Dyskusja: czy warto zarabiać na polskich odbiorcach?

(autor: http://www.flickr.com/photos/nomadiclass/)
Najwięcej pieniędzy online zarabiają osoby, które adresują swoje produkty do anglojęzycznych odbiorców. Czy warto wkładać wysiłek w zarabianie po polsku czy może lepiej od razu przejść na anglojęzyczny rynek?
Od pewnego czasu zastanawiam się nad odpowiedzią na te pytania. Kiedyś uważałem, że w polskim rynku kryje się potencjał, ponieważ jest o wiele młodszy od anglojęzycznego i jest wiele nisz do zagospodarowania. Teraz skłaniam się ku opcji, że nie warto męczyć się na polskim rynku i lepiej jest wejść na anglojęzyczny rynek, nawet jeżeli nie zna się jeszcze perfekcyjnie języka angielskiego (zawsze można zlecić komuś poprawki tekstu).
Powodów jest kilka, a główne z nich to:
1. Mniejsza liczba odbiorców
Ludzi mówiących po polsku jest na świecie około 50 milionów, ludzi mówiących po angielsku minimum miliard (prawdopodobnie sporo więcej).
2. Waluta
Średnia cena ebooka w Polsce to 20–40 zł, średnia cena anglojęzycznego ebooka – 20–40 dolarów/euro. Podobnie z kosztem kliknięcia w reklamę AdSense czy kosztem wyświetlania bannera w sieci typu AdTaily – są kilka razy wyższe. A żyjąc w Polsce i zarabiając w euro albo dolarach można w pełni korzystać z potęgi geoarbitrażu.
3. Podejście do wirtualnych produktów
W Polsce ludzie są jeszcze dosyć niechętni, żeby wydawać pieniądze na produkty w niefizycznej postaci. W Ameryce jest to powszechne, czego dowodem są chociażby tysiące ebooków na przeróżne tematy, sprzedaż plików MP3, wypożyczanie filmów czy duży popyt na konsultacje online. Gdyby rynek się nie rozwijał, nie powstawałoby tyle nowych produktów.
4. Podejście do ebooków
W Polsce ebooki kojarzą się z wydawnictwem Złote Myśli, które w większości oferuje monotematyczne ebooki o dosyć niskiej wartości. Z tego powodu część ludzi od razu jest uprzedzona do jakiegokolwiek ebooka. A po angielsku są setki doskonałych, profesjonalnych ebooków i ludzie są skłonni płacić za najlepszą jakość nawet ponad sto dolarów.
5. Podejście do płatnych produktów
Większość polskich użytkowników Internetu chciałaby wszystkiego za darmo, a jeżeli ktoś pragnie wynagrodzenia za oferowaną przez siebie wartość, to automatycznie staje się osobą, która się „sprzedała”. Anglojęzyczni odbiorcy są przyzwyczajeni, że za oferowaną wartość płaci się pieniądze i że nie wszystko jest za darmo.
6. Promowanie bloga
Zarabianie na blogowaniu to jeden z najlepszych sposobów na zarabianie online – poprzez bloga można sprzedawać produkty, wyświetlać reklamy, polecać produkty, wyrobić sobie wizerunek.
W anglojęzycznej blogosferze podstawową strategią na promowanie bloga jest pisanie gościnnych wpisów. I tam nie stanowi to większego problemu – blogów z liczbą czytelników powyżej 1000 są tysiące, są setki blogów z pięciocyfrową liczbą czytelników i również sporo blogów z sześciocyfrową liczbą czytelników (a także trochę z siedmiocyfrową). Opublikowanie kilkudziesięciu gościnnych wpisów na bardziej popularnych blogach pozwoli na szybkie osiągnięcie kilkutysięcznej rzeszy czytelników.
W Polsce jest to bardzo utrudnione, ponieważ mało jest naprawdę popularnych blogów. Są one również rzadziej czytane przez ludzi niż te anglojęzyczne, bo w Polsce jeszcze żyje wśród niektórych przekonanie, że blogi są pisane tylko przez nastolatki. Przykład z anglojęzycznej blogosfery: blog PluginID (o popularnej tematyce samorozwojowej) w ciągu 19 miesięcy osiągnął 6600 czytelników. Ile blogów w Polsce ma chociaż tylu czytelników? Znajdzie się chociaż pięć?
–
Z powyższych powodów postanowiłem zwrócić się w stronę anglojęzycznych odbiorców. Kupiłem ebooka Cloud Living (link partnerski) autorstwa Glena Allsoppa i zamierzam z jego pomocą zrozumieć jak efektywnie działać i zarabiać w anglojęzycznym Internecie.
Dlaczego zdecydowałem się zapłacić za ebooka 37 dolarów? Bo przekonały mnie doświadczenia autora (ma teraz 20 lat i jest niezależny finansowo), jego podejście do e-biznesu („one of the few people who makes a living online without doing it by teaching you how to make a living online”) i ludzi – wysłałem mu maila z pytaniem i następnego dnia otrzymałem odpowiedź (i to nie na kilka słów), chociaż dostaje dziennie dziesiątki maili. Oprócz tego nie miałem ochoty szukać po wielu stronach strzępków informacji – potrzebowałem kompendium, gdzie wszystko będę miał opisane krok po kroku z odsyłaczami do dodatkowych zasobów, a taki jest ten ebook.
Jakie jest Twoje zdanie? Czy warto prowadzić e-biznes po polsku, czy lepiej od razu adresować go do anglojęzycznych odbiorców? Czy myślisz, że w polskim Internecie kryje się potencjał czy lepiej nie zawracać sobie nim głowy?
Kliknij i przeczytaj także:
- Case study: jak zarabiać oferując coś za darmo cz. 2
- Case study: jak zarabiać oferując coś za darmo cz. 1
- Nie musisz być ekspertem, żeby zarabiać w Internecie
- Jak zarabiać na domenach internetowych cz. 1: sprzedaż domen
- Dyskusja: teraz czy później? Jakie są granice opóźnionej gratyfikacji?
Jeśli spodobał Ci się ten wpis, skomentuj go. Zasubskrybuj RSS, żeby nie przegapić żadnego wpisu. Jeżeli nie wiesz czym jest RSS, poczytaj o nim tutaj. Kliknij tutaj i dołącz do grupy na Facebooku, a otrzymasz dodatkowe artykuły i aktualizacje. Śledź mnie także na Twitterze.
Trackbacki
Komentarze
Komentarzy: 43 do “Dyskusja: czy warto zarabiać na polskich odbiorcach?”- Zasady komentowania: traktuj innych jak ludzi, nie obrażaj i nie wyśmiewaj. Konstruktywna krytyka jest w porządku, ale niegrzeczne i niedojrzałe komentarze są kasowane. Komentarze, które mają na celu jedynie reklamowanie jakiejś strony również są kasowane. Masz wątpliwości? Przeczytaj zasady użytkowania. Jeżeli piszesz dłuższy komentarz, kopiuj go do schowka w czasie pisania. Dzięki temu nie utracisz go, jeżeli wystąpi jakiś błąd. Miłej dyskusji.
-
Super wpis. Po oczach walą zwłaszcza punkty 2 i 5. Warto zainwestować w tego ebooka?
A co do pytań z końca wpisu… sam dziś odpaliłem swój nowy anglojęzyczny blog i będę testował tą drogę czerpania dochodów z sieci. Modelem biznesowym będzie freemium. Produkt też już mam, tylko muszę go przetłumaczyć na język angielski.
Absolutnej pewności, że się uda, nie mam (brak doświadczenia), ale przeczucie podpowiada mi, że robiąc „biznes” po angielsku odniosę zauważalne korzyści.
Spróbować nie zaszkodzi, zwłaszcza, że koszty będę miał bliskie zeru
-
Myślę, że warto próbować swoich sił w anglojęzycznej blogosferze. Potencjalne zyski są bardzo wysokie. Problem w tym, że anglojęzycznych stron jest proporcjonalnie więcej, więc i konkurencja ostrzejsza. Powodzenia życzę.
-
Czyżbyś też trafił na pluginID i ViperChill z locationindependent.com?

Sam się zastanawiałem nad kupnem tego ebooka. Byłbym bardzo usatysfakcjonowany, gdybyś zamieścił recenzję. Oczywiście nie musisz przepisywać tu całej treści (bo i pewnie nie można
), ale chodzi mi po prostu o to czy warto wydać te 37$. Może lektura tego da Ci konkretne korzyści, które da radę przeliczyć na $$$? Czekam na taki wpis. 
Jeszcze mi przyszło na myśl, że mógłbyś znów zagadać do Glenna i w ramach jakiejś współpracy zamieścić tę recenzję. Np.:
1. On mógłby zamieścić link na swojej stronie do Twojej recenzji (dla polskich użytkowników),
2. Mógłbyś być kimś à’la dystrybutorem na polski rynek. W końcu naganiasz mu klientów, więc dogadaj się, żebyśmy mieli jakąś zniżkę.
Albo chociaż, nieskromnie zaproponuję, coś w stylu dzielenie się Twoją prowizją z refa w linku: 50% prowizji dla Ciebie, 50% dla nas – kupujących w postaci niższej ceny (albo inne proporcje). Wtedy mógłbyś zgromadzić nawet więcej chętnych klikających w Twojego refa. 
To tylko takie moje propozycje.
Pozdrawiam. -
No to mamy totalny zbieg okoliczności
gdyż dzisiaj właśnie czytałem komentarze o tym ebooku. A może nauczmy się chińskiego, w końcu tyle ludzi się nim posługuje
Tylko ta komunistyczna cenzura….
-
Ja powiem tak: WARTO. Ale z innowacyjnym produktem – usługą.
To tyle
Reszta przy piwie
-
Aha
Piractwo jest OK!
Większość Polskich blogerów kopiuje pomysły, a jeszcze lepiej, e-booki na polski. Nie mówiąc o książkach
Rada na to jedno…Szukajmy innowacji, świeżych pomysłów, a jak chcemy spamować google to…No cóż oszczedzanie.net czy jak to idzie…
Myśleć, działać…kochać
pzdr! -
I jeszczo jedno AHA
Marcin, niech mój post nie będzie negatywnie odebrany…Chodzi mi tylko o szukanie alternatywy. Co za problem mieszkać w tajlandi za 2.000 miesięcznie. Żyjesz na prawdę fajnie i to na plaży! To nie jest problem
Więc co nim jest ?:) -
Marcin, to wszystko zależy co…Kwestia jest delikatna – pomiędzy kopią a inspiracją…
I co ciekawe zawsze z tego wynika coś innego…I chyba nigdy nic złego
No chyba że jakiś pozew od wkurzonej strony hehe 
Czy płacić hmmm…Ja bym nie czytał tego bloga gdyby był płatny
Masz łeb, szukaj innowacji
Może właśnie ten blog jest innowacyjny, a dzięki niemu wielu ludzi zacznie myśleć nad własnym życiem. To już PLUS MEGA. Tylko czy kazać im za to płacić? Nie sądze…
Wogóle kasa sux
)) Ale ja się nie zna,
))
-
50zł…Najpierw bym go sprawdził na rapidshare
Takie są fakty…
Jeżeli byłby to na prawdę dobry e-book to chciałbym coś więcej…Elitarne forum lub coś w tym stylu…To wymaga wiele pracy i nie sądzę żeby było opłacalne… niestety…
Co do robienia w Polsce – innowacje i jeszcze raz innowacje… Przeglądam na co dzień wiele zagranicznych blogów – w tym przypadku giełdowych – i co? I są za darmo i nic więcej po prostu nie potrzebuje. Cenię jedną osobę, której płacę to 20 dolarów miesięcznie, ale dzięki niej zarabiam realną kasę – zwalnia mnie z myślenia, bo jej ufam.
Marcin po prostu mówię, że jasne na blogach można zarabiać, ale moim zdaniem to musi być plan na prawdę długo falowy. Ważniejsze moim zdaniem są znajomości, wiedza, i możliwości które się przed Tobą otwierają. Ludzie i innowacje – tylko tyle i aż tyle…
Aha i jeżeli wydasz tego e-booka, to obiecuję że będę jednym z pierwszych który go zakupi
Ale ty stawiasz piwo na szeszelach 
pzdr! -
„Szukajmy innowacji, świeżych pomysłów, a jak chcemy spamować google to…No cóż oszczedzanie.net czy jak to idzie…” – co masz przez to na myśli, mgras?
-
p.s Kiedyś wystarczyło wynaleźć słomkę do drinków i ją opatentować hehe

Mnie na przykład męczy w dzisiejszych czasach ogrom informacji – tzw. szum informacyjny.
Jeżeli zaczniesz żyć w indiach, i zaczniesz dostarczać wartościowych informacji, opartych na własnych doświadczeniach, to wiele osób skorzysta. Wąska specjalizacja, zaufanie itp itd
)))
Serio Marcin, próbuj swoich sił, jak nie spróbujesz to się nie dowiesz – prawda ?:)
Życzę ci z całego serca powodzenia, i -piwo stawiam tak czy siak jak się kiedyś spotkamy
pzdr! -
Paweł…Sorki, zapędziłem się w kozi róg

Nic złego na myśli nie mam, bo odwalasz dobrą robotę…Chodziło mi o bloga na którym niedawno czytałem jak to oszukać google domain żeby znowu zaindexowało stronę…Nie pamiętam czy to było oszczedzanie.net czy jakaś inna strona.
Wiec jeżeli się pomyliłem, to przepraszam. Moim zdaniem takie akcje robią więcej złego niż dobrego. Nie uczą myśleć samemu…
P.S chyba się pomyliłem więc po stokroć przepraszam
-
Było to na blogu „zarabianie na blogach”.
-
Mgras: Aha, OK. Nie ma sprawy.
-
To jest właśnie to o czym wypominałem parę razy w komentarzach – Polska to nie USA, więc nie można ekscytować się tamtejszymi sukcesami bo do nas przenieść się ich nie da.
Stwórz stronę/ebook/program/magazyn po angielsku i patrz ile masz odbiorców – całe USA, Australię, Anglię i Kanadę – plus ludzi mówiących po angielsku na całym świecie, a mało ich nie jest.
Z drugiej stron google w każdym kraju wyświetla tyle samo wyników na pierwszej stronie, więc o wiele trudniej znaleźć się w top5 w USA niż w Polsce. Pisząc po polsku konkurujesz z wszystkimi Polakami, pisząc po angielsku praktycznie z całym światem – wybieraj. -
Z każdym punktów się zgodzę i… będę dalej prowadził bloga po Polsku. Rynek potencjał bowiem ma, rozkręca się z roku na rok, a ja jestem cierpliwy. Zresztą, bez takich jak ja ten rynek się w ogóle nie rozkręci.
Ale 90% stron prowadzę po angielsku bo faktycznie jest prościej – i kolejne pomysły, które każdego dnia wpadają mi do głowy planuję wprowadzać w życie właśnie w anglojęzycznej blogsferze. -
Niestety masz rację… Coraz częściej przekonuję się o tym o czym piszesz. Niestety mimo mojej niechęci trzeba się na english przerzucić
chociaż nie cierpię tych kluch w gębie ;-P Prawda jest jednak taka że nawet płacąc za korektę tekstów wychodzisz zdecydowanie na plus. -
Wychodzi na to, ze jestem jedna z niewielu osob, ktora nie pisze bloga dla pieniedzy tylko, zeby podzielic sie wiedza. Wole zarabiac na czyms innym bardziej efektywnie niz na blogu.
Co gorsza pare dobrych lat temu zalozylam duza strone specjalistyczna, ktora tez nic nie zarabia, placilam za nia sama, a teraz czytelnicy zrzucaja sie co roku na domene i utrzymanie serwera. -
Nie ukrywajmy jeszcze faktu, że nie każdy blog po angielsku zarabia i wbrew pozorom wyrobić 3000 złotych po Polsku wcale nie jest trudniej, niż 1000 dolarów po angielsku.
Nie mamy tutaj do czynienia ze złotą żyłą, bo gdyby taką był rynek anglojęzyczny wtedy każdy byłby milionerem. -
Richmond wypraszam sobie, mój blog tez jest non profit
Chociaż dziś postanowiłem dodać adsense by zobaczyć z czym to się je. Trochę dziwna sprawa bo widziałem w google że kursy maklerskie się reklamują a u mnie się nie pojawiają – muszę poczytać jak dobrać konkretne reklamy.
PS: Richmond można wiedzieć co to za serwis? -
Jeszcze słowo do ebooków – Kamil Cebulski jest autorem książki która była przez długi czas na szczycie popularności w Złotych Myślach. Spytałem go kiedyś ile zarobił na tej jednej książce przez te parę lat i powiedział (mam nadzieje że nie w tajemnicy,hehe) że około 25k PLN. Dużo, nie dużo – zależy od osoby, ale trzeba by policzyć ilość sprzedanych kopii i wyliczyć kto tak naprawdę zarabia na ebookach – autor, wydawca, czy uczestnik programu partnerskiego?
-
Astakos, każdy zarabia po trochę
Ciekawe ile by zarobił, gdyby zlecił komuś przetłumaczenie jej na angielski i sprzedawał na rynku globalnym po 29.97$
-
Marcin, a co powiesz o potencjale rosyjskojęzycznego internetu? Tak z ciekawości pytam, bo próbowałam znaleźć coś na ten temat, ale u nas wszyscy skupieni na kluchach w gębie jak to ktoś ładnie określił;)
-
Rynek rosyjskojęzyczny to ogromny obszar, nie tylko Rosja, cały były ZSRR. A milionerów to im nie brakuje. Z jakiegoś powodu w Rosji otwierają się ciągle najdroższe butiki. Tylko ciekawe jakie to ma przełożenie na net. No, ale ja znam alfabet i jeszcze trochę;) A od Niemców i Francuzów trzymam się z daleka:)
-
Dla mnie ważniejsza od bogactwa jest słowiańska fantazja i skłonność do wydawania;)
Heh, kończę ci robić OT tutaj. Ale jakbyś się gdzieś natknął na materiały na ten temat to będę wdzięczna za info. -
Anglojęzyczny rynek to duży potencjał, to rynek bogatszej części świata ale także i bardziej wymagającej. Może być trudno się przebić ale myślę że warto próbować jeżeli mamy co „sprzedać”.
-
Szara, polska rzeczywistość. Polskie społeczeństwo nie jest jeszcze aż tak zinformatyzowane, jak zachód. W Polsce nadal króluje niepodzielnie telewizja, radio i prasa kolorowa. Nie mówię, że internet jest marginesem – nie jest, ale świadomość ludzi o potencjale internetu jest nikła. Nie należy jednak narzekać na kraj w którym żyjemy – zawsze może być gorzej.
Co do otwarcia się na zachód i klientów anglojęzycznych z pewnością jest to strzał w dziesiątkę, bo nawet dziesięciokrotnie mniejszy ruch na stronie da porównywalne zyski, co na polskich stronach, jeśli nie wyższe. Myślę, że główną przeszkodą jest tutaj bariera językowa, bo o ile każdy z nas w miarę rozumie, to co mówi się lub piszę po angielsku, nie znaczy wcale, że umiemy pisać w tym języku. Sam codziennie korzystam z zagranicznych źródeł – rozumiem je, jak i nie mam problemów z dogadaniem się, jednakże pisać jakieś głębsze wpisy na blogu po angielsku – byłoby to dużym wezwaniem.
-
Marcin – pewnie, że jak się chce, to można:) Z pewnością jest to bardziej chłonny rynek – przyszłościowy. Sam planuje w przyszłości coś na nim zadziałać.
Jak możesz to podaj link do strony
Pozdrawiam








[...] tygodnie temu wspominałem we wpisie o zarabianiu na polskich odbiorcach, że kupiłem ebooka Cloud Living, który opisuje w jaki sposób Glen Allsopp, jego autor, zarabia [...]