Czy jesteś odpowiedzialny?

(autor: http://www.flickr.com/photos/abnelgonzalez/)
Liberty means responsibility. That is why most men dread it.
Wolność oznacza odpowiedzialność. To dlatego większość ludzi jej się obawia.
George Bernard Shaw
Czy uważasz się za wolną osobę? Czy uważasz się za odpowiedzialną osobę? Dlaczego wolność oznacza odpowiedzialność i dlaczego większość ludzi nigdy nie spełni swoich marzeń – o tym w dzisiejszym wpisie.
Przeciętny szablon życia jest następujący: szkoła – studia – praca na etacie – emerytura. Przeciętny Polak pracuje około 40 godzin tygodniowo i ma do wykorzystania 3–4 tygodnie urlopu rocznie. W międzyczasie kupuje dom lub mieszkanie na kredyt hipoteczny, który będzie spłacać przez kolejne 30 lat. Ma bardzo ograniczony czas dla rodziny i przyjaciół, często jest zmęczony i nie może sobie pozwolić na podróże dłuższe niż tydzień lub dwa z powodów finansowych i braku mobilności. Błogosławiony przez społeczeństwo stan emerytury to tak naprawdę nie nagroda, ale kara za kilkadziesiąt lat pracy na etacie – świadczenia są dla większości ludzi o połowę niższe niż ich ostatnia pensja. Czy podczas tego cyklu znajdziesz gdziekolwiek czas na spełnianie marzeń?
Od samego początku edukacji kształtuje się ludzi na wzorowych pracowników etatowych – przestrzegaj wszystkich zasad, nie kwestionuj autorytetu nawet jak nie ma racji, nie pytaj po co to się robi, ale to rób. Praktyki na studiach ograniczają się do trzech tygodni podawania kawy i „zrozumienia swojego miejsca w szeregu”. Przyszły student rzadko zadaje sobie pytanie czy chce studiować to, co lubi – najczęściej zadaje sobie pytanie kim będzie mógł zostać po danym kierunku, kto go przyjmie do pracy i ile będzie zarabiał. Po skończeniu studiów trafia na etat za 1500 zł brutto i czuje jakby chwycił Pana Boga za nogi. „Bo to przecież dopiero początek, potem zaczną mi lepiej płacić”. Delikwent tak ma już zaszczepioną wiarę w jedyny słuszny szablon życia, że nim zauważa, całe życie przecieka mu przez palce.
Żyjąc w Europie mamy olbrzymie możliwości. Możemy bezproblemowo studiować w innym kraju Unii Europejskiej, wyjeżdżać do wielu krajów bez większych ograniczeń, założyć swoją firmę w innym kraju UE, otrzymywać dochody z każdego miejsca na świecie. Rozwój technologii pozwala na mobilny styl życia i korzystanie ze wszelkich dobrodziejstw świata.
A mimo to większość ludzi decyduje się na utarty szablon, dobrowolnie godząc się na przeciętne życie, którego wcale sobie nie życzyli.
Seneka Młodszy napisał:
Do przyczyn nieszczęść naszych należy bowiem także i to, że żyjemy kierując się cudzymi przykładami i nie powodujemy się rozsądkiem, ale dajemy się porwać przyzwyczajeniu. Jeżeli robi coś niewielu ludzi, nie chcemy tego naśladować, a gdy zaczyna robić większość, idziemy za nią, jakby coś się stawało lepsze przez to, że dzieje się częściej.
Porwani społecznemu przyzwyczajeniu idziemy na popularne studia, szukamy pracy na etacie, bierzemy mieszkanie na kredyt i harujemy do emerytury. Robi to większość ludzi, ale czy dzięki temu jest to lepsze? Dlaczego aż tyle ludzi decyduje się na schemat? W czym tkwi problem?
Każdy z nas stoi na rozstaju tysięcy dróg, ale zdecydowana większość wybiera tę najbardziej wyraźną, wydeptaną tysiącami stóp. Czy oznacza to, że jest najlepsza? Dlaczego nie wybrać tej małej, ubocznej, ledwo widocznej dróżki? A dlaczego nie wydeptać własnej drogi w taki sposób, jaki nam najbardziej się podoba? Tak powstają rewolucyjne pomysły, tak zmieniają się życia tysięcy ludzi – bo jedna osoba, pomimo świadomości, że to może być trudne, zdecydowała się wydeptać swoją własną ścieżkę.
Dlaczego ludzie idą utartą drogą? Odpowiedź jest prosta: bo boją się odpowiedzialności. Znacznie prościej jest podążać wytyczonym przez kogoś innego szlakiem. Ale jeżeli chcesz być wolny, musisz być odpowiedzialny. Jeżeli chcesz być wolny finansowo, musisz przyjąć na siebie odpowiedzialność za swoje życie. Większość ludzi tego nie robi, woli podlegać ustalonym zasadom w swojej firmie, wpływom najbliższego otoczenia i przekonań wbitych do głowy w dzieciństwie. Woli wszystko przerzucać na co innego lub na kogo innego. Czy zrealizujesz swoje marzenia, jeżeli oddajesz odpowiedzialność za swoje życie innym ludziom? To tak jakbyś wsiadł do złego autobusu i jeździł nim od pętli do pętli. Obojętnie jak długo będziesz nim jechał, nie dojedziesz do celu, bo nie ma takiego przystanku w rozkładzie tego autobusu. To nie jest Twój autobus, tylko kogoś innego. Większość ludzi nie wysiada jednak ze złego autobusu przez całe życie.
Wskocz za kierownicę i jedź tam, gdzie Ty chcesz. Bo ostatecznie tylko Ty wiesz jak dokładnie powinno wyglądać Twoje idealne życie.
Ludzie chcą być wolni, ale boją się odpowiedzialności. Masz do wyboru tysiące dróg i masz wszelkie narzędzia, aby wydeptać swoją własną ścieżkę. Jedyne co musisz zrobić, to przyjąć odpowiedzialność za swoje życie i przestać wierzyć, że to, co jest najbardziej popularne, jest dla Ciebie najlepsze. Najprostsza droga do przeciętności – robić to, co inni. Najprostsza droga do spełnienia marzeń – robić swoje i nie patrzeć na to, co robią inni.
Którą ścieżką podążasz Ty?
autor foto nr 2: http://www.flickr.com/photos/manojvasanth/
Podobne wpisy:
- Nie jesteś uszyty z innego materiału
- 3 etapy na drodze do niezależności finansowej. Na którym jesteś?
Jeśli spodobał Ci się ten wpis, możesz go skomentować lub zasubskrybować RSS i otrzymywać nowe artykuły na swój czytnik RSS.

Kurde mało co nie wybiegłem w bokserkach na śnieg taki super hiper motywacyjny jest ten tekst
Idealne streszczenie tych kilkunastu książek motywacyjnych które leżą po empikach, nie mówiąc już o złotychmyślach.
Fajny, ale dla początkujących czytelników – jak ktoś przeczytał takie dwa, trzy, to kolejny jest już tylko papką.
Prawda jest taka że bardzo często właśnie nieszablonowe myślenie i działanie prowadzi nas do sukcesu. Powtarzając działania innych małe są szanse że odkryjemy coś nowego skoro już tyle ludzi przed nami to robiło.
Lepiej zrobić coś swojego i popełnić błąd bo będzie to nasz błąd z którego wyciągniemy konsekwencje.
poker – nie chodziło mi tutaj akurat specjalnie o motywację, bo od tego masz setki takich samych książek, tylko o skłonienie do myślenia i zastanowienie się co robimy i czy to ma sens. Wpisów typowo motywacyjnych nie piszę już zbyt często z podanych przez Ciebie przyczyn.
Michał Lipa – słuszny punkt, niewiele jest do odkrycia tam, gdzie było najwięcej ludzi. A zawsze własnoręcznie popełnione błędy przynoszą najwięcej doświadczenia.
Zgadzam się z tekstem uważam że tak właśnie odnosi się sukcesy – szablon w życiu to przekleństwo, a tylko CI którzy wyjdą przed równiutki szereg coś osiągną.
Sam tak też własnie próbuje żyć – a najbardziej wkurzające jest to że inni często Cię dołują i mądrzą się mówiąc ” co robisz?, nie czas na to, teraz czas na to teraz na tamto, teraz studia”. itp itd.
Trzeba być konsekwentnym i robić swoje. A nie słuchać ludzi, którzy często mądrzą się a nic nie osiągnęli poza krzywym kręgosłupem oraz marną emeryturą na stare lata.
“nie czas na to, teraz czas na to teraz na tamto, teraz studia” – prawda jest taka, że czas nigdy nie jest na nic odpowiedni. Niestety rzeczywiście często ludzie tak definiują życie. Często słyszę też teksty w stylu “baw się i podróżuj teraz, bo potem nie będziesz miał czasu” – bardzo denerwujące i szkodliwe przekonanie – wynika z niego jakoby prawdziwe życie miało się toczyć jedynie w młodości i na emeryturze (co jest bzdurą, bo powierzenie swojej emerytury państwu to zapewnienie sobie biedowania na ostatnie lata życia).
Trzeba wyjść poza schemat, a tym którzy kręcą na to nosem zaproponować taki test by za parę lat porównać swoje osiągnięcia. Oczywiście są szanse, że się nie powiedzie, bo samo nieszablonowe działanie niczego nie gwarantuje.
Ja bym zadala pytanie czy masz odwage i sile wziac zycie we wlasne rece? Zawsze irytuje mnie narzekanie jak to jest zle, ale jak sie pytam: “co robisz, zeby bylo lepiej” albo “to dlaczego czegos nie zmienisz” to jest cisza. Nie wazne czy ktos chce pracowac na etacie czy nie, wazne jest to czy potrafi sam decydowac o swojej karierze i zyciu i dazyc do swojego celu. Wlasciwie mozna to odniesc do kazdej dziedziny zycia, nie tylko kariery, pracy czy zarabiania pieniedzy.
Nie przesadzajmy do konca z tym odrzucaniem wszystkich porad rodziny czy znajomych. Czasami moga miec racje. Trzeba wziac pod uwage to co mowia i rozwazyc wszystkie plusy i minusy samemu. Oczywiscie porady “kanapowca” i czlowieka sukcesu maja inna wage.
Adam – No właśnie. Problem z przeciętnymi metodami jest taki, że oferują przeciętne efekty. Nieszablonowość może dać o wiele lepsze efekty, ale źle wykorzystana nic nie da. Bo nie chodzi o to, żeby zakładać majtki na spodnie i czuć się nieszablonowym, ale zawsze szukać bardziej efektywnego sposobu niż aktualnie najbardziej popularny.
Richmond – ja jak zadaję takie pytanie ludziom to odpowiadają “bo nie mogę, bo nie mam czasu, bo to albo tamto”. Zawsze znajdzie się dobra wymówka. Narzekają na tych, którym się udało, bo zazdroszczą. I dlatego myślę, że trzeba odsiewać rady takich osób dotyczące niezależności finansowej, bo mogą zaszczepić w nas szkodliwe przekonania + pesymizm.
Tutaj ja mam podejście trochę konkretniejsze niż tylko nie bądź szablonowy, itp, mianowicie:
Rób dziś to czego pragniesz, a czego nie będziesz mógł zrobić jutro.
Większość osób chce osiągnąć kilka rzeczy,widzi kilka dróg przed sobą, czasem prowadzących do jednego celu – bynajmniej ja tak mam.
Teraz najważniejsze: trzeba przeanalizować co muszę zrobić teraz a czego nie będę mógł zrobić w przyszłości. Oto przykład:
Jeżeli chcę pracować w konkretnym zawodzie albo tez prowadzić własny biznes pytanie brzmi czego nie mogę odłożyć na później.
Odpowiedź: studiów. Jak idziesz do pracy to pracodawca patrzy czy masz 30 czy 24lata, nie oszukujmy się. A w biznesie to roli nie gra.
Tak samo z popularnym wyjazdem “backpacking” na rok – czy przypadkiem nie muszę teraz się zająć praca czy tam studiami? Bo szwendać się przez rok mogę zawsze.
Nie chodzi tu o wybór co jest lepsze - studia, czy praca czy skok ze spadochronu – tylko co w danej chwili musimy wykonać a czego nie możemy w przyszłości.
To jest taka moja parafraza carpe diem
Jesteśmy młodzi i mamy jeszcze czas, by “wydeptać własna ścieżkę”. Życie potrafi brutalnie zweryfikować nasz pogląd i sprowadzić z impetem na ziemię. Ważne, żeby nie zmarnować szansy, aby coś zmienić i wyjść poza schematy. Ale może się tak zdarzyć, że nieoczekiwanie nadejdzie moment, kiedy legną marzenia o wolności itd. bo będziemy musieli być odpowiedzialni nie tylko za siebie. Warto ryzykować, póki jeszcze możemy sobie na to pozwolić. Pozdrawiam Hollow
“Tak samo z popularnym wyjazdem “backpacking” na rok – czy przypadkiem nie muszę teraz się zająć praca czy tam studiami? Bo szwendać się przez rok mogę zawsze” – tu powstaje kwestia czy potem nie wypadnie to z kalendarza, bo osoba będzie sobie dorzucać nowe “muszę zająć się teraz”.
Co do tego pracodawcy – zakładając, że miałbyś takiego nawet i kilkuletniego gapa, kiedy podróżowałeś po świecie, to myślę, że miałbyś większe szanse na zatrudnienie niż ktoś świeżo po studiach dlatego, że taka decyzja wiele o Tobie mówi. Doświadczyłeś czegoś unikalnego, jesteś odważny, kreatywny – to chyba ważne cechy dla pracodawców.
Ale zgadzam się jeżeli chodzi o przedwczesne decyzje – powiedzmy, że ktoś chce być niezależny finansowo, ale zamiast najpierw stworzyć sobie jakieś źródła dochodów, które może ogarniać przez Internet, wyrusza w podróż. To kolejność, która może nieco popsuć wrażenia z podróżowania (presja czasu i presja, żeby zarobić na siebie) i spowodować, że zamiast podróżowania będzie sama praca w innym miejscu.
Hollow – wiek ma znaczenie, ale myślę, że nie aż tak wielkie jak się sądzi. Wszystko za to zależy od sytuacji rodzinnej, bo wiadomo, że nie rzuci wszystkiego ojciec rodziny. Ja na to patrzę ze swojego punktu widzenia, osoby samotnej, która nie chce mieć dzieci i być uwiązana do jednego miejsca. Mobilność, wolność i niezależność to dla mnie bardzo ważne rzeczy, a nie muszą takimi być dla innych. Dlatego nie mogę pisać, że kieruję to np. do rodziców, bo kompletnie nie znam realiów takiego życia (i nie chcę poznać).
jakoś mi tak ferrisem ten wpis zalatuje
Zgadzam się z Tobą, wszystko zależy od priorytetów życiowych. Wolność i niezależność dla każdego z osobna może oznaczać zupełnie coś innego. Życzę powodzenia w osiąganiu celu, jaki sobie wyznaczyłeś. Pozdrawiam
grapkulec – haha na tym blogu chyba wszystko teraz będzie zalatywać Ferrissem. Ale naprawdę nie chciałem, żeby ten wpis w jakikolwiek sposób miał być z nim powiązany, bo to nie jest blog o Ferrissie, ale o stylu życia, jaki mi odpowiada i jaki chcę promować. Nie chcę bombardować czytelników ciągle tym samym nazwiskiem i jego metodami, przedstawiam swoje spojrzenie i swoje metody (chyba, że ktoś inny ma lepsze).
Hollow – dzięki i nawzajem. Każdy ma inny pogląd na swój styl życia i ja promuję tutaj na blogu jednak ten mobilny, bez uwiązania do jednego miejsca. Stąd wpisy nie będą raczej o tym jak podróżować z rodziną, bo się na tym nie znam.
Tekst w 100% oddaje to co myślę. Nawet chciałem napisać podobny, ale wyręczyłeś mnie
.
To takie proste zarabiać godne pieniądze nieporównywalnie mniejszym nakładem pracy niż na tym wkładanym w etat… Trzeba tylko mieć odwagę.
Hmm czy takie proste to bym nie powiedział – przynajmniej do czasu aż się do tego nie dojdzie. Bo sama odwaga nie wystarczy, żeby zarabiać. Trzeba być kreatywnym, a u większości ludzi kreatywność jest uśpiona i takie rozwiązania jak etat trzymają ją przez całe życie w śpiączce. Niekonwencjonalne pomysły wymagają niekonwencjonalnej kreatywności.
Etat nikogo nie trzyma, ani nie hamuje. Wszystko zalezy od tego czy dana jednostka jest kreatywna i odwazna na tyle, by wziac sprawy w swoje rece. Etat moze byc prosta metoda na zapewnienie przychodow zanim nie wystartuje sie z wlasnym pomyslem.
Mam dla Ciebie artykul o mlodej, zdolnej, ktora wykazala sie pomyslowoscia. Praca na etacie nie przeszkodzila jej w niczym, po prostu byla trampolina.
http://www.mojawyspa.co.uk/artykuly/25911/Moim-celem-jest-wolnosc-wyboru
Dzięki za link, ciekawy wywiad.
“Staram się nie pracować więcej niż 9 godzin i zazwyczaj mi się to udaje. Kiedyś pracowałam nawet 15. A co więcej – od ponad dwóch miesięcy staram się nie pracować w weekendy” – te zdania zrujnowały cały wywiad hehe.
“Planuję również tak wyszkolić kadrę kierownicza w Wolfestone Translation, żeby firma mogła funkcjonować, nawet jeśli nie będzie mnie tam przez kilka miesięcy. Inwestuję sporo w pracowników i mam nadzieję, że da mi to możliwość jeszcze częstszego podróżowania” - ale idzie w dobrym kierunku.
“Mam nadzieję, że w ciągu najbliższych pięciu lat ograniczę mój wkład pracy w Wolfestone Translation i będę miała wybór: pójść do pracy czy polecieć na urlop na Jamajkę, a może lepiej wybadać rynek w Brazylii i otworzyć nową placówkę? Moim celem jest wolność wyboru” – ta wypowiedź wskazuje, że mimo wszystko dużo ją to kosztuje, przez ostatnie parę lat pracowała bardzo ostro i planuje jeszcze to robić kilka lat. Ale podziwiam, że jej się chce ciągle tyle pracować, ja bym to wszystko sprzedał.
Tak czy inaczej ona i tak zawsze chciała mieć firmę. A czy to doświadczenie na etacie było jej tak potrzebne? Myślę, że nie, skoro przed założeniem firmy z tłumaczami miała jeszcze kilka innych firm – to raczej tamte dały jej doświadczenie.
Praca na etacie może pomóc pod warunkiem, że nie damy się “zakorzenić”. Sam przez kilka miesięcy pracowałem na etacie (praca w zawodzie). Poznałem specyfikę pracy, oraz dowiedziałem się jakie problemy spotkają mnie podczas prowadzenia własnej firmy ( jaką mam nadzieję otworzyć za 4 lata). Problem w tym, że cześć ludzi pozostaje na tym etapie, zamiast iść dalej.
To zależy już jaki jest ten zawód, bo nie znajdziesz łatwo posady dla niektórych zawodów. Poza tym możesz nauczyć się złych nawyków jak trafisz do nieodpowiedniej firmy.
ale przecież można połączyć pracę etatową z własnym biznesem, dla chcącego naprawdę nic trudnego,
dodatkowym plusem takiego działania jest fakt że nie musisz za swoją firmę płacić zusów, więc duży wydatek odchodzi
Odchodzi duży wydatek, ale Twoje życie polega wtedy wyłącznie na pracy.
“Tak czy inaczej ona i tak zawsze chciała mieć firmę. A czy to doświadczenie na etacie było jej tak potrzebne? Myślę, że nie, skoro przed założeniem firmy z tłumaczami miała jeszcze kilka innych firm – to raczej tamte dały jej doświadczenie.”
Raczej chodzilo mi o to, ze praca na etacie w zaden sposob nie ograniczyla jej myslenia i dopoki firma nie rozkrecila sie to wykorzystywala to jako pewne zrodlo przychodow.
Moze i ciezko pracowala, ale ktos kto skonczyl 2 kierunki studiow musial lubic uczyc sie i byc zdeterminowany. Teraz zaczyna odcinac kupony od swojej pracowitosci i jest szansa, ze niedlugo bedzie mogla zarzadzac firma zdalnie.
Takze to nie etat powstrzymuje ludzi przed dzialaniem, tylko oni sami.
“Co do tego pracodawcy – zakładając, że miałbyś takiego nawet i kilkuletniego gapa, kiedy podróżowałeś po świecie, to myślę, że miałbyś większe szanse na zatrudnienie niż ktoś świeżo po studiach dlatego, że taka decyzja wiele o Tobie mówi. Doświadczyłeś czegoś unikalnego, jesteś odważny, kreatywny – to chyba ważne cechy dla pracodawców.”
Takie rzeczy to może są ważne jak chcesz pracować w google, ale przy okazji bez dużej teczki dyplomów i kwalifikacji i tak nie przejdziesz.
O kurde, widać od razu że nie szukałeś nigdy pracy
I co to znaczy wypadnie z kalendarza? Zawsze możesz pojechac za granice zwiedzać świat a magistra lepiej chyba mieć przed trzydziestką bo potem to to traci sens zupełnie.
Z tego wywiadu od Richmond tez nie ma co się smiac że tamta osoba pracowała po 15h-poczytaj sobie Marcin ile pracują ludzi którzy zakładają biznesy swoje, bo wygląda jakbyś myślał że od pierwszych dni sie robi 2 godzinki tygodniowo i smiga po całym swiecie.
Richmond – sam z siebie może nie, ale skutecznie pełni rolę wspierającą brak działania.
Astakos: “O kurde, widać od razu że nie szukałeś nigdy pracy” - dziękuję hehe.
“poczytaj sobie Marcin ile pracują ludzi którzy zakładają biznesy swoje, bo wygląda jakbyś myślał że od pierwszych dni sie robi 2 godzinki tygodniowo i smiga po całym swiecie” – słowo klucz: Pareto. Naprawdę nie trzeba pracować kilkanaście godzin dziennie, żeby zrobić coś dobrego. Niemądry pracuje długo i ciężko, mądry pracuje krótko i efektywnie. Stosuję tę zasadę w każdej sferze życia i żyje mi się luźno. Niedługo będzie o tym jakaś seria wpisów.
Spróbuj wyprowadzić się z domu do obcego kraju, żyć na własny rachunek i rozkręcić dużą międzynarodową firmę dającą pracę wielu specjalistom to wtedy będziesz mógł powiedzieć czy 15h na dzień to dużo czy mało. Bo studenckie czasy mieszkania z rodzicami chyba każdy kto je miał wspomina “luźno”.
Pareto to proporcja a nie stałą liczba. Może ta dziwczyna była na tyle mądra że wykonała prace która innym zabiera 50h w “jedynę” 15h?
Może tak, nie znam jej i nie wiem ile wymaga pracy rozkręcanie międzynarodowej firmy, bo nie jest to moją ambicją. 15 h pracy dziennie jest dla mnie chore, nawet jakbym miał za to dostawać kilkaset złotych za godzinę. Podziwiam, że jej się udało, ale to nie droga dla mnie.
A Pareto to nawet nie jakaś dokładna proporcja (tylko tyle, że z mniejszości jest większość), może być 95/5, może być 80/20, może być 60/40. Interesuję się tym i wiem jak to działa, nie będę jednak oceniał jak działa w jej przypadku, bo nie znam jej obowiązków.
A studenckie życie z rodzicami czy bez zależy od osoby i sytuacji rodzinnej. Ja żyję z rodzicami, ale to nie znaczy, że mi wszystko sponsorują. Inny może mieszkać sam, ale będzie go wspierać ktoś z rodziny. Ja nie mam takiej pomocy, nie mam w rodzinie nikogo bogatego, wręcz przeciwnie. I dlatego wcale nie jest tak, że będę “wspominał luźno” i że mam wygodne życie i wszystko mam podsuwane pod nos. Nie można tak szufladkować ludzi.
Zrozumiesz o co mi chodzi jak się z domu wyprowadzisz, nie ma co się obrażać.
Pomyśl jakby wyglądało Twoje życie teraz jakbyś musiał płacić te 1,5-2tyś PLN tylko na sam wynajem, rachunki i jedzenie. Nie wiem ile masz oszczędności i ile Ci przynoszą reklamy ale podejrzewam że bardzo szybko musiałbyś pójść do pracy – i to prawdopodobnie nudnej, nieciekawej i trwającej minimum 8h.
Zresztą zastawiający jest sam fakt że natychmiast się tłumaczysz że nie masz nic pod noc, ani nikogo bogatego, że się szufladkuje a napisałem tylko jedno pozytywnie brzmiące zdanie:
“Bo studenckie czasy mieszkania z rodzicami chyba każdy kto je miał wspomina luźno.”
Dlaczego Ty je odebrałeś tak negatywnie to już pozostawiam Tobie
“Dlaczego Ty je odebrałeś tak negatywnie to już pozostawiam Tobie” - bo taki zarzut już się powtarzał. Denerwuje mnie jak ludzie oceniają kogoś przez to czy żyje sam czy nie. Nie lubię tekstów w stylu “spróbuj to i wtedy gadaj”, bo to, że nie śpiewam nie znaczy, że nie mogę ocenić wokalisty, a to, że nie kręcę filmów nie znaczy, że nie mogę ich oceniać.
“Zrozumiesz o co mi chodzi jak się z domu wyprowadzisz, nie ma co się obrażać” – nie zrozumiem raczej, bo właśnie po to teraz ogarniam swoje dochody, żeby później nie musieć iść do żadnej gównianej pracy na etacie. W pełni wykorzystuję daną mi szansę mieszkania za darmo i nie mam zamiaru wywoływać w sobie poczucia winy przez to, że mogę taką okazję przekuć w dobry start w “poważne” dorosłe życie. Gram takimi kartami, jakie dostałem.
1,5-2 tysiące za życie? Trochę przeginasz, w Polsce więcej ludzi żyje za 1000 zł miesięcznie niż 1500 czy 2000… A ja jako częściowy minimalista wydaję jeszcze mniej. Co zaraz niektórzy zinterpretują jako skąpstwo…
“to, że nie śpiewam nie znaczy, że nie mogę ocenić wokalisty”
możesz ocenić jak śpiewa-ale nie masz zielonego pojęcia czy jest to łatwe czy trudne skoro sam tego nie robiłeś – proste
“1,5-2 tysiące za życie? Trochę przeginasz, w Polsce więcej ludzi żyje za 1000 zł miesięcznie niż 1500 czy 2000… ”
Zacznijmy od tego że w Polsce ponoć każdy zarabia 3200zł zgodnie z badaniami gusu (a jak ide z psem na spacer to mamy statystycznie po 3 nogi każdy).
Suma która podałem jest sumą która starczy Ci na życie w mieście minimum 500tyś, w przyzwoitej dzielnic – życie za 1000zł to już jest bieda i ubóstwo, inaczej się tego nie nazwie.
“bo taki zarzut już się powtarzał ”
Nie z mojej strony a czytam tego bloga już długo. Ja jakoś fajnie wypominam labę studencką a tym bardziej dzieciństwo jak człowiek się o nic nie musiał martwić, pierwszy raz się spotykam by ktoś się tak bulwersował wspominając dobre czasu-widocznie nie są dobre dla Ciebie.
“starczy Ci na życie w mieście minimum 500tyś, w przyzwoitej dzielnicy” - no właśnie, a ile jest w Polsce miast przekraczających 0,5 mln? 5 albo 6. Mniejsze miasta to niższe koszty życia, nie wiem jakie są koszty życia np. w Warszawie, ale podejrzewam, że sporo wyższe niż w kilka razy mniejszym mieście.
Widze, ze niezla dyskusja wywiazala sie pod artykulem. Nie bede wypowiadac sie na temat tego 1500-2000zl, bo tyle to ja zarabialam jak mieszkalam z rodzicami ponad 10 lat temu. Jak mieszkalam sama to zycie bylo drozsze i potrzebowalam dwa razy tyle minimum, ale to byla Warszawa. Wraz z jedzeniem apetyt rosnie i czlowiek przyzwyczaja sie do okreslonego standardu zycia.
Dzisiaj mam nowy link dla Was. Artykul o czlowieku, ktory mial pomysl, wykorzystal go, zalozyl firme i przez kolejne 18 lat pracowal ciagle na etacie (chociaz to taki nietypowy etat). Przyklad na to, ze dobry pomysl to podstawa i jak sobie radzil pracujac na stale i prowadzac firme, ktora nota bene, byla w innym kraju. Zla wiadomosc to taka, ze ten czlowiek jest akurat pracoholikiem, typem ktory sprzeda jeden biznes i zaraz zalozy drugi. Z artykulu wynika, ze chyba zawsze prowadzil jakies interesy i mial juz jakies nieruchomosci. Ma teraz 80 lat i przyjezdza codziennie do biura. Biurowiec ma w nazwie jego nazwisko
W skrocie: pilot Pan Am byl w Londynie, w hotelu ktorym zatrzymal sie byl jakis problem z zatkanymi rurami (pod parkietem w sali balowej), gosc sprowadzil z USA maszyne, ktora odblokowala te rury, zarobil sporo na tym i to dalo mu pomysl, zeby otworzyc firme w UK i wykorzystywac ten okreslony typ sprzetu. Wydarzenie to mialo miejsce 1963r, zalozyciel firmy do 1981r latal normalnie jako pilot i prowadzil firme. Namowil tez kolegow z pracy, by zainwestowali w ten biznes. Wiecej w artykule.
http://www.independent.co.uk/news/business/news/zockoll-sells-dynorod-to-centrica-for-acircpound57m-cash-550645.html
Drugi artykul na temat wykorzystania franchisingu w latach 60-tych co pozwolilo wlasnie na rozwoj firmy oraz o nowych firmach tego samego czlowieka.
http://www.thefranchisemagazine.net/franchise//major-player-in-franchising/283
“Wraz z jedzeniem apetyt rosnie i czlowiek przyzwyczaja sie do okreslonego standardu zycia” - no właśnie. Dlatego nie widzę sensu w argumentach, że nie da się żyć za tyle albo za tyle. Tak samo gadanie, że nie da się oszczędzać. Jeżeli ktoś żyje za 1500 zł miesięcznie to niech pomyśli o tym, że są ludzie, którzy żyją za 500 zł i dają sobie radę. Niektórzy są chyba czasami zbyt wygodni albo uważają, że muszą mieć wszystko.
Co do tego faceta to ani trochę mnie nie przekonuje. Pracoholicy nie są dla mnie wzorem, nie pasjonują mnie ludzie, dla których jedyne zainteresowanie w życiu to praca. Co mu po tym bogactwie skoro nic z nim sensownego nie potrafi zrobić?
Pracoholizm to tylko jedna z cech tej osoby. Moim zdaniem liczy sie pomyslowosc i potencjal. Zaadaptowal amerykanskie produkty i uslugi na rynku w UK, zanim zrobil to ktos inny. Uwazam tez, ze pomysl franchisingu tez jest dobry. Ktos inny pracuje na Ciebie, a Ty masz tantiemy z tego. Czyli np oddzial franchisingowy dzieli sie z Toba swoim dochodem w zamian za okreslone uslugi/prawa do uzywania nazwy i pomysl. Z tego co wyczytalam juz 2 lata po otworzeniu pierwszej firmy gosc zaczal otwierac oddzialy franchisingowe i mial ich dosc szybko kilkadziesiat. A kazdy taki oddzial generowal dochody.
A to czy robi cos sensownego (wedlug kogo?) ze swoim bogactwem to jego sprawa. Nie wiesz na co tak naprawde wydaje pieniadze, bo zaden artykul o tym nie wspomina i nie o tym w sumie jest.
500zl? Mysle, ze musisz zejsc na ziemie albo zaczac utrzymywac sie samodzielnie. Pare dobrych lat temu chyba jacys poslowie probowali przezyc za 500zl i jakos nie udalo im sie to. Za 500zl to chyba ledwo przezywa student, ktory mieszka poza domem i dorabia.
Koszty wynajmu lokum (kredyt jak Cie stac), koszty rachunkow, jedzenie, transport i wszystkie inne podstawowe wydatki to juz jest sporo. A jak chcesz jeszcze zyc, a nie egzystowac to potrzebujesz na to znacznie wiecej pieniedzy. Nikt nie mowi to o wygodzie i posiadaniu wszystkiego, bo za te pieniadze to raczej wiele sie nie kupi.
Tak, tylko, że te oddziały franchisingowe trzeba kontrolować bez przerwy i je wspierać – 24/7.
“A to czy robi cos sensownego (wedlug kogo?) ze swoim bogactwem to jego sprawa” – źle to sformułowałem. Ja uważam, że pracuje się po to, żeby żyć, a nie żyje po to, żeby pracować. Dlatego dziwi mnie takie podejście, gdzie ten facet nawet mówi, że nigdy nie przejdzie na emeryturę. No ale to jego sprawa, może naprawdę kocha to, co robi i nic innego nie daje mu takiego szczęścia.
500 zł – odejmując koszty na lokal i rachunki. 500 zł na życie tak jak pisałem wyżej, czyli odejmij to, co podałem. Im ludzie mają wyższy dochód tym wiele z nich wymyśla sobie nowe niby niezbędne wydatki typu jedzenie na mieście (obiad za 50 zł) albo comiesięczne dokupowanie nowych ubrań. I potem mówią, że nie da się żyć za mniej. Ze złym podejściem obojętnie ile ktoś zarabia to będzie mówić, że to minimum.
Dalej uwazam, ze 500zl nawet po odjeciu kosztow mieszkania to bardzo malo. Trzeba jeszcze jesc, podrozowac, a i przydaloby sie spelniac wyzsze potrzeby, nie tylko podstawowe. Gdzie miejsce na kulture i inne duchowe przezycia: kino, teatr, koncerty, ksiazki. Nie wspomne o podrozach. To nie jest zycie tylko wegetacja. Obiadu w knajpie nie musisz jesc codziennnie, ale chyba warto sprobowac roznych kuchni i poznac ich smak?
Nie trzeba wydawac pieniedzy na zbedne ciuchy czy elektronike, ale nie przeginajmy z zyciem w ubostwie i maksymalnym ograniczeniu ludzkich potrzeb.
A franchisingu nie trzeba kontrolowac 24/7. To nie jest oddzial Twojej firmy, zeby ich kontrolowac. Taka jednostka funkcjonuje sama, korzystajac tylko z okreslonych rozwiazan i patentow firmy matki, ale nie trzeba nikogo trzymac za reke. Na tym to w koncu polega. Ktos operuje pod dana marka, ale dba o wszystko sam. Na tej zasadzie dziala wiekszosc sklepow i nikt w firmie na gorze nie siedzi 24/7 i nie pilnuje czy kazda mala spolka robi wszystko wlasciwie.
Na dodatek to nie wlasciciel musi kontrolowac firme tylko odpowiednie osoby nizej z kierownictwa. Jesli ten gosc latal dalej jako pilot przez kolejne 18 lat, to jak widac nie musial nikogo trzymac za reke. Sprzedal pomysl i odcinal kupony od tego.
Richmond – Nie trzeba wydawac pieniedzy na zbedne ciuchy czy elektronike, ale nie przeginajmy z zyciem w ubostwie i maksymalnym ograniczeniu ludzkich potrzeb - doskonale rozumiem o co chodzi, ale krótkoterminowo można tak żyć prawda? Zresztą bez przesady, ile procent Polaków chodzi regularnie, chociaż raz na miesiąc do kina, teatru, na koncert albo kupuje książki? Wątpię, żeby to była chociaż połowa.
Wiem jak działa franchising, ale akurat ta kontrola zależy od systemu. W jednym płaci się na fundusz marketingowy, dostaje się materiały reklamowe i tak dalej. A kto to musi organizować? Centrala. Więc wracamy do dyrektora firmy.
“Na dodatek to nie wlasciciel musi kontrolowac firme tylko odpowiednie osoby nizej z kierownictwa. Jesli ten gosc latal dalej jako pilot przez kolejne 18 lat, to jak widac nie musial nikogo trzymac za reke. Sprzedal pomysl i odcinal kupony od tego” - no i tu się zgadzam. Tak czy inaczej tak jak pisałem to jest życie tego faceta, ja nie mogę tego w pełni zrozumieć. Jeżeli stworzyłbym taką firmę to w ogóle bym się nie zastanawiał tylko ją sprzedał i zajął się czymś przyjemniejszym. Chyba, że ten facet nie ma w życiu nic ciekawszego do roboty i tu wracamy do rozmowy o szczęściu i celu życia hehe.
Nie wiem co sie tak uparles przy tym gosciu. Podalam jego pomysl i sposob w jaki rozpoczal biznes jako przyklad, a nie jego zycie jako godne nasladowania. Aby sprzedac biznes to najpierw trzeba miec pomysl, osiagnac sukces i dopiero mozna myslec o sprzedazy.
Spodobala mi sie historia jak zaczal i dlatego o tym napisalam. A to czy byl pracoholikiem i czy nie chce przechodzic na emeryture to inna sprawa. Najwyrazniej taki model zycia mu odpowiada i daje radosc. Chyba nie katowalby sie na sile przez dziesieciolecia
On akurat sobie latal jak pilot, ktos inny moglby sobie podrozowac, ale jak widac model zarzadzania sprawdzil sie i nie byl potrzebny w firmie na miejscu.
Z potrzebami duchowymi Polakow nie bede dyskutowac. Nie znam ludzi, ktorzy ich nie maja i chca ograniczyc sie tylko do zaspokajania podstawowych potrzeb.
Usunąłem zduplikowane komentarze.
“Aby sprzedac biznes to najpierw trzeba miec pomysl, osiagnac sukces i dopiero mozna myslec o sprzedazy.
Spodobala mi sie historia jak zaczal i dlatego o tym napisalam”
Spoko, przecież nie ma w tym nic złego. Ja tylko przedstawiłem swoją opinię. W jego wypadku jakby pośrednio etat (no prawie etat, bo praca pilota jest dosyć specyficzna) pozwolił na rozwój biznesu. Wykorzystał różnice międzynarodowe i osiągnął sukces.
“Nie znam ludzi, ktorzy ich nie maja i chca ograniczyc sie tylko do zaspokajania podstawowych potrzeb” - hehe no widzisz i to już zależy wszystko od otoczenia. Ja znam takie osoby i też się do nich kwalifikuję jeżeli mowa o kinie, teatrze albo koncertach. Filmy oglądam sobie w domu na komputerze kiedy mam ochotę, teatr mnie nie kręci, w Polsce nie występują artyści, którzy mnie interesują. Czy to znaczy że jestem pozbawiony wyższych potrzeb? Hehe chyba nie, po prostu inaczej do tego podchodzę, bo jestem indywidualistą i nie pasuję pod standardowe wzorce.