Jak zostać milionerem – poznaj cztery fascynujące plany cz. 1

Autor: http://www.flickr.com/photos/mashafeeg/
Dzisiejszym wpisem chcę zainspirować czytelników, aby ułożyli sobie dokładny plan zdobycia miliona. Jak wiadomo bez planu niewiele da się osiągnąć – czy to szukamy jakiegoś miejsca bez mapy, czy ruszamy z biznesem bez biznesplanu, osiągnięcie celu jest znacznie trudniejsze. Jak mogą więc wyglądać plany na zdobycie miliona?
Podwajamy majątek
Jak pewnie wiedzą stali czytelnicy moja droga do miliona realizowana jest z pomocą harmonogramu milionera. Ten plan polega na corocznym podwajaniu majątku. Na własnych błędach nauczyłem się już, że należy wyznaczyć sobie majątek na pierwszy rok na niższym poziomie. W moim przypadku jest to 7 812,50 zł. Podwajając sumę co rok, po 8 latach mamy okrągły 1 000 000 zł. Jeżeli ustalamy sobie plan 11-letni, majątek uzbierany po roku powinien wynosić tylko 976,56. To dobry plan dla młodszych osób. Pierwsze lata pozwalają na spokojną edukację finansową.
Przy planie 10-letnim pierwsza docelowa kwota powinna wynosić 1953,16 zł. Przy planie 9-letnim jest to 3 906,25 zł, przy 8-letnim 7 812,50, przy 7-letnim 15 625 zł i tak dalej. Jako majątek należy uznać wszystkie posiadane przez nas aktywa – czyli zarówno oszczędności na rachunku oszczędnościowym, zainwestowane na giełdzie czy w fundusze inwestycyjne pieniądze, gotówka w portfelu i na koncie osobistym jak i na przykład nieruchomości (posiadane na własność, nie na kredyt) czy towar (w przypadku biznesu). Oczywiście sporo musi być tutaj szacowane, jednak jak już wcześniej wspominałem 1 milion złotych to suma symboliczna, tym bardziej, że całkiem niedługo będziemy się rozliczać w euro. Nie można także zapomnieć o inflacji, o której wspomniał w komentarzu Matimatyk:
Otóż jak wiemy USA drukują pieniądze, Szwajcaria drukuje, Wielka Brytania itd. itd. każdy z nas wie, o co chodzi – nie będę się rozpisywał. Jak większość ekonomistów (i zwykłych ludzi) przypuszcza – spowoduje to niepohamowaną inflację, być może hiperinflację. Jeżeli będziemy mieli tak ogromny spadek wartości pieniądza, Twój cel 1 miliona może być śmieszny. Być może starczy np. na dobry obiad w restauracji
. Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi?
Polecam dlatego ustalenie sobie np. wielokrotności średniej pensji w danym roku. Np. do końca tego roku – 2 albo 3 krotność pensji obowiązującej w grudniu tegoż roku. Czy nie byłoby to dobre zabezpieczenie przed działaniami nierozważnych zagranicznych banków?
Myślę, że w przypadku niskiej inflacji (np. 2%) nie trzeba podejmować żadnych kroków. Gdyby jedna wystąpił tak ekstremalny scenariusz, aby się przed nim uchronić wystarczyłoby po prostu na początku roku zaktualizować sobie kwotę do zdobycia. Jeżeli na przykład do końca roku X mamy zdobyć 15 625 zł, a inflacja w roku X-1 wyniesie 10% (przypominam, że mówimy o ekstremalnym scenariuszu), to zmieniamy kwotę do zdobycia na 15 625 + 0,1 * 15,625 = 17187,5 zł.

autor: http://www.flickr.com/photos/nattu/
Deadline’y i etapy
Drugim ciekawym sposobem, według którego działa autor bloga http://milionztysiaca.blogspot.com, jest podzielenie sobie miliona na etapy, na przykład pierwszy etap to 10 000 zł, drugi etap to 100 000 zł, a trzeci to wymarzony 1 000 000 zł. Autor wspomnianego bloga wyznaczył sobie 10 000 do 2010 roku, 100 000 do 2015 roku i 1 000 000 do 2020 r. Jak więc widać plan staje się coraz bardziej ambitny z każdym etapem – najpierw 10 000 w 21 miesięcy (autor wyznaczył ten cel w kwietniu), czyli średnio 476,19 zł miesięcznie, później kolejne 90 000 w 60 miesięcy, czyli średnio 1500 zł miesięcznie i w końcu 900 000 również w 60 miesięcy, czyli 15 000 zł miesięcznie.
Milion można sobie podzielić również na więcej etapów z krótszymi deadline’ami (nieprzekraczalnymi terminami), co może być jeszcze bardziej motywujące, na przykład dajemy sobie 2 lata na zdobycie pierwszych 10 000, 2 lata na zdobycie łącznie 50 000, 3 lata na łączną kwotę 250 000 zł, 2 lata na łączną kwotę 500 000 zł i ostatnie 3 lata na brakujące 500 000, co daje łącznie 12 lat.
Spodobał Ci się ten wpis? Już niedługo druga część!
A może już masz swój plan? Jak on wygląda? Podziel się w komentarzu!
Jak zostać milionerem – poznaj cztery fascynujące plany cz. 1 | Jak zostać milionerem – poznaj cztery fascynujące plany cz. 2
Podobne wpisy:
- Jak zostać milionerem – poznaj cztery fascynujące plany cz. 2
- Cztery kroki do sukcesu finansowego
- Jak zostać milionerem w wieku 18 lat, czyli historia Gurbaksha Chahala
- Harmonogram milionera
- Jak zyskać dziennie 3 godziny i 42 minuty a przy tym stać się milionerem?
Jeśli spodobał Ci się ten wpis, możesz go skomentować lub zasubskrybować RSS i otrzymywać nowe artykuły na swój czytnik RSS.

Ja niestety nadal podążam bez planu. Nie potrafię stworzyć dla siebie czegoś realnego do osiągnięcia, czegoś co jednocześnie zmobilizuje mnie do wytężonej pracy. Nieustannie staram się pomnażać kapitał i moim celem jest niezależność finansowa. Ciężko mi na tym etapie określić, czy zdobędę ją mając 500 tysięcy czy może 5 milionów.
Pozdr.
Chętnie podzielę się moim planem, ale zacznę od celu. W sierpniu 2008 postanowiłem, że w 3 lata zdobędę pieniądze na nowe Porsche Cayenne (jakieś 300 tys. PLN) oraz mieszkanie (kolejne 300 tys.). Poszedłem trochę na żywioł i zaplanowałem jedynie część dochodów, licząc, że pomysły przyjdą po drodze (i tak się dzieje). Założyłem sobie, że po kilku miesiącach dla nabrania rozpędu będę zwiększał swoje dochody pasywne o 200 zł miesięcznie. W ten sposób latem 2011r. powinienem osiągnąć miesięczny dochód pasywny w wysokości 6 tys. PLN. Na razie jest mały poślizg, ale pracuję już nad tym, żeby nadrobić i iść dalej zgodnie z planem. Jednak niezależnie od końcowego efektu już skorzystałem na podjęciu się tego zadania. Moje życie zmieniło się na lepsze zachęcam Was wszystkich do wytyczania sobie ambitnego celu.
Cheed – pamiętam, że chyba w książce Bodo Schafera był taki rozdział, w którym można było sobie określić co dla nas znaczy “niezależność finansowa”. Zależy jednak jak się na to patrzy – czy chcesz po prostu przestać pracować po zdobyciu jakiejś sumy i żyć z odsetek czy chcesz iść jeszcze dalej, bo to po prostu pasja. U mnie ten milion to tylko jeden z etapów.
Przemek – “licząc, że pomysły przyjdą po drodze (i tak się dzieje)” – to jest bardzo ciekawa kwestia, bo mam podobnie. Kiedy wyznaczy się sobie jakiś cel, to pomysły same się nasuwają, ułatwiając jego osiągnięcie.
Pomysł z powiększaniem pasywnego dochodu też jest bardzo ciekawy, bo ostatecznie to on daje nam niezależność finansową.
Ja z kolei uważam, że jakiekolwiek dążenie do zostania milionerem to mocne uproszczenie. Nie chodzi mi naturalnie o to, że jest to nieosiągalne – o nie. Po prostu mam na myśli to, że powtarzane wszędzie słowa, takie jak: “milion”, “milioner” itp. są dla wielu ludzi po prostu synonimem słowa “bogactwo”.
Czy posiadanie miliona automatycznie czyni mnie bogatym? Uważam, że nie.
Właśnie dlatego moim bezpośrednim celem nigdy nie było i nie będzie samo w sobie zostanie milionerem.
Za cel postawiłem sobie coś takiego:
“Nie pracować od 36-tego roku życia”.
Oznacza to ni mniej, ni więcej to, że w ciągu 10-ciu następnych lat powinienem zbudować sobie takie źródła pasywnego przychodu i oszczędzić tyle pieniędzy, które mi to zapewnią.
Dla mnie bogactwo to wolność i spokój. Wolność robienia tego, co się chce, kiedy się chce i jak się chce. Spokój o to, że w każdej sytuacji wymagającej finansów pojawiającej się dziś, czy w tej która pojawi się za 10 lat – dam sobie radę. Spokój, że rodzina, którą założę będzie miała zapewnione wszystko, co potrzeba do życia na wyższym, niż średni, standardzie.
Gdy masz powyższe, nie dość, że posiadanie miliona przestaje być w ogóle istotne, to jeszcze – żeby było wesoło – on i tak przyjdzie do Ciebie sam…
Rozumiem Twój punkt widzenia. Ja jednak nie wyobrażam sobie, że miałbym przestać zupełnie pracować i utrzymywać się z samych odsetek, bo wtedy jak to nazwał Donald Trump, “wypadasz z obiegu”. Pisał w jednej ze swoich książek o takim biznesmenie, którzy przestał pracować – zaczął szybciej niż mogłoby się wydawać tracić pieniądze i ciężko mu było wrócić, bo nie był już na bieżąco z tym co się dzieje w biznesie. To pewnie też kwestia ambicji czy chce się jeszcze więcej osiągnąć czy wystarczy jakaś określona suma.
Dla mnie cel “nie pracować od x roku życia” jest zbyt ogólny, ale to zależy jak kto lubi sobie planować. “Zbudować sobie takie źródła pasywnego przychodu i oszczędzić tyle pieniędzy, które mi to zapewnią” – to znaczy ile?
Dla mnie bogactwo to również wolność i spokój i to jest możliwe przy jednoczesnej pracy – ktoś powiedział, że jak znajdziesz zawód, który jest Twoją pasją, to do końca życia już nie będziesz pracował. Dla mnie pasją jest pomnażanie pieniędzy. Można zresztą zauważyć, że chyba każdy znany biznesmen czy inwestor pomimo ogromnej fortuny wciąż prowadzi biznes lub inwestuje, obojętnie czy to będzie legendarny już Warren Buffett czy znany z oszczędności Ingvar Kamprad.
Można do tego podejść w dwojaki sposób – Trump pracuje kilkanaście godzin dziennie, Allen pracuje kiedy chce w domu w dresie. Jeden i drugi jest szczęśliwy i spełniony. Do tego dążę.
Marcinie, może źle zrobiłem, że nie walnąłem “elaboratu” na każdy z wymienionych przeze mnie w komentarzu informacji, wtedy zrozumielibyśmy się lepiej. Tak to już jest, że jak się ktoś naczyta literatury o finansach osobistych, motywacji, pasywnym dochodzie, inwestowaniu itp. i na ich podstawie wyrobi sobie jakiś plan działania, określi cele, to potem już tylko pisze skrótami myślowymi
Zatem…
Nie chodziło mi o utrzymywanie się tylko z odsetek. Bardziej mojemu “niepracowaniu” bliżej do koncepcji Tima Ferrissa, czyli: zbuduj biznes, zautomatyzuj go, oddaj w dobre ręce, a sam od czasu do czasu kontroluj poczynania managera, popracuj od czasu do czasu i korzystaj z mini-emerytur ile się da.
Z wypadnięciem z obiegu masz całkowitą rację, ale wszystko zależy od branży w której siedzisz. W finansach o wiele łatwiej wypaść z obiegu niż np. w takiej produkcji boilerów. Ja właśnie chcę się zająć takimi “boilerami”, które mnie będą kosztowały mniej wysiłku, żeby być na bieżąco.
Czy mój cel jest zbyt ogólny? Raczej tak. Problem w tym, że nie jestem w stanie go w chwili obecnej doprecyzować. Nie mam jeszcze rodziny, przede mną masa dużych wydatków, po drodze pewnie wpędzę się w kredyt mieszkaniowy. Kiedyś wywiesiłem sobie kartkę z napisem “Od 36-go roku życia będę zarabiał 3000 złotych miesięcznie pasywnego dochodu”. To było dwa lata temu. Dziś brak mi średnio 300 złotych/miesiąc do tego poziomu, ale co z tego? I tak poprzeczkę muszę podnieść jeszcze wyżej, bo taka kwota to i tak za mało na utrzymanie rodziny i odkładanie na wolność finansową. Kiedyś myślałem jak kawaler, teraz myślę jak głowa przyszłej rodziny. Jak będę myślał za 5 lat? Nie wiem, dlatego uważam, że dokładnie ta kwota doprecyzuje się już po ślubie i narodzinach dzieci. Póki co jest to dopiero start.
Dalej, odnośnie “niepracowania”… w poprzednim komentarzu chciałem wspomnieć, że chciałbym “niepracować” właśnie tak, jak robią to np. Steve Jobs czy Siergiej Brinn. Wtedy wszystko byłoby od razu jaśniejsze. Naturalnie, nie będę od swoich 36-tych urodzin siedział tylko przed tv czy kompem. O nie! Ale wtedy będę robił wyłącznie to, co będę kochał i co mi będzie sprawiało satysfakcję. Ten wiek jest dla mnie maksymalną granicą, do której jeszcze potencjalnie będę mógł pracować na kogoś, w czyjejś firmie. Potem już na swoje. Naturalnie, jest to maksymalna granica
Twoja konkluzja jest niesamowicie błyskotliwa i doskonale oddaje moje podejście do życia i pracy: po prostu chcę być tym szczęśliwym, wolnym i spokojnym Allenem w piżamie
No teraz to rozumiem, hehe. Czyli cel mamy ten sam.
Muszę sobie sprawdzić książki tego Ferrissa, bo nie czytałem nic od niego.
Na początku dzięki za wzmiankę.
Co do dyskusji, to zarówno wszyscy jesteśmy zgodni, że ten “milion” jest tylko symboliczny. Jest to dużo i mało zarazem. Nasze wyobrażenia o byciu milionerem są podobne, ale za to zupełnie inne niż u większości ludzi. Przeciętny zwycięzca w lotto szybko pozbywa się swojej wygranej właśnie przez błędne wyobrażenia o byciu milionerem.
W tych planach zdobycia miliona chodzi bardziej o sam fakt wypełnienia postanowienia i dotarcia do celu niż o konkretne liczby. Niezależność finansowa i czasowa jest dla każdego czymś innym.
Co do Tima Ferrissa to nie wiem czy napisał coś jeszcze, ale “4-godzinny tydzień pracy” jest książką o tyle korzystną, że zwraca na być i robić bardziej niż na mieć. Nie jest książką typowo motywacyjną, bo Tim pisze o tym jak żyje. Projektowanie stylu życia, miniemerytury, automatyzacja, koncepcje podróży tańszych niż siedzenie w domu…
Zaciekawiliście mnie tym Ferrissem, muszę to sprawdzić niedługo.
“W tych planach zdobycia miliona chodzi bardziej o sam fakt wypełnienia postanowienia i dotarcia do celu” – dokładnie, choć dodałbym jeszcze, że chodzi tu także o zdobycie tej “mentalności milionera”, dzięki której będziemy niezależni finansowo.
Ferriss robi robotę, serio. To moja książka #1 z dziedziny finansów osobistych/motywacji/lifestyleu. Kto nie czytał – gorąco zachęcam. Ja sam przeczytałem go 3 razy po angielsku, raz po polsku, a do tego słuchałem również 3 razy po angielsku (nawet dziś, robiąc pranie w Penzance słuchałem Tima). W Polsce wydało jego książkę wydawnictwo MT Biznes, ale tłumaczenie jest żałosne. Właśnie dlatego gorąco zachęcam do poczytania oryginału. Można go sobie załatwić choćby z Amazona. Innych książek Tim jeszcze nie napisał, ale z tego, co mi wiadomo, za niedługo ma wyjść jego druga książka.
Reasumując – GORĄCO POLECAM
PS. D.E.A.L. rządzi!
D.E.A.L. rządzi ale dla co niektórych może być D.E.L.A….Tłumaczenia zawsze są jakie są. Ferriss prowadzi bloga, kilka razy wspomnianego w książce. Parę ciekawych rzeczy idzie tam wygrzebać do poczytania.
Marcinie, mnie zastanawia inny aspekt Twojego planu.
Bardzo ciężko jest podwajać swoje zarobki. Nawet jeśli w ciągu paru miesięcy uda Ci się zwiększać te zarobki, to z każdym następnym miesiącem będzie to coraz trudniejsze.
Czy masz jakieś plany awaryjne, czy wiesz co zrobisz, jeśli za rok czy dwa okaże się, że jeden z Twoich punktów w osiągnięciu głównego celu będzie na najbliższe parę miesięcy nie do przekroczenia?
Jeśli dobrze pamiętam, mieszkasz jeszcze z rodzicami (powiedz mi jeśli się pomyliłem bo to całkiem prawdopodobne) czy bierzesz pod uwagę moment, w którym Twoi rodzice przestaną Ci pomagać i będziesz się musiał od nich uniezależnić?
Żeby było jasne w żaden sposób nie chcę krytykować Twojego planu. Plan to podstawa. Jednak w ostatnich miesiącach nauczyłem się, że żeby dany cel został osiągnięty wg planu, musimy na bieżąco przewidywać wszystkie możliwe ewentualności/scenariusze i zapobiegać problemom, które mogą się pojawić. A to jest bardzo trudne.
Dzięki za komentarze.
Paweł, Adam:
Czytałem trochę książek z wydawnictwa MT Biznes i były dobrze przetłumaczone.
Piotrek:
Nie pomyliłeś się, mieszkam z rodzicami.
Już raz musiałem zmieniać plan, kiedy okazało się, że jest zbyt ambitny. Jeżeli znów będę miał duże problemy z realizacją planu, zmienię go.
“(…) czy bierzesz pod uwagę moment, w którym Twoi rodzice przestaną Ci pomagać i będziesz się musiał od nich uniezależnić?” – oczywiście. Właśnie w tym tkwi urok tego planu – trzeba nieustannie szukać nowych źródeł dochodu. Myślę, że mam wszystkie potrzebne narzędzia, muszę tylko znaleźć sposób na jak najlepsze ich wykorzystanie. Pierwsze 4 lata obecnego harmonogramu (do 2013 r.) uważam za bardzo realne i nie powinienem mieć z nimi problemu. Przez ten czas będę mógł rozwinąć biznes, nauczyć się inwestowania itd.
Podwajanie dochodów było dobrze wyjaśnione w książce “Sekret milionera”. Chodzi o to, że to łatwe do przyjęcia dla mózgu, nie żadne procenty czy kwoty, tylko po prostu podwojenie.
“(…) musimy na bieżąco przewidywać wszystkie możliwe ewentualności/scenariusze i zapobiegać problemom, które mogą się pojawić. A to jest bardzo trudne” – nigdy nie możemy jednak tak naprawdę przewidzieć, co się stanie następnego dnia. Jestem takim typem człowieka, który raczej niespodzianek w życiu nie ma, bo nie jest specjalnie spontaniczny. W każdym bądź razie postępuję według zasady koncentrowania się na celu, a nie na przeszkodach.
“Czytałem trochę książek z wydawnictwa MT Biznes i były dobrze przetłumaczone. ” a czy czytałeś oryginalne angielskie wersje tych książek? Jeśli nie to nie możesz powiedzieć, że były dobrze przetłumaczone
“Pierwsze 4 lata obecnego harmonogramu (do 2013 r.) uważam za bardzo realne i nie powinienem mieć z nimi problemu. Przez ten czas będę mógł rozwinąć biznes, nauczyć się inwestowania itd.”
Rozumiem, że 4 lata dlatego, że po tym okresie skończysz studia i będziesz mógł w 100% zająć się swoimi interesami? Też mam podobne podejście.
“Podwajanie dochodów było dobrze wyjaśnione w książce “Sekret milionera”. Chodzi o to, że to łatwe do przyjęcia dla mózgu, nie żadne procenty czy kwoty, tylko po prostu podwojenie. ” Jak w wakacje zrobię sobie 2 tygodnie przerwy, które planuje od jakiegoś czasu, to wtedy odezwę się do Ciebie po listę tych książek. Chętnie przeczytam polecane przez Ciebie tytuły.
Mimo wszystko ciężko mi uwierzyć, możliwość podwajania swojego dochodu. Ja na przykład w tamtym roku miałem całkiem spory dochód jak na studenta, i już dzisiaj wiem, że w tym roku będzie dużo gorzej przez “kryzys” etc.
“nigdy nie możemy jednak tak naprawdę przewidzieć, co się stanie następnego dnia.” nie chodziło mi o to, żeby przewidzieć to, co się stanie następnego dnia. Chodzi mi o to, że w drodze do sukcesu, działając wg planu zawsze napotykamy na jakieś problemy.
Z doświadczenia wiem, że przy odrobinie rozsądku w trakcie tworzenia planu musimy starać się przewidzieć wszelkie ewentualności/wyjątki, co pozwoli nam zapobiec przyszłym problemom.
Czekam na kolejne części tekstu
Hehe tak myślałem, że ktoś tak napisze. Chodzi mi o to, że jak się je czytało to się nie czuło, że to tłumaczenie. Niektórzy tłumacze mają takie zdolności, że to mocno widać.
4 lata – dokładnie. Po studiach będzie można się już w pełni skupić na celu, a zdobyty do tego czasu kapitał pozwoli na lepsze inwestycje i biznesy.
Myślę, że kiedyś zrobię wpis o ciekawych książkach, które czytałem i będziesz mógł sobie z tej listy sprawdzić, ale jak coś to możesz się odzywać, nie ma problemu.
“Chodzi mi o to, że w drodze do sukcesu, działając wg planu zawsze napotykamy na jakieś problemy” – wiadomo, stąd koncentracja na celu. Cytat z tablicy motywacyjnej: “każdy problem to okazja to nauki”. Jak to się mówi na błędach się człowiek uczy, przykładem może być moja pożyczka na Kokosie, która trafiła do windykacji i nie wiem co się z nią dzieje. Czasami wyskoczy coś, czego się nie spodziewaliśmy i nie uda nam się zapobiec temu. Trzeba zapomnieć i iść dalej.
Dobre podejście
ale tak czy inaczej walcz o swoje jeśli chodzi o tą windykację. Kiedyś jeden typ oszukał mnie na allegro na 500zł, i 2 lata go ścigałem i sądziłem się. Co prawda odzyskałem jedynie 3/4 sumy, którą wpłaciłem mu na konto, ale tak czy inaczej warto było walczyć o swoje
Swoją drogą, off the topic: fajnie by było kiedyś zrobić zjazd blogowiczów w jakimś miejscu
ze swojej strony proponuje Kraków
Z tą windykacją to firma się tym zajmuje. Ja już nie mam wpływu na to.
Ferriss w oryginale jest nie do przebicia. Basta
Jednym z powodów, dla których tak bardzo lubię tę książkę i tak często do niej wracam jest właśnie humor, w zasadzie nieprzetłumaczalny na język polski.
Co do podwajania dochodu i łatwości w recepcji tej koncepcji [;-)] to uważam, że to trochę lanie wody. Dla mnie tak samo łatwo jest zrozumieć koncepcję +20% jak i +100%. I uważam, że dla większości ludzi również.
Inna sprawa to to, że podwajanie dochodu po pewnym czasie robi się coraz cięższe. Fakt, rozkręci się jakąś stronkę czy biznesik, wszystko idzie super, ale potem ciężko jest ponownie przekroczyć próg.
Tak w ogóle to pozdrawiam studiujących (i szczerze zazdroszczę! studia to dla mnie najwspanialsze lata życia)
Gorąco zachęcam do podejmowania działań już teraz. Sam rozpocząłem budowę swoich e-biznesów na trzecim roku studiów i na szóstym już się z nich bezproblemowo utrzymywałem. Co by było, gdybym zaczął na pierwszym? Nie wiem, może miałbym o wiele więcej źródeł pasywnego przychodu… w każdym bądź razie im wcześniej, tym lepiej.
Co do Kokosa, to szkoda, że tam są kręcone wałki. Korcą mnie pożyczki społecznościowe, jako banalne w obsłudze źródło pomnażania pieniędzy, ale ryzyko wplątania się w windykacje (i, co za tym idzie, utrata części kapitału) wydaje się być bardzo duże. Póki co kiszę oszczędności na emaksie, ale chyba wplątam się w jakąś lokatę krótkoterminową.
Cytat z Sekretu milionera: “Dlaczego masz podwajać swoje aktywa każdego roku? Dlatego, że jest to prosta operacja, którą twoja sfera podświadomości będzie mogła łatwo się posługiwać i jest łatwiejsza dla ciebie do zapamiętania”.
Nic więcej się za tym nie kryje.
“podwajanie dochodu po pewnym czasie robi się coraz cięższe” – racja, dlatego na początku trzeba sobie ustalić dobry harmonogram, gdzie będziemy mieli wystarczająco dużo czasu na pozyskiwanie nowych strumieni dochodów.
“Sam rozpocząłem budowę swoich e-biznesów na trzecim roku studiów i na szóstym już się z nich bezproblemowo utrzymywałem” – pisałeś coś o tym na swoim blogu? Nie pamiętam takiego wpisu, możesz napisać jakie masz e-biznesy?
Co do ustalenia harmonogramu to wiesz, plany sobie, a rzeczywistość sobie. Fakt – warto mieć harmonogram, aby wiedzieć w co celować, niemniej jednak dla osoby – powiedzmy – mało przedsiębiorczej, wygenerowanie miliona może zająć nawet całe życie, albo i dłużej (w sensie: nie zdobędzie takich pieniędzy w ciągu życia). Harmonogram to taka wish-lista – chciałbym tyle, staram się tyle zdobyć, ale czy się uda? Nie wiadomo, bo kto przewidzi co stanie nam na drodze za 10 lat, gdy trzeba będzie wg. harmonogramu zdobyć te 50000 pln?
Co do pojęcia “dużo czasu na pozyskiwanie nowych strumieni dochodów” to jest ono nieco… sam nawet nie wiem jak je określić… relatywne? Każdy ma tyle samo czasu. Jeżeli dziś mam odłożyć 1000 złotych w rok, a za 5 lat 16000 pln, to czas na każdy krok wykonania tego zadania jest ten sam: jeden rok. Zatem w piątym roku muszę – sumując wszystkie dochodowe działania – kombinować 16 razy bardziej w tym samym czasie. Stąd popieram bardziej inne podejście, które opisujesz: powiększać aktywa o pewien procent rocznie. Jak dla mnie +20% jest w zasięgu reki i nie kłoci się z moim stylem życia. +100% w zasięgu mojej ręki definitywnie w tej chwili nie jest
Nigdzie nie opisywałem swoich ebiznesów. W zasadzie samo pojęcie “ebiznesy” to tzw. skrót myślowy. Pod tym pojęciem kryją się różne działania, takie jak: moje strony internetowe (czyli dochód z reklam), napisane programy komputerowe, dochody ze sprzedaży mojej książki, przychody wygenerowane za pomocą bezpłatnych publikacji, przychody z różnych PP i obstawianie na zakładach (wiem, to hazard, ale stosuję podejście inwestora i dobrze na tym wychodzę). Dużo tego, ale każdemu działaniu przyświeca zasada: “zrób raz, korzystaj cały czas”. Odkąd skupiam się tylko na tym, idzie mi coraz lepiej
“niemniej jednak dla osoby – powiedzmy – mało przedsiębiorczej, wygenerowanie miliona może zająć nawet całe życie, albo i dłużej (w sensie: nie zdobędzie takich pieniędzy w ciągu życia)” – kwesta tego jak bardzo chce. Jeżeli podchodzi do tego “a fajnie by było zdobyć”, ale nic nie robi w tym kierunku, to rzeczywiście może nie zdobyć.
“Harmonogram to taka wish-lista” – każdy cel to życzenie, które pragniesz spełnić.
“Co do pojęcia “dużo czasu na pozyskiwanie nowych strumieni dochodów” to jest ono nieco… sam nawet nie wiem jak je określić… relatywne?” – spójrz na to tak: powiedzmy, że kwoty w pierwszych 5 latach harmonogramu możesz bez problemu zdobyć. Przez ten czas jednak nie robisz tylko tego, nie idziesz po najmniejszej linii oporu – zdobyłem kwotę, resztę wydaję – tylko na przykład rozwijasz własny biznes. Większy zwrot z biznesu dopiero pojawia się po kilku latach i właśnie o tym mowa.
Masz te swoje “ebiznesy” od paru lat, więc wiesz, że to wymaga czasu, żeby zaczęły przynosić dochody. Właśnie o to chodzi w harmonogramie.
Pawel ..ja tez mialem taki cel….i sie udalo…juz nie pracuje ..a firma sie kreci i przynosi mi dochod ktory pozwala mi na utrzymanie siebie na dobrym poziomie …pozdrawiam
Robert – wysłałem do Ciebie maila.
Mam pewne przemyślenia na temat procentu składanego. Wydaje mi się, że on nie dotyczy np. funduszy, gdyż nie przybywa nam ilości jednostek a jedynie rośnie (częściej spada) wartość tych jednostek. Więcej na moim blogu
http://mechanik-konskie.blogspot.com/
Nie jestem finansowcem, więc nie opiszę tego jakoś książkowo. Chodzi o coś takiego: kupujesz jednostkę za 50 zł, przez rok rośnie do 70 zł. Potem widzisz, że idą spadki – sprzedajesz. Kupujesz inny fundusz za 50 zł, sprzedajesz za 70 zł i tak dalej. Ale pieniądze ciągle się mnożą o większy procent bo inwestujesz kwotę łącznie z tym o ile wzrosła (z odsetkami). Procent zwykły: kupujesz jednostki za 1000 zł, sprzedajesz i masz 1200 zł, potem inwestujesz znowu tylko 1000 zł i znowu masz 200 zł odsetek, razem zysk 400 zł. Procent składany: kupujesz jednostki za 1000 zł, sprzedajesz i masz 1200 zł, inwestujesz drugi raz 1200 zł i masz 240 zł odsetek, zysk 440 zł. Prościej nie wytłumaczę.
to o czym piszesz to nie jest procent składany (tylko loteria
) .
a do przemyślenia. kupuje jednostkę za xx zł, spada o 20%, o ile musi wzrosnąć, żebym wyszedł na zero?
Możesz siedzieć i nic nie robić i nic w ten sposób nie zarobisz. Inny w tym czasie raz straci, ale potem się nauczy i zacznie zarabiać – zawsze jest ryzyko.