Dieta informacyjna – 4 miesiące później

(autor: http://www.flickr.com/photos/will-lion/)
There are many things of which a wise man might wish to be ignorant.
Ralph Waldo Emerson
4 miesiące temu, 22 stycznia, opublikowałem na blogu wpis o tym, że idę na dietę informacyjną. Podstawą była dieta od wszelkich mediów: rezygnacja z gazet, niespecjalistycznych czasopism, audiobooków i radia z informacjami, portali informacyjnych, telewizji. Jak mi idzie? O tym dzisiejszy wpis.
Przez ostatnie cztery miesiące nie przeczytałem żadnej gazety i nie czytałem żadnych portali informacyjnych. Telewizji nie oglądam od dobrych paru lat, a z czasopism czytałem wybiórczo tylko te, dla których miałem prenumeratę (Kurier Finansowy, Własny Biznes Franchising – nie przedłużyłem prenumeraty) lub jeszcze mam (Forbes, Focus). Z newsów wchodzę tylko na portale muzyczne, ale to nie są portale z wiadomościami ze świata tylko newsy o muzyce.
Czy ominęło mnie coś ważnego? Chyba nie. O wszystkich ważnych wydarzeniach ostatnich miesięcy dowiedziałem się od rodziny, znajomych albo na Twitterze. Zawsze wystarczy też szybki rzut oka na pierwszą stronę gazety w kiosku, żeby być na bieżąco z ważnymi wydarzeniami. Których zresztą wcale nie ma tak dużo – porównaj sobie pierwsze strony gazet z ostatnich paru tygodni i policz ile na nich było naprawdę ważnych wiadomości.
Ignorancja
Dzięki diecie informacyjnej przestałem każdego dnia bombardować się złymi newsami, bo ich po prostu nie widzę. Richmond pisała pod wpisem o diecie, że newsy można samemu filtrować i włączać tylko to, co nas interesuje, ale nie mogę się z tym zgodzić.
Jeżeli wchodzisz na główną stronę Wirtualnej Polski czy Onetu i widzisz na środku olbrzymie zdjęcie ofiar z wielkim podpisem „katastrofa”, „zamach” lub czymś podobnym, to nie da się tego filtrować. Jeżeli patrzysz na listę wiadomości i w połowie z nich jest odmieniane przez wszystkie przypadki słowo „zginęli”, „zabito”, „zamach” i tak dalej, to nie da się tego filtrować.
Nawet na stronach konkretnych kategorii, np. biznesowych czy finansowych, znajdą się prawie same złe wiadomości o aferach, kryzysach, spadkach i tak dalej. Niektóre osoby, które pracują w tych dziedzinach nie mogą jednak obyć się bez tej wiedzy – wtedy, tak jak polecała Richmond, proponuję subskrybować profesjonalne portale lub blogi finansowe, gdzie wiadomości nie są pisane w takim sensacyjno-wyolbrzymionym tonie.
Dla innych osób najlepszym rozwiązaniem jest kompletna rezygnacja z odwiedzania takich portali. Zachęcam do tego – poczujesz się lepiej, bo świat wydaje się karmić negatywnymi wiadomościami, co jest dla mnie chore.
Jak już pisałem w komentarzach do wpisu o diecie, świat nie umrze z powodu mojej wybiórczej ignorancji. Jeżeli dzieje się coś naprawdę ważnego, dowiaduję się od tym z otoczenia. Czas spędzony na czytaniu newsów o kolejnych zamachach, wojnach, katastrofach i tak dalej, to czas stracony. We wszystkich mediach mówi się ciągle o tym samym. I tak nigdzie nie wykorzysta się tych wiadomości, a te wydarzenia i tak będą się działy każdego dnia i nikt nie ma na to wpływu.
Zabij w sobie nawyk sprawdzania kompletnie niepotrzebnych Ci informacji i wprowadź wybiórczą ignorancję, a znacznie zmieni to Twoje życie codzienne.
Przytaczałem już wcześniej cytat Roberta J. Sawyera: „Learning to ignore things is one of the great paths to inner peace”. I po tych czterech miesiącach mogę kompletnie się z nim zgodzić – kiedy odetniesz się od tego, co wciskają Ci media, będziesz żył spokojniej.
To bardzo ważne: nie promuję tutaj ignorancji jako celowego zaniedbywania uczenia się, bo jeżeli chcesz się rozwijać, musisz się uczyć i to bezustannie. Nie mówię tutaj także o wybiórczej ignorancji jako znieczulicy. Tę tworzą właśnie media, które każdego dnia bombardują złymi wiadomościami, na które w końcu ludzie stają się obojętni. Promuję tutaj wybiórczą ignorancję w odniesieniu do mediów, które zniekształcają prawdziwy obraz świata.
Produktywność
Dzięki diecie zanotowałem znaczny wzrost wolnego czasu. Zacząłem jeszcze więcej działać, czytać i pisać. I czas wykonywania zadań uległ skróceniu, bo łatwiej skupić mi się na ich wykonywaniu, kiedy wyeliminowałem główne rozpraszacze.
Początkowo wprowadziłem w życie zasadę pierwszeństwa pracy – najpierw wykonywałem dwa najważniejsze zadania na dany dzień, a dopiero potem mogłem sobie pozwolić na czas wolny albo wykonanie mniej ważnych zadań. To wszystko przyczyniło się do lepszej organizacji dnia, ale ostatecznie zrezygnowałem z tego kiedy zauważyłem, że znacznie lepiej pracuje mi się o nieregularnych porach – raz w południe, raz wieczorem, raz rano.
Obecnie każdego dnia mam wyznaczone maks 3–4 ważne zadania, które muszę zrobić, zanim skończy się dzień. Jeżeli najpierw chcę zrobić mniej ważne zadania – tak robię. Jeżeli najpierw chcę zrobić te ważniejsze, to robię ważniejsze. Ostatecznie w ciągu danego dnia i tak muszę te najważniejsze wykonać.
Myślę, że każdy powinien stworzyć sobie własny system, który mu najbardziej odpowiada. Dla mnie najwygodniejsza jest swoboda, ktoś inny może woleć większy rygor – polecam eksperymentować i testować efekty.
Wybiórcza ignorancja to coś, co powinien wprowadzić w swoim życiu każdy lifestyle designer. Jeżeli jeszcze nie spróbowałeś tej diety – spróbuj, chociaż na tydzień.
Co sądzisz o diecie informacyjnej? Jaki jest Twój sposób na produktywność?
Kliknij i przeczytaj także:
- Idę na dietę
- Dyskusja: teraz czy później? Jakie są granice opóźnionej gratyfikacji?
- Jak lepiej zarządzać czasem?
- Jeśli nie stworzysz teraz funduszu awaryjnego, będziesz tego później żałował
Jeśli spodobał Ci się ten wpis, skomentuj go. Zasubskrybuj RSS, żeby nie przegapić żadnego wpisu. Jeżeli nie wiesz czym jest RSS, poczytaj o nim tutaj. Kliknij tutaj i dołącz do grupy na Facebooku, a otrzymasz dodatkowe artykuły i aktualizacje. Śledź mnie także na Twitterze.
Trackbacki
Komentarze
Komentarzy: 46 do “Dieta informacyjna – 4 miesiące później”- Zasady komentowania: traktuj innych jak ludzi, nie obrażaj i nie wyśmiewaj. Konstruktywna krytyka jest w porządku, ale niegrzeczne i niedojrzałe komentarze są kasowane. Komentarze, które mają na celu jedynie reklamowanie jakiejś strony również są kasowane. Masz wątpliwości? Przeczytaj zasady użytkowania. Jeżeli piszesz dłuższy komentarz, kopiuj go do schowka w czasie pisania. Dzięki temu nie utracisz go, jeżeli wystąpi jakiś błąd. Miłej dyskusji.
-
„Jeżeli wchodzisz na główną stronę Wirtualnej Polski czy Onetu i widzisz na środku olbrzymie zdjęcie ofiar z wielkim podpisem „katastrofa”, „zamach” lub czymś podobnym, to nie da się tego filtrować.” — można
Polecam zapoznanie się z metodą NLP, tzw. bullshit detector (autorstwa bodaj Mateusza Grzesiaka) i jasno określić czym jest własny bullshit. Poza tym staram się najzwyczajniej w świecie nie przejmować rzeczami, na które nie mam wpływu.
A sama dieta niskoinformacyjna to super sprawa. Dzięki wywaleniu ponad połowy kanałów RSS z czytnika, uwolniłem dziennie co najmniej jedną godzinę czasu, którą do tej pory pożytkowałem na nadążanie (choć nie do końca z newsami, a bardziej z wiedzą i poradami z blogów). Telewizora nie mam, choć gdy miałem dostęp, i tak oglądałem tylko Discovery i Travel Channel
A o moim sposobie na produktywność piszę tutaj
-
Zaciekawił mnie Twój post, tym bardziej że mam dokładnie odmienne podejście

„Zawsze wystarczy też szybki rzut oka na pierwszą stronę gazety w kiosku, żeby być na bieżąco z ważnymi wydarzeniami”.I nagle Twoim oczom ukazuje się okładka gazety „Fakt” z hasłem „TUSK MA KREW NA RĘKACH”. Pierwsze pytanie. I co sobie wtedy myślisz??? Zwłaszcza w kontekście Twojej kolejnej wypowiedzi: „Promuję tutaj wybiórczą ignorancję w odniesieniu do mediów, które zniekształcają prawdziwy obraz świata” ???
Drugie pytanie, to na jakiej podstawie wyrabiasz sobie zdanie o tym, czym jest ów PRAWDZIWY, a nie ZNIEKSZTAŁCONY obraz świata w kontekście Twojej powyższej wypowiedzi???
Trzecie pytanie. Które konkretnie media według Ciebie przedstawiają zniekształcony obraz świata i na jakiej podstawie tak twierdzisz???
Z pozdrowieniami. -
Co do rezygnacji z odbiorników telewizyjnych to coraz to więcej osób decyduje się na taki krok (w tym ze świata showbiznesu jak np. Michał Żebrowski) – pudło jest totalną stratą czasu.
Co do samych newsów to teraz chyba nawet przejrzenie demotywatorów wystarczy
i już mamy zakreślony obraz sytuacji w państwie i na świecie 
A tak już całkiem serio mówiąc – jeżeli czas w ten sposób uzyskany przeznaczasz na naukę, praktykę konkretnych czynności/zajęć to w krótkim czasie będziesz w niej mistrzem. Chyba sam spróbuję przejść na takową dietę
Pozdrawiam ! -
Staram się stosować dietę informacyjną od roku i rzeczywiście działa, a o ważnych rzeczach zawsze się jakoś ostatecznie dowiem.
Nawet rozdawacze Metra już mnie pamiętają i nawet nie wyciągają ręki z gazetą
A do zablokowania stron zżerających czas używam OpenDNS. -
To też dobre rozwiązanie, przy czym działa tylko w Firefoxie i stosunkowo łatwo to wyłączyć. Wszystko więc zależy od poziomu własnej samodyscypliny.
-
Diety nie stosuję i przez to często łapię się na tym, że marnuję czas przeglądając mało interesujące newslettery lub oglądam te same wiadomości na trzech różnych kanałach. A przecież ten czas można naprawdę efektywnie wykorzystać. Chyba czas nad tym popracować.
-
Marcin: „wiadomo, że można sobie załączyć taki umysłowy filtr, ale najprościej jest wyeliminować te czynniki.” — IMHO nie da się ich wyeliminować w dostatecznym stopniu, chyba, że będzie się siedziało przez całe życie „pod kamieniem” i unikało kontaktów z innymi ludźmi (trochę przekoloryzowałem, ale myślę, że sens jest zrozumiały). Oczywiście każdy zrobi, co dla niego lepsze – ja wybrałem filtr i mam spokój.
Ciekawe info o multitaskingu. Najdziwniejsze jest to, że jednak u niewielkiej ilości osób działa, choć w ich wypadku jest to co najwyżej doubletasking
-
Może i faktycznie masz więcej czasu etc. Ale pociągnę ze swojej politologicznej specjalizacji.
Co z wyborami?
Idziesz? Głosujesz? Jesteś pewien, że wybierzesz świadomie?
Czy też uważasz, że polityka to bullshit i jesteś na tyle niezależny, że zwisa Ci, kto jest u władzy?
Oczywiście no offence, ale ciekaw jestem tego aspektu diety
-
Zapoznaj się z programem pana JKM, czytam Cię, znam twoje podejście do biznesu, więc pewnie jego poglądy Ci podpasują.
-
To sprawdź co tak naprawdę daje a zabiera UE i co koledzy bloggerzy z finansowo-inwestycyjnej niszy sądzą o walucie euro. Miliardy euro wydane na biurokrację to chyba nie powód od radości. Pewnie jako nowoczesny rentier, pochwalisz możliwość podróżowania na dowód, ale do tego akurat UE nie potrzebna (np. Szwajcarzy i Norwegowie są w Schengen a nie ma ich w UE, dzięki temu tak jak my też jeżdżą) . Zgodzę się za to, że krytyka UE (i dalej tym tropem krytyka VAT-u, który jest narzucony przez Unię i gdzie indziej na świecie nie występuje) jest mało owocna, bo już w niej jesteśmy i makabrycznie trudno z niej wystąpić.
-
Na tematy polityczne nie będę się wypowiadał, bo czuje, że i beze mnie zaraz rozpęta się tutaj burza

Co do diety nisko-informacyjnej. Stosowałem w styczniu przez tydzień – jak najbardziej dobrze się czułem. Z telewizora zrezygnowałem jakieś 6 lat temu i zająłem się wtedy nauką projektowania serwisów internetowych. Zrezygnowałem również wtedy z gier, w przeciwieństwie do moich rówieśników. Zyskałem dzięki temu bardzo, bardzo dużo czasu, który spożytkowałem na naukę, która dzisiaj procentuje.
Teraz nie stosuję diety informacyjnej, lub stosuję ją w ograniczonym stopniu. Używam przeglądarki Chrome (jest szybsza od FF – polecam spróbować), która posiada wiele różnych ciekawych wtyczek – takich jak ta, wymieniona przez Marcina, służących do blokowania niepotrzebnych stron. Wtyczka nazywa się Chrome Nanny, ma wiele możliwości konfiguracji, będąc przy tym bajecznie prostą w obsłudze.
Dla osób pracujących przy komputerze polecam również inną wtyczkę Chrome’a – Time Tracker, która w prosty sposób obliczy Wam ile czasu spędziliście na Facebooku, Gazecie, WP i innych portalach, w których można utopić swoje życie. -
Marcinie, właśnie dlatego zrezygnowałem z FF – czasami miałem wrażenie, że ten program się na nowo kompiluje, kiedy go włączałem – tak długo trwało jego uruchomienie. Co do wtyczek na Chrome’a, polecam Ci sprawdzić czy nie ma odpowiedników Firefoxowych wtyczek. Ja znalazłem wszystkie wtyczki jakie chciałem.
-
Marcin: „Zależy od charakteru zadań, ale pewne rzeczy da się robić razem.” — dokładnie. Mam po prostu wrażenie, że jeżeli chodzi o produktywność w pracy, to robienie dwóch zadań jednocześnie nie jest aż tak wydajne. Natomiast jedzenie i czytanie jest do zrobienia (jak również multum innych rzeczy), ale tego akurat nie miałem na myśli pod pojęciem produktywności
Poza tym, jedzenie i czytanie na raz jest złe dla trawienia, hehe 
Dołączam się do Piotra Synowca – FF na maku odpalał mi się ponad dwie minuty (mam z 6 wtyczek i 40 zakładek). Chrome? Max 5 sekund. Poza tym jest o wiele bardziej responsywny i zużywa mniej pamięci, niż FF. Ze swojej strony gorąco polecam.
-
Rzeczywiście w ostatnich kilku latach wiele się w polsce poprawia np.w infrastrukturze ale i w innych dziedzinach.
Z tymi dotacjami to jednak nie jest wcale tak wesoło. Unia to nie jest organizacja charytatywna tylko bardziej coś na wzór USA lub ZSRR. Członkostwo w UE jest płatne, a dotacje w żadnym z państw członkowskich, nawet nie przewyższają kwot wplacanych do unijnej kasy, choć nawet tego co jest nam przyznane w całości nie wykorzystujemy. Te wszystkie dotacje obarczone są obostzeniami i machiną biurokratyczną. Podobne a nawet lepsze efekty byłyby gdyby zamiast do unijnej kasy spożytkować te pieniadze na miejscu, właśnie na infrastrukturę itp. Subwencje na rozwój kraju są OK, ale te wszystkie dotacje na działalnosć gosp itd to jest zwykłe rozdawnictwo i marnotrawstwo. Zauważ też, że UE uprawia dzięki tym dotacjom propagandę sukcesu: Mnie osobiście strzela jak widze te tabliczki wszędzie z gwiazdkami i logiem EFS i innych programów operacyjnych, atym bardziej „reklamy finansowane ze środków Unii Europejskiej”.
VAT tak jak napisałem nie ma co krytykować bo i tak nie ma możliwości go zlikwidować. Ale rzeczywiście jest nawet trochę więcej krajów niż te które podałeś ale tam przepisy nie są w większości tak restrykcyjne jak u nas (np dot kas fiskalnych, faktur).
OK. Nie piszmy już więcej o polityce. Świadomość jest ważna ale najwięcej dobrego zrobimy pracując nad sobą i realizując swoje pomysły niż gadając i narzekając. -
Witam

Jestem na takiej diecie od ponad roku ale z malymi wyjatkami.:
-czasami siedzac w poczekalni (fryzjer, stomatolog) siegam z nudow po gazety i nie widze w tym nic zlego bo i tak tego czasu nie wykorzystalbym bardziej produktywnie
-druga sprawa to telewizor: nie potrafie go wyrzucic bo kocham sport i nie widze mozliwosci przegapienia finalu Ligi Mistrzow, Mistrzostw Swiata czy NBA ;] Ogladam tylko sport i okreslam to jako rozwijanie mojego hobby
Oczywiscie chodze tez na mecze (glownie siatkowka) wiec nie ogaraniczam sie tylko do tv.
-
Haha, ale zaszczyt mnie kopnal

Jesli chodzi o art to zgadzam sie z pierwszym zdaniem Pawla K. Ja nawet wiadomosci biznesowe filtruje po naglowkach i czytam tylko pojedyczne artykuly.
Pozdrawiam znad Atlantyku. Mobilny internet to swietna sprawa
-
pewnie w samolocie jest wifi…
-
Mobilny internet to chyba nic nadzwyczajnego, po prostu internet udostepniany przez sieci GSM. W dobrej lokalizacji 3g, w kiepskiej gprs. A Atlantyk mamy rowniez w Anglii. Dzisiaj moge pozdrowic z „field office” czyli z pola, bo tylko tu mam zasieg.
-
Stosuje dietę informacyjną od pół roku i wychodzi mi to jak najbardziej na plus. Jest to mój pierwszy post , ale bloga odwiedzam już dłuższy czas. Bardzo mi się podoba , chyba najlepszy z polskich blogów jakie czytałem.
-
Miałem przez dwa lata mobilny internet i działał tam, gdzie był jakiś tam zasięg, a w większości przypadków działał słabo (w obrębie PL).
Więc jeżeli myślimy o podróżowaniu to chyba lepiej szukać HotSpotów
-
Zależy do czego chcesz mieć dostęp.
-
Powiem tak: od kiedy nauczyłem się szybko czytać, oglądanie wiadomości w telewizji jest dla mnie stratą czasu, bo tego samego mogę się dowiedzieć o wiele szybciej w internecie, np. na wikinews, CNN czy gdziekolwiek. I choć telewizji oglądam bardzo mało, nie jestem zwolennikiem całkowitego odcinana się od tego źródła. Jeśli wiesz, co chcesz obejrzeć, to oglądasz to – mam kilka takich swoich wartościowych programów, które potrafią dać do myślenia, kilku ludzi, których lubię – i w żadnym wypadku nie uważam tego za stratę czasu bo wiem, że pewne przemyślenia czynią mnie lepszym człowiekiem. Uważam, że potrafię wybrać dla siebie wartościową treść wśród wielu śmieci. Natomiast oczywiście za błąd uważam oglądanie telewizji bez celu.

Jeśli chodzi o „filtry” informacyjne, o których wspominał Paweł – nie musiałem stosować technik NLP, to się „zrobiło samo”, chyba przy nauce szybkiego czytania
. To tak, jak z telewizorem: jeśli wiesz, co chcesz przeczytać, wystarczą dwie/trzy sekundy na przejrzenie treści portalu i stwierdzenie, czy jest tam interesująca mnie informacja. Odrzucenie śmieci dzieje się automatycznie.
<B>Stawiam na świadomy wybór treści!</B>
A co do wyborów – polecam operę
(HA! Wojna na przeglądarki
). Może również trochę dlatego, że nie do końca ufam produktom google i lubię szukać alternatyw (np. układ colemak albo… Linux rlz! HA! To teraz wojna na systemy operacyjne!
). Dla wyników anglojęzycznych – przynajmniej dla mnie – lepiej spisuje się yahoo. -
Hot spoty to raczej opcja miejska i nawet tutaj jest wiele mozliwosci. Moze byc darmowy net, moze byc koniecznosc zaplaty za korzystanie z netu w sieci, ktora oferuje hot spot itp. Rzadko korzystam z tej opcji, glownie w hotelach.
Mozna korzystac z sieci gsm do internetu bezposrednio na telefonie, ale przegladanie nie jest tak komfortowe jak na komputerze. To robie od 4 lat i dziala mi praktycznie wszedzie gdzie jestem, jak jest zasieg jakiejs sieci, w roamingu rowniez. Tak sprawdzam notowania gieldowe i poczte na urlopie.
Trzecia opcja to po prostu net przez modem gsm. W wiekszosci cywilizowanych krajow bedzie opcja kupna takiego modemu na usb i korzystania w systemie pre-paid. Ja mam prywatna karte pre-paid, liczy sie zuzyty transfer i sluzbowa karte na abonament. Im bardziej cywilizowany kraj tym nizsze koszty. -
W moim przypadku opcja za transfer bardziej sie oplaca, bo ciagne glownie czysty tekst i dane przez gsm i uzywam nieregularnie. Od wrzesnia zeszlego roku zuzylam ledwie pareset mb, a place 15 funtow za 1gb. Ale mozna uzywac pre-paid dzialajacy przez okreslny czas: 1 dzien, tydzien, miesiac.
W kazdym kraju sa rozne opcje w zaleznosci od sieci, w Polsce tez jest dostepny mobilny internet, sprawdzalam kiedys z ciekawosci jak ksztaltuja sie ceny takich uslug. -
Ja ogólnie staram się ograniczać informację, ale jak była powódź to włączałem TV specjalnie na wiadomości – bo np. mam koleżankę w jednej z zalanych miejscowości, i ciekaw byłem co tam się dzieje. Bez TV nie dowiedziałbym się że ją zalało i nie mógł do niej zadzwonić i pocieszyć
-
Marcinie – nie będę przecież dzwonił do wszystkich znajomych i pytał czy ich miasta/wsi akurat nie zalało








[...] Nasze życie w dużej mierze zależy od naszego otoczenia – jeżeli otaczamy się osobami negatywnie nastawionymi do życia, sami tacy się stajemy. Jeżeli otaczamy się ludźmi, którzy pozytywnie podchodzą do życia, sami jesteśmy optymistami. Dodatkowo warto pamiętać, że jeżeli nienawidzisz ludzi, którzy osiągnęli sukces, to dokonujesz autosabotażu (podświadomie przecież nie będziesz chciał stać się osobą, której teraz nienawidzisz). Sporą część negatywności możesz wymazać ze swojego życia wprowadzając dietę informacyjną. [...]