Jak zostać milionerem – poznaj cztery fascynujące plany cz. 1

Autor: http://www.flickr.com/photos/mashafeeg/
Dzisiejszym wpisem chcę zainspirować czytelników, aby ułożyli sobie dokładny plan zdobycia miliona. Jak wiadomo bez planu niewiele da się osiągnąć – czy to szukamy jakiegoś miejsca bez mapy, czy ruszamy z biznesem bez biznesplanu, osiągnięcie celu jest znacznie trudniejsze. Jak mogą więc wyglądać plany na zdobycie miliona?
Podwajamy majątek
Jak pewnie wiedzą stali czytelnicy moja droga do miliona realizowana jest z pomocą harmonogramu milionera. Ten plan polega na corocznym podwajaniu majątku. Na własnych błędach nauczyłem się już, że należy wyznaczyć sobie majątek na pierwszy rok na niższym poziomie. W moim przypadku jest to 7 812,50 zł. Podwajając sumę co rok, po 8 latach mamy okrągły 1 000 000 zł. Jeżeli ustalamy sobie plan 11-letni, majątek uzbierany po roku powinien wynosić tylko 976,56. To dobry plan dla młodszych osób. Pierwsze lata pozwalają na spokojną edukację finansową.
Przy planie 10-letnim pierwsza docelowa kwota powinna wynosić 1953,16 zł. Przy planie 9-letnim jest to 3 906,25 zł, przy 8-letnim 7 812,50, przy 7-letnim 15 625 zł i tak dalej. Jako majątek należy uznać wszystkie posiadane przez nas aktywa – czyli zarówno oszczędności na rachunku oszczędnościowym, zainwestowane na giełdzie czy w fundusze inwestycyjne pieniądze, gotówka w portfelu i na koncie osobistym jak i na przykład nieruchomości (posiadane na własność, nie na kredyt) czy towar (w przypadku biznesu). Oczywiście sporo musi być tutaj szacowane, jednak jak już wcześniej wspominałem 1 milion złotych to suma symboliczna, tym bardziej, że całkiem niedługo będziemy się rozliczać w euro. Nie można także zapomnieć o inflacji, o której wspomniał w komentarzu Matimatyk:
Otóż jak wiemy USA drukują pieniądze, Szwajcaria drukuje, Wielka Brytania itd. itd. każdy z nas wie, o co chodzi – nie będę się rozpisywał. Jak większość ekonomistów (i zwykłych ludzi) przypuszcza – spowoduje to niepohamowaną inflację, być może hiperinflację. Jeżeli będziemy mieli tak ogromny spadek wartości pieniądza, Twój cel 1 miliona może być śmieszny. Być może starczy np. na dobry obiad w restauracji
. Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi?
Polecam dlatego ustalenie sobie np. wielokrotności średniej pensji w danym roku. Np. do końca tego roku – 2 albo 3 krotność pensji obowiązującej w grudniu tegoż roku. Czy nie byłoby to dobre zabezpieczenie przed działaniami nierozważnych zagranicznych banków?
Myślę, że w przypadku niskiej inflacji (np. 2%) nie trzeba podejmować żadnych kroków. Gdyby jedna wystąpił tak ekstremalny scenariusz, aby się przed nim uchronić wystarczyłoby po prostu na początku roku zaktualizować sobie kwotę do zdobycia. Jeżeli na przykład do końca roku X mamy zdobyć 15 625 zł, a inflacja w roku X-1 wyniesie 10% (przypominam, że mówimy o ekstremalnym scenariuszu), to zmieniamy kwotę do zdobycia na 15 625 + 0,1 * 15,625 = 17187,5 zł.

autor: http://www.flickr.com/photos/nattu/
Deadline’y i etapy
Drugim ciekawym sposobem, według którego działa autor bloga http://milionztysiaca.blogspot.com, jest podzielenie sobie miliona na etapy, na przykład pierwszy etap to 10 000 zł, drugi etap to 100 000 zł, a trzeci to wymarzony 1 000 000 zł. Autor wspomnianego bloga wyznaczył sobie 10 000 do 2010 roku, 100 000 do 2015 roku i 1 000 000 do 2020 r. Jak więc widać plan staje się coraz bardziej ambitny z każdym etapem – najpierw 10 000 w 21 miesięcy (autor wyznaczył ten cel w kwietniu), czyli średnio 476,19 zł miesięcznie, później kolejne 90 000 w 60 miesięcy, czyli średnio 1500 zł miesięcznie i w końcu 900 000 również w 60 miesięcy, czyli 15 000 zł miesięcznie.
Milion można sobie podzielić również na więcej etapów z krótszymi deadline’ami (nieprzekraczalnymi terminami), co może być jeszcze bardziej motywujące, na przykład dajemy sobie 2 lata na zdobycie pierwszych 10 000, 2 lata na zdobycie łącznie 50 000, 3 lata na łączną kwotę 250 000 zł, 2 lata na łączną kwotę 500 000 zł i ostatnie 3 lata na brakujące 500 000, co daje łącznie 12 lat.
Spodobał Ci się ten wpis? Już niedługo druga część!
A może już masz swój plan? Jak on wygląda? Podziel się w komentarzu!
Jak zostać milionerem – poznaj cztery fascynujące plany cz. 1 | Jak zostać milionerem – poznaj cztery fascynujące plany cz. 2
Kliknij i przeczytaj także:
- Jak zostać milionerem – poznaj cztery fascynujące plany cz. 2
- Cztery kroki do sukcesu finansowego
- Jak zostać milionerem w wieku 18 lat, czyli historia Gurbaksha Chahala
- Harmonogram milionera
- Jak zyskać dziennie 3 godziny i 42 minuty a przy tym stać się milionerem?
Jeśli spodobał Ci się ten wpis, skomentuj go. Zasubskrybuj RSS, żeby nie przegapić żadnego wpisu. Jeżeli nie wiesz czym jest RSS, poczytaj o nim tutaj. Kliknij tutaj i dołącz do grupy na Facebooku, a otrzymasz dodatkowe artykuły i aktualizacje. Śledź mnie także na Twitterze.
Trackbacki
Komentarze
Komentarzy: 38 do “Jak zostać milionerem – poznaj cztery fascynujące plany cz. 1”- Zasady komentowania: traktuj innych jak ludzi, nie obrażaj i nie wyśmiewaj. Konstruktywna krytyka jest w porządku, ale niegrzeczne i niedojrzałe komentarze są kasowane. Komentarze, które mają na celu jedynie reklamowanie jakiejś strony również są kasowane. Masz wątpliwości? Przeczytaj zasady użytkowania. Jeżeli piszesz dłuższy komentarz, kopiuj go do schowka w czasie pisania. Dzięki temu nie utracisz go, jeżeli wystąpi jakiś błąd. Miłej dyskusji.
-
Ja niestety nadal podążam bez planu. Nie potrafię stworzyć dla siebie czegoś realnego do osiągnięcia, czegoś co jednocześnie zmobilizuje mnie do wytężonej pracy. Nieustannie staram się pomnażać kapitał i moim celem jest niezależność finansowa. Ciężko mi na tym etapie określić, czy zdobędę ją mając 500 tysięcy czy może 5 milionów.
Pozdr.
-
Chętnie podzielę się moim planem, ale zacznę od celu. W sierpniu 2008 postanowiłem, że w 3 lata zdobędę pieniądze na nowe Porsche Cayenne (jakieś 300 tys. PLN) oraz mieszkanie (kolejne 300 tys.). Poszedłem trochę na żywioł i zaplanowałem jedynie część dochodów, licząc, że pomysły przyjdą po drodze (i tak się dzieje). Założyłem sobie, że po kilku miesiącach dla nabrania rozpędu będę zwiększał swoje dochody pasywne o 200 zł miesięcznie. W ten sposób latem 2011r. powinienem osiągnąć miesięczny dochód pasywny w wysokości 6 tys. PLN. Na razie jest mały poślizg, ale pracuję już nad tym, żeby nadrobić i iść dalej zgodnie z planem. Jednak niezależnie od końcowego efektu już skorzystałem na podjęciu się tego zadania. Moje życie zmieniło się na lepsze zachęcam Was wszystkich do wytyczania sobie ambitnego celu.
-
Ja z kolei uważam, że jakiekolwiek dążenie do zostania milionerem to mocne uproszczenie. Nie chodzi mi naturalnie o to, że jest to nieosiągalne – o nie. Po prostu mam na myśli to, że powtarzane wszędzie słowa, takie jak: „milion”, „milioner” itp. są dla wielu ludzi po prostu synonimem słowa „bogactwo”.
Czy posiadanie miliona automatycznie czyni mnie bogatym? Uważam, że nie.
Właśnie dlatego moim bezpośrednim celem nigdy nie było i nie będzie samo w sobie zostanie milionerem.
Za cel postawiłem sobie coś takiego:
„Nie pracować od 36-tego roku życia”.
Oznacza to ni mniej, ni więcej to, że w ciągu 10-ciu następnych lat powinienem zbudować sobie takie źródła pasywnego przychodu i oszczędzić tyle pieniędzy, które mi to zapewnią.
Dla mnie bogactwo to wolność i spokój. Wolność robienia tego, co się chce, kiedy się chce i jak się chce. Spokój o to, że w każdej sytuacji wymagającej finansów pojawiającej się dziś, czy w tej która pojawi się za 10 lat – dam sobie radę. Spokój, że rodzina, którą założę będzie miała zapewnione wszystko, co potrzeba do życia na wyższym, niż średni, standardzie.
Gdy masz powyższe, nie dość, że posiadanie miliona przestaje być w ogóle istotne, to jeszcze – żeby było wesoło – on i tak przyjdzie do Ciebie sam…
-
Marcinie, może źle zrobiłem, że nie walnąłem „elaboratu” na każdy z wymienionych przeze mnie w komentarzu informacji, wtedy zrozumielibyśmy się lepiej. Tak to już jest, że jak się ktoś naczyta literatury o finansach osobistych, motywacji, pasywnym dochodzie, inwestowaniu itp. i na ich podstawie wyrobi sobie jakiś plan działania, określi cele, to potem już tylko pisze skrótami myślowymi
Zatem…
Nie chodziło mi o utrzymywanie się tylko z odsetek. Bardziej mojemu „niepracowaniu” bliżej do koncepcji Tima Ferrissa, czyli: zbuduj biznes, zautomatyzuj go, oddaj w dobre ręce, a sam od czasu do czasu kontroluj poczynania managera, popracuj od czasu do czasu i korzystaj z mini-emerytur ile się da.
Z wypadnięciem z obiegu masz całkowitą rację, ale wszystko zależy od branży w której siedzisz. W finansach o wiele łatwiej wypaść z obiegu niż np. w takiej produkcji boilerów. Ja właśnie chcę się zająć takimi „boilerami”, które mnie będą kosztowały mniej wysiłku, żeby być na bieżąco.
Czy mój cel jest zbyt ogólny? Raczej tak. Problem w tym, że nie jestem w stanie go w chwili obecnej doprecyzować. Nie mam jeszcze rodziny, przede mną masa dużych wydatków, po drodze pewnie wpędzę się w kredyt mieszkaniowy. Kiedyś wywiesiłem sobie kartkę z napisem „Od 36-go roku życia będę zarabiał 3000 złotych miesięcznie pasywnego dochodu”. To było dwa lata temu. Dziś brak mi średnio 300 złotych/miesiąc do tego poziomu, ale co z tego? I tak poprzeczkę muszę podnieść jeszcze wyżej, bo taka kwota to i tak za mało na utrzymanie rodziny i odkładanie na wolność finansową. Kiedyś myślałem jak kawaler, teraz myślę jak głowa przyszłej rodziny. Jak będę myślał za 5 lat? Nie wiem, dlatego uważam, że dokładnie ta kwota doprecyzuje się już po ślubie i narodzinach dzieci. Póki co jest to dopiero start.
Dalej, odnośnie „niepracowania”… w poprzednim komentarzu chciałem wspomnieć, że chciałbym „niepracować” właśnie tak, jak robią to np. Steve Jobs czy Siergiej Brinn. Wtedy wszystko byłoby od razu jaśniejsze. Naturalnie, nie będę od swoich 36-tych urodzin siedział tylko przed tv czy kompem. O nie! Ale wtedy będę robił wyłącznie to, co będę kochał i co mi będzie sprawiało satysfakcję. Ten wiek jest dla mnie maksymalną granicą, do której jeszcze potencjalnie będę mógł pracować na kogoś, w czyjejś firmie. Potem już na swoje. Naturalnie, jest to maksymalna granica
Twoja konkluzja jest niesamowicie błyskotliwa i doskonale oddaje moje podejście do życia i pracy: po prostu chcę być tym szczęśliwym, wolnym i spokojnym Allenem w piżamie
-
Na początku dzięki za wzmiankę.
Co do dyskusji, to zarówno wszyscy jesteśmy zgodni, że ten „milion” jest tylko symboliczny. Jest to dużo i mało zarazem. Nasze wyobrażenia o byciu milionerem są podobne, ale za to zupełnie inne niż u większości ludzi. Przeciętny zwycięzca w lotto szybko pozbywa się swojej wygranej właśnie przez błędne wyobrażenia o byciu milionerem.
W tych planach zdobycia miliona chodzi bardziej o sam fakt wypełnienia postanowienia i dotarcia do celu niż o konkretne liczby. Niezależność finansowa i czasowa jest dla każdego czymś innym.Co do Tima Ferrissa to nie wiem czy napisał coś jeszcze, ale „4-godzinny tydzień pracy” jest książką o tyle korzystną, że zwraca na być i robić bardziej niż na mieć. Nie jest książką typowo motywacyjną, bo Tim pisze o tym jak żyje. Projektowanie stylu życia, miniemerytury, automatyzacja, koncepcje podróży tańszych niż siedzenie w domu…
-
Ferriss robi robotę, serio. To moja książka #1 z dziedziny finansów osobistych/motywacji/lifestyleu. Kto nie czytał – gorąco zachęcam. Ja sam przeczytałem go 3 razy po angielsku, raz po polsku, a do tego słuchałem również 3 razy po angielsku (nawet dziś, robiąc pranie w Penzance słuchałem Tima). W Polsce wydało jego książkę wydawnictwo MT Biznes, ale tłumaczenie jest żałosne. Właśnie dlatego gorąco zachęcam do poczytania oryginału. Można go sobie załatwić choćby z Amazona. Innych książek Tim jeszcze nie napisał, ale z tego, co mi wiadomo, za niedługo ma wyjść jego druga książka.
Reasumując – GORĄCO POLECAM
PS. D.E.A.L. rządzi!
-
D.E.A.L. rządzi ale dla co niektórych może być D.E.L.A….Tłumaczenia zawsze są jakie są. Ferriss prowadzi bloga, kilka razy wspomnianego w książce. Parę ciekawych rzeczy idzie tam wygrzebać do poczytania.
-
Marcinie, mnie zastanawia inny aspekt Twojego planu.
Bardzo ciężko jest podwajać swoje zarobki. Nawet jeśli w ciągu paru miesięcy uda Ci się zwiększać te zarobki, to z każdym następnym miesiącem będzie to coraz trudniejsze.Czy masz jakieś plany awaryjne, czy wiesz co zrobisz, jeśli za rok czy dwa okaże się, że jeden z Twoich punktów w osiągnięciu głównego celu będzie na najbliższe parę miesięcy nie do przekroczenia?
Jeśli dobrze pamiętam, mieszkasz jeszcze z rodzicami (powiedz mi jeśli się pomyliłem bo to całkiem prawdopodobne) czy bierzesz pod uwagę moment, w którym Twoi rodzice przestaną Ci pomagać i będziesz się musiał od nich uniezależnić?
Żeby było jasne w żaden sposób nie chcę krytykować Twojego planu. Plan to podstawa. Jednak w ostatnich miesiącach nauczyłem się, że żeby dany cel został osiągnięty wg planu, musimy na bieżąco przewidywać wszystkie możliwe ewentualności/scenariusze i zapobiegać problemom, które mogą się pojawić. A to jest bardzo trudne.
-
„Czytałem trochę książek z wydawnictwa MT Biznes i były dobrze przetłumaczone. ” a czy czytałeś oryginalne angielskie wersje tych książek? Jeśli nie to nie możesz powiedzieć, że były dobrze przetłumaczone
„Pierwsze 4 lata obecnego harmonogramu (do 2013 r.) uważam za bardzo realne i nie powinienem mieć z nimi problemu. Przez ten czas będę mógł rozwinąć biznes, nauczyć się inwestowania itd.”
Rozumiem, że 4 lata dlatego, że po tym okresie skończysz studia i będziesz mógł w 100% zająć się swoimi interesami? Też mam podobne podejście.„Podwajanie dochodów było dobrze wyjaśnione w książce “Sekret milionera”. Chodzi o to, że to łatwe do przyjęcia dla mózgu, nie żadne procenty czy kwoty, tylko po prostu podwojenie. ” Jak w wakacje zrobię sobie 2 tygodnie przerwy, które planuje od jakiegoś czasu, to wtedy odezwę się do Ciebie po listę tych książek. Chętnie przeczytam polecane przez Ciebie tytuły.
Mimo wszystko ciężko mi uwierzyć, możliwość podwajania swojego dochodu. Ja na przykład w tamtym roku miałem całkiem spory dochód jak na studenta, i już dzisiaj wiem, że w tym roku będzie dużo gorzej przez „kryzys” etc.
„nigdy nie możemy jednak tak naprawdę przewidzieć, co się stanie następnego dnia.” nie chodziło mi o to, żeby przewidzieć to, co się stanie następnego dnia. Chodzi mi o to, że w drodze do sukcesu, działając wg planu zawsze napotykamy na jakieś problemy.
Z doświadczenia wiem, że przy odrobinie rozsądku w trakcie tworzenia planu musimy starać się przewidzieć wszelkie ewentualności/wyjątki, co pozwoli nam zapobiec przyszłym problemom.
Czekam na kolejne części tekstu
-
Dobre podejście
ale tak czy inaczej walcz o swoje jeśli chodzi o tą windykację. Kiedyś jeden typ oszukał mnie na allegro na 500zł, i 2 lata go ścigałem i sądziłem się. Co prawda odzyskałem jedynie 3/4 sumy, którą wpłaciłem mu na konto, ale tak czy inaczej warto było walczyć o swoje
Swoją drogą, off the topic: fajnie by było kiedyś zrobić zjazd blogowiczów w jakimś miejscu
ze swojej strony proponuje Kraków
-
Ferriss w oryginale jest nie do przebicia. Basta
Jednym z powodów, dla których tak bardzo lubię tę książkę i tak często do niej wracam jest właśnie humor, w zasadzie nieprzetłumaczalny na język polski.Co do podwajania dochodu i łatwości w recepcji tej koncepcji [;-)] to uważam, że to trochę lanie wody. Dla mnie tak samo łatwo jest zrozumieć koncepcję +20% jak i +100%. I uważam, że dla większości ludzi również.
Inna sprawa to to, że podwajanie dochodu po pewnym czasie robi się coraz cięższe. Fakt, rozkręci się jakąś stronkę czy biznesik, wszystko idzie super, ale potem ciężko jest ponownie przekroczyć próg.
Tak w ogóle to pozdrawiam studiujących (i szczerze zazdroszczę! studia to dla mnie najwspanialsze lata życia)
Gorąco zachęcam do podejmowania działań już teraz. Sam rozpocząłem budowę swoich e-biznesów na trzecim roku studiów i na szóstym już się z nich bezproblemowo utrzymywałem. Co by było, gdybym zaczął na pierwszym? Nie wiem, może miałbym o wiele więcej źródeł pasywnego przychodu… w każdym bądź razie im wcześniej, tym lepiej.Co do Kokosa, to szkoda, że tam są kręcone wałki. Korcą mnie pożyczki społecznościowe, jako banalne w obsłudze źródło pomnażania pieniędzy, ale ryzyko wplątania się w windykacje (i, co za tym idzie, utrata części kapitału) wydaje się być bardzo duże. Póki co kiszę oszczędności na emaksie, ale chyba wplątam się w jakąś lokatę krótkoterminową.
-
Co do ustalenia harmonogramu to wiesz, plany sobie, a rzeczywistość sobie. Fakt – warto mieć harmonogram, aby wiedzieć w co celować, niemniej jednak dla osoby – powiedzmy – mało przedsiębiorczej, wygenerowanie miliona może zająć nawet całe życie, albo i dłużej (w sensie: nie zdobędzie takich pieniędzy w ciągu życia). Harmonogram to taka wish-lista – chciałbym tyle, staram się tyle zdobyć, ale czy się uda? Nie wiadomo, bo kto przewidzi co stanie nam na drodze za 10 lat, gdy trzeba będzie wg. harmonogramu zdobyć te 50000 pln?
Co do pojęcia „dużo czasu na pozyskiwanie nowych strumieni dochodów” to jest ono nieco… sam nawet nie wiem jak je określić… relatywne? Każdy ma tyle samo czasu. Jeżeli dziś mam odłożyć 1000 złotych w rok, a za 5 lat 16000 pln, to czas na każdy krok wykonania tego zadania jest ten sam: jeden rok. Zatem w piątym roku muszę – sumując wszystkie dochodowe działania – kombinować 16 razy bardziej w tym samym czasie. Stąd popieram bardziej inne podejście, które opisujesz: powiększać aktywa o pewien procent rocznie. Jak dla mnie +20% jest w zasięgu reki i nie kłoci się z moim stylem życia. +100% w zasięgu mojej ręki definitywnie w tej chwili nie jest
Nigdzie nie opisywałem swoich ebiznesów. W zasadzie samo pojęcie „ebiznesy” to tzw. skrót myślowy. Pod tym pojęciem kryją się różne działania, takie jak: moje strony internetowe (czyli dochód z reklam), napisane programy komputerowe, dochody ze sprzedaży mojej książki, przychody wygenerowane za pomocą bezpłatnych publikacji, przychody z różnych PP i obstawianie na zakładach (wiem, to hazard, ale stosuję podejście inwestora i dobrze na tym wychodzę). Dużo tego, ale każdemu działaniu przyświeca zasada: „zrób raz, korzystaj cały czas”. Odkąd skupiam się tylko na tym, idzie mi coraz lepiej
-
Pawel ..ja tez mialem taki cel….i sie udalo…juz nie pracuje ..a firma sie kreci i przynosi mi dochod ktory pozwala mi na utrzymanie siebie na dobrym poziomie …pozdrawiam
-
Mam pewne przemyślenia na temat procentu składanego. Wydaje mi się, że on nie dotyczy np. funduszy, gdyż nie przybywa nam ilości jednostek a jedynie rośnie (częściej spada) wartość tych jednostek. Więcej na moim blogu
-
to o czym piszesz to nie jest procent składany (tylko loteria
) .
a do przemyślenia. kupuje jednostkę za xx zł, spada o 20%, o ile musi wzrosnąć, żebym wyszedł na zero?
-
Wróćmy do kwesti hiperinflacji, ponieważ nie znalazłem odpowiedzi na pytanie co zrobić by pomimo tak dużej inflacji „zatrzymać” wartość pieniądza w danej chwili? Jeśli gdzieś w tych komentarzach jest już podobna odpowiedź- to przepraszam, jeśli nie- to możecie zastanowić się nad moją propozycją.
Otóż: by zachować tą „dobrą” i realną wartośc pieniądza w czasie inflacji lub hiperinflacji warto za ten przysłowiowy milion do którego dążymy kupić coś materialnego. Coś co nie traci na wartości z biegiem lat- a wręcz przeciwnie: zyskuje, lub coś co nie traci zbyt wiele. Inflacja nie przebiega w danym kraju z godziny na godzinę czy z dnia na dzień. To jednak trwa jakiś czas ( nie potrafię go dokładnie określić bo dla różnych warunków jest on po prostu różny)- ale na pewno w tym czasie możemy zmaterializować nasze pieniądze które de facto i tak traca na wartości, i tym „uratować” się przed spadkiem wartości pieniądza, mając coś „namacalnego” i wartościowego. Myślę tu np. o nieruchomościach, o biznesie, o ziemi, o antycznych meblach, obrazach, winie itp.
Z drugiej strony jeśli pieniądz papierowy traci cały czas na wartości to kiedyś musi sięgnąć dna. Kiedyś musi być ten najwiekszy dołek a co za tym idzie- odbicie. Tzn. jeśli za telewizor w czasie hiperinflacji musimy zapłacić 50 tys zł a nie jego realną na dzisiejsze czasy wartość czyli ok 5 tys zł to może warto by pomyśleć odwrotnie? Sprzedać nasze nadwyżki rzeczy materialnych (także moga być takie jak pisałem powyżej które mieliśmy kupić) co w konsekwencji da nam bardzo dużą ilość gotówki ( narazie mało wartościowej). Jeśli mamy szczęście (lub co lepsze wyczucie i smykałkę) możemy poczekać aż nasza waluta umocni się ponownie do wartości przed inflacją- uwzględniając że w kraju nie wybuchnie rewolucja, czy nie dojdzie do zmiany pieniądza jak to miało miejsce w 1989r. Hmm… taki obrót sprawy jest realny, i to bardzo choć ma pare minusów:
- nie jesteśmy pewni tego czy właśnie nie będzie zmiany pieniądza w kraju
- nie jesteśmy pewni kiedy odbije wartość pieniądza (może to być bardzo długi okres czasu)
Tak czy inaczej obie metody mają wielkie zalety jak i wady. Z tym iż ta druga metoda jest bardziej ryzykowna- ale i późniejszy zysk może być nieporównywalnie większy.
Dziwię się też że artykół traktował własnie także w głównej mierze o inflacji a nikt nie napisał o tym co zrobić by uchronić nasze dobra majątkowe jak i same pieniądze.
Pozdrawiam i życzę sukcesów:)
Krzysztof Rajski (www.biegpomilion.blogspot.com) -
Blog traktuje o tym jak zostać rentrierem, oczywiście można nim zostać bez miliona na koncie czy w gotówce- (sic!), ale zazwyczaj jeśli jest się rentrierem i żyje z pasywnego dochodu- ma się ten milion w różnej postaci majątkowej. Tak więc ten blog opisuje także drogę do milionów.
Tak więc warto chociaż ” zagaić” o podobnym problemie i ROZWIĄZANIU który napisałem. Nie wiadomo co się stanie jutro, za rok czy dziesięć lat. W 2006 roku ludzie w PL dosłownie rzucali się na akcje bo wszystko dawało zarobić- nikt ani myślał że może się coś posypać… no i stało się. Więc nigdy nie wiadomo (choć i w naszych czasach są przypadki krajów w których jest hiperinflacja: nie pamiętam dokładniej ale któryś kraj Afryki).
Tak więc w podsumowaniu: uważam że warto zaprzatać sobie głowę takimi sprawami bo wszystko, każdy news, każdy artykuł, anegdota, tekst, książka, INFORMACJA przybliża nas do bycia nie zależnymi finansowo. A bez stosownej wiedzy (nie mam tu na myśli tej szkolnej) nie zrobimy nic…
Pozdrawiam Krzysztof Rajski
http://www.biegpomilion.blogspot.com -
Ale żeby z działania był pożytek trzeba mieć odpowiednią informację, w odpowiednim miejscu i odpowiedniej porze. Do każdej nawet najprostszej działalności finansowej potrzebna jest informacja + działanie + motywacja + inteligentny człowiek + trochę szczęścia + sprzyjające warunki + i dużo PRACY!
Polecam książkę: ” Poza schematem” M Gladwella:) Opisuje ona co przyczyniło się do sukcesu znanych nam ludzi, wbrew powszec hnym pozorom że do wszystkiego doszli sami, własną pracą i dzięki własnej ponadprzeciętnej inteligencji. -
Reguły gry są dla miliarderów pokroju Gatesa takie same jak i tych „małych” milionerów którym chodzi tylko o to by żyć z pasywnego dochodu. Tylko skala i warunki w których rozgrywana jest ta gra są inne- większe. Nie pisałem o tym że kiedyś i my zostaniemy Gatesami czy Buffetami, ale warto parę informacji któe są przydatne wcielić w zycie by zacząć działać jak to napisałeś.
Pozdrawiam
http://www.biegpomilion.blogspot.com








[...] inny od wszystkich, bo będziemy go tworzyć razem. W komentarzach do ostatnich dwóch wpisów (Jak zostać milionerem – poznaj cztery fascynujące plany cz. 1 i Jak zostać milionerem – poznaj cztery fascynujące plany cz. 2) wynikła ciekawa dyskusja o [...]
[...] Jak zostać milionerem – poznaj cztery fascynujące plany cz. 1 | Jak zostać milionerem – poznaj cztery fascynujące plany cz. 2 [...]
[...] planach na zdobycie miliona napisałem jeden dwuczęściowy artykuł: Jak zostać milionerem – poznaj cztery fascynujące plany cz. 1 i Jak zostać milionerem – poznaj cztery fascynujące plany cz. 2. Pytanie do głosujących: [...]