3 etapy na drodze do niezależności finansowej. Na którym jesteś?

(autor: http://www.flickr.com/photos/left-hand/)
Większość osób, które interesują się kwestią niezależności finansowej, przechodzi przez trzy etapy rozpoznawania celu i swojej filozofii życia. Jakie to etapy i na którym jesteś – o tym poniżej.
Wszystkie trzy etapy opieram na swoim doświadczeniu i obserwacjach innych osób. Czy tak jest u Ciebie – daj znać w komentarzu!
Pierwszy etap – zapoznanie
Na rynku istnieją setki pozycji o bogactwie, wolności finansowej, biznesie, inwestowaniu, samorozwoju i tak dalej. Pierwszy etap zaczyna się od przeczytania klasycznych, polecanych przez najwięcej osób, pozycji. Bardzo dużo osób zaczyna od książek Napoleona Hilla, Roberta Kiyosakiego lub Briana Tracy’ego. Poznają podstawowe zasady niezależności finansowej takie jak wydawać mniej niż się zarabia, odkładać i inwestować 10% dochodów, kontrolować wydatki, stworzyć plan finansowy.
Na tym etapie najczęściej nie ma żadnych konkretnych działań, lektury są czytane z pełną motywacją, ale najczęściej nie wykonuje się zalecanych przez autora ćwiczeń i nie podejmuje się żadnych konkretnych działań. Niektóre osoby po kilku tygodniach lub miesiącach od przeczytania książek tego typu zapominają o niezależności finansowej i wracają do przeciętnego życia. Inni ludzie zaczytują się w kolejnych książkach z tej tematyki i nadchodzi drugi etap.
Drugi etap – zderzenie z rzeczywistością
W drugim etapie dominuje myślenie „muszę jeszcze przeczytać to, tamto i tamto”. Każda kolejna książka z podobnej tematyki (seria książek Kiyosakiego, książki Tracy’ego, książki o inwestowaniu w nieruchomości z małym wkładem, książki o „niezawodnych systemach” inwestowania na giełdzie) dodaje o wiele mniej nowych informacji zgodnie z prawem malejącej użyteczności krańcowej.
Ten etap przypomina błądzenie w lesie. Tutaj zaczynają się pierwsze działania i najczęściej następuje zderzenie z rzeczywistością. Inwestowanie w nieruchomości nie jest takie proste jak pisze autor, nie ma pieniędzy na założenie własnego biznesu, wprowadzenie zmian w życiu finansowym wydaje się za dużym wyzwaniem. Zaczynają się pierwsze eksperymenty, niektórzy startują ze swoimi blogami, pojawiają się pierwsze wymówki, zwątpienie lub wręcz przeciwnie – zbyt duży optymizm powoduje poszukiwanie metody na „złoty strzał”. Najczęściej złoty strzał zamienia się w strzał w tyłek i albo osoba rezygnuje z myślenia o niezależności finansowej albo zaczyna się trzeci etap i jednocześnie pierwszy prawdziwy krok ku niezależności finansowej.
Trzeci etap – właściwa podróż
Powoli zaczyna klarować się wizja niezależności finansowej, wybiera się swojego mentora i filozofię, która najbardziej pasuje do osobowości. Zamiast czytania dziesiątek książek z różnych tematów, następuje koncentracja na węższej tematyce, np. pracy na etacie połączonej z oszczędzaniem i inwestowaniem na giełdzie, samorozwoju połączonym z karierą na etacie, prowadzeniu własnej firmy lub internetowego biznesu, pracy jako wolny strzelec. Znacznie rzadsze i rozważniejsze (mniejsze kwoty, dłuższe rozpoznanie tematu) są eksperymenty z różnymi metodami często obiecującymi szybkie i wysokie zyski, a najczęściej przynoszącymi rozczarowanie (np. Forex, kontrakty terminowe czy HYIP’y).
Dopiero teraz zaczyna się właściwa droga ku niezależności finansowej. Zaczynają się konkretne działania. Lektury są dobierane o wiele rozważniej, wybiera się książki pod kątem poszukiwanych aktualnie informacji. Każda książka czytana jest bardzo dokładnie, a rady przenosi się na własne życie. Kładzie się nacisk na wartość, a nie na ilość. Stawia się na działania, a nie na teorię. O wiele więcej jest własnych doświadczeń i własnych przemyśleń, a coraz mniejsza potrzeba czytania dziesiątek nowych książek.
Zakończenie trzeciego etapu jest jednocześnie dotarciem do celu – niezależności finansowej takiej, jak ją sobie wyobrażamy.
Jak to było u mnie
Pierwszy etap
Podążałem dokładnie wg opisanego schematu. Pierwsze kroki to było obejrzenie filmu „The Secret” (pierwszy raz jakoś w 2007 roku) oraz przeczytanie „Myśl i bogać się” Napoleona Hilla. To był jednak czas luźnego interesowania się tym tematem.
Dopiero pod koniec 2008 roku nadszedł czas na przesłuchanie audiobooka „Sekret milionera” Marka Fishera (bezpośrednia motywacja do założenia tego bloga) oraz lektura „Bogatego ojca, biednego ojca” Roberta Kiyosakiego. To był pierwszy etap.
Drugi etap
Później czytałem książki wielu innych autorów, w tym Bodo Schäfera, Briana Tracy’ego, Donalda Trumpa, Roberta G. Allena. Do tego czytałem ebooki z różnych tematów powiązanych z samorozwojem, inwestowaniem, biznesem. Zacząłem inwestować w domeny internetowe, co okazało się nietrafionym pomysłem i przyniosło mi trochę strat, później zainwestowałem w pożyczki społecznościowe co okazało się kolejnym błędem (pożyczka trafiła do windykacji, czekałem na zwrot pieniędzy kilka miesięcy).
W międzyczasie karmiłem się wieloma różnymi pozycjami o samorozwoju i inwestowaniu, za czym rzadko kiedy szły konkretne działania. Raz wierzyłem w potęgę ciężkiej pracy i oszczędzania do emerytury, później wierzyłem we wzbogacenie się na giełdzie, szukałem szansy w ryzykownych inwestycjach (wspomniane pożyczki społecznościowe i domeny internetowe) – słowem kompletny chaos. Nie mogłem odnaleźć żadnej filozofii, której mógłbym się trzymać. Celem było zarobienie miliona, a po co – wtedy jeszcze dobrze nawet nie wiedziałem. Na tym etapie utknąłem na dłuższy czas.
Trzeci etap
Otrzeźwienie i trzeci etap nadeszły dopiero w okolicach sierpnia-września 2009 roku, kiedy przeczytałem polecaną przez Pawła książkę „4-godzinny tydzień pracy” autorstwa Timothy’ego Ferrissa. Nadała mi świeżą motywację i kreśliła inną filozofię życia niż wszystkie inne książki jakie wcześniej czytałem. Do tego zgadzała się z moimi poglądami „nie bądź przeciętny” i „zawsze szukaj lepszych rozwiązań”. Początkowo byłem jeszcze mentalnie w drugim etapie. Nic nie robiłem, a tylko zastanawiałem się co zrobić, żeby działać według wskazówek autora.
Dopiero na przełomie 2009/2010 roku udało mi się określić do czego tak naprawdę dążę, odrzucić fałszywy pogląd, że milion na koncie jest głównym celem i znaleźć takie sposoby zarabiania, którym zdecydowałem się w pełni oddać, czyli zarabianie na ogólnie pojętej informacji w Internecie. Powoli pracuję nad jednym obiecującym projektem, zajmuję się dodatkową działalnością, która ma duży potencjał i mam kolejne pomysły, które jednak odsuwam na później, kiedy skończę to, czym zajmuję się teraz.
Dotarcie do trzeciego etapu zajęło mi więc około 2–3 lata, w tym jeden rok pełnego zanurzenia w tej tematyce. A trzeci etap jest dopiero tym właściwym początkiem, pierwszym krokiem na schodach (oby ruchomych, hehe). Mam już za sobą trochę doświadczeń, ale to nic w porównaniu do tego, co przyswoję w trakcie trzeciego etapu. Wierzę, że droga do celu, po tym jak wreszcie dokładnie wiem jak ma wyglądać (i nie jest to milion na koncie), powinna się znacząco skrócić. Mam teraz cel, mam narzędzia i mam pomysł jak je wykorzystać – wszystko przede mną.
Jak to wygląda u Ciebie? Czy przechodziłeś przez podane wyżej etapy? Na którym etapie jesteś teraz?
Kliknij i przeczytaj także:
- Czy jesteś pewien, że dążysz do niezależności finansowej?
- Najpopularniejsza droga do niezależności finansowej to…
- Czego Monopoly uczy o niezależności finansowej?
- Dlaczego powinieneś dążyć do niezależności finansowej, a nie do bogactwa
- Czy naprawdę działasz na rzecz swojej niezależności?
Jeśli spodobał Ci się ten wpis, skomentuj go. Zasubskrybuj RSS, żeby nie przegapić żadnego wpisu. Jeżeli nie wiesz czym jest RSS, poczytaj o nim tutaj. Śledź mnie także na Twitterze, a otrzymasz dodatkowe informacje.
Trackbacki
Komentarze
Komentarzy: 39 do “3 etapy na drodze do niezależności finansowej. Na którym jesteś?”- Zasady komentowania: traktuj innych jak ludzi, nie obrażaj i nie wyśmiewaj. Konstruktywna krytyka jest w porządku, ale niegrzeczne i niedojrzałe komentarze są kasowane. Komentarze, które mają na celu jedynie reklamowanie jakiejś strony również są kasowane. Jeżeli piszesz dłuższy komentarz, kopiuj go do schowka w czasie pisania. Dzięki temu nie utracisz go, jeżeli wystąpi jakiś błąd. Miłej dyskusji.
-
Dobry temat do poruszenia, warto tu podyskutować.
Jestem obecnie na 3 etapie. Doszedłem do niego po 3 latach. Zaczęło się od książki „Bogaty ojciec, biedny ojciec”.
Potem przyszła kolej na giełdę, ale tylko analiza fundamentalna, bo techniczna kompletnie mnie nie interesuje – tu zacząłem w 2008 roku i do dziś się nią zajmuje (tak odnalazłem pierwszy sposób zarabiana)
Od 2008 roku zacząłem handlować oponami używanymi w necie. Ale dopiero w listopadzie 2009 roku przeprowadziłem analizę 20/80 która odniosła pożądany skutek. Robiąc mniej zarabiam więcej. (tak odnalazłem mój drugi sposób zarabiana)
Za tydzień zwalniam się z pracy (jestem na 2 tyg. okresie wypowiedzenia) i zaczynam na swojej działalności gospodarczej (chce w 3 lata przekształcić ją w system)
Kiedy zdałem sobie sprawę, że działanie w konkretnym kierunku działa postanowiłem sam być odpowiedzialny za swoje czyny
i przyszłość.
-
I jeszcze wspomnę ile się nasłuchałem od najbliższych o tym co robię – nie starczyło by 1 roku czasu by to opisać.
-
U mnie trwało to podobnie około trzech lat, licząc od przeczytania ostatniej strony Bogatego Ojca, do pierwszej wypłaty uzyskanej ze źródła półpasywnego dochodu. Niestety, wspomniana w artykule nauczka przyszła dopiero teraz (ograniczyłem się do niszy, którą ostatnio intensywnie zajmował się nasz „kochany” rząd). Teraz praktycznie startuję od zera, ale za to mam doświadczenie i oszczędności, więc wrócenie na tory nie powinno zbyt długo trwać.
-
Może z biegiem czasu odkryjesz kolejny etap, w końcu jeszcze nie jesteś w pełni niezależny finansowo? Myślę że ten post i inne zamieszczone na Twoim blogu mogą wymiernie skrócić czas przechodzenia przez wspomniane etapy dla Twoich czytelników.
-
Oczywiście, że jest czwarty etap: cieszenie się wolnością finansową i wspaniałym życiem
-
Ja nie zaczynalam od czytania ksiazek na tematy finansowe. Nikt nie musial mi tlumaczyc, ze musze wydawac mniej niz zarabiam, odkladac, oszczedzac czy inwestowac. Byly to dla mnie zawsze rzeczy oczywiste, kwestia wychowania. Nigdy nie mialam problemu z zarzadzaniem pieniedzmi. Pomysl kupna pierwszego mieszkania pod wynajem przyszedl sam, do inwestowania na gieldzie tez dojrzalam sama. Po drodze bylo tez inwestowanie w ziemie (tutaj tesc zapodal pomysl i konkretne dzialki do kupna).
Kiyosakiego czytalam tylko jedna ksiazke i to wcale nie Bogatego Ojca, tylko „Rich Dad’s Guide to Investing: What the Rich Invest in, That the Poor and the Middle Class Do Not! ” Sadze, ze powtorzyl tam to samo co w innych ksiazkach. Ale te ksiazke czytalam stosunkowo niedawno i nie wniosla ona rewolucji do mojego zycia, bo juz wczesniej mialam swoj plan. Wole ksiazki bardziej konkretne np o strategiach inwestowania, gdzie autor skupia sie na konkretnych metodach.
Zawsze dazylam do tego, zeby zarobic i nie narobic sie. Tak to juz jest z leniami
-
„a najczęściej przynoszącymi rozczarowanie (np. Forex, kontrakty terminowe czy HYIP’y).”
@Marcin, dlaczego tak piszesz skoro sam nie masz doświadczenia w hyipach, bardzo wiele osób obraca się w świecie Hyipów i zarabia na tym nie małe pieniądze. Pewnie Hyipy są ryzykowne, ale to trochę tak jak ze sportem ekstremalnym, liczą się umiejętności dzięki którym to ryzyko doprowadzasz do minimum ! -
Na trzecim etapie dodałbym jeszcze, obok zakładania własnego biznesu lub biznesu internetowego, działalność w ramach firmy opartej o MLM.
-
Ja jestem obecnie na 2. etapie. Więcej czytam i myślę, niż działam. A zaczałęm podobnie od Kiyosakiego „Bogaty ojciec, biedny ojciec”, potem Shafer, Trump, Tracy, Lynch i jeszcze różne pozycję motywacyjne m.in. Maxwell. Po Kiyosakim wiedziałem już, że praca na etacie nie jest dla mnie. Na razie największy wysiłek wkładam w skończenie studiów inżynierskich.
-
Witam. Już od kilku miesięcy śledzę twoje wpisy, ale dopiero teraz odczułem potrzebę napisania komentarza:)
U mnie etap pierwszy zaczął się jesienią 2007 roku, kiedy jako przeciętny człowiek bez większego celu w życiu, na fali giełdowej euforii i wizji wiecznej hossy pani w spożywczaku ( wtedy nie dostrzegałem ironii ) wrzuciłem kilka tysięcy w fundusze inwestycyjne. Co się dalej działo z moją kasą to wszyscy się domyślą. To była droga lekcja, jednak z perspektywy czasu uważam, że warto było gdyż bo to punkt zwrotny. Gdy codziennie rano sprawdzając notowania mój żołądek ożywał, zacząłem się zastanawiać nad sposobem aby już nigdy nie być zależnym od pieniędzy. Przeglądałem wiele książek z najróżniejszych dziedzin. Samorozwój, super tajemne techniki inwestowania na giełdzie itp. Wszystko co mogło zapewnić niezależność finansową było mile widziane. To był etap pierwszy.
Mimo pierwszej porażki, nie zraziłem się do giełdy i kilka miesięcy później postanowiłem wrócić do gry. Tym razem jednak miało być inaczej. Chciałem być przygotowany. Wiedziałem już, że nie chcę w życiu tracić czasu na pracę 8h dziennie przez 40lat, ale nadal giełda była jedynym sposobem na wcielenie wszelkich informacji z książek w życie. Spędzałem długie godziny na analizowaniu wykresów, zależności ale muszę przyznać, że sprawiało mi to przyjemność. Po wielu miesiącach prób i testów, w końcu znalazłem sposób inwestowania, który im odpowiadał i od tego czasu zaczął się pojawiać mój pierwszy pasywny dochód. Dużym minusem było to, że po pierwsze był to dochód na poziomie kilku % rocznie, a po drugie jako student nie posiadałem jakiejś znaczącej kwoty. No i tak zakończył się etap drugi. Wiedziałem już, że można nie wiedziałem jeszcze jak.
Etap trzeci:
Jakiś czas później zacząłem myśleć o założeniu firmy. Uskrzydlała mnie wizja bycia własnym szefem, a na pewno pomógł twój blog. Pamiętam jak dziś, ten dzień kiedy google filtrował dzisiątki moich zapytań w poszukiwaniu blogów o niezależności. Wtedy pierwszy raz trafiłem na twoją stronę poprzez recenzję „4 tygodniowego tygodnia pracy”. Nie znałem tylko odpowiedzi na najważniejsze pytanie. Co będzie robić moja firma? Przez kolejnych kilka miesięcy upadał pomysł nadmorskiej wypożyczalnie skuterów wodnych, następnie pośrednictwo w sprzedaży borówek do sklepów. Kilka szalonych ( czyt. dziwnych ) pomysłów później, gdy upadł pomysł chodowli tuji na żywopłoty, wymyśliłem jak połączyć to na czym się znam, z tym co lubię i jeszcze z generowanie przychodu, bo tylko wtedy będe zadowolony z tego co robię. Firma będzie związana z giełdą, o której w teorii i praktyce wiem już naprawdę dużo. Będzie zajmowała się szeroko pojętym hadlowaniem informacją.Na chwilę obecną jestem w trakcie realizowania pomysłu. Wszelkie analizy na razie wypadły obiecująco. Deadline z ruszeniem wszystkiego ustaliłem sobie na koniec wakacji. Teraz liczy się tylko moja praca włożona w projekt i pozystywne nastawienie
-
W życiu nie przeczytałem żadnej książki Tracy’ego czy Hilla. Nawet nie wiem kto oni zacz. Kioyaski – przeczytałem jedną pozycję, przejrzałem parę innych i mam o nim bardzo negatywną opinię; zresztą jego książki to jest w dużej mierze wodolejstwo i bezustanne powtarzanie tego samego innymi słowami. Jeśli to ma kogoś motywować – jego sprawa, ja cenię książki praktyczne z których czegoś się dowiem.
Dla mnie to że trzeba wydawać mnie niż się zarabia, szukać możliwości zaoszczędzenia na wydatkach, a oszczędności z głową inwestować to rzeczy oczywiste. Podejrzewam że większość ludzi którzy robią podobnie nigdy nie słyszało o żadnym Kioyaskim czy Hillu.
Tak na koniec – nie bierz tego do siebie Marcinie, bo nie o to chodzi: coraz częściej obserwuję młodych ludzi (studentów czy licealistów) którzy po przeczytaniu paru książek myślą, że coś wiedzą i zaczynają mówić innym co mają zrobić żeby osiągnąć sukces. Za doradzanie to się można wziąć kiedy już rzeczywiście do czegoś doszliśmy i widzimy swoje działanie z perspektywy czasu. Prowadzenie biznesu z książek się nie nauczysz – trzeba to robić na codzień, a nie filozofować o tym. Sprzedawanie zimnych napojów w lecie na plaży nauczy więcej niż te wszystkie książki – nieważne jakie cuda obiecują ich autorzy. -
Kurcze, jeśli spojrzeć na to co piszesz, to chyba jestem już na trzecim etapie… Dla mnie to dopiero początek drogi tak na prawdę, ale świadomość, jak wiele już za mną jest bardzo motywująca… Nawet nie spodziewałam się, że zajdę tak daleko, tym bardziej że mój zapał jest raczej słomiany. Jednak w tym wypadku jest inaczej, ponieważ mogę połączyć wiele elementów niespójnych na pierwszy rzut oka w jedną logiczną układankę – oszczędzałam zawsze, przyzwyczajenie wyniosłam z domu wzmacniane wieloma latami doświadczeń, podobnie rzecz się ma z moimi pasjami, które też od wielu lat są względnie stałe, brak było w tym jednak bardziej dalekosiężnego celu i odwagi by spróbować.
Dzięki Tobie ( z polecenia znajomych) trafiłam na temat rzekę jakim jest reorganizacja swojego życia, oszczędzanie, biznes, motywacja, inwestowanie itp. Heh, twoje wpisy zupełnie różniły się od nudnych teorii ekonomii i finansów, więc tym chętniej zabierałam się do lektury. Swego czasu przeczytałam również „Bogaty ojciec, biedny ojciec” jednak z mieszanymi uczuciami (jak ktoś już tu wskazał – książka mogłaby być połowę krótsza bez ubytku w warstwie treściowej). Później natomiast postanowiłam działać!
Dużo czytałam, dużo myślałam, powoli wyznaczyłam sobie cele, porządkowałam sprawę finansów, w końcu niedawno założyłam bloga i z dziesiątków pomysłów wyłoniłam kilka, które przeznaczyłam do realizacji. Prawda jest taka, że milionerem pewnie nie zostanę, ale też nie to jest moim celem tak na prawdę… Skupiłam się na tym na czym się znam, co mnie interesuje i sprawia mi przyjemność. Dzięki temu awansowałam w pracy i dostałam podwyżkę, dodatkowo trochę dorabiam, poszerzyłam horyzonty i wreszcie wiem do czego dążę. W ciągu około pół roku moje dochody wzrosły o ok. 70!
Teraz już nic mnie nie zatrzyma! Dzięki! -
U mnie pod tym wzgledem poziom zerowy, bo nie czytałem ani jednej książki o bogactwie. Zamiast tego zwyczajnie zacząłem coś robić. Z czasem to „coś” stało się lepsze i bardziej skuteczne.. Po okresie debilizmu korporacyjnego pracuję dla przyjemności i pieniędzy w stosunku 50% – 50%. Chcę pracować. Gdybym nie pracował, chyba bym sie zanudził na śmierć
. -
„I to są ludzie, którzy najczęściej wynieśli taką wiedzę z domu. Duży wpływ ma najbliższe otoczenie. Większość ludzi nie dorasta jednak w bogatych rodzinach, szczególnie w Polsce, i dlatego taka wiedza jest mało powszechna.”
—————————————–
Wychowanie finansowe nie musi miec nic wspolnego z zamoznoscia rodzicow. To raczej kwestia tego czego rodzice naucza swoich potomkow. Malo zamozni rodzice moga nauczyc szacunku dla pieniadza, z kolei ludzie, ktorzy nie martwia sie pieniedzmi moga w ogole pominac ten etap edukacji u pociech i potem taka jednostka bogata z domu wpada w spirale zadluzenia i zyje ponad stan.Jesli juz mowimy o wplywie otoczenia, to mysle, ze duze znaczenie moze miec obecnosc osob przedsiebiorczych, ktore moga byc dobrym przykladem jak zaczac czy jak prowadzic wlasny biznes.
-
Czy się zgadzam ? Nie do końca, moim zdaniem za bardzo uogólniasz, nawet jeżeli jest to 5-10 % to jest to odsetek moim zdaniem duży, dla porównania jaki procent osób, które zakładają swoje własne firmy osiąga niezależność finansową ?
Te 90%, które jak zakładasz nie zarabia na Hyipach, to moim zdaniem kompletnie nie doświadczone osoby albo ludzie naiwni, którzy ślepo wierzą we wszystko co jest w internecie. Myślę, że te osoby, które się udzielają na różnego rodzaju forach o Hyipach co najmniej w połowie są na plus reszta ślepo patrzy w reklamy Hyipów i wpłaca do nich pieniądze bez żadnego namysłu. -
Faktycznie zauważam taką prawidłowość w swojej edukacji finansowej. Niestety wydaje mi się że jestem dopiero na początku drugiego etapu, a właściwie byłem, bo jakiś rok temu zupełnie się zniechęciłem i przeniosłem swój czas i energię na inne sprawy.
-
Czy się zgadzam ? Nie do końca, moim zdaniem za bardzo uogólniasz, nawet jeżeli jest to 5-10 % to jest to odsetek moim zdaniem duży, dla porównania jaki procent osób, które zakładają swoje własne firmy osiąga niezależność finansową ?
Marcin napisał, że zarabia ok. 5-10%. (osobiście skłaniałbym się w stronę tych 5%). Zarabianie pieniędzy nie jest równoważne z niezależnością finansową.
Dużo lepiej wychodzi się zazwyczaj na własnym biznesie
Z własnego doświadczenia wiem, że w przyrodzie nie występuje wysoki % połączony z niskim ryzykiem
-
Ja chyba jestem na wszystkich trzech etapach na raz
staram się aktywnie tworzyć pasywny dochód, choć jestem na początku tej drogi…
Czytam ten blog regularnie, tak trzymaj, poziom prezentowanych wpisów oceniam jako wysoki i jesteś dla mnie teraz niejako wzorem do naśladowania
Pozdrawiam,
roykovsky -
dzięki za podlinkowanie.
mnie trudno jest określić, który z etapów mam obecnie. każdy przechodzi tę drogę trochę inaczej, ale ogólnie etapy są podobny. 4ty etap to pewnie właściwa wolność finansowa lub nawet jej przedsmak. -
O zmieniłeś podtytuł bloga
„Nowoczesny rentier”- dobrze brzmi:) -
U mnie w zasadzie taka myśl kiełkowała od dziecka (być może dlatego, że oboje rodziców całe życie harowało, a jednak w domu się nie przelewało), ale dopiero jak otrzymałem swój pierwszy dostęp do neta, to wszystko nabrało jakiegoś wyraźniejszego kierunku. Widzę, że wypowiadają się sami (lub w większości) bloggerzy, ciekawe kiedy będziemy mogli napisać: udało mi się
-
Ja jestem na drugim etapie już ponad rok, co juz mnie zaczyna męczyć.
Pierwszy etap to było własnie zachłyśnięcie się lekturami: Kiyosaki, Robbins, Ferris. Jakie to się wydawało proste. Nic tylko rzucić pracę, kupic nieruchomośc z zerowym wkładem
:) i żyć sobie dostatnio z przychodu pasywnego. Jedyny plus tamtego etapu, ze zacząłem oszczedzać, wprowadziłem zasade „najpierw płać sobie” i dziś mam chociaz te kilka tys. zl. na rachunku oszczędnościowym.2 etap:
U mnie on wygląda tak, że co jakis czas zachłystuję sie nowym pomysłem. juz mi się wydaje, że wpadłem na niszę, ale ostatecznie nic z tego nie wychodzi. Wszystko to odbywa się w świecie wirtualnym, zadnego z tych pomysłów nie przeniosłem do reala:/
Licze jednak, ze w końcu zmotywuję się do działania i którys z moich pomysłów w końcu wypali. Chociaz jestem już znużony tymi bezowocnymi poszukiwaniami i bliski raczej podniesienia kwalifikacji w pracy na etacie ….. -
Cześć,
To mój pierwszy wpis na Twoim blogu.
Podoba mi się ten sposób „segregowania” stopni w drodze…
Rzeczywiście ucząc się i działając zaczynamy w skupieniu ograniczać się do pewnej niszy, wybranego kierunku.
Nie lekceważyłbym jednak (myślę Marcinie, że zgodzisz się ze mną) ciągłej potrzeby poszerzania horyzontów, wracania do rzeczy znanych, „zataczania kół”. Wiadomo – przeczytana dawno temu książka, może odkryć przed nami zupełnie nowe, niezauważone treści.
I drugie: po mimo, że sukces będziemy odnosić będąc ekspertem w jednej dziedzinie, trzeba bez przerwy „dla higieny psychicznej” interesować się wieloma sprawami. Moim zdaniem w przeciwnym razie, po pierwsze stracimy sporo ze smaku życia, a po drugie nasz umysł będzie stopniowo ulegał wyjałowieniu, co w konsekwencji odbije się na naszej podstawowej działalności.





[...] który był najczęściej wyświetlany w lutym, był wpis „3 etapy na drodze do niezależności finansowej. Na którym [...]
[...] utknąłeś na drugim etapie na drodze do niezależności finansowej, to po lekturze tego wpisu i wprowadzeniu w życie trzech kroków powinieneś przejść do [...]