A czy Ty jesteś szczęściarzem?

(autor: http://www.flickr.com/photos/kaibara/)
Czym jest szczęście? Nieprzerwanym pasmem sukcesów, docenianiem tego co się ma, miłością, pracą, która jest naszą pasją? Czymkolwiek je można nazwać, można go mieć więcej lub mniej, podobnie jak można je od siebie odpychać i je do siebie przyciągać. Jak można je na siebie ściągnąć, o tym w dzisiejszym wpisie.
Skąd Gary Player ma takie szczęście?
Czytałem niedawno o wspaniałym człowieku jakim jest Gary Player. Gary Player, urodzony w 1935 roku, już w wieku 17 lat stał się profesjonalnym golfistą. Od lat 50. regularnie wygrywał zawody. Gary ma zaledwie 170 cm wzrostu i 68 kg wagi, a mimo to udało mu się wygrać dziewięć turniejów wielkoszlemowych. Jest również jednym z niewielu zawodników w historii, którym udało się wygrać dwa turnieje wielkoszlemowe w jednym sezonie, dokonał tego w 1974 roku – wygrał turniej The Masters oraz The Open Championship.
Gary Player jest uważany za jednego z najlepszych golfistów w historii. Mało tego, oprócz bycia perfekcjonistą na polu golfowym, Gary jest perfekcjonistą w życiu – zaprojektował ponad 300 pól golfowych, prowadzi własne przedsiębiorstwo Black Knight International, posiada stadninę koni wyścigowych – Gary Player Stud Farm, prowadzi fundację The Player Foundation, której głównym celem jest zapewnianie edukacji w rejonach, gdzie dostęp do szkół jest utrudniony lub go nie ma.
Zastanawiasz się pewnie do czego zmierzam, dlaczego akurat piszę o Garym?
Jak wyżej napisałem, Player jest zawodnikiem drobnej postury, ale bardzo wielkim osiągnięciami. Ludzie nazywali go „małym”, ale on nie przejmował się tym i ciężko trenował. Wygrywając turniej po turnieju zwrócił na siebie uwagę mediów. Kiedyś, po nieprawdopodobnym uderzeniu, komentatorzy mówili: „Gary, to nie do wiary, miałeś takie szczęście”. Gary odpowiedział: „Im więcej pracuję, tym więcej mam szczęścia”. Świetne spostrzeżenie. Gdy ktoś pytał Gary’ego skąd ma takie szczęście odpowiadał „Im więcej pracuję, tym więcej mam szczęścia”. To wspaniałe, warte refleksji, słowa. Czy nie jest tak, że sukces osiągają ci, którzy najdłużej na niego pracują?
10 tysięcy godzin
(autor: http://www.flickr.com/photos/bogenfreund/)
Czytałem jakiś czas temu w czasopiśmie Focus fragment książki „Poza schematem. Sekrety ludzi sukcesu” autorstwa Malcolma Gladwella. Wspomniano w nim o badaniu przeprowadzonym we wczesnych latach 90. przez psychologa K. Andersa Ericssona wraz z dwoma kolegami z elitarnej Berlińskiej Akademii Muzycznej. Profesorowie tej uczelni podzielili skrzypków na trzy grupy – materiał na gwiazdy światowej sławy, dobrych uczniów oraz takich, którzy prawdopodobnie nigdy nie będą grać zawodowo.
Wszystkim uczniom zadano pytanie, ile godzin przeznaczyli na ćwiczenia. Okazało się, że wszyscy zaczęli mniej więcej w wieku 5 lat. Początkowo wszyscy ćwiczyli tyle samo, około 2–3 godzin w tygodniu. Różnice zaczęły się pojawiać w wieku 8 lat, kiedy to ci najlepsi zaczęli ćwiczyć sześć godzin tygodniowo. Później uczniowie z najlepszej grupy ćwiczyli w wieku 10–12 lat osiem godzin tygodniowo, w wieku 13–14 lat 16 godzin tygodniowo aż w wieku 20 lat ćwiczyli ponad 30 godzin tygodniowo. Ostatecznie obliczono, że pierwsza grupa, przyszłych gwiazd, ćwiczyła łącznie przez około 10 tysięcy godzin, dobrzy uczniowie około 8 tysięcy godzin a ci przeciętni około 4 tysiące godzin.
Co w badaniu najciekawsze, nie było żadnych wyjątków – ani ucznia, który ćwiczył mniej niż inni i miał zadatki na mistrza, ani skrzypka, który ćwiczył więcej niż inni i nie był wystarczająco dobry.
Jaki z tego wniosek? Wyniki zależą jedynie od pracowitości! „Im więcej pracuję, tym więcej mam szczęścia”!
Liczba 10 tysięcy godzin pojawia się w wielu badaniach z udziałem słynnych talentów. Poniżej kilka przykładów.
Mozart najwybitniejsze utwory skomponował po ukończeniu 21 lat. Miał już wtedy za sobą ponad 10 lat praktyki.
Bobby Fischer, szachowy mistrz świata, zaczął się uczyć gry w szachy w wieku sześciu lat. 9 lat później zdobył tytuł arcymistrza.
The Beatles zagrali około 1200 koncertów, w tym wiele kilkugodzinnych, zanim stali się sławni na cały świat.
Bill Gates w młodości spędzał przy komputerze osiem godzin dziennie siedem dni w tygodniu ucząc się programowania. W ten sposób uczył się przez pięć lat.
Powyższe przykłady świetnie ilustrują słowa Gary’ego Playera.
„Im więcej pracuję, tym więcej mam szczęścia” – te słowa warto nie tylko powiesić na tablicy motywacyjnej, ale i powtarzać sobie za każdym razem gdy ćwiczymy w dziedzinie, w której chcemy osiągnąć sukces. 10 tysięcy godzin – tyle dzieli nas od mistrzostwa. To około 3 godziny ćwiczeń dziennie lub 20 godzin tygodniowo. Do której grupy chcesz należeć: mistrzów, tylko dobrych czy przeciętnych? Decyzja należy do Ciebie.
Podobne wpisy:
Jeśli spodobał Ci się ten wpis, możesz go skomentować lub zasubskrybować RSS i otrzymywać nowe artykuły na swój czytnik RSS.


Ciekawy tekst. Wpływa na tyle motywująco,że chyba sama powieszę sobie to zdanie na tablicy. Może wówczas moja nauka do egzaminu będzie bardziej konstruktywna i w końcu porządnie wezmę się za mój angielski;]
Dzięki. Czasami takie proste zdanie może bardzo pomóc na co dzień.
Muszę sobie o tych 10 tys. godzin gdzieś zapisać. Przykłady, nie tylko tu podane to potwierdzają. Tak samo jest z nauką języka, sportem ale tajemnica nie tkwi w czasie tylko rzeczywistej pracy i wnioskom wyciąganym z nieudanych prób. Ktoś mógłby latami robić coś bezmyślnie źle i wcale na tym nie zyska.
Dzięki za komentarz. Oczywiście jeżeli chodzi o ćwiczenia to mowa o ćwiczenia z zamiarem poprawy umiejętności. Jeżeli nastawiamy się na ciągły rozwój to na pewno dotrzemy na szczyt.
Napisałeś bardzo dobrego posta i należy Ci się za niego uznanie!
Brian Tracy niemal na każdym swoim szkoleniu powtarza o permanentnej potrzebie ćwiczenia danej rzeczy każdego dnia np. przeglądanie literatury tematu godzinę dziennie przez kilka lat pozwoli Ci stać się ekspertem w tym temacie.
Jeśli chcesz być w czymś naprawdę dobry, rób to każdego dnia a na efekty nie trzeba będzie długo czekać.
Myślę że upłynie mniej niż 10 000.
By się o tym przekonać można zacząć choćby od pompek http://hundredpushups.com/
Pozdrawiam zdrowo!
Konrad Kokurewicz
Dzięki za komentarz.
Rzeczywiście, Tracy również bardzo często o tym pisze w swoich książkach. On zaleca totalne zanurzenie się w tematyce – szkolenia, prenumeraty, kluby, książki. Dzięki temu w krótkim czasie możemy stać się ekspertami.
Sport bardzo pomaga w kształtowaniu wytrwałości. Czy to pompki czy bieganie czy jakikolwiek inny rodzaj aktywności warto ćwiczyć fizycznie bo oprócz tych oczywistych efektów w postaci poprawienia samopoczucia kształtuje się w nas przekonanie, że trening czyni mistrza (bo mimo, że to takie znane powiedzenie to ludziom ciężko w to uwierzyć).
Cześć.
Bardzo ciekawy wpis. Z pewnością dla niektórych okaże się motywujący a to już sukces. Precyzja w czasie nauki programowania Billa Gates’a jest może aż zabawna ale na pewno trzeba dużo czasu poświęcić żeby wyrobić w sobie odpowiednie nawyki, nabrać doświadczenia i stać się mistrzem.
Łatwo nam się ocenia wynik końcowy i wzdycha “takiemu to dobrze” ale tak na prawdę nie mamy pojęcia o pracy jaką musiał włożyć żeby teraz brać kasę za uśmiech.
Tak trzymaj, Pozdrawiam.
Dzięki.
Dokładnie, łatwo jest zazdrościć i mówić, że on miał talent, urodził się w takiej albo takiej rodzinie, miał dostęp do tego albo tego. Za tym wszystkim i tak kryje się tylko ciężka praca.
Dokładnie tak! Szczęście nie jest dziełem przypadku. Szczęściu trzeba pomóc pracując nad nim
–
http://Wyborca.blox.pl
Nie zgodzę się, że człowiek jest w stanie wypracować swoje szczęście. A to może sugerować zdanie „Im więcej pracuję, tym więcej mam szczęścia”. Dlatego należałoby zestawić Gary Player z rówieśnikiem w podobnym wieku (choć dzieci w Afryce są dojrzalsze o kilka lat średnio mimo tego samego wieku co rówieśnicy z innych części świata). Lubię grę w golfa, więc i miło mi pomyśleć jaką radość musiał mieć ten 17 wkraczając w świata zawodowstwa tej dyscypliny. No ale co z jego kolegą z Ruandy? Teoretycznie mógłby być najszybszym człowiekiem na świecie gdyby trenował i jak Player byliby ulubieńcami publiczności. Dwóch chłopców, a takie osiągnięcia. Ale co sprawia, że droga do szczęścia dla tego drugiego jest jakaś taka.. zamknięta?
Należy pamiętać, że szczęściem jest już sam fakt MOŻLIWOŚCI samodzielnego myślenia czy ćwiczenia. Zdajecie sobie sprawę ilu ludzi umiera nigdy nie dowiadując się o tym czym jest golf albo suszarka do włosów? Praca pracą, a okazuje się, że los (choć ja w przypadki nie wierzę) jednych obdarowuje hojniej, innych mocno doświadcza i wymaga takich rzeczy, których Player i jemu podobni nie muszą dawać.
To tak w ramach poszerzenia spektrum bycia szczęściarzem. Zgadzam się, że dyscyplina i sumienna praca to droga do sukcesu. Już na drodze edukacji każdy powinien się o tym przekonać, bo później spotykam studentów, którzy kombinują jak obejść kolokwia czy prześlizgnąć się przez sesję (analogicznie na sprawdzianach w gimnazjach czy LO) nie mając pojęcia, że tak naprawdę tracą cenny czas, a później plują sobie w brodę, że mogli tyle osiągnąć..
Powiedzmy, że zawsze jest jakiś czynnik “szczęścia”, na który nie mamy wpływu. To może być wszystko, chociażby miejsce urodzenia. Jednak uważam, że osoba, która ma trudniej w dzieciństwie i musi mocniej walczyć, później ma łatwiej. Jeżeli ktoś pochodzi z niezbyt zamożnej rodziny to bardziej ceni pieniądze i łatwiej osiągnie niezależność finansową niż druga osoba, której życie sponsorują bogaci rodzice. Właśnie to rozumiem przez “szczęście” – masz takie obycie w jakiejś kwestii, że nic nie może Cię zaskoczyć, że potrafisz wykorzystać każdą sytuację i odnieść przy tym wielkie korzyści.
Zamknięta droga rzeczywiście może być bardzo frustrująca, sam się spotkałem z czymś takim, że nie mogłem czegoś zrobić, ale to tylko wzmacnia człowieka, bo staje się bardziej wytrwały i bardziej pewny siebie.
Podobaja mi sie Twoje wpisy. Bede miala ciekawa lekture na kolejny tydzien w pracy.
Spotkalam sie kiedys z komentarzem, ze mam szczescie, bo mam pewne certyfikaty informatyczne. Tyle, ze ich zdobycie nie mialo nic wspolnego ze szczesciem, ale z nauka.
Zawsze smieje sie z tego komentarza i tego jak niektorzy widza tylko efekt koncowy, a zapominaja ile pracy trzeba wlozyc w osiagniecie sukcesu.
Dzięki za miłe słowa.
No właśnie – efekt końcowy może powalić, ale praca w niego włożona nie jest już taka atrakcyjna.
Motywujący artykuł, polecam płytę -Brian Tracy Czynniki Szczęścia.