3 etapy na drodze do niezależności finansowej. Na którym jesteś?

(autor: http://www.flickr.com/photos/left-hand/)
Większość osób, które interesują się kwestią niezależności finansowej, przechodzi przez trzy etapy rozpoznawania celu i swojej filozofii życia. Jakie to etapy i na którym jesteś – o tym poniżej.
Wszystkie trzy etapy opieram na swoim doświadczeniu i obserwacjach innych osób. Czy tak jest u Ciebie – daj znać w komentarzu!
Pierwszy etap – zapoznanie
Na rynku istnieją setki pozycji o bogactwie, wolności finansowej, biznesie, inwestowaniu, samorozwoju i tak dalej. Pierwszy etap zaczyna się od przeczytania klasycznych, polecanych przez najwięcej osób, pozycji. Bardzo dużo osób zaczyna od książek Napoleona Hilla, Roberta Kiyosakiego lub Briana Tracy’ego. Poznają podstawowe zasady niezależności finansowej takie jak wydawać mniej niż się zarabia, odkładać i inwestować 10% dochodów, kontrolować wydatki, stworzyć plan finansowy.
Na tym etapie najczęściej nie ma żadnych konkretnych działań, lektury są czytane z pełną motywacją, ale najczęściej nie wykonuje się zalecanych przez autora ćwiczeń i nie podejmuje się żadnych konkretnych działań. Niektóre osoby po kilku tygodniach lub miesiącach od przeczytania książek tego typu zapominają o niezależności finansowej i wracają do przeciętnego życia. Inni ludzie zaczytują się w kolejnych książkach z tej tematyki i nadchodzi drugi etap.
Drugi etap – zderzenie z rzeczywistością
W drugim etapie dominuje myślenie „muszę jeszcze przeczytać to, tamto i tamto”. Każda kolejna książka z podobnej tematyki (seria książek Kiyosakiego, książki Tracy’ego, książki o inwestowaniu w nieruchomości z małym wkładem, książki o „niezawodnych systemach” inwestowania na giełdzie) dodaje o wiele mniej nowych informacji zgodnie z prawem malejącej użyteczności krańcowej.
Ten etap przypomina błądzenie w lesie. Tutaj zaczynają się pierwsze działania i najczęściej następuje zderzenie z rzeczywistością. Inwestowanie w nieruchomości nie jest takie proste jak pisze autor, nie ma pieniędzy na założenie własnego biznesu, wprowadzenie zmian w życiu finansowym wydaje się za dużym wyzwaniem. Zaczynają się pierwsze eksperymenty, niektórzy startują ze swoimi blogami, pojawiają się pierwsze wymówki, zwątpienie lub wręcz przeciwnie – zbyt duży optymizm powoduje poszukiwanie metody na „złoty strzał”. Najczęściej złoty strzał zamienia się w strzał w tyłek i albo osoba rezygnuje z myślenia o niezależności finansowej albo zaczyna się trzeci etap i jednocześnie pierwszy prawdziwy krok ku niezależności finansowej.
Trzeci etap – właściwa podróż
Powoli zaczyna klarować się wizja niezależności finansowej, wybiera się swojego mentora i filozofię, która najbardziej pasuje do osobowości. Zamiast czytania dziesiątek książek z różnych tematów, następuje koncentracja na węższej tematyce, np. pracy na etacie połączonej z oszczędzaniem i inwestowaniem na giełdzie, samorozwoju połączonym z karierą na etacie, prowadzeniu własnej firmy lub internetowego biznesu, pracy jako wolny strzelec. Znacznie rzadsze i rozważniejsze (mniejsze kwoty, dłuższe rozpoznanie tematu) są eksperymenty z różnymi metodami często obiecującymi szybkie i wysokie zyski, a najczęściej przynoszącymi rozczarowanie (np. Forex, kontrakty terminowe czy HYIP’y).
Dopiero teraz zaczyna się właściwa droga ku niezależności finansowej. Zaczynają się konkretne działania. Lektury są dobierane o wiele rozważniej, wybiera się książki pod kątem poszukiwanych aktualnie informacji. Każda książka czytana jest bardzo dokładnie, a rady przenosi się na własne życie. Kładzie się nacisk na wartość, a nie na ilość. Stawia się na działania, a nie na teorię. O wiele więcej jest własnych doświadczeń i własnych przemyśleń, a coraz mniejsza potrzeba czytania dziesiątek nowych książek.
Zakończenie trzeciego etapu jest jednocześnie dotarciem do celu – niezależności finansowej takiej, jak ją sobie wyobrażamy.
Jak to było u mnie
Pierwszy etap
Podążałem dokładnie wg opisanego schematu. Pierwsze kroki to było obejrzenie filmu „The Secret” (pierwszy raz jakoś w 2007 roku) oraz przeczytanie „Myśl i bogać się” Napoleona Hilla. To był jednak czas luźnego interesowania się tym tematem.
Dopiero pod koniec 2008 roku nadszedł czas na przesłuchanie audiobooka „Sekret milionera” Marka Fishera (bezpośrednia motywacja do założenia tego bloga) oraz lektura „Bogatego ojca, biednego ojca” Roberta Kiyosakiego. To był pierwszy etap.
Drugi etap
Później czytałem książki wielu innych autorów, w tym Bodo Schäfera, Briana Tracy’ego, Donalda Trumpa, Roberta G. Allena. Do tego czytałem ebooki z różnych tematów powiązanych z samorozwojem, inwestowaniem, biznesem. Zacząłem inwestować w domeny internetowe, co okazało się nietrafionym pomysłem i przyniosło mi trochę strat, później zainwestowałem w pożyczki społecznościowe co okazało się kolejnym błędem (pożyczka trafiła do windykacji, czekałem na zwrot pieniędzy kilka miesięcy).
W międzyczasie karmiłem się wieloma różnymi pozycjami o samorozwoju i inwestowaniu, za czym rzadko kiedy szły konkretne działania. Raz wierzyłem w potęgę ciężkiej pracy i oszczędzania do emerytury, później wierzyłem we wzbogacenie się na giełdzie, szukałem szansy w ryzykownych inwestycjach (wspomniane pożyczki społecznościowe i domeny internetowe) – słowem kompletny chaos. Nie mogłem odnaleźć żadnej filozofii, której mógłbym się trzymać. Celem było zarobienie miliona, a po co – wtedy jeszcze dobrze nawet nie wiedziałem. Na tym etapie utknąłem na dłuższy czas.
Trzeci etap
Otrzeźwienie i trzeci etap nadeszły dopiero w okolicach sierpnia-września 2009 roku, kiedy przeczytałem polecaną przez Pawła książkę „4-godzinny tydzień pracy” autorstwa Timothy’ego Ferrissa. Nadała mi świeżą motywację i kreśliła inną filozofię życia niż wszystkie inne książki jakie wcześniej czytałem. Do tego zgadzała się z moimi poglądami „nie bądź przeciętny” i „zawsze szukaj lepszych rozwiązań”. Początkowo byłem jeszcze mentalnie w drugim etapie. Nic nie robiłem, a tylko zastanawiałem się co zrobić, żeby działać według wskazówek autora.
Dopiero na przełomie 2009/2010 roku udało mi się określić do czego tak naprawdę dążę, odrzucić fałszywy pogląd, że milion na koncie jest głównym celem i znaleźć takie sposoby zarabiania, którym zdecydowałem się w pełni oddać, czyli zarabianie na ogólnie pojętej informacji w Internecie. Powoli pracuję nad jednym obiecującym projektem, zajmuję się dodatkową działalnością, która ma duży potencjał i mam kolejne pomysły, które jednak odsuwam na później, kiedy skończę to, czym zajmuję się teraz.
Dotarcie do trzeciego etapu zajęło mi więc około 2–3 lata, w tym jeden rok pełnego zanurzenia w tej tematyce. A trzeci etap jest dopiero tym właściwym początkiem, pierwszym krokiem na schodach (oby ruchomych, hehe). Mam już za sobą trochę doświadczeń, ale to nic w porównaniu do tego, co przyswoję w trakcie trzeciego etapu. Wierzę, że droga do celu, po tym jak wreszcie dokładnie wiem jak ma wyglądać (i nie jest to milion na koncie), powinna się znacząco skrócić. Mam teraz cel, mam narzędzia i mam pomysł jak je wykorzystać – wszystko przede mną.
Jak to wygląda u Ciebie? Czy przechodziłeś przez podane wyżej etapy? Na którym etapie jesteś teraz?
Podobne wpisy:
- Najpopularniejsza droga do niezależności finansowej to…
- Czego Monopoly uczy o niezależności finansowej?
- Dlaczego powinieneś dążyć do niezależności finansowej, a nie do bogactwa
- Czy jesteś odpowiedzialny?
Jeśli spodobał Ci się ten wpis, możesz go skomentować lub zasubskrybować RSS i otrzymywać nowe artykuły na swój czytnik RSS.

Dobry temat do poruszenia, warto tu podyskutować.
i przyszłość.
Jestem obecnie na 3 etapie. Doszedłem do niego po 3 latach. Zaczęło się od książki “Bogaty ojciec, biedny ojciec”.
Potem przyszła kolej na giełdę, ale tylko analiza fundamentalna, bo techniczna kompletnie mnie nie interesuje – tu zacząłem w 2008 roku i do dziś się nią zajmuje (tak odnalazłem pierwszy sposób zarabiana)
Od 2008 roku zacząłem handlować oponami używanymi w necie. Ale dopiero w listopadzie 2009 roku przeprowadziłem analizę 20/80 która odniosła pożądany skutek. Robiąc mniej zarabiam więcej. (tak odnalazłem mój drugi sposób zarabiana)
Za tydzień zwalniam się z pracy (jestem na 2 tyg. okresie wypowiedzenia) i zaczynam na swojej działalności gospodarczej (chce w 3 lata przekształcić ją w system)
Kiedy zdałem sobie sprawę, że działanie w konkretnym kierunku działa postanowiłem sam być odpowiedzialny za swoje czyny
I jeszcze wspomnę ile się nasłuchałem od najbliższych o tym co robię – nie starczyło by 1 roku czasu by to opisać.
Czyli długość tych etapów u nas się powtórzyła, bo u mnie też trwało koło 3 lat. I w sumie też zaczęło się od Kiyosakiego.
Też miałem okres inwestowania na giełdzie, ale to była raczej zabawa, bo prawie nic nie wiedziałem. Teraz trzymam się od niej z daleka. Niemniej właśnie po to jest ten drugi etap – żeby rozpoznać to, co nas najbardziej pasjonuje i w czym osiągamy najlepsze wyniki.
Wspomniałeś o analizie Pareto – też przeprowadziłem coś podobnego u siebie i teraz wiem na czym się skupiać, a co wyeliminować albo robić jako ostatnie.
“i zaczynam na swojej działalności gospodarczej (chce w 3 lata przekształcić ją w system)” – powodzenia!
“I jeszcze wspomnę ile się nasłuchałem od najbliższych o tym co robię – nie starczyło by 1 roku czasu by to opisać” - tak długo jak naprawdę nie osiągniesz nic wielkiego tak długo trzeba takich rzeczy wysłuchiwać. Dobrym przykładem jest Krzysztof Lis z zarabianie-na-blogu.pl – na początku wszyscy się śmiali, teraz albo się uciszyli albo gratulują i podziwiają.
U mnie trwało to podobnie około trzech lat, licząc od przeczytania ostatniej strony Bogatego Ojca, do pierwszej wypłaty uzyskanej ze źródła półpasywnego dochodu. Niestety, wspomniana w artykule nauczka przyszła dopiero teraz (ograniczyłem się do niszy, którą ostatnio intensywnie zajmował się nasz “kochany” rząd). Teraz praktycznie startuję od zera, ale za to mam doświadczenie i oszczędności, więc wrócenie na tory nie powinno zbyt długo trwać.
Ja myślę, że ograniczanie się do niszy jest bardzo dobre, ale tak długo jak ma się jakieś ubezpieczenie w postaci innej niszy. Pareto działa i w tej kwestii i o wiele więcej da się wyciągnąć z jednej lub dwóch dobrych niszy niż z 10 średnich lub słabych. No i ten wspomniany “złoty strzał” to raczej próba jednorazowego wyciągnięcia dużej kwoty pieniędzy na jednej rzeczy, a w Twoim przypadku raczej tak nie było, był to po prostu element nauki na trzecim etapie i najprawdopodobniej jedno z najważniejszych doświadczeń.
Może z biegiem czasu odkryjesz kolejny etap, w końcu jeszcze nie jesteś w pełni niezależny finansowo? Myślę że ten post i inne zamieszczone na Twoim blogu mogą wymiernie skrócić czas przechodzenia przez wspomniane etapy dla Twoich czytelników.
“jeszcze nie jesteś w pełni niezależny finansowo”
Nie jestem praktycznie w ogóle niezależny finansowo w takim rozumieniu, jakie przedstawiane jest na blogu.
Słuszna uwaga co do etapów, możliwe, że jeszcze jakieś etapy odkryję, chociaż uważam, że ten trzeci etap jest takim najdłuższym. To jest po prostu ta typowa efektywna praca skoncentrowana na najważniejszych rzeczach, która doprowadza do celu.
Oczywiście, że jest czwarty etap: cieszenie się wolnością finansową i wspaniałym życiem
Hehe no chyba że tak.
Ja nie zaczynalam od czytania ksiazek na tematy finansowe. Nikt nie musial mi tlumaczyc, ze musze wydawac mniej niz zarabiam, odkladac, oszczedzac czy inwestowac. Byly to dla mnie zawsze rzeczy oczywiste, kwestia wychowania. Nigdy nie mialam problemu z zarzadzaniem pieniedzmi. Pomysl kupna pierwszego mieszkania pod wynajem przyszedl sam, do inwestowania na gieldzie tez dojrzalam sama. Po drodze bylo tez inwestowanie w ziemie (tutaj tesc zapodal pomysl i konkretne dzialki do kupna).
Kiyosakiego czytalam tylko jedna ksiazke i to wcale nie Bogatego Ojca, tylko “Rich Dad’s Guide to Investing: What the Rich Invest in, That the Poor and the Middle Class Do Not! ” Sadze, ze powtorzyl tam to samo co w innych ksiazkach. Ale te ksiazke czytalam stosunkowo niedawno i nie wniosla ona rewolucji do mojego zycia, bo juz wczesniej mialam swoj plan. Wole ksiazki bardziej konkretne np o strategiach inwestowania, gdzie autor skupia sie na konkretnych metodach.
Zawsze dazylam do tego, zeby zarobic i nie narobic sie. Tak to juz jest z leniami
Hehe dlatego napisałem “większość osób”. Miałaś to szczęście, że wyniosłaś takie lekcje z domu, ale zdecydowana większość ludzi jedyne lekcje o pieniądzach jakie wynosi z domu to “praca musi być ciężka”, “bogaci są złodziejami”, “w tym kraju nie da się zarobić”. Ja np. nie otrzymałem takich lekcji, ale z natury jestem oszczędny i od samego początku zawsze odkładałem pieniądze na później, na coś na co akurat zbierałem. Jednak te wszystkie dodatkowe główne zasady (fundusz bezpieczeństwa, 10% dochodów i tak dalej) poznałem dopiero później.
“Wole ksiazki bardziej konkretne np o strategiach inwestowania, gdzie autor skupia sie na konkretnych metodach” - a widzisz, i to jest właśnie objaw trzeciego etapu hehe. Napisałem: “wybiera się książki pod kątem poszukiwanych aktualnie informacji”.
“Zawsze dazylam do tego, zeby zarobic i nie narobic sie. Tak to juz jest z leniami” - a to akurat bardzo dobre podejście, polecam Richard Koch, The 80/20 Principle. Niedługo coś o tym napiszę, ale w skrócie jest właśnie o tym, żeby być mądrym leniem.
“a najczęściej przynoszącymi rozczarowanie (np. Forex, kontrakty terminowe czy HYIP’y).”
@Marcin, dlaczego tak piszesz skoro sam nie masz doświadczenia w hyipach, bardzo wiele osób obraca się w świecie Hyipów i zarabia na tym nie małe pieniądze. Pewnie Hyipy są ryzykowne, ale to trochę tak jak ze sportem ekstremalnym, liczą się umiejętności dzięki którym to ryzyko doprowadzasz do minimum !
Dlatego napisałem “najczęściej”, ale nie zawsze. Oczywiście, że da się zarabiać, na pewno da się zarabiać dużo, ale chodzi o to, że w podanych wyżej trzech sposobach zarabia może 5, maksymalnie 10% inwestorów, a reszta jest na minusie. Nie przekreślam tego, sam zastanawiam się nad wysyłką mniejszej kwoty do Geniusa, ale dobrze wiem, że statystyki w tym wypadku są nieubłagane i zdecydowana większość osób żałuje swoich prób. Tylko mała część osób jest na tyle zdeterminowana, że dociera do tego etapu, gdzie dołącza do tych najlepszych. I jest to o wiele mniejsza liczba osób niż w przypadku np. długoterminowego inwestowania w akcje (nie spekulowania) czy biznesu. Zgadzasz się?
Na trzecim etapie dodałbym jeszcze, obok zakładania własnego biznesu lub biznesu internetowego, działalność w ramach firmy opartej o MLM.
Ja jestem obecnie na 2. etapie. Więcej czytam i myślę, niż działam. A zaczałęm podobnie od Kiyosakiego “Bogaty ojciec, biedny ojciec”, potem Shafer, Trump, Tracy, Lynch i jeszcze różne pozycję motywacyjne m.in. Maxwell. Po Kiyosakim wiedziałem już, że praca na etacie nie jest dla mnie. Na razie największy wysiłek wkładam w skończenie studiów inżynierskich.
Witam. Już od kilku miesięcy śledzę twoje wpisy, ale dopiero teraz odczułem potrzebę napisania komentarza:)
U mnie etap pierwszy zaczął się jesienią 2007 roku, kiedy jako przeciętny człowiek bez większego celu w życiu, na fali giełdowej euforii i wizji wiecznej hossy pani w spożywczaku ( wtedy nie dostrzegałem ironii ) wrzuciłem kilka tysięcy w fundusze inwestycyjne. Co się dalej działo z moją kasą to wszyscy się domyślą. To była droga lekcja, jednak z perspektywy czasu uważam, że warto było gdyż bo to punkt zwrotny. Gdy codziennie rano sprawdzając notowania mój żołądek ożywał, zacząłem się zastanawiać nad sposobem aby już nigdy nie być zależnym od pieniędzy. Przeglądałem wiele książek z najróżniejszych dziedzin. Samorozwój, super tajemne techniki inwestowania na giełdzie itp. Wszystko co mogło zapewnić niezależność finansową było mile widziane. To był etap pierwszy.
Mimo pierwszej porażki, nie zraziłem się do giełdy i kilka miesięcy później postanowiłem wrócić do gry. Tym razem jednak miało być inaczej. Chciałem być przygotowany. Wiedziałem już, że nie chcę w życiu tracić czasu na pracę 8h dziennie przez 40lat, ale nadal giełda była jedynym sposobem na wcielenie wszelkich informacji z książek w życie. Spędzałem długie godziny na analizowaniu wykresów, zależności ale muszę przyznać, że sprawiało mi to przyjemność. Po wielu miesiącach prób i testów, w końcu znalazłem sposób inwestowania, który im odpowiadał i od tego czasu zaczął się pojawiać mój pierwszy pasywny dochód. Dużym minusem było to, że po pierwsze był to dochód na poziomie kilku % rocznie, a po drugie jako student nie posiadałem jakiejś znaczącej kwoty. No i tak zakończył się etap drugi. Wiedziałem już, że można nie wiedziałem jeszcze jak.
Etap trzeci:
Jakiś czas później zacząłem myśleć o założeniu firmy. Uskrzydlała mnie wizja bycia własnym szefem, a na pewno pomógł twój blog. Pamiętam jak dziś, ten dzień kiedy google filtrował dzisiątki moich zapytań w poszukiwaniu blogów o niezależności. Wtedy pierwszy raz trafiłem na twoją stronę poprzez recenzję “4 tygodniowego tygodnia pracy”. Nie znałem tylko odpowiedzi na najważniejsze pytanie. Co będzie robić moja firma? Przez kolejnych kilka miesięcy upadał pomysł nadmorskiej wypożyczalnie skuterów wodnych, następnie pośrednictwo w sprzedaży borówek do sklepów. Kilka szalonych ( czyt. dziwnych ) pomysłów później, gdy upadł pomysł chodowli tuji na żywopłoty, wymyśliłem jak połączyć to na czym się znam, z tym co lubię i jeszcze z generowanie przychodu, bo tylko wtedy będe zadowolony z tego co robię. Firma będzie związana z giełdą, o której w teorii i praktyce wiem już naprawdę dużo. Będzie zajmowała się szeroko pojętym hadlowaniem informacją.
Na chwilę obecną jestem w trakcie realizowania pomysłu. Wszelkie analizy na razie wypadły obiecująco. Deadline z ruszeniem wszystkiego ustaliłem sobie na koniec wakacji. Teraz liczy się tylko moja praca włożona w projekt i pozystywne nastawienie
W życiu nie przeczytałem żadnej książki Tracy’ego czy Hilla. Nawet nie wiem kto oni zacz. Kioyaski – przeczytałem jedną pozycję, przejrzałem parę innych i mam o nim bardzo negatywną opinię; zresztą jego książki to jest w dużej mierze wodolejstwo i bezustanne powtarzanie tego samego innymi słowami. Jeśli to ma kogoś motywować – jego sprawa, ja cenię książki praktyczne z których czegoś się dowiem.
Dla mnie to że trzeba wydawać mnie niż się zarabia, szukać możliwości zaoszczędzenia na wydatkach, a oszczędności z głową inwestować to rzeczy oczywiste. Podejrzewam że większość ludzi którzy robią podobnie nigdy nie słyszało o żadnym Kioyaskim czy Hillu.
Tak na koniec – nie bierz tego do siebie Marcinie, bo nie o to chodzi: coraz częściej obserwuję młodych ludzi (studentów czy licealistów) którzy po przeczytaniu paru książek myślą, że coś wiedzą i zaczynają mówić innym co mają zrobić żeby osiągnąć sukces. Za doradzanie to się można wziąć kiedy już rzeczywiście do czegoś doszliśmy i widzimy swoje działanie z perspektywy czasu. Prowadzenie biznesu z książek się nie nauczysz – trzeba to robić na codzień, a nie filozofować o tym. Sprzedawanie zimnych napojów w lecie na plaży nauczy więcej niż te wszystkie książki – nieważne jakie cuda obiecują ich autorzy.
Marek Kozłowski – tutaj są różne opinie, ja np. od MLM trzymam się z dala.
MaciekG – dobrze poczytać książki autorów o zupełnie odmiennych poglądach, dzięki temu można szybciej dojść do wniosku czym chce się zająć.
Carbon – dzięki za długi komentarz. Fajna historia i dobry przykład, że każdy potrzebuje czasu, żeby uporządkować sobie wiedzę i trafić na ten pierwszy pomysł. Życzę powodzenia z biznesem!
Nemo:
“Dla mnie to że trzeba wydawać mnie niż się zarabia, szukać możliwości zaoszczędzenia na wydatkach, a oszczędności z głową inwestować to rzeczy oczywiste. Podejrzewam że większość ludzi którzy robią podobnie nigdy nie słyszało o żadnym Kioyaskim czy Hillu”
I to są ludzie, którzy najczęściej wynieśli taką wiedzę z domu. Duży wpływ ma najbliższe otoczenie. Większość ludzi nie dorasta jednak w bogatych rodzinach, szczególnie w Polsce, i dlatego taka wiedza jest mało powszechna. Wtedy tacy autorzy przychodzą z pomocą, nawet jak tylko 1% ludzi dzięki nim zmieni swoje nawyki.
“Za doradzanie to się można wziąć kiedy już rzeczywiście do czegoś doszliśmy i widzimy swoje działanie z perspektywy czasu”
Dlatego nie piszę na blogu jak prowadzić biznes, nie piszę jak inwestować na giełdzie ani nic podobnego. Piszę tylko to, czego sam się nauczyłem albo jakie są moje przemyślenia. Ten wpis został napisany właśnie z perspektywy czasu – może za rok albo za dwa lata będę mógł to podzielić na jeszcze inne etapy, ale aktualnie widzę to właśnie tak. Sam zresztą podkreśliłem we wpisie, że jestem na początku trzeciego etapu i nie robię z siebie eksperta. I wielokrotnie podkreślałem, że absolutnie nie kręci mnie tradycyjny biznes, wręcz przeciwnie – odpycha mnie podobnie jak etat, bo tradycyjny biznes narzuca takie same ograniczenia. O wiele bardziej wolę Internet lub ewentualnie pracę wolnego strzelca.
Kurcze, jeśli spojrzeć na to co piszesz, to chyba jestem już na trzecim etapie… Dla mnie to dopiero początek drogi tak na prawdę, ale świadomość, jak wiele już za mną jest bardzo motywująca… Nawet nie spodziewałam się, że zajdę tak daleko, tym bardziej że mój zapał jest raczej słomiany. Jednak w tym wypadku jest inaczej, ponieważ mogę połączyć wiele elementów niespójnych na pierwszy rzut oka w jedną logiczną układankę – oszczędzałam zawsze, przyzwyczajenie wyniosłam z domu wzmacniane wieloma latami doświadczeń, podobnie rzecz się ma z moimi pasjami, które też od wielu lat są względnie stałe, brak było w tym jednak bardziej dalekosiężnego celu i odwagi by spróbować.
Dzięki Tobie ( z polecenia znajomych) trafiłam na temat rzekę jakim jest reorganizacja swojego życia, oszczędzanie, biznes, motywacja, inwestowanie itp. Heh, twoje wpisy zupełnie różniły się od nudnych teorii ekonomii i finansów, więc tym chętniej zabierałam się do lektury. Swego czasu przeczytałam również “Bogaty ojciec, biedny ojciec” jednak z mieszanymi uczuciami (jak ktoś już tu wskazał – książka mogłaby być połowę krótsza bez ubytku w warstwie treściowej). Później natomiast postanowiłam działać!
Dużo czytałam, dużo myślałam, powoli wyznaczyłam sobie cele, porządkowałam sprawę finansów, w końcu niedawno założyłam bloga i z dziesiątków pomysłów wyłoniłam kilka, które przeznaczyłam do realizacji. Prawda jest taka, że milionerem pewnie nie zostanę, ale też nie to jest moim celem tak na prawdę… Skupiłam się na tym na czym się znam, co mnie interesuje i sprawia mi przyjemność. Dzięki temu awansowałam w pracy i dostałam podwyżkę, dodatkowo trochę dorabiam, poszerzyłam horyzonty i wreszcie wiem do czego dążę. W ciągu około pół roku moje dochody wzrosły o ok. 70!
Teraz już nic mnie nie zatrzyma! Dzięki!
Dzięki za swoją historię.
“Heh, twoje wpisy zupełnie różniły się od nudnych teorii ekonomii i finansów, więc tym chętniej zabierałam się do lektury” - nudne i niepraktyczne rzeczy też mnie odpychają, dlatego staram się na blogu trzymać od tego z dala. Niestety czasami przez to ludzie źle rozumieją wpisy i wyobrażają sobie, że jedyne co robię to marzę i udaję eksperta od milionerów hehe.
“Prawda jest taka, że milionerem pewnie nie zostanę, ale też nie to jest moim celem tak na prawdę…” – myślę, że tak naprawdę nikt nie ma celu, żeby zostać milionerem, ale żeby po prostu żyć tak jak marzy. Bo i milioner może być nieszczęśliwy, pieniądze nie są jedynym czynnikiem dającym szczęście. Wizerunek milionera jest zbyt idealizowany.
“Dzięki temu awansowałam w pracy i dostałam podwyżkę, dodatkowo trochę dorabiam, poszerzyłam horyzonty i wreszcie wiem do czego dążę. W ciągu około pół roku moje dochody wzrosły o ok. 70!” - doskonały przykład, że można, trzeba tylko się postarać.
“Teraz już nic mnie nie zatrzyma! Dzięki!” - życzę powodzenia!
U mnie pod tym wzgledem poziom zerowy, bo nie czytałem ani jednej książki o bogactwie. Zamiast tego zwyczajnie zacząłem coś robić. Z czasem to “coś” stało się lepsze i bardziej skuteczne.. Po okresie debilizmu korporacyjnego pracuję dla przyjemności i pieniędzy w stosunku 50% – 50%. Chcę pracować. Gdybym nie pracował, chyba bym sie zanudził na śmierć
.
“I to są ludzie, którzy najczęściej wynieśli taką wiedzę z domu. Duży wpływ ma najbliższe otoczenie. Większość ludzi nie dorasta jednak w bogatych rodzinach, szczególnie w Polsce, i dlatego taka wiedza jest mało powszechna.”
—————————————–
Wychowanie finansowe nie musi miec nic wspolnego z zamoznoscia rodzicow. To raczej kwestia tego czego rodzice naucza swoich potomkow. Malo zamozni rodzice moga nauczyc szacunku dla pieniadza, z kolei ludzie, ktorzy nie martwia sie pieniedzmi moga w ogole pominac ten etap edukacji u pociech i potem taka jednostka bogata z domu wpada w spirale zadluzenia i zyje ponad stan.
Jesli juz mowimy o wplywie otoczenia, to mysle, ze duze znaczenie moze miec obecnosc osob przedsiebiorczych, ktore moga byc dobrym przykladem jak zaczac czy jak prowadzic wlasny biznes.
Czy się zgadzam ? Nie do końca, moim zdaniem za bardzo uogólniasz, nawet jeżeli jest to 5-10 % to jest to odsetek moim zdaniem duży, dla porównania jaki procent osób, które zakładają swoje własne firmy osiąga niezależność finansową ?
Te 90%, które jak zakładasz nie zarabia na Hyipach, to moim zdaniem kompletnie nie doświadczone osoby albo ludzie naiwni, którzy ślepo wierzą we wszystko co jest w internecie. Myślę, że te osoby, które się udzielają na różnego rodzaju forach o Hyipach co najmniej w połowie są na plus reszta ślepo patrzy w reklamy Hyipów i wpłaca do nich pieniądze bez żadnego namysłu.
Faktycznie zauważam taką prawidłowość w swojej edukacji finansowej. Niestety wydaje mi się że jestem dopiero na początku drugiego etapu, a właściwie byłem, bo jakiś rok temu zupełnie się zniechęciłem i przeniosłem swój czas i energię na inne sprawy.
Łukasz – hehe opisane przeze mnie trzy etapy to tylko taki ogólny szkic, wiadomo, że nie do każdego się stosuje.
Richmond – też racja, nie musi to mieć wpływu, ale jednak często wg mnie ma. Obecność osób przedsiębiorczych – to zależy, jeden może prowadzić małą domową firmę, która jakoś tam ciągnie, drugi może prowadzić przedsiębiorstwo zatrudniające ileś tam osób, a trzeci może dobrze zarabiać mało pracując. Podsumowując otoczenie wpływ na pewno ma, ale w każdym przypadku inny.
Maturzysta - “dla porównania jaki procent osób, które zakładają swoje własne firmy osiąga niezależność finansową” - tu akurat nie porównywałem do osiągnięcia niezależności finansowej, tylko do uniknięcia straty. Myślę, że więcej osób w dłuższym okresie zarabia na swoim biznesie niż na HYIP-ach. Chodzi mi o coś takiego: jak jesteś na tym drugim etapie, to będziesz szukał metod szybkiego wzbogacenia. Generalnie uznaje się za takie również HYIP-y. Osoba, która jeszcze się na niczym nie przejechała może wpłacić do jakiegoś z nich dużą sumę pieniędzy, a potem się okaże, że ją straci. Takie samo jest myślenie z Forexem – “duża dźwignia, nic prostszego zarobić”. Podobnie jest z MLM. A potem wszyscy tracą. Raczej nie mówi się, że można szybko zarobić na własnym biznesie. Nie przekreślam żadnej z tych metod, bo wszystkie działają, chodzi mi tylko o to, że są bardzo często postrzegane jako szansa złotego strzału. Ja już parę razy straciłem pieniądze i jeżeli teraz miałbym zainwestować np. w HYIP to włożyłbym tylko małą kwotę. Ale początkowo, póki nie stracisz, nie widzisz ryzyka.
Krzysiek – to warto do tego wrócić i eksperymentować, aż trafisz z powrotem na dobrą drogę.
Czy się zgadzam ? Nie do końca, moim zdaniem za bardzo uogólniasz, nawet jeżeli jest to 5-10 % to jest to odsetek moim zdaniem duży, dla porównania jaki procent osób, które zakładają swoje własne firmy osiąga niezależność finansową ?
Marcin napisał, że zarabia ok. 5-10%. (osobiście skłaniałbym się w stronę tych 5%). Zarabianie pieniędzy nie jest równoważne z niezależnością finansową.
Dużo lepiej wychodzi się zazwyczaj na własnym biznesie
Z własnego doświadczenia wiem, że w przyrodzie nie występuje wysoki % połączony z niskim ryzykiem
Ja chyba jestem na wszystkich trzech etapach na raz
staram się aktywnie tworzyć pasywny dochód, choć jestem na początku tej drogi…
Czytam ten blog regularnie, tak trzymaj, poziom prezentowanych wpisów oceniam jako wysoki i jesteś dla mnie teraz niejako wzorem do naśladowania
Pozdrawiam,
roykovsky
W takim razie życzę powodzenia. Dzięki za miłe słowa, staram się, żeby wszystko, co ma dla mnie znaczenie, miało wysoki poziom.
dzięki za podlinkowanie.
mnie trudno jest określić, który z etapów mam obecnie. każdy przechodzi tę drogę trochę inaczej, ale ogólnie etapy są podobny. 4ty etap to pewnie właściwa wolność finansowa lub nawet jej przedsmak.
O zmieniłeś podtytuł bloga
“Nowoczesny rentier”- dobrze brzmi:)
Hehe to z powodu, że dążę do czegoś innego niż milion. Pewnie za jakiś czas postaram się dokładniej przedstawić co się kryje pod tą nazwą.
U mnie w zasadzie taka myśl kiełkowała od dziecka (być może dlatego, że oboje rodziców całe życie harowało, a jednak w domu się nie przelewało), ale dopiero jak otrzymałem swój pierwszy dostęp do neta, to wszystko nabrało jakiegoś wyraźniejszego kierunku. Widzę, że wypowiadają się sami (lub w większości) bloggerzy, ciekawe kiedy będziemy mogli napisać: udało mi się
“być może dlatego, że oboje rodziców całe życie harowało, a jednak w domu się nie przelewało”
Krzywdzący mit ciężkiej pracy – niedługo będzie o tym wpis.
“ciekawe kiedy będziemy mogli napisać: udało mi się”
Oby jak najszybciej!
Ja jestem na drugim etapie już ponad rok, co juz mnie zaczyna męczyć.
:) i żyć sobie dostatnio z przychodu pasywnego. Jedyny plus tamtego etapu, ze zacząłem oszczedzać, wprowadziłem zasade “najpierw płać sobie” i dziś mam chociaz te kilka tys. zl. na rachunku oszczędnościowym.
Pierwszy etap to było własnie zachłyśnięcie się lekturami: Kiyosaki, Robbins, Ferris. Jakie to się wydawało proste. Nic tylko rzucić pracę, kupic nieruchomośc z zerowym wkładem
2 etap:
U mnie on wygląda tak, że co jakis czas zachłystuję sie nowym pomysłem. juz mi się wydaje, że wpadłem na niszę, ale ostatecznie nic z tego nie wychodzi. Wszystko to odbywa się w świecie wirtualnym, zadnego z tych pomysłów nie przeniosłem do reala:/
Licze jednak, ze w końcu zmotywuję się do działania i którys z moich pomysłów w końcu wypali. Chociaz jestem już znużony tymi bezowocnymi poszukiwaniami i bliski raczej podniesienia kwalifikacji w pracy na etacie …..
Myślę, że trzeba eksperymentować i próbować z różnymi pomysłami. Niekoniecznie jednak pakować wszystko w jakiś superpomysł – najlepiej małym kosztem robić testy i sprawdzać co dobrze wychodzi. W Polsce jest sporo nisz do zagospodarowania, bo Internet jest tutaj popularny znacznie krócej niż w USA. Ja na razie wprowadzam niektóre pomysły w życie, a inne zapisuję sobie w Wordzie. Jeden nie wypali – będę robił inny. Aż do skutku. Każde doświadczenie procentuje, nawet jeżeli wypróbowanie pomysłu będzie kosztować trochę pieniędzy.
“Chociaz jestem już znużony tymi bezowocnymi poszukiwaniami i bliski raczej podniesienia kwalifikacji w pracy na etacie” - nic nie stoi na przeszkodzie, żeby robić te dwie rzeczy naraz: poszukiwać pomysłu i podnosić kwalifikacje. Zawsze będzie wyższe wynagrodzenie, a później może te dodatkowe oszczędności przydadzą się do realizacji jakiegoś pomysłu.
Najprościej szuka się pomysłu patrząc na to, czym się zajmujesz na co dzień. Co lubisz robić, co Cię interesuje, o czym lubisz czytać lub pisać, o czym lubisz rozmawiać, jakie masz problemy, jakie problemy mają Twoi znajomi i tak dalej. W końcu znajdziesz coś, co będziesz chciał poważniej przetestować.
Cześć,
To mój pierwszy wpis na Twoim blogu.
Podoba mi się ten sposób “segregowania” stopni w drodze…
Rzeczywiście ucząc się i działając zaczynamy w skupieniu ograniczać się do pewnej niszy, wybranego kierunku.
Nie lekceważyłbym jednak (myślę Marcinie, że zgodzisz się ze mną) ciągłej potrzeby poszerzania horyzontów, wracania do rzeczy znanych, “zataczania kół”. Wiadomo – przeczytana dawno temu książka, może odkryć przed nami zupełnie nowe, niezauważone treści.
I drugie: po mimo, że sukces będziemy odnosić będąc ekspertem w jednej dziedzinie, trzeba bez przerwy “dla higieny psychicznej” interesować się wieloma sprawami. Moim zdaniem w przeciwnym razie, po pierwsze stracimy sporo ze smaku życia, a po drugie nasz umysł będzie stopniowo ulegał wyjałowieniu, co w konsekwencji odbije się na naszej podstawowej działalności.
Oczywiście, że tak, przedstawione etapy to tylko zarys. Chodzi mi o to, że o ile na początku czyta się wszystko, to potem zaczyna się czytać tylko to, co najbardziej nas interesuje. Co nie znaczy, że ogranicza się czytanie książek do np. tematyki giełdowej, bo trzeba też umieć postawić kreskę między czytaniem dla wiedzy a czytaniem dla przyjemności.