Dlaczego większość firm upada w ciągu pierwszych lat działalności?

(autor: http://www.flickr.com/photos/striatic/)
Według 5-letnich badań GUS spośród 176,9 tysięcy założonych w 2003 roku mikroprzedsiębiorstw (zatrudniających do 9 pracowników) po 5 latach pozostało 52,6 tysięcy, co znaczy, że przetrwało ich zaledwie 29,8%. Inne badania GUS pokazują, że z przedsiębiorstw założonych w 2007 roku w 2008 roku istniało ich już tylko 70%.
Źródło:
http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/PUBL_pw_warunki_powstania_przedsiebiorstw_2003-2007.pdf
W Stanach Zjednoczonych jest znacznie lepiej – z firm założonych w 2000 roku po 2 latach istniało 69%, a po 5 latach 51%.
Źródło:
http://web.sba.gov/faqs/faqIndexAll.cfm?areaid=24
Zarówno w Polsce jak i w USA ponad 99% nowych firm to mikroprzedsiębiorstwa zatrudniające do 9 osób.
Co jest przyczyną upadku większości firm w ciągu pierwszych lat działalności?
Powodów z pewnością jest wiele, jednak kluczowe według mnie są trzy. Oto one.
1. Nieprzyjazne prawo
To musiało trafić oczywiście na pierwsze miejsce. Polski przedsiębiorca jest obciążony szeregiem opłat, na czele z piramidą finansową zwaną ZUS-em, VAT-em i innymi podatkami.
Nawet „wspaniałomyślna” ulga dla nowych przedsiębiorców to poważne obciążenie, bo wynosi ono aktualnie 380 zł. W przypadku spółki cywilnej każdy wspólnik płaci za siebie, co znaczy, że jak chcemy założyć z kimś biznes w formie najprostszej spółki cywilnej to będziemy płacić co miesiąc 760 zł. Po 2 latach ulga się kończy i trzeba normalnie płacić całą kwotę, czyli aktualnie 760 zł.
Przedsiębiorcy także wiele ryzykują zatrudniając pracownika. Ciekawy przykład (dane na 2008 rok): z 3000 zł brutto pracownik dostaje 2 134,72 zł, a pracodawca ponosi koszty zatrudnienia w wysokości 3 558,30 zł!
Źródło:
http://mambiznes.pl/artykuly/czytaj/id/551/czy_wiesz_jaki_zus_zaplacisz_za_pracownika
Takie regulacje prawne skutecznie zniechęcają potencjalnych przedsiębiorców, a frustrują i ograniczają rozwój działalności tych już aktywnych.
2. Specjalista nie znaczy biznesmen
Zagadnienie to zostało świetnie wyjaśnione w książce „Mit przedsiębiorczości” Michaela E. Gerbera, właściciela firmy E-Myth doradzającej małym przedsiębiorstwom.
Dla szerszego wyjaśnienia odsyłam do wspomnianej książki, a to skrót, czyli moja interpretacja. Zastosowanie zasad Gerbera na moim przykładzie (Marek Nowicki (aka Pan) – zgodnie z Twoją sugestią) pojawi się w oddzielnym wpisie.
Aby zilustrować o co chodzi wymyśliłem przykład z Jankiem.
Nie zrozumiałem w pełni o co chodzi autorowi, póki nie wróciłem do książki w czasie pisania tego wpisu. Teraz zamierzam ją przeczytać jeszcze raz. A wracając do wpisu…
Nikt nie jest od razu biznesmenem
Osoby, które znają się na technicznej stronie pracy, uważają, że automatycznie mają kwalifikacje, żeby prowadzić firmę wykonującą dany rodzaj pracy.
To znaczy, że fryzjer otwiera zakład fryzjerski, muzyk otwiera sklep muzyczny a piekarz piekarnię.
Gdyby specjalista nie znał się na technicznej stronie, zlecałby pracę komuś innemu. Dzięki temu zajmowałby się wyłącznie sprawami biznesowymi i wszystko byłoby w porządku. Niestety tak nie jest. Taka osoba myśli, że zakładając własną firmę, uwolni się od pracy na rzecz kogoś innego i będzie miała więcej zysków i czasu.
To prawda, uwolni się od wad pracy na etacie, ale zniewoli się jeszcze bardziej – bo zajmuje się w swojej firmie nie tylko pracą techniczną, ale i całą stroną biznesową. Taka osoba pozostaje więc dalej pracownikiem technicznym, ale do tego jest obciążona mnóstwem innych spraw. Wykonuje nie tylko pracę, na której się zna, ale i tę, na której nie zna się zbyt dobrze. To nie może prowadzić do niczego dobrego.
Historia Janka
Przykładowy Janek pracuje w salonie fryzjerskim i zarabia wspomniane wcześniej 3000 zł brutto. Na rękę dostaje 2 134,72 zł. Jego praca to 40 godzin tygodniowo. Po pracy nie musi się niczym martwić.
Pomyślał sobie jednak, że skoro jest takim dobrym fryzjerem, to mógłby założyć własny salon i pracować tylko dla siebie. Otrzymuje 20 tysięcy złotych z Urzędu Pracy na rozkręcenie małego salonu i zaczyna pracę. Powstaje salon „U Janka”. Janek przeczytał tylko jeden krótki poradnik dla początkujących biznesmenów, bo przecież dobrze wie jak być świetnym fryzjerem.
Szybko zauważa, że to nie takie wspaniałe jak się spodziewał. Janek wykorzystał wszystkie pieniądze i nie ma już środków na zlecenie pracy innym. Teraz oprócz pracowania 40 godzin tygodniowo jako fryzjer, musi sprzątać salon, sprawdzać stan środków kosmetycznych i w razie potrzeby je uzupełniać, prowadzić księgowość, reklamować firmę. Zajmuje się szeregiem spraw, których nie umie za dobrze.
Przychodzi więc do pracy zazwyczaj godzinę wcześniej, aby przygotować miejsce pracy i otworzyć salon i wychodzi co najmniej godzinę później, bo musi posprzątać i zamknąć salon. Po pracy musi się jednak także zająć sprawami biznesowymi: zlecić reklamę, uzupełnić księgę rachunkową, pilnować terminów opłat. Ostatecznie zwykle pracuje co najmniej 60 godzin tygodniowo.
Okazuje się, że zamiast zarabiać więcej niż poprzednie 2 134,72 zł, zarabia sporo mniej. Musi przecież zapłacić za wynajem salonu, opłacić składkę ZUS, zlecać reklamy, kupować kosmetyki. Biznes Janka nie jest już taki różowy.
Klientów przybywa, bo polecają sobie nawzajem Janka. W efekcie Janek pracuje coraz więcej. Janek jednak ani myśli o zatrudnieniu pracownika – koszty zatrudnienia to dla niego pewna śmierć biznesowa. Niedługo później przyciśnięty nadmiarem pracy Janek zaczyna popełniać błędy. Klienci zaczynają się denerwować, a Janek postanawia wkładać w pracę jeszcze więcej energii. Jest totalnie wyczerpany i najchętniej chciałby zniknąć.
Co jest nie tak?
Klienci przychodzą do salonu Janka tylko z jego powodu! Klienci kupują nie to, co daje firma, ale to, co daje właściciel!
Janek nie może sobie pozwolić na dłuższy urlop, nie może sobie pozwolić na odpoczynek w czasie choroby. Klienci czekają.
Oto cały błąd. Jak pisze Michael E. Gerber: „jeżeli twoja firma opiera się na tobie, nie jesteś jej właścicielem, a jedynie masz pracę”. Dlatego jeżeli dobrze znasz się na stronie technicznej to nie zawsze znaczy, że mógłbyś prowadzić taki biznes. Najpierw trzeba się nauczyć jak nim zarządzać. Sama wiedza techniczna to za mało.
Firmy nie zakłada się po to, żeby znaleźć sobie miejsce pracy. Firmę zakłada się po to, żeby dać miejsce pracy innym ludziom. Aby ci ludzie zaspokajali potrzeby innych. Nie ma tego robić właściciel. Koncepcja ta w żaden sposób nie kłóci się z koncepcją Ferrissa – firma ma działać bez nas, czy to zatrudniamy pracowników, czy to zlecamy obsługę firmie outsourcingowej.
Obciążony pracą sfrustrowany Janek po dwóch latach, gdy zauważa, że kończy mu się okres ulgowej składki ZUS, decyduje się zamknąć salon i wrócić na etat. Teraz znowu pracuje „tylko” 40 godzin tygodniowo.
Tak długo, jak nie uwolnimy się od myślenia jak pracownik techniczny, będziemy tylko tworzyć sobie nowe, jeszcze cięższe, miejsce pracy.
3. Brak kwantyfikowania – brak rozwoju
To także błąd określony we wspomnianej książce Gerbera.
Aby wprowadzać w firmie zmiany, należy wiedzieć, jakie dają rezultaty. Jeżeli nie określimy dokładnych liczb, nie poznamy dokładnych efektów wprowadzonych zmian. Nie będziemy wiedzieć co wpłynęło na zmianę sprzedaży, jeżeli nie monitorujemy kluczowych parametrów.
Gerber pisze, że kwantyfikację stosują tylko nieliczni właściciele firm. A wie o czym mówi, bo pomógł już tysiącom właścicieli małych firm – jego firma działa od 1977 roku.
Taki błąd kosztuje fortunę, a w długim okresie oznacza upadek firmy, bo firma, która się nie rozwija, zaczyna przynosić straty.
Nie znam statystycznych przyczyn likwidacji firm, ale uważam, że to są właśnie główne powody ich upadku.
Jak uważasz, dlaczego większość firm upada w ciągu pierwszych lat działalności?
Pomysł na wpis podsunął Krzysiek G. – wielkie dzięki!
autorzy fotografii:
hydraulik: http://www.flickr.com/photos/psd/
fryzjer: http://www.flickr.com/photos/jaako/
śpiący mężczyzna: http://www.flickr.com/photos/soylentgreen23/
Jeśli spodobał Ci się ten wpis, skomentuj go. Zasubskrybuj RSS, żeby nie przegapić żadnego wpisu. Jeżeli nie wiesz czym jest RSS, poczytaj o nim tutaj. Śledź mnie także na Twitterze, a otrzymasz dodatkowe informacje.
Trackbacki
Komentarze
Komentarzy: 38 do “Dlaczego większość firm upada w ciągu pierwszych lat działalności?”- Zasady komentowania: traktuj innych jak ludzi, nie obrażaj i nie wyśmiewaj. Konstruktywna krytyka jest w porządku, ale niegrzeczne i niedojrzałe komentarze są kasowane. Komentarze, które mają na celu jedynie reklamowanie jakiejś strony również są kasowane. Jeżeli piszesz dłuższy komentarz, kopiuj go do schowka w czasie pisania. Dzięki temu nie utracisz go, jeżeli wystąpi jakiś błąd. Miłej dyskusji.
-
Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że prowadzenie własnego biznesu wymaga samozaparcia
i wyrzeczeń zwłaszcza na początkowym etapie rozwoju firmy.By przetrwać trzeba działać. Każdego dnia robić ile się tylko da i jeszcze więcej. Sukces przyjdzie z czasem.
Pozdrawiam zdrowo!
Konrad Kokurewicz -
Według mnie główną wadą jest nieprzemyślany pomysł na biznes. Wielu ludzi myśli, że jak tylko założą swoją firmę to będą mieć kokosy, a jak coś nie idzie to mają podejście „jakoś to będzie. Poza tym często brak doświadczenia i zgadzam się te nasze prawo jest fatalne.
-
Ja podawałem we wcześniejszych komentarzach inne dane, że 80 % firm odpada w pierwszym roku. Okazało się, że są to powtarzane przez wszystkich informacje, które nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości. Mea culpa.
Marcinie tobie jednak za ten wpis też należą się słowa krytyki. Za martnotrastwo. Dane z GUS, które znalazłeś, praktycznie nie wykorzystałeś we wpisie. A tam jest wszytko napisane (polecam rozdział Przedsiębiorstwa powstałe w 2003 r. i nadal aktywne w 2008 r.). Pozwól, że uzupełnie to we swoim komentarzu.
Co powoduje, że firmy upadają wg GUS:
1. Słabe przygotowanie biznesu i mały kapitał.
„Przeżywalność wykazała ścisły związek z formą prawną tworzonych podmiotów. Zdecydowanie większe szanse przetrwania miały osoby prawne, które już w momencie rozpoczynania działalności były podmiotami silniejszymi. Ich współczynnik przeżycia (61,0%) przewyższał o 32,7 pkt analogiczny wskaźnik dla osób fizycznych.”2. Wykonywanie całej pracy przez właścicieli.
W lepszej sytuacji znalazły się również firmy, które od początku zatrudniały pracowników najemnych, spośród których w 2008 r. aktywnych pozostało 52,6% przedsiębiorstw wobec 21,3% podmiotów, w których pracowali tylko właściciele lub członkowie rodzin.3. Brak wiedzy i doświadczenia.
” Po pięciu latach na rynku pozostała połowa firm stworzonych przez osoby z grupy wiekowej 30-39 lat, a także osoby posiadające wykształcenie wyższe i pomaturalne. Przedsiębiorcy, którzy wcześniej kierowali inną firmą i w 2003 r. stworzyli nowe przedsiębiorstwo w 2008 r. zanotowali wskaźnik przeżycia 54,6%.”4. Brak nakładów inwestycyjnych.
„Spośród podmiotów powstałych w 2003 r. do 2008 r. przeżyło 60,4% przedsiębiorstw, które w pierwszym roku działalności ponosiły nakłady inwestycyjne i 40,9% jednostek, które ich nie ponosiły”5. Duża konkurencja.
„Najbardziej znaczącymi barierami o charakterze popytowym była zbyt duża konkurencja na rynku oraz związane z tym obniżki cen przez inne firmy. W 2008 r.
wymienione problemy zgłaszało odpowiednio 80,7% oraz 63,2% jednostek spośród wszystkich napotykających trudności popytowe.”6. Brak kapitału.
„Najczęściej występującą trudnością typu podażowego były niedostateczne środki finansowe, jakimi dysponowali przedsiębiorcy, co w 2008 r. sygnalizowało 68,3% wszystkich jednostek zgłaszających bariery podażowe.”Ważną informacją jest też, że badania były robione w czasie panującej dobrej koniunktury (lata 2003-2008).
Podsumowanie wg GUS:
„Przedsiębiorcy, którzy byli zbyt słabi i nieprzygotowani, by sprostać konkurencji musieli wycofać się z rynku.”Oczywiście to nie są powodu przeciwko zakładaniu własnej firmy, ale wszyscy przyszli a myśle, że obecni przedsiębiorcy powinni sobie zdawać sprawę, że raczej statystyka jest przeciwko nim (tak jak w grach liczbowych a mimo to tak wiele osób gra). Tu jednak mamy znaczący wpływ na poprawę naszych szans. Wiedza, doświadczenie, kapitał to musi być podstawa biznesu.
-
@ Marcin
Wydaje mi się, że spojrzałeś głównie przez pryzmat książki Gerbera.Doświadczenie można zdobyć w wielu miejscach. Można oczywiście uczyć się na własnych błędach, ale dużo lepiej uczyć się na błędach innych ludzi.
Czy uważasz, że firmy upadają przez jeden błąd ? Myślę, że tych błędów jest znacznie więcej.
Wszyscy piszą książki dlaczego moja firm odniosła sukces, a nikt nie pisze książęk dlaczego mi się nie udało. Stąd też przekonanie, że wystarczy podążać drogą sukcesu innych i my też możemy osiągnąć sukces. Wystarczy przecież założyć firmę (to jest w miarę proste), zatrudnić ludzi do pracy (oj daj Panie Boże żeby to było proste) i wyjechać na wakacje spędzając 4 godziny w tygodniu na sprawdzanie salda w banku i ewentualnie upewnianie się, że wszystko jest w porządku.
Coś mi się wydaje, że wsród tych 70 % firm, które upadają w ciągu 5 lat jest sporo takich, których też tak myślało. Uczyli się na sobie i oblali egzamin. Może następnym razem się uda.
-
Ja napiszę trochę na temat z własnego doświadczenia.
Jak Marcinie słusznie napisałeś nie każdy specjalista jest biznesmenem. Ja dodam od siebie, że nie każdy biznesmen jest specjalistą. A często zakładający firmę nie jest ani jednym, ani drugim. Powodów upadku małych (bo o takich tu mówimy) jest cała masa. Jednym z głównych jest nadmierny optymizm przy ich zakładaniu. W planach wszystko jest pięknie, rzeczywistość jednak często jest brutalna. Nie będę rozpisywał się o mądrych rzeczach typu badania rynku itp. Napisze o paru, o których nikt jeszcze tutaj nie wspomniał.
- Pierwsza to zdarzenia losowe.
Jako pracownik etatowy mogę iść do szpitala na 2 miesiące. Taki sam okres nieobecności właściciela może skończyć się bardzo niewesoło dla jego biznesu.
Kolejny punkt z tych losowych to płatności. W żadnej książce nie przeczytacie, że wielkim problemem w polskiej gospodarce są zatory płatniczej (kiedyś pracowałem jako windykator:)). Osobiście znam człowieka, który stracił wszystko, bo jego kontrahent niemiecki nie zapłacił mu 500 tys zł za dostarczony towar.
Facet został dosłownie zlicytowany przez wierzycieli, przeżył zawał serca i do dzisiaj się nie podniósł.
Rzadko kto w swoich planach bierze to pod uwagę. Myślisz tak: za 100zł kupię, za 120 sprzedam i mam 20zł zysku. W rzeczywistości może być tak: za 100 zł kupisz, za 120 zł sprzedasz, pieniędzy za sprzedaż nigdy nie zobaczysz:). Za to zobaczysz komornika, który przyjdzie z naklejką na telewizor. Może być jeszcze tak, że za 100zł kupisz na krechę i w ogóle nie sprzedasz. Nie macie nawet pojęcia z iloma tego typu firmami się w życiu spotkałem. Fajni ludzi, fajne pomysły, a tu sru:) jeden kontrakt i ich nie ma. Możesz mieć też fajną firmę np. budowlaną, a tu raptem chłopaki popiją (jak to na budowie) i jeden spadnie z dachu. Przez kolejne lata, zamiast liczyć zyski, liczysz rachunki od adwokatów i być może od lekarzy.
Kolejna sprawa to walka z urzędami, o to akurat można zapytać milionera Romana Kluskę, którego o 5 rano chłopaki w kominiarkach z domu w majtkach wyciągali. Za co? Za żywota chciałoby się powiedzieć:). A tak poważnie do mojego kolegi (właściciela skateshopu) po 4 latach działalności wpadła kontrola z US, zarzucili mu błędy w inwentaryzacjach, wyciągnęli coś tam jeszcze i dostał 75 tys kary! Akurat on miał pieniądze, żeby zapłacić:) . Możesz mieć też pracowników i któryś z nich zainstaluje sobie piracki program na komputerze firmowym, zgadnij kto odpowiada w razie kontroli? Zgadnij jakie są kary? Idą w grube tysiące, na dodatek policja zatrzymuje wszystkie komputery firmowe i nic nikogo nie obchodzi, że firma jest praktycznie sparaliżowana. Życie chciałoby się powiedzieć:).
A co będzie jak Twoja księgowa źle poprowadzi Ci księgi.
Kto odpowiada za błędne rozliczenia ze skarbem państwa? Księgowa? Oczywiście, że nie!!!! Odpowiada biznesmen, który może nie mieć o rachunkowości finansowej zielonego pojęcia:). Masz firmę, zatrudniasz pierwszą pracownicę, a ona Ci wręcza zaświadczenie, że jest w ciązy i znika na 3 lata i nic jej nie możesz zrobić:))) Musisz czekać i dać jej pracę jak będzie chciała do Ciebie wrócić. Jej prawo!
Podpisujesz swój pierwszy kontrakt, cieszysz się jak dziecko, ale dzień później kluczowy (jedyny) pracownik wyjeżdża do Irlandii. Z kontraktu się nie wywiążesz , zapłacisz kary umowne, czasami idące w tysiące:)
Itd, itd, itd:)
pozdrawiam -
Napawacie optymizmem:D, a ja właśnie czekam na mój REGON…
-
@ Marcin
Ustawa o rachunkowości z 1994 roku mówi jasno, za błędy w rachunkowości odpowiada kierownik jednostki, czyli prezes! Ustawodawca wyszedł z założenia (poniekąd słusznie), że z powodu zależności służbowej to nie ksiegowy powinien odpowiadać za błędy (celowe lub nie), gdyż może być „pod wpływem woli” prezesa:). Czyli ewentualne kary płacisz Ty, a potem możesz sądzić się w procesie cywilnym z księgowym. Może wygrasz:), -
I mamy wysyp komentarzy teoretyków. Za wyjątkiem yossariana nikt nie odniósł się do swojego doświadczenia. Ta upadająca większość jest obserwowana globanie, nie tylko w Polsce. Jak się ma mielenie tych samych argumentów: „ZUS, US, Sanepid” dla firm otworzonych poza granicami Polski? Myslicie, że to polskie ZUSy, kontrole skarbowe wykańczają tamte firmy?
Brak dostatecznego rozeznania to jest coś co sprawiło, że mój pomysł rozbłysł na 3 miesiące i został zamknięty. Jeśli opierasz swój, zależny od pogody, biznes na wiedzy uzyskanej w „słoneczne lato stulecia” i chcesz go zrealizować w „najbardziej deszczowe lato w ostatniej dekadzie”. Nie ma innej możliwości jak zaakceptować porażkę.A co do GUSu, sa DWA główne powody – Kapitał i Wiedza:
[i]Brak kapitału[/i]. to matka takich problemów jak:
Słabe przygotowanie biznesu i mały kapitał.
Wykonywanie całej pracy przez właścicieli.
Brak nakładów inwestycyjnych.[i]Brak wiedzy i doświadczenia.[/i] patronuje następującym:
Słabe przygotowanie biznesu i mały kapitał.
Duża konkurencja.Wiedzę zdobędziesz teoretyczną: studia+książki
albo praktyczną: pracując najemnie w danym sektorze (popełniając błędy na konto pracodawcy), rozmawiając z osobami zorientowanymi w temacie (ucząc się na ich błędach), próbując, startując, zakładając firmę (przyjmując na siebie konsekwencję każdej swojej decyzji).Kapitał: pracując dla kogoś-odkładając-rozwijając biznes
-
Tak sie zastanawiam Marcinie skad u Ciebie wiedza na ten artykul. Prowadzisz firme? Czy jest sa to poprostu Twoje wlasne przemyslenia i gdybania?
-
W Wielkiej Brytanii płaci się miesięcznie kilkadziesiąt złotych..
W Irlandii: 3% składki socjalnej + 2% składki zdrowotnej obliczanej z calkowitego dochodu osoby samozatrudnionej, minimum 256euro (co jest rownoznaczne z dochodem 5120E).
Mając dochody równe minimalnej pracownika najemnego (15,028E) odprowadzasz do kasy państwa 751.4E, co w tej chwili wynosi 3177PLN. Chyba to nie są grosze, które każdy sobie wyobraża, co?
Plusem jest to, że możesz zapłacić to na zakończenie roku kalendarzowego po roku działalności. Co daje rok-półtora na rozwiniecie skrzydeł.tutaj płaci się normalnie 800 zł!
Czy ZUS przez 2 lata nie jest obniżony? Jakieś 300pln z hakiem?Co do niepowodzeń – brak rozeznania = zły okres na start. Kolega, który został z samochodem pełnym szklarniowych pomidorków gdy rynek zalały kilkukrotnie tańsze pomidory gruntowe.
-
Moi drodzy
Widzę, że trafiliśmy na bardzo „wrażliwy” temat. Ja mam tylko jedno pytanie: jak poradzić sobie z tymi trudnościami, jakie tworzy nasz kraj przedsiębiorcom? -
Jak trzeba iść do lekarza to czekasz kilka miesięcy Do lekarza dostaniesz ise od razu. Ale! Na wejscie masz opłatę min. 55e. Przecież lekarz musi zarobic! Ale to nie jest specjalista. jesli wybierasz sie do ginekologa (w przychodni, żadna nie jest państwowa) – 120e za wizytę. Ostatnio jakiś dentysta kusi ofertą – jedyne 80e (ze 110e) za wizytę i TYLKO 450e (było 600e) za leczenie kanałowe (3 wizyty).
To samo z emeryturą – potem dostają gówno
Minimalna wyplata za pełen etat to jakies 1250e. Dzisiejsi emeryci, ktorzy polegaja na panstwowych skladkach mogą liczyc na jakies 800e/m-c. Warunkiem godziwej emerytury jest odkładanie w prywatnym funduszu. -
Jako praktykująca pani biznesmen na przykładach z otoczenia 1 punkt wskazałabym jako główną przyczynę upadku firm „Nieprzyjazne prawo”, a dokładnie jego zawiłość, mnóstwo luk, różnorakie interpretacje w zależności od miejsca urzędu, jawna sprzeczność niektórych przepisów.
W ciągu zaledwie 2 lat miałam 2 kontrole (US i PIH), a prowadziłam i nadal prowadzę tylko jednoosobową działalność gospodarczą. Pocieszające jest to, że wszystko było ok, ale… Gdyby nie było ok, natychmiast nakłada sie na mnie kary z najlepiej natychmiastową egzekucją. Na każdą rzecz sprawdzaną przytaczane były dziesiątki artykułów, paragrafów itp, które na szczęście spełniłam.
Rozmawiając jednaj nieraz z moja księgową miałam wrażenie, że mimo to ja powinnam prowadzić księgowość jakby była ona nie na zasadach ogólnych, tylko przy pełnej księgowości. Że każdy wydatek z MOJEGO konta firmowego powinnam uzasadniać, najlepiej na zaś. Że każde działanie finasowe/zakupowe powinno być opisane i najlepiej drukowane w 10 kopiach.
Osoba, która rozpoczyna, ma nadzieję skupić sie na reklamie, sprzedaży, rozwijaniu firmy, a nie na biurokracji, śledzeniu każdej zmiany w prawie wytworzonym przez teoretyków (w większości!) i zastanawianiu sie, czy to co robię to dobrze, czy może jednak źle?
Może powoływanie się na ZUS, US czy Sanepid brzmi banalnie, ale to one przyczyniają się w głównej mierze do zniechęcenia prowadzenia działalności, a czasem wręcz jej zakończenia.
Chory przykład z niedawnych wiadomości loklanych dotyczących winnic. I tak sie poprawiło, ale aby wprowadzić wino w obieg trzeba spełnić szereg norm, czasem wręcz idotycznych. Jedna winnica na podkarpaciu spełniła te normy. I pokazana jest piękna przetwórnia, blaszane kadzie, stosy dokumentów, które trzeba przy okazji uzupełnić itd. Dla kontrastu pokazują 2 firmy – jedną bodajże z Mołdawi albo Węgier. Wino czy winogrona przechowywane w betowych ziemiankach w ziemi (pani odsłania wejście odgarniając jednocześnie pajęczyny
) Sprzedaż do hurtowni nie tylko wina, ale i bimbru bez jakiś konkretnych ograniczeń itp. Inny, bardziej widoczny przykład? Francja, Paryż. Restauracje, sklepy miesne, z warzywami wychodzące dosłownie z towarem na chodniki! Kto był, to wie o co chodzi… Czy przeszloby to w Polsce przy normach Sanepidu? NIGDY!
A sławna sprawa 2 groszy pani w kiosku ruchu? Co prawda wczoraj słyszałam, że US zaczyna powoli „pozwalać” na naprawienie swoich błędów, ale ile spraw będzie takich, że nie?
Prowadzenia biznesu można sie nauczyć, nawet na błędach, samemu z specjalisty można przeistoczyć się w specjalistę/biznesmena. Jak się ma dużo samozaparcia, to nawet brak kontroli w stałym monitorowniu rynku można nadrobić i zacząć jakby od nowa.
Głupich i zawiłych przepisów prawa (często także urzędników) nie da sie ominąć.
-
Bart: bardzo dziekuje Ci za to sprostowanie. Sam pracowalem w Anglii przez 2 lata… i moja WIEDZA + DOSWIADCZENIE mowily zupelnie inaczej.
Marcin: moj poprzedni komentarz mial na celu wlasnie podkreslenie tego ze mam wrazenie ze nie masz wlasnego doswiadczenia dotyczacego tego o czym piszesz. Twoja wiedza jest czysto teoretyczna. Nie mowie ze to zle. To wrecz bardzo dobrze, ze czlowiek w Twoim wieku, zaczynajacy dopiero swoja przygode z kariera, biznesem itp. zaczyna od zdowbywania wiedzy czytajac ksiazki i doswiadczenia, prowadzac firme pomiedzy wykladami. Zastanowilbym sie jednak na Twoim miejscu trzy razy zanim ksiazkowa, czy zaslyszana jak piszesz w swoim ostatnim komentarzu, wiedzą zaczalbym w moralizatorski sposob raczyc innych.
Ten komentarz nie jest wynikiem przeczytania tylko tego jednego posta na Twoim blogu. Przeczytalem wiekszosc z nich… trzymajac powyzsza opinie dla siebie. Dopiero ten post sprawil, ze sie odezwalem.
Z reguly staram sie komentowac pozytywnie… mam wiec nadzieje, ze moje przyszle komentarze na Twoim blogu beda wlasnie takie.Pozdrawiam
Krzysztof
-
Sami typowi Polacy – narzekają i najchętniej nie płacą podatków i składek (czyli oszukują).
Każdy kto rozpoczyna działalność wie jakie są przepisy i otoczenie i godzi się na to. Nikt nikogo nie zmusza do prowadzenia działalności.
Można:
1. Być bezrobotnym, wolnym ptakiem
2. Ożenić się bogato
3. Pracować na posadzie.
4 Pracować na zlecenie
5. Wyjechać za granicę i tam prowadzić działalność lub pracować
6. Wygrać na loterii.
7. Zostać przestępcą
8. Otrzymać spadekMożliwości jest wiele. Skoro minimalny ZUS i podatek wszystkich dręczą to dlaczego każdy chce bezpłatej szkoły, autostrad, lecznictwa, emerytur, rent i cholera wie czego jeszcze.
Często ludzie mówią” ponieważ Panstwo okrada mnie przez podatki, ZUS i złe przepisy, to ja będę szukał kruczków prawnych, przekrętów” itp. Ja z takim „biznesmenem” nie chciałbym współpracować. Skoro nie szanuje prawa, to czy bedzie wobec mnie jako partnera w biznesie uczciwy?
-
Bart – ja pisałem o Polsce a nie o Wielkiej Brytanii.
Chodziło mi tylko o pokazanie, że też płacę a za darmo nic nie mam. Kto nie był w Irlandii jest przekonany, że tam jest lepiej. Tam nie jest lepiej – tam jest inaczej.
Co do bloga – nie przestawaj. Ja się uczę od Ciebie. Ty się uczysz ode mnie. Korzystajmy. Ja skorzystałem na poleconej literaturze. -
Mnie najbardziej właśnie przeszkadza nieuczciwość „biznesmenów”. Jeżeli ja płacę uczciwie, zgodnie z prawem podatki, ZUSy i inne obciążenia, nie oszukuję kontrachentów, to tym samym jestem mniej konkurencyjny od innych, działających w szarej strefie, oszukujących partnerów ponieważ oni mogą zejść z cenami do takiego poziomu, że ja już mam stratę. A prosty lud kupuje najczęściej tam gdzie jest najtaniej, nie zastanawiając się dlaczego – Słyszy się czasem o firmach – krzakach, które oferują np komputery, aparaty czy plazmy bardzo tanio. zrobią przekręt na setce osób i znikają.
Równe zasady dla wszystkich to podstawa dobrego biznesu!
-
W przypadku Polski i upadku wielu małych firm przyczyny możemy szukać w samozatrudnieniu. Ostatni boom wymusił na zwykłych pracownikach zakładanie własnych firm aby dostać pracę dlatego upadek dużej ilości firm w krótkim okresie możemy traktować jako czynnik sezonowy z tym związany. Bo po co komuś zarejestrowana firma skoro rozstał się z obecnym pracodawcą?
Jako, że swoją firmę prowadzę już 4 lata jako główny powód upadku firm uważam brak finansowania. Dostęp do pieniędzy jest bardzo ograniczony a jak już się pojawi to w tak ograniczonym stopniu, że przedsiębiorca nie jest w stanie zrealizować nowych projektów.
U mnie na początku nie było wesoło, ale zawsze wiedziałem, że chcę prowadzić firmę więc już nie raz się przebranżowiłem i teraz jest OK.
Polecam wszystkim pracę u siebie
A coś co mnie strasznie denerwuje to nadmuchany problem z rejestracją firmy – każdy w TV tak narzeka a w moim odczuciu to był „pikuś” więc idea jednego okienka, które miałoby zrewolucjonizować polską przedsiębiorczość jest przynajmniej śmieszna
-
Czytam tą dyskusję (ciekawa) i zastanawiam się nad jednym. Czy kiedyś jeszcze jakieś 15 lat temu łatwiej było założyć i prowadzić firmę ? Abstrahując od tego, że na rynku nie było aż tak „ciasno” (Marcin, swoją drogą mógłbyś zrobić o tym wpis ). Znam wiele historii, jak ludzie zaczynali swój biznes 20 lat temu od zera, nie mając nawet od kogo pożyczyć grosza, a teraz mają spory majątek.
-
dobrze wiedzieć, że takie coś było. szkoda, że już nie obowiązuje :/
-
Święta racja!
Jeśli w ciągu 12 miesięcy nie zrobi się z firmy samograja to można ją sprzedawać albo staniesz się na 100% niewolnikiem swojego biznesu a to szybka droga do grobu.
Sam taką firmę miałem i po 7 latach ją sprzedałem będąc na skraju wykończenia nerwowego.
Teraz na szczęście robię zupełnie co innego mądrzejszy o te doświadzenia, a na etat nie wróce nigdy bo to dopiero niewolnictwo jest. -
Wiesz Piotr, jak slysze ludzi mowiacych ze nie wroca na etat bo to niewlnictwo… to mi sie usmiech pojawia na twarzy. I nie chodzi mi o to ze praca na etacie ma swoje wady i zalety… i patrzac przez swoj pryzmat, uwarzam, ze ma wiecej zalet niz wad. Chodzi mi natomiast o to, ze przeciez to Ty sam sobie wybierasz na jakim etacie bedziesz pracowac. W jakiej firmie i co bedziesz robic. Zapytaj prograiste www, zagorzalego freelancera i przeciwnika etatow, czy chcialby pracowac w Google

Wiem, ze w Polsce praca-etatowa jeszcze nie jest taka jak za granica. Ale jest coraz wiecej miejsc pracy w ktorych ludzie poprostu chca pracowac. Pracodawcy zaczynaja rozumiec ze pracownik to najwazniejszy element firmy… i powoli konczy sie era wykorzystywania na maksa.
Wiem, ze pisze to z perspektywy…. wlasnego etatu
Ale ja go lubie. Mam wolnosc tego co i kiedy robie, mam satysfakcje z tego co robie… no i mam z tego wiecej niz nie jeden (i nie dwoch;)) anty-etatowych „wlascicieli firm”.
To ze TOBIE sie na etacie nie udalo/nie podobalo, nie znaczy ze mozesz generalizowac.
Pozdrawiam.
PS. Nie nie jestem zwolennikiem etatu. Jestem zwolennikiem robienia tego co sie lubi robic… i czerpania z tego jak najwiekszych korzysci, nie patrzac na to czy jest to etat czy wlasna dzialanosc – bo to tak naprawde jest nieistotne. -
Masz bardzo dobre podejście, robić to co się lubi.
Często jednak jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma.
Pamiętajmy, że jesteśmy na blogu rentier
a człowiek na etacie ma minimalną szansę bycia rentierem. -
Nie widze zwiazku pomiedzy „dazeniem do bycia rentierem” a prowadzeniem wlasnej dzialalnosci. I praca na etacie i prowadzenie wlasnej dzialalnosci sa tylko narzedziami budowania finansowego sukcesu w postaci utrzymywania sie z zyskow kapitalowych. Jesli pracujac na etacie ktos zarabia 10,000zl miesiecznie i odklada z tego 50% na poczet swojego „rentierskiego kapitalu”, to chyba szybciej zostanie „rentierem” niz osoba ktora jest sama sobie szefem, ale ma z tego np. 7,000zl miesiecznie… i rowniez odklada 50%.
I jesli decydujesz sie na „sie lubi co sie ma”… to niewazne czy na etacie czy na wlasnej dzialalnosci i tak bedziesz nieszczesliwym czlowiekiem.
Kazdy z nas samodzielnie ponosi odpowiedzialnosc za to kim jest, co ma i co od zycia bierze (poza oczywiscie wypadkami losowymi na ktore nie mamy wplywu).
Pozdrawiam -
Marcin, ale przeciez etat to nie 12 godzin… tylko 8. Zgadza sie ze trzeba doliczyc dojazd do/z pracy, ale watpie czy sa to 4ry godziny
Mieszkam 20km pod miastem i zajmuje mi to 20min w jedna strone. Ten sam dojazd do/z pracy trzeba takze brac pod uwage gdy ktos prowadzi wlasna dzialalnosc nie w domu. Co w Polskich realiach jest bardziej powszechne.
Odnośnie stresu, to też jest dużo mniejszy na etacie, niż prowadząc własną działalnośc, zatrudniając ludzi itp. Patrzac na znajomych wlascicieli firm. Moge smialo powiedziec ze pracuje mniej od nich… nie mam stresu zwiazanego z prowadzeniem firmy, urzedami (mimo, że po części prowadzę firme – a raczej jej polski oddział). Nie narzekam, jak polowa ludzi komentujacych powyzszy artykul na to jak ciezko jest prowadzic firme w polsce.
Tak btw. jestem ciekawy ile jest osob/wlascicieli wlasnych firm pracujacych po 4 czy 6 godzin dziennie w Polsce
Czy poprostu nie jestes zbytnio pochloniety lektura „The 4 hour workweek”? 
Z drugiej strony jak, bylem w Twoim wieku (wcale nie jestem teraz wiele starszy
), to tez pracowalem po 4 czy 6 godzin dziennie… bo pozostaly czas przebywalem na uczelni, tak jak Ty teraz, przypuszczam.
Teraz nic mnie nie przymusza do niczego. Nie ma uczelni. To co kiedyś robiłem 4-6 godzin dziennie, dzisiaj moge robić przez cały dzień. Często wychodzę z biura dużo później niż wszyscy inni… a jak ktoś mówi z boku, że to dlatego, że pracuje ciężko na etacie… to się poprostu z tego śmieje.
Jeszcze raz powtórzę to co napisałem już w komentarzu powyżej. Życie jest za krótkie, żeby robić coś czego się nie lubi. A jeśli cały dzień możesz robić coś co lubisz… to co za różnica czy na etacie czy nie?
PS. Jest jedna różnica… korzyści podatkowe przy własnej działalności, ale to inna sprawa.
Pozdrawiam





[...] posiada zaledwie kilkanaście procent populacji. Dlatego zdecydowana większość firm upada w pierwszych latach działalności. Niewiele jest tych, które przetrwają ponad 10 lat. Wiele osób po pewnym czasie [...]