Dlaczego długoterminowe planowanie nie zdaje egzaminu?

Dlaczego długoterminowe planowanie nie zdaje egzaminu?

(autor: Futuristmovies.com)

Podstawą wszystkich książek o niezależności finansowej (i samorozwoju również) jest sporządzenie planu. „Stwórz sobie plan na najbliższe 10 lat”, „przygotuj listę zadań, które chcesz zrealizować w swoim życiu” i podobne zdania to podstawa w każdej lekturze tego typu.

Argumenty za długoterminowym planowaniem to rzekomo stała motywacja wywołana ciągłym parciem do przodu, nadanie wyraźnego sensu swojemu życiu oraz pewność, że w ciągu życia zrealizujemy to, co będziemy chcieli zrobić.

Sam postawiłem sobie na początku mojej drogi do niezależności finansowej cel – zostać milionerem w ciągu 7 lat. Po zaledwie trzech miesiącach zauważyłem, że źle zaplanowałem cały harmonogram i wprowadziłem poprawki, zakładając, że realne jest zdobycie miliona w ciągu 8 lat.

A co się okazuje teraz? Że i druga wersja harmonogramu już po siedmiu miesiącach jest nietrafna i przestarzała.

Jaki z tego wniosek?

Długoterminowe planowanie nie zdaje egzaminu

A jest po temu kilka powodów.

Wyznaczyłem sobie cel, który mam osiągnąć za 7 lub 8 lat i podzieliłem proces na roczne etapy. Teoretycznie wszystko jest więc w porządku. Ale jednak coś nie gra.

Po pierwsze nie uwzględniłem tego, że warunki zmieniają się bardzo szybko i niemożliwe jest przewidzenie, czy jestem w stanie zarobić w danym roku 7 812,50 zł albo 15 625 zł.

Dzielenie kwoty na miesiące („jeżeli na koniec roku mam mieć 7 812,50 zł to muszę zarabiać około 651 zł miesięcznie”) nie uwzględnia żadnych zmian. Jeżeli jednego miesiąca stracę większą kwotę, to później cały plan, przez swój brak elastyczności, jest zrujnowany. A ja tracę motywację, bo zaległości nadrobić coraz trudniej.

Jak można temu zaradzić?

Po pierwsze należy… zrezygnować z długoterminowego planowania. Można sobie postawić cel „jestem milionerem przed 30 rokiem życia” i ciągle o nim pamiętać, ale nie warto tworzyć kompletnego długookresowego planu.

Jeżeli stawiam sobie nowy cel co miesiąc, to nawet jak raz zawalę, to na drugi miesiąc mam kolejną szansę, co mobilizuje do dalszego działania.

Jest to więc o wiele lepszym rozwiązaniem. Bazuję tylko na aktualnych informacjach i nie muszę snuć domysłów – opieram się na danych historycznych (czyli jak sobie radziłem w poprzednich miesiącach), własnych dochodach, wydatkach, inwestycjach i tak dalej.

Ale stawiając sobie cele nie można na tym poprzestać. Należy zrealizować pierwszy krok. Jeżeli szukamy nowych źródeł dochodów, to natychmiast poszukajmy informacji na ten temat. Następnego dnia zróbmy sobie listę sposobów na nowy dochód i zdecydujmy się na jakieś rozwiązanie. A kolejnego dnia napiszmy do kogoś, kto zarabia w sposób, który wybraliśmy i zapytajmy o radę. Po takich działaniach wtoczymy się na właściwy tor i o wiele łatwiej będzie iść naprzód.

Jak to ładnie ujął Timothy Ferriss jeżeli nie zaplanujemy natychmiastowych działań to „tomorrow becomes never” („jutro stanie się nigdy”).

Drugą wadą długoterminowych celów jest to, że są… długoterminowe. To sprzyja prokrastynacji, czyli odkładaniu czynności na później. Jeżeli ustalamy sobie, że w przeciągu 15 lat będziemy mieszkali w Tajlandii w 300-metrowym domu z 500-metrowym ogrodem, to przecież mamy pełno czasu, żeby coś zrobić w tym kierunku. Mija 15 lat i okazuje się, że nie zrobiliśmy absolutnie nic.

Są cele, które trudno podzielić na etapy. Jak można uznać, że zrealizowaliśmy cel o takim brzmieniu jak: „jestem płynny w hiszpańskim”? Jest to dosyć trudne, bo chyba każdy wie, że posiadanie certyfikatów językowych za bardzo nie odzwierciedla umiejętności praktycznych. Dodatkowo nie jest motywujący, bo nie uwzględniamy krótkoterminowych efektów (a bez widocznych efektów łatwo zrezygnować).

Cel trzeba doprecyzować i nadać mu krótszy termin. Jak można to zrobić z powyższym przykładem?

Cel: potrafię komunikować się po hiszpańsku.

Dowód realizacji: przeprowadzić 10-minutową rozmowę z Hiszpanem.

Termin: 3 miesiące.

Działanie natychmiastowe: poszukać stron z hiszpańskim dla początkujących i poznać podstawowe zasady języka.

Działanie na jutro: poszukać na językowych forach dyskusyjnych jakie materiały i strony są najbardziej polecane, przejrzeć je i wybrać najlepsze.

Działanie na pojutrze: zakupić segregator i różnokolorowe kartki do różnych elementów języka (słownictwo, gramatyka, konwersacja). Zacząć lekcje i tworzyć notatki.

Takie stawianie celów jest motywujące, łatwe do zmierzenia i co najważniejsze wymusza natychmiastowe działanie.

I to samo można zastosować do celów finansowych. W moim przypadku zamiast harmonogramu lepiej zadziałałoby wyznaczanie nowej wartości majątku na każdy kolejny miesiąc albo kwartał. Na podstawie aktualnych informacji szacuję realny przedział, a potem wybieram konkretną kwotę. W ten sposób być może nie będę realizował rocznych kwot ustalonych w harmonogramie, ale będę ciągle szedł do przodu zamiast myśleć: „teraz nie zmieściłem się w limicie, ale nadrobię później, bo mam tyle czasu”.

A Ty, na jaki okres najczęściej stawiasz sobie cele? Czy prowadzisz dziennik (papierowy czy elektroniczny), w którym je zapisujesz?

Kliknij i przeczytaj także:

  1. 10 mądrych rzeczy, które możesz zrobić jeszcze w 2009 roku
  2. Jak osiągać cele w 3 krokach: jedyny poradnik, którego potrzebujesz

Niezależność finansowa, Samorozwój, Sukces

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, skomentuj go. Zasubskrybuj RSS, żeby nie przegapić żadnego wpisu. Jeżeli nie wiesz czym jest RSS, poczytaj o nim tutaj. Śledź mnie także na Twitterze, a otrzymasz dodatkowe informacje.

Trackbacki

  1. [...] Bardzo pomaga konstruowanie listy zadań, ale w przypadku bardziej długoterminowych celów ciężko w ogóle wybrać co danego dnia zrobić (i ostatecznie nie wybiera się nic albo wykonuje się mało sensowne zadania). Obecnie więc bardziej skłaniam się ku wyznaczaniu realnych celów krótkoterminowych (maks. 6 miesięcy), a te długoterminowe po prostu sobie postawić, ale nie zaprzątać sobie nimi głowy. [...]

  2. [...] tak jak pisałem we wpisie „Dlaczego długoterminowe planowanie nie zdaje egzaminu?” czas zrezygnować z harmonogramu milionera na rzecz bardziej elastycznych krótkoterminowych [...]

  3. [...] co do planów – Plany są po to, aby je łamać na naszą korzyść (polecę tu wpis rentiera). A nagłą spłatę kredytu dedykuję Jackowi Krużyckiemu, bo pracuje tam, gdzie pracuje ;) . Tako [...]


Komentarze

Komentarzy: 24 do “Dlaczego długoterminowe planowanie nie zdaje egzaminu?”

Zostaw komentarz

(wymagany)

(wymagany)


Zasady komentowania: traktuj innych jak ludzi, nie obrażaj i nie wyśmiewaj. Konstruktywna krytyka jest w porządku, ale niegrzeczne i niedojrzałe komentarze są kasowane. Komentarze, które mają na celu jedynie reklamowanie jakiejś strony również są kasowane. Jeżeli piszesz dłuższy komentarz, kopiuj go do schowka w czasie pisania. Dzięki temu nie utracisz go, jeżeli wystąpi jakiś błąd. Miłej dyskusji.