarabiają na sprzedaży marzeń, ale każdy z nich pokazał własnym przykładem, że jest to możliwe. Z nich dwóch bliżej mi do Ferrissa, bo operuje w bliższej mi rzeczywistości i jego pomysły nie wymagają aż takich nakładów finansowych (Kiyosaki, o ile dobrze pamiętam, stawia na nieruchomości, a tu jest duuuużo – jak dla mnie – kombinacji). Poza tym myślenie Ferrissa nie opiera się na robieniu z ludzi milionerów, a na zapewnieniu im pewnego rodzaju wolności.
Marcinie, myślę, że Ferriss na książce zarobił jednak grubo, niż milion zielonych
Inna sprawa to to, że nie spoczywa na laurach: dalej pracuje, pomnaża swój majątek, właśnie napisał drugą książkę, a na domiar wszystkiego – jest aniołem biznesu. Nie nudzi się, nie ma co
Mauro – świetny pomysł na wpis, poszukam jakichś danych.
Paweł – dzięki za informację.
Z tym dochodem pasywnym to w sumie można napisać, że jeden ciężko można za taki uznać, ale jak ma się takich kilkanaście to tworzy się stały dochód, nawet jeżeli któryś z nich zaniedbamy.
Czytałem u niego na blogu, że pisze drugą książkę i że jest aniołem biznesu – miałem o tym napisać w drugiej części. Co do tego miliona to nie byłbym taki pewien, ile musiałoby się sprzedać egzemplarzy? Kilkaset tysięcy? Chyba, że rzeczywiście tak dobrze się sprzedała. Z tego co wiem autorzy dostają mały procent od sprzedaży.
Książki motywujące i biznesowe to zawsze coś w stylu “zmień swoje życie”. Jednak ja uważam, że rozsądnie dobierając rady w nich przedstawione można samemu osiągnąć sukces. Gdybym nie czytał tych książek to pewnie nie założyłbym tego bloga i do głowy by mi nie wpadło, że zwykły człowiek może i często staje się milionerem.
Paweł Kata, trudno mi sobie wyobrazić sytuacje, że masz kilkanaście dochodów pasywnych. Za dochód pasywny jestem w stanie przyjąć tylko taki, który nie wymaga pracy albo wkład pracy jest marginalny. Tak naprawdę to taki dochód jest słaby jak np. zyski z lokaty bankowej czy z wynajmu nieruchomości. Na pewno nie zaliczałbym do dochodu pasywnego jakiegokolwiek biznesu, gdyż uważam, że jest to iluzja że po rozwinięciu biznesu nie trzeba już pracować. Albo wiec przekazujemy to zawodowemu menedżerowi, którego i tak trzeba pilnować (a to też jest praca i wcale niełatwa) albo wystawiamy biznes na ryzyko utraty rynku na skutek zmian rynkowych lub działania konkurencji. Jeżeli mówimy o tym drugim, to uważam, że ryzyko inwestycji przewyższa potencjalne zyski – mówiąc krótko że stracisz całość pieniędzy z tej inwestycji przy ograniczonych zyskach. To już chyba lepiej sprzedaż biznes i włożyć na lokatę.
Krzysiek G. – prosty przykład ode mnie. Oprócz tego bloga prowadzę jeszcze m.in. dwie strony, które uaktualniam ostatnio nawet rzadziej niż na kilka tygodni. Od końcówki marca zarobiłem na nich koło 500 zł, a wkład pracy do tej pory to maksymalnie 30-40 godzin.
Nie są to może jakieś oszołamiające kwoty patrząc na stawkę godzinową przez cały okres od końca marca, ale ja się tym zajmuję obecnie około 2-3 godzin miesięcznie. Za sierpień by wychodziło, że moja jedna godzina pracy jest warta około 30 zł.
Napisałeś: “albo wkład pracy jest marginalny” – myślę, że kilka godzin miesięcznie to jest marginalny wkład. Oczywiście, to nie są jakieś wielkie sumy, ale póki nie mamy dużego kapitału to odsetki z lokat to też małe sumy.
Marcin. Miło się dyskutuje, no nie ?
No ok, ten twój przykład też bym zaliczył do dochodu pasywnego i pewnie jeszcze wiele osób jest w stanie podać inne przykłady.
Nie atakuje dochodu pasywnego jako takiego, który nie istnieje ale jako taki, którego wartość do budowy bogactwa jest niewielka a poleganie tylko na nim jest wręcz niebezpieczne. Tak naprawdę to ile takich dochodów pasywnych trzeba by było mieć aby mówić o bogactwie. A co z zasadą Pareto ? Czy część z nich nie było by jednak stratą czasu ?
“Tak naprawdę to ile takich dochodów pasywnych trzeba by było mieć aby mówić o bogactwie” – o tym w dzisiejszym wpisie. Odpowiedź jest całkiem prosta.
Nie patrzyłbym na to w kategoriach ilości, ale jakości. Ferriss miał tylko jeden główny biznes, sporo z niego zarabiał, ale w końcu go sprzedał i został aniołem biznesu. Oprócz tego ma odłożone co najmniej kilkaset tysięcy dolarów na emeryturę (o czym pisze w książce). Nie polega więc tylko na dochodach. Jemu chodzi o stałe wpływy, ale i o końcowy efekt – np. sprzedaż biznesu.
Ostatecznie i tak wolałbym polegać na pasywnym dochodzie niż na etacie. Nic nie jest pewne, ale pasywny dochód jest zdecydowanie przyjemniejszy od etatu. Chyba się z tym zgodzisz.
Krzyśku G., w chwili obecnej mam dokładnie 8 źródeł pasywnego dochodu, które mnie utrzymują. Tak, nawet, gdybym zupełnie nic nie robił, dzięki nim będzie mnie stać na opłacenie dachu nad głową, rachunków i życiowe przyjemności (ale tutaj oczywiście bez przesady). A że żyję oszczędnie i w latach grubych odkładałem pieniądze, mam zbudowany fundusz awaryjny, inwestycyjny i rozrywkowy. Zero kredytów.
Ale widzisz, Krzyśku, ja dalej pracuję i rozwijam kolejne źródła. Różnica, w porównaniu do etatu, polega na tym, że robię co chcę, kiedy chcę, jak chcę i gdzie chcę. A jak akurat nie chcę, to nie robię. Poza tym cały czas towarzyszy mi świadomość, że każda praca, jaką wykonuję, będzie bezpośrednią korzyścią dla mnie, a nie dla mojego szefa, który mi potem “wydzieli” z budżetu firmowego, leżąc na leżaku na Majorce i popijając drinka, który opłaca z pięć razy większych korzyści uzyskanych z mojej pracy…
Chcę za niedługo założyć firmę, ale będzie również prowadzona prawdopodobnie bez mojego udziału (albo z minimalnym, cztery godziny w tygodniu, hehe) i będę outsource’ował co się da (a w dzisiejszych czasach da się BARDZO dużo). Automatyzacja, jak opisuje to Tim, jest możliwa. Można usunąć siebie z równania i dalej czerpać korzyści.
kiedy będzie 2 część ? pozdro
Dzisiaj.
@Marcin
Najważniejsze jest jednak to co napisałeś – nie ilość a jakość.
Zdecydowanie przyjemniejszy
@Marcin i Paweł Kata
Nie porównywałem pracy na etacie do dochodu pasywnego. Chodzi mi raczej o to, że dochód pasywny (a wiec dla mnie taki, który nie wymaga pracy własnej albo wkład pracy jest marginalny) może cię uczynić bogatszym, ale nie bogatym.
To co moim zdaniem może cię uczynić bogatym to własna działalność taka czy inna, która jednak wymaga wkładu pracy (a wiec również wiedzy i umiejętności), a bardzo często warunkami sukcesu są też pasja, kapitał i szczęście.
Krzyśku, walnę prosto z mostu: są branże, w których nie potrzeba się spinać. Owszem, początkowy nakład pracy jest zazwyczaj dość duży, ale potem ma się już spokój i można kręcić interes poświęcając przysłowiowe cztery godziny na tydzień.
Jestem pewien, że jak pomyślisz, to na coś kreatywnego wpadniesz. Dróg jest wiele.
dajcie spokoj, ta metoda zaklada ze uda nam sie wpasc na super unikalny pomysl, 1 osobie na 1000000000 to sie uda.
Podczas gdy w normalny sposob tez da sie zarobic sporo, <a href=”http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,6507276,Firma_Kulczyka_znalazla_gaz.html”>Jan Kulczyk</a> inwestujac “po staremu” zarabia nie mało.
Może i zarabia niemało, ale musi temu przyporządkować całe swoje życie i bez przerwy żyć pod napięciem.
Ta metoda nie zakłada, że wpadniemy na unikalny, niesamowity i tak dalej pomysł. To ma być po prostu dobry pomysł.
Oczywistym jest, że ludzie pokroju Ferrisa muszą należeć do elity, bo gdyby każdy mógł być nim, to nie byłoby na kim zarabiać
“Może i zarabia niemało, ale musi temu przyporządkować całe swoje życie i bez przerwy żyć pod napięciem.” – a czy dążąc do “niezależności finansowej” jaką sobie obierają młodzi ludzie na starcie w dorosłym życiu jest pozbawiona podporządkowań pod MASĘ różnych wyrzeczeń i tresurę własnej konsekwencji? Myślę, że jest proporcjonalnie obciążona.
Jest, ale do pewnego momentu. Jak prowadzisz korporację to 24/7.
Kiedy prowadzisz korporację, to najczęściej jej struktura opiera się na kilku poziomach kadry managerskiej, która zarządza całym biznesem.
Oczywiście, przez 24h na dobę, przez 7 dni w tygodniu jesteś narażony na różne biznesowe zagrożenia, ale najczęściej masz wtedy sztab prawników z paru różnych kancelarii adwokackich, którzy podwoją i potroją się, żeby ochronić Twoje cztery litery
W korporacji większym zagrożeniem dla właściciela jak wykorzystanie w jak najefektywniejszy sposób, posiadanych przez nią zasobów ludzkich, ukierunkowanych w wyznaczone cele.
Tak czy siak dla mnie to prosta droga do totalnego zniewolenia i to nawet gorszego niż etat hehe.
Myślę, że wpierw musiałbyś posmakować więcej takiej pracy na etacie i takiej na stanowisku kierowniczym. Czasami bywa tak, że drzemie w człowieku lew i dopiero odkrywasz to pnąc się po szczeblach na etacie do stanowisk kierowniczych. Nawet jeżeli pracujesz więcej niż gdybyś miał swój interes, to zarabiasz porównywalnie i.. o dziwo Cię to wkręca bo ten lew się budzi i okazuje się, że to jest to, adrenalina, napięcie i praca w machnie korporacji. Po prostu czasami pewne rzeczy w nas samy nas potrafią zaskoczyć i się uaktywnić w dogodnym momencie
Kto wie co będzie za 10 lat
może będziesz prezesem jakiejś firmy i będziesz to lubił, a wspomnienie o krezusach co pracują 4h tygodniowo będziesz uważał, za wygodnictwo i marzenie leniuchów
Pracowałem w dużej korporacji, co prawda nie na stanowisku kierowniczym, no może troszeczkę (junior project manager) i rzeczywiście przyznaję Ci rację Mauro. Praca w korporacji bywa super wyzwaniem i mnie do pewnego czasu marzyło się wspinanie po jej szczeblach.
Niestety, przy pracy w korporacji masz w mniejszy lub większy sposób związane ręce. Rzadko kiedy masz 100 procentowe uprawnienia decyzyjne. A jednak w przypadku działalności gosp. to bardzo ułatwia wiele rzeczy i poszerza wąskie gardła.
Poza tym, ja osobiście uwielbiam robić coś z niczego. Startować od zera, iść tam, gdzie mi się podoba. Wiąże się to z tysiąc razy większym stresem niż na ciepłej posadce, ale także z wiele razy szybszym zdobywaniem kontaktów, doświadczenia i czasami majątku
Mauro – rozumiem o czym mówisz. Ja jednak po prostu czuję, że nie mam predyspozycji do zarządzania ludźmi. Nie lubię pracować w grupie, jestem indywidualistą i denerwuje mnie jak muszę się dopasowywać do reszty.
Piotrek – dokładnie, proces twórczy to coś ważnego. Niektórzy wolą stworzyć coś własnego zamiast iść “na gotowe”.
Hm…, no tak , ale czy ktoś ma jakiś fajny pomysł na zarabianie pieniędzy …, bo dalej nic niewiem !!!! lleexx@interia.pl
Konkretnymi pomysłami raczej nikt się nie podzieli, trzeba na to wpaść samemu. Pomysł kosztuje.
Pozwole sobie zauważyć, że wersję audio tej książki można pobrać za darmo i legalnie z Audible.com. Więcej szczegółów tutaj: http://www.kierunek-sukces.pl/2009/11/4-ro-godzinny-tydzien-pracy-timothy-ferris-do-pobrania-za-darmo.html
Polakom, zapisanym w Audible, wyskakuje taki oto komentarz:
“We are not authorized to sell this item to your geographic location.”
Niestety z darmowego audiobooka 4HWW lipa, chyba, że ktoś zamaskuje swoje IP, ale wtedy to już byłaby kradzież :-/
Pawle robisz wiele szumu, a chyba nie przeczytales dokladnie co sam Tim Ferris napisal na swoim Twitterze. Nalezy jako kraj wybrac USA. Nie trzeba robic jakiegos “maskowania IP”. Nie wiem skad Twoje sugestie dotyczace tego typu postepowania… i twierdzenie ze ktos kogos probuje okrasc.
Krzysztof błyskawicznie podsunął rozwiązanie tego problemu. Serdeczne dzięki
Krzyśku, masz trochę rację – za zamieszanie przepraszam. Na swoją obronę mam to, że ja sprawdzałem tą opcję 2 minuty po tym, jak opublikował pierwsze info o 4HWW – jeszcze bez sugestii wyboru USA za kraj. Założyłem konto na PL i była lipa.
Dzięki za informację. Ja mam to na papierze w oryginale i mi wystarcza, ale czekam na rozszerzone wydanie (zapowiada się bardzo ciekawie, bo mają być dodane przykłady różnych ludzi).