„The Power of Positive Thinking” (Moc pozytywnego myślenia) – Norman Vincent Peale

(autor: http://www.flickr.com/photos/dotbenjamin/)
Pozytywne myślenie to hasło popularne od kilkudziesięciu lat. Do jego rozprzestrzenienia przyczynił się Norman Vincent Peale, amerykański pastor i autor wielu książek, w tym zawartej w tytule „The Power of Positive Thinking”, którą uznano za klasyk w tej tematyce. Czy warto ją czytać? O tym we wpisie.
Zabierałem się do tej książki ostrzeżony, że jest chrześcijańska. Tak naprawdę napisałbym, że jest ultrachrześcijańska. Prawie wszystkie rady, wszystkie anegdoty i doświadczenia autora zahaczają o Biblię lub ogółem chrześcijaństwo i wiarę w chrześcijańskiego Boga.
Odpycha mnie religijna ortodoksyjność i ta książka nie była wyjątkiem – kilka razy zamierzałem przerwać lekturę, ale ostatecznie doczytałem ją do końca. Pomijając kilka idiotycznych fragmentów sporo rad ma sens, nawet jeżeli odciąć element religijny.
Autor traktuje temat pozytywnego myślenia bardzo szeroko – pisze m.in. o pewności siebie, spokoju ducha, energii, szczęściu, wierze w zwycięstwo, pokonywaniu negatywnych nawyków takich jak narzekanie lub wątpliwości. Można także poczytać o leczeniu się za pomocą modlitw, relaksowaniu lub jak stać się lubianą osobą.
Roboczy tytuł tej książki – „The Power of Faith” – zdecydowanie lepiej pasowałby do zawartości książki. Dlaczego? Bo tak jak pisałem wyżej okazuje się, że lekiem na prawie wszystko są powtarzane kilkanaście razy w trakcie książki dwa wersety z Biblii – „I can do all things through Christ which strengtheneth me” („Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” w Biblii Tysiąclecia) (List do Filipian, 4, 13) oraz „If God is for us, who can be against us?” („Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam”) (List do Rzymian, 8, 31).
Co najmniej kilka razy w trakcie książki powtarza się podobny schemat – ktoś ma problem, druga osoba nosi w portfelu jeden z podanych wyżej cytatów. Osoba z problemem zwierza się tej drugiej, a ta druga radzi nosić przy sobie taki cytat i powtarzać go i nagle problemy znikają. Naiwne, choć ma pewien sens. Jeżeli będziemy uparcie powtarzać sobie 50 razy dziennie, że jesteśmy wspaniali i wszystko potrafimy, w końcu w to uwierzymy. Nie trzeba szukać cytatów z Biblii.
Ciekawe fragmenty
Czy to znaczy, że ta książka jest słaba? Niekoniecznie. Wynotowałem sobie dosyć dużo ciekawych fragmentów i dobrych rad – niektóre z nich przedstawię na blogu w oddzielnych wpisach. Chociażby praktyka codziennych wizualizacji ma sens – i do tego wcale nie trzeba być wierzącym, aby je stosować. Chodzi tylko o pewną zmianę myślenia, o wprowadzenie nawyku wyobrażania sobie dobrych rzeczy zamiast złych. Jeżeli wyobrażasz sobie przyszłość w ciemnych barwach, stwórz sobie w umyśle obraz idealnego życia i codziennie go przywołuj.
Jeżeli kogoś bez powodu nie lubisz (a niekoniecznie on nie lubi Ciebie) autor radzi, żebyś się za taką osobę modlił. A czym jest modlitwa za kogoś? Życzeniem komuś dobrze. Więc także wcale nie trzeba się modlić, wystarczy zmienić sposób myślenia. Ciężko nie lubić kogoś, komu się dobrze życzy. Generalnie do wywołania każdej zmiany autor radzi po prostu często o tym myśleć i modlić się o to – to nic innego jak zasady z filmu „The Secret”. Szkoda tylko, że Peale zapomina o tym, że samo siedzenie i modlenie się nic nie zmieni, póki nie ruszymy do działania. Potem ludzie po lekturze takich książek wierzą, że wszystko zrobi się samo jak tylko będą tego chcieli. Ale przejdźmy do dalszych zalet.
Inna ciekawa rada to praktyka codziennego wyciszania – na każde 24 godziny znajdź 15 minut i ciche miejsce, usiądź lub połóż się i nic nie rób. Proste i efektywne, podobnie jak praktyka codziennej krótkiej drzemki. Innym sposobem na szybkie wyciszenie w ciągu dnia jest przywołanie sobie jakiegoś wspomnienia albo uspokajającego obrazu, np. białej plaży z palmami położonej nad krystalicznie czystym oceanem. Proste i niezbyt rewolucyjne rady, ale działające całkiem dobrze.
Bardzo podoba mi się podejście autora do szczęścia. Przytacza on anegdotę, w której mężczyzna dzieli się swoim sposobem na szczęście: „When I get up in the morning I have two choices – either to be happy or to be unhappy, and what do you think I do? I just choose to be happy, and that’s all there is to it”. Bo codzienne szczęście nie musi być jakimś odległym celem, do którego się dąży, ale stanem, który można w sobie wyzwolić w każdej chwili.
Książka jest pełna takich oczywistych, ale sensownych rad. Można je wszystkie skrócić słowami filozofa Williama Jamesa: „The greatest discovery of my generation is that human beings can alter their lives by altering their attitudes of mind”, które zresztą są zawarte właśnie w tej książce. Chcesz zmienić swoje życie – zmień swój umysł.
Najbardziej denerwujące jest to, że autor musiał wszystko odnosić do chrześcijaństwa. To znaczy, że muzułmanie, Żydzi, buddyści, hinduiści, a już tym bardziej agnostycy czy ateiści nie mogą w pełni korzystać z tej książki. Kto z nich będzie powtarzał wersety z Nowego Testamentu i modlił się do Jezusa? Zabawny jest fragment, gdzie autor przytacza jakieś badania długowieczności, z których wynika, że oprócz zdrowych nawyków żywieniowych i pozytywnego podejścia do życia każdy stulatek chodzi co tydzień do kościoła. Autor pokusił się nawet na stwierdzenie, że aby żyć długo, trzeba co tydzień chodzić do kościoła. Zabawne, że chyba najwięcej stulatków żyje w Japonii, gdzie chrześcijanie to zaledwie około 1% populacji.
Warto czy nie?
A zatem, czy warto sięgać po „The Power of Positive Thinking” znane w Polsce także jako „Moc pozytywnego myślenia”? Jeżeli potrafisz podejść z dystansem do niektórych rewelacji tego autora, to znajdziesz w niej coś ciekawego. Z pewnością bardzo Ci się spodoba, jeżeli bezkrytycznie podchodzisz do chrześcijaństwa, w przeciwnym wypadku momentami będziesz miał wątpliwości czy czytać tę książkę dalej. Klasykiem tej książki raczej bym nie nazwał. Jeżeli wolisz przeczytać coś o ulepszeniu swojego codziennego życia przeczytaj „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi” Dale’a Carnegiego lub „Obudź w sobie olbrzyma” Anthony’ego Robbinsa. Wyniesiesz z nich o wiele więcej, a poruszają podobne tematy i nie wciskają tak nachalnie „jedynej słusznej wiary”.
Czy czytałeś „The Power of Positive Thinking”? Co sądzisz o tej książce? Jakie pozycje z tematyki pozytywnego myślenia poleciłbyś innym czytelnikom?
Jeśli spodobał Ci się ten wpis, skomentuj go. Zasubskrybuj RSS, żeby nie przegapić żadnego wpisu. Jeżeli nie wiesz czym jest RSS, poczytaj o nim tutaj. Śledź mnie także na Twitterze, a otrzymasz dodatkowe informacje.
Trackbacki
Komentarze
Komentarzy: 19 do “„The Power of Positive Thinking” (Moc pozytywnego myślenia) – Norman Vincent Peale”- Zasady komentowania: traktuj innych jak ludzi, nie obrażaj i nie wyśmiewaj. Konstruktywna krytyka jest w porządku, ale niegrzeczne i niedojrzałe komentarze są kasowane. Komentarze, które mają na celu jedynie reklamowanie jakiejś strony również są kasowane. Jeżeli piszesz dłuższy komentarz, kopiuj go do schowka w czasie pisania. Dzięki temu nie utracisz go, jeżeli wystąpi jakiś błąd. Miłej dyskusji.
-
Nie wiem czy dobrze wnioskuję, ąle całe to pozytywne myślenie ma po prostu poprawiać nam samopoczucie i dać wiarę, że to pomaga. Odbiegając o tematyki jedynie pozytywnego myślenia - czytałem kiedyś ksiąkę: „Potęga podświodomości” J. Murphy’ego i porównując do twojego opisu wydaje mi się, że może być ona właśnie takim odpowiednikiem dla wszystkich „nie chrześcijan”.
-
Widzę, że mamy podobne odczucia odnośnie tej książki a co za tym idzie zapewne podobne podejście w kwestiach wiary. Pisałem wcześniej w komentarzu o chrześcijańskich aspektach tej książki, które nie dla każdego są przekonywujące. Mnie przeczytanie tej książki utwierdziło w przekonaniu, że nasze i myśli mają ogromny wpływ na naszą rzeczywistość jednak, jak dobrze stwierdziłeś w życiu trzeba „działać” a nie modlić się o to „żeby coś zadziałało”. Ja przeczytałem polecanego przez Ciebie 4HWW Ferrissa i jestem pozytywnie zaskoczony
Mnie przekonuje jego „lifestyle” ale dojście do stanu obecnego zajęło mu wiele lat i zapewne ja też ich trochę potrzebuję
Książka super ale nie można się nią „zachłysnąć” tylko stopniowo dopasowywać do siebie i swoich możliwości.
Pozdrawiam
-
Czy nie uważacie, że jeśli książka zawiera jakieś prawdy uniwersalne, to można, niezależnie od wiary przerobić jej treść na swoje potrzeby i dostosować tak, żeby z tych prawd korzystać? Dajmy na to wspomnianą „Potęgę podświadomości”. Jeśli dobrze pamiętam, autor też dość często wspomina tam o Bogu, jednak opisuje go jako energię, która nas otacza a nie jako „byt” czy „istotę”, więc każdy może pod tę energię „podstawić własnego boga”.
Marcin chyba próbuje na taki właśnie język przełożyć tę książkę i podejrzewam, że w kolejnych wpisach znajdziemy ciekawe spostrzeżenia przekazane w nieortodoksyjny a pewnie nawet oddzielony od religii sposób.
Moim zdaniem największe religie świata opierają się na tych samych fundamentach i jeśli pominąć ich historię wynikającą z różnych interpretacji i różnych słów na określanie Boga, wszędzie chodzi o to samo. Bądźmy dobrzy dla świata a ten będzie dobry dla nas. Wiem, że brzmi to naiwnie, ale chyba takie przesłanie można dostrzec w Biblii i innych świętych księgach.
A jeśli wszędzie chodzi o to samo, to i wszystkie rady na to, jak mieć dobre życie, można przetłumaczyć na swój własny język a i tak będą skuteczne.
-
W zyciu trzeba dzialac, ale trzeba wiedziec jak. Proponuje zaczac od Nowego Testamentu. Pozdrawiam
-
Niewatpliwie szczescie jest stanem umyslu i jak pisalam w komentarzu do poprzedniego artykulu, mozemy sprawic by nasze zycie mialo lepsza jakosc robiac sobie drobne przyjemnosci i cieszac sie z malych rzeczy.
Reszta to klasyka: uwierz w siebie, zmien swoje zycie.
Gdy rzucalam etat w styczniu, to pare osob pytalo sie co bede robic i o tym co bedzie jak nie znajde zlecen. Dla mnie bylo oczywiste, ze znajde zlecenia, kwestia bylo tylko „kiedy”, a nie „czy”. Gdybym nie wierzyla w sukces swoich dzialan, to rownie dobrze, moglabym nic nie robic. -
Mam wrażenie, że przy ocenie książki i jej przesłania popełniasz Marcinie kardynalny błąd.
Otóż, jej treść można rozpatrywać jako sensowną TYLKO w odniesieniu do ludzi wierzących, bo odwołuje się ona do fundamentów tego co kształtuje moralność człowieka, jego stosunek do bliźniego itd. Czyli jeżeli ja jestem chrześcijaninem to i staram się rozumieć czego i jak uczy mnie moja religia, a tym samym mam jakieś „kierunkowskazy” i to właśnie do nich odwołuje się autor.
Dla kogoś niewierzącego to może być potraktowane jako absolutne nieporozumienie, bo argumentacja opiera się o wymyśloną ideę Absolutu lub do dogmatów. A to w mniemaniu wyznawców innych religii lub niewierzących jest błędem.
„Generalnie do wywołania każdej zmiany autor radzi po prostu często o tym myśleć i modlić się o to – to nic innego jak zasady z filmu „The Secret”. Szkoda tylko, że Peale zapomina o tym, że samo siedzenie i modlenie się nic nie zmieni, póki nie ruszymy do działania. Potem ludzie po lekturze takich książek wierzą, że wszystko zrobi się samo jak tylko będą tego chcieli”.
Bardzo mi się spodobało porównanie z filmem The Secret, który chcę niebawem wziąć na tapetę i zrecenzować. Otóż, religia chrześcijańska dużo wcześniej powiedziała to co ten film. Ale o tym będę dopiero pisał
Wierzącemu wystarczy ufność, że jego modlitwa zostanie wysłuchana i dla niego jej efekt będzie Bożym odzewem, dla innych zbiegiem okoliczności. Jeżeli ktoś uważa, że coś ma się samo zrobić tylko dlatego, że się modli ten nie rozumie o co chodzi. I to często sami wierzący nie rozumieją istoty tego co stanowi modlitwę. Zapewniam Cię Marcinie, że nie zwalnia to człowieka z działania. To psychiczne oparcie się w Bogu polegające na zaufaniu, że skoro tylko podejmę jakiś wysiłek, to Bóg mnie w tym wspomoże. To skrótowe wyjaśnienie. -
ktoś wczesniej już wspomniał książke Murphy’ego z tego co pamietam to jego książki są o tyle lepsze, że można je odwołać do każdej religii (modlisz się bezpośrednio do Boga , nie Jezusa ) Ostatnio miałem okazje przeczytać „Pokonaj lęki i obawy” z serii 6 książek jego autorstwa i powiem, że też dosyć ciekawe ale niestety po 100 stronie już się dosyć nudzi
-
Jak dla mnie to pozytywne myślenie jest po prostu afirmacją
. Czasami gdy nie mogę przestać nucić jakiejś negatywnej piosenki (tutaj góruje ostatnio Żyję w kraju grupy Strachy na lachy) bombarduję głowę pozytywnymi myślami. Zauważyłem, że głowa to sobie miesza i zamiast myśleć negatywnie automatycznie myślę pozytywnie. Prosty proces, który odbywa się w jakże skomplikowanym mózgu. Moim zdaniem oddziaływanie na swój umysł nie jest trudne, wystarczy chcieć. A gdy zapanuje się nad myślami to nie ma rzeczy niemożliwych. -
Małe sprostowanie z mojej strony:
Nie rezerwuję zasad moralnych tylko dla wierzących. Chodziło mi ogólnie o tendencję charakteryzującą takich autorów, którzy swoje treści odwołują do tego co niesie ze sobą religia, np. moralność.
Z tymi filozofami to bym był ostrożny (a mam w tym zakresie kompetencje z racji wykształcenia
). Ale póki sam nie napisałem o tym jeszcze wpisu, to nie mam co komentować 
Jeśli chodzi o myślenie pozytywne, to są rzeczy trudne do przeskoczenia w konkretnych przypadkach: trauma albo mentalność. To drugie szczególnie widać zestawiając ze sobą różne narody: USA zlepek ludzi, których przodkowie charakteryzowali się gigantycznymi ambicjami, byli pracowici i szukali nowego raju decydując się na kolonizowanie tych państw i np. kraje gdzie komunizm wyhamował osobiste aspiracje obywateli co przekłada się na stagnację i brak inwencji. A w skali personalnej myślę, że wielu z nas zna ludzi, którym uśmiechanie się i pogoda ducha towarzyszy non stop i takich, którzy są urodzonymi pesymistami. Tym drugim potrzeba więcej aby myśleć pozytywnie niż tym pierwszym. -
hej wiecie że to wszystko jest chwyt psychologiczny aby nawalić się endorfinami, a mi się wydaje, że normalny zdrowy człowiek potrzebuje czasów radości i uspokojenia jak i czasów smutku i zdenerwowania, na niektórych niestety o wiele lepiej działa stres
, no ale jak każdy woli wiadomo jednak że wyciszenie się działa i zdrowe odżywianie też
, no i trzeba uważać żeby w tej radości życia nie przeholować i nie popaść w jakiś hurraoptymizm, racjonalnie podchodzić do różnych spraw i sięgać wyżej, pozdrawiam -
Odwrócę sytuację, pomyślcie co powoduje negatywne myślenie. 3,2,1… Pozytywne myślenie daje nam zupełnie coś przeciwnego. Negatywne ogranicza nas, pozytywne daje nam siłę do działania. Taki stymulant.
-
Łatwo się mówi..
Cholera, do tej pory śmieszyły mnie komentarze ludzi (na gg, portalach społecznościowych), w stylu ‘wróć kochanie’ itd itd.
Teraz mnie samego dotknęła taka sytuacja, że kobieta, którą kocham i bez której sobie życia nie wyobrażam, mnie opuściła..
I jaktu pozytywnie myśleć?
A czytałem twojego bloga od dawna, sam miałem zamiar z kobietą wyjechać sobie na Tajlandię za rok (mam dużo oszczędności, a pracuję i tak w domu), a teraz co?
Kurcze, na prawde są sytuacje, kiedy pozytywne myślenie nie pomaga. Wiem, że teraz powinienem pozytywnie myśleć, myśleć o lepszej przyszłości, porzucić przeszłość, ale nadzieja ciągle jest jakaś w moim sercu…
Skomplikowany ten świat ;p i sorry, jezeli ten post wyglada, jak robota 13latka..jestem o wiele starszy, ale w sumie nie miałem gdzie tego napisać
-
obejrzyj sobie „500 days of Summer” powinno pomóc -
Mateuszu, 3maj się!

Są przypadki drastyczne gdy umiera żona, dzieci giną w wypadku, człowiek zostaje teoretycznie zupełnie sam i ktoś jak mu powie by „pomyślał pozytywnie” musi się liczyć, że za takie rady zaraz straci życie bo to nie przystaje to przykrej rzeczywistości. Jedni sobie z tym radzą, drudzy nie. Jak widać wszystko potrzebuje jakiegoś oparcia gdzieś poza człowiekiem (czyli nie można budować swojego szczęścia na sobie) potrzebni są nam ludzie i jakieś absolutne wartości. Nawet wspomniany film Sekret nie jest pozbawiony takich odwołań (w mniej lub bardziej dosłowny sposób). Bo wiara i nadzieja skądś musi czerpać swoje racje.





[...] „The Power of Positive Thinking” i wprowadzić rady w życie – książka trochę mnie zawiodła, ale podsunęła także kilka dobrych pomysłów. Najlepszym sposobem na walkę z negatywnością [...]